W związku z nadchodzącym dniem 8 marca przychodzi mi się zmierzyć sztucznym wymysłem, któremu przypisuje się zaszczytny tytuł „święta". Znany jest wielu osobom mój protest przeciw „halloween" i „walentynkom". Teraz na ostrze noża rzucam inny lewicowy wymysł, jakim jest „dzień kobiet". Osobiście dostrzegam nie tylko komunistyczny, ale i feministyczny charakter tego tworu. Przyczynę takiego właśnie mojego stanowiska w tej kwestii, krótko scharakteryzuję.
Podobnie jak w przypadku komercyjnego tandetnego gniotu, jakim są „walentynki", „dzień kobiet" jest także mocno nagłaśniany w „środkach masowego ogłupiania". Mało tego. Podobnie jak „halloween" i „walentynki", „dzień kobiet" jest także nastawionym na zysk depczącym Tradycję przedsięwzięciem. Media nie nagłaśniałyby „14 lutego" i „8 marca" z tak wielkim rozmachem, gdyby te nie przynosiły wielkich materialnych korzyści różnorakim wytwórniom kosztem Tradycji Narodowej. W odniesieniu do historii można zauważyć, że „walentynki" są imprezką o rodowodzie z „bloku zachodniego", zaś „dzień kobiet" jest wytworem „bloku wschodniego". Mówiąc wprost, jeden twór jest tandetą wykreowaną przez judeo-liberalizm, drugi zaś jest szmirą wymyśloną przez judeo-komunizm! W dzisiejszych czasach, o zgrozo, na „wschodzie i zachodzie" propaguje się równocześnie obydwa te wytwory! Moim zdaniem człowiek, który czuje się choć trochę Tradycjonalistą szanującym Polskość, unikałby jak zarazy jednego i drugiego gniotu nastawionego na zysk!
Przejdę teraz go ogólnych rozważań na temat „dnia kobiet". Mój ojciec mawia mniej więcej tak: „święto kobiet wymyślono po to, żeby baby wyganiać jak chłopów by robiły na traktorach". Dla tych, którzy nie zrozumieli kontekstu wyjaśnię, że komuniści wymyślili „8 marca" w celu zachęcania kobiet do podejmowania typowych prac męskich. Niektóre czynności są przystosowane tylko dla kobiet, inne tylko dla mężczyzn. Niestety ostatnimi czasy lewackie ruchy próbują zachwiać naturalny porządek rzeczy (czyli de facto, Wolę Boga). Czynią to, gdy promują sodomię. Czynią to też, gdy propagują innym wykonywanie rzeczy wbrew ich naturze. Przez to bowiem sprzeciwiają się powołaniu, jakie przydzielił tym ludziom Bóg. Istnieją też prace, które mogą wykonywać wszyscy. Idąc przykładem pracy rolniczej, mężczyźni winni obsługiwać traktor, zaś kobiety powinny zajmować się segregacją plonów. Nakładaniem zbiorów „na przyczepę", może zajmować się każdy, bez wyjątku.
Analizując problem „8 marca", warto wspomnieć o ruchu feministek. Ruch feministyczny został spopularyzowany na masową skalę w XIX wieku, na terenach Wielkiej Brytanii. Imperium Brytyjskie jak wiemy, było kopalnią lewicowych, oświeceniowych i wywrotowych ideologii w różnych okresach. To tam przecież działali ojcowie liberalizmu i komunizmu, czyli John Locke, Adam Smith i Karl Marks. Tam również, pod koniec XIX wieku, miał swój początek ruch sufrażystek, dający podwaliny feminizmowi. Współczesny feminizm teoretycznie głosi „równouprawnienie płci". Przypomina mi to trochę walkę o „równouprawnienie sodomitów". Z resztą widać wyraźnie mocne powiązania obydwu tych ruchów „walki o równouprawnienie". Protestują przecież równocześnie na tych samych wiecach! Z tego nie trudno o wniosek, że obydwa te nurty mają identyczne korzenie. Korzenie ich sięgają liberalizmu, zaś z czasem pozyskały aprobatę komunizmu. Warto przyjrzeć się prawdziwemu obliczu feminizmu. współczesnemu Propagowana przez feministki walka o „równouprawnienie" jest w rzeczywistości walką o dominację! Feministki próbują wmówić fałszywy i nienaturalny obraz kobiety. Próbują „uczynić z kobiety mężczyznę", co jest zamachem na zamiary Boga! Naturalnie Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, przydzielając im konkretne role. Rolą mężczyzny jest zadbanie o ochronę i utrzymanie rodziny, zaś rolą kobiety jest przede wszystkim „powiększanie rodziny". Oczywiście, obydwie strony powinny wspierać się nawzajem. Czynić to jednak powinny przy odpowiednio zachowanych proporcjach. Feministki dążą jednak do „zachwiania tychże proporcji". Chcą odwrócenia roli mężczyzny i kobiety. Niektóre z nich marzą nawet o tym, aby „mężczyźni rodzili dzieci", zaś najbardziej radykalne przedstawicielki tego ruchu domagają się całkowitej eliminacji mężczyzn. Spotkałem się nawet z opinią feministki o tym, że w przyszłości mężczyźni będą wyeliminowani, zaś kobiety same będą się rozmnażać z próbówek! Było to iście apokaliptyczną wizją żywcem wziętą z doskonałego filmu Juliusza Machulskiego Seksmisja. Tam na szczęście wszystko skończyło się dobrze, i „naturalny porządek rzeczy" zwyciężył. Widać po tym wyraźnie, do jak straszliwego zachwiania „Praw Bożych", dążą feministki w swoich najskrytszych marzeniach! Ich ambicje i dążenia, są czystą herezją i sprzeniewierzeniem się Bogu! Feminizm jest więc nurtem niezgodnym z Duchem Katolickim. Jest też ruchem osłabiającym Naród i Państwo. Naturalnie stworzonych do obronności mężczyzn, feminizm odsuwa od tej roli. Na miejsce mężczyzn, feminizm wstawia tutaj słabsze w walce i obronności kobiety. W ten sposób praktyki feministyczne osłabiają ogólną obronność Narodu i Państwa. Nie chcę jednak tutaj godzić w czyjąś wolę. Kobiety mogą wspierać mężczyzn w pracy policyjnej czy wojskowej. Czyniły to choćby w „Powstaniu Warszawskim". Jednak należy pamiętać o zachowaniu odpowiednich proporcji w tych zawodach. Feministki niestety podważają te zdrowe proporcje. Są więc dywersantkami i zdrajczyniami, które godzą w „Naturalny Porządek Boży" panujący w państwie! W burzeniu tegoż ładu przypominają homoseksualistów, jednak ci z kolei, zaburzają bardziej sferę seksualną, aniżeli porządek społeczny.
Dlaczego mówiąc o dniu „8 marca" wspominam równocześnie o feminizmie? Odpowiedź jest bardzo prosta! Propagowanie jedynie „dnia kobiet" jest typowym objawem dyskryminacji płci, jaki stosują feministki. Przecież ani razu w ciągu roku, nie obchodzi się „dnia mężczyzn". Obchodzenie „dnia chłopaka" i „dnia kobiet" połączone z całkowitym brakiem dnia będącego „świętem dorosłych mężczyzn", jest w moich oczach przykładem dyskryminacji tych, co zostali powołani (przez Boga) do ochrony i utrzymywania rodziny! Takie to mam zauważenia odnośnie skojarzenia „dnia kobiet" ze zjawiskiem feminizmu. Ruch feministyczny jest popierany przez komunistów i socjalistów. Propaganda feminizmu nie jest jednak wyłącznie ich domeną. Również liberalizm (który po prawdzie wykreował feminizm), też „dorzuca swoje trzy grosze", poprzez propagandę „kobiety sukcesu, która nie ma czasu na założenie rodziny, gdyż robi karierę". Nie trudno zauważyć, że nadmiar „kobiet sukcesu" może zablokować rozwój dla wielu ojców i mężów, będących jedynymi żywicielami rodziny. Może poprzez to hamować powstawanie nowych rodzin. Jest to także poważne uderzenie w „Naturalny Porządek Boży", w którym utrzymanie rodziny jest priorytetem mężczyzny.
Propagandę feminizmu dostrzegam również w „kulturze masowej". Niemal każdy produkt światowej kinematografii wygląda na tworzony pod dyktando feministek. Większość światowych produkcji filmowych ukazuje „dzielne kobiety, które lepiej radzą sobie w walce o przetrwanie niż mężczyźni". Taki obraz świata jest fałszywy, gdyż mężczyzna z natury swojej jest lepiej przystosowany do walki, niż kobieta. Innym fałszem feministek, widzianym w „kulturze masowej", jest przedstawianie świata, w którym „źli mogą być tylko mężczyźni, zaś kobiety zawsze stają po stronie dobra". Jest to również kłamstwo, gdyż zarówno mężczyźni, jak i kobiety, są tak samo skłonni do dobra, jak i do zła. W ten sposób feministyczna propaganda wypacza światową kulturę. Lekarstwem na takie patologie jest ogólny bojkot dalekiego od prawdy wizerunku kobiety i mężczyzny.
Ogólnie rzecz ujmując, nie jestem entuzjastą „dnia kobiet" z dwóch powodów. Pierwszy z nich jest ściśle związany z historią. „Dzień kobiet" to twór komunistyczny. Pod jego pretekstem komuniści próbowali namawiać kobiety by wykonywały prace, do których nie zostały powołane. Czynili to w czasach, gdy nie brakowało mężczyzn gotowych do wykonywania tychże prac. Drugi powód jest związany ze sprzeciwem wobec feministycznej dyskryminacji mężczyzn. Skoro nie ma „dnia mężczyzn", niech i nie będzie „dnia kobiet". Więcej argumentów przytaczać nie muszę, gdyż te dwa uważam za wystarczające. Podsumowując, warto jeszcze wspomnieć o najważniejszym. Mamy swoje Narodowe i Katolickie Święta, więc ich się trzymajmy. Pielęgnujmy swoją Tradycję, która kształtuje naszą odrębność narodową i religijną. Nam nie potrzeba do tego żadnych sztucznych liberalnych, amerykańskich czy komunistycznych wymysłów.
Z narodowym pozdrowieniem,
Piotr Marek