Lewacy, liberałowie, socjaliści, demokraci oraz wszelkiej maści rewolucjoniści krzyczą „żyj i pozwól żyć innym” gdy tylko domagają się legalizacji swoich postulatów. Nie biorą jednak pod uwagę tego, że swoją postawą godzą w europejską tradycję zarówno w sferze religijnej jak i narodowej. Nie mówię tutaj tylko o katolicyzmie, ale także o rodzimych wierzeniach pogańskich. Wyznawcy religii słowiańskich, germańskich czy celtyckich, podobnie do katolików, walczą o „ochronę życia” i sprzeciwiają się sodomii czy narkomanii. Rewolucjoniści jednak, wbrew Cywilizacyjnemu Dziedzictwu Europejskiemu, domagają uprawomocnienia tego, co nam obce. Argumentują swoje stanowisko bliżej nieokreślonym „postępem” oraz „nowoczesnością”. Rozkręcana przez nich „nagonka na Średniowiecze”, ma na celu wywołanie negatywnych skojarzeń związanych z tym okresem. Jest to „wbijanie noża w plecy” podwalinom każdego państwa europejskiego od Portugalii aż po Rosję. Również Japonia, wywodząca się z tradycji samurajskich, opiera się na podobnych do Europejczyków wartościach. Stąd postulaty rewolucjonistów godzą także w tradycje tego pięknego dalekowschodniego kraju.
Organizacje pokroju „Nigdy Więcej”, KPH czy „Otwarta RP”, wyrzekają się Polskiego Dziedzictwa Narodowego, gdyż swoimi postulatami odrzucają nasze Średniowieczne Tradycje. Tym samym domagają się pozbawiają nas światopoglądowych i cywilizacyjnych podwalin naszego państwa. Dlatego nie można być patriotą, i jednocześnie aktywistą tego typu organizacji tak samo, jak nie można być jednocześnie katolikiem i karbonariuszem. Patriotyzm to coś więcej niż sama pusta deklaracja o „miłości do ojczyzny”. To głównie pielęgnowanie wartości tworzących jej wielowiekowe Dziedzictwo. Nie można bowiem ot tak, porzucić wielowiekowych tradycji swoich przodków i argumentować to „dobrem własnego kraju”. Zrywanie z tym jest jak odcięcie drzewa od swoich korzeni. Drzewo takie obumiera, gdyż traci fundamenty dla swojej egzystencji. Dlatego też Polska, jeśli ma być sobą, musi pozostać przy swoich średniowiecznych wartościach. W przeciwnym wypadku ojczyzna nasza straci swoją tożsamość i „ideową ciągłość historyczną”. Otwarte państwo polskie nie będzie mieć już nic wspólnego z dziełem Piastów. Praca naszych przodków budujących ten piękny kraj stanie się daremna. Zgoda na postulaty wyżej wymienionych organizacji niczym nie różni się od formalnego zakazu używania języka polskiego w naszym państwie. Język jest częścią naszego Narodowego Dziedzictwa na równi z ideą Państwa Narodowego czy autorytarną koncepcją „Władzy pochodzącej od Boga”. Rewolucjoniści tego jednak nie rozumieją. Preferują, podobnie jak ich koledzy jakobini, „patriotyzm w wersji demonstracyjnej”, ograniczający się jeno do suchego przywiązania do pewnego terytorium i elementów kultury lokalnej. Narodowcy, Reakcjoniści i Tradycjonaliści wybierają jednak „patriotyzm w pełnej wersji”, a ten wymaga całkowitej pielęgnacji wartości stojących u zarania własnej ojczyzny. Wszystkich wartości, od języka, po rozwiązania polityczne. Tak to pojmuję osobiście ja, i wielu ludzi myślących podobnie do mnie.
Nie możemy wyrazić zgody na absurdalne żądania lewackich organizacji. Karmienie ich ustępstwami zwiększy ich rozwydrzenie. Z czasem różnej maści „kampanie przeciwko dyskryminacji mniejszości” zaczną domagać się dla przykładu „równouprawnienia kanibali” w ramach „poszanowania ich orientacji kulinarnej”. Kanibale dzięki temu będą mogli wykopywać zwłoki z cmentarzy, i nic nie będziemy mogli na to poradzić. Gdy zaczniemy się opierać kanibalizmowi, hałaśliwi rewolucjoniści okrzykną nas mianem „faszystów”. Społeczne sprzeciwy wobec zjadania ciał naszych przodków określane będą „nienawiścią” oraz „dyskryminacją” wobec tej „mniejszości kulinarnej”. Czy chcemy takiej przyszłości? Nie! Dlatego też, aby uniknąć podobnych paradoksów, musimy powiedzieć zdecydowane „Nie” bojownikom żądającym uprawomocnienia tego, co obce naszemu Narodowemu Dziedzictwu! Dzisiaj uprawomocnią homoseksualizm, jutro zaś może to być kanibalizm…
Podsumowując, bez średniowiecznych tradycji Polska, jak i każdy naród Europy, przestanie być w pełni sobą. Kto z tym walczy, ten wypowiada wojnę dorobkowi wielu pokoleń Polaków. Każdy kto miłuje naszą ojczyznę będzie bronić jej średniowiecznego dziedzictwa. Stanie naprzeciw hałaśliwej nagonce różnej maści „Otwartych RP” czy KPH! Inaczej przyłoży rękę do zniszczenia wartości będących podwalinami Polskości. W Średniowieczu bowiem Polska powstała, i tylko w jego wartościach będzie naprawdę sobą. A jeśli ktoś woli „oświecenie”, temu ideowo najbliżej do USA, czy innych krajów porewolucyjnych. A różnej maści rewolucjoniści, mogą śmiało opuścić ten zwany przez nich „europejski średniowieczny zaścianek”, i powędrować do „nowego wspaniałego świata” za oceanem. Tam jest bowiem kraj, którego podwalinami były oświecenie, demokracja i „prawa człowieka”. W nim będą mogli bez skrępowania odetchnąć oparami tych idei…
Teraz wrócę do pierwszego akapitu. Lewacy i liberałowie często posługują się hasłem „żyj i pozwól żyć innym”. Jednakże sami niemalże „wdeptaliby go w ziemię” każdego, kto myśli inaczej niż oni. Głos odmienny wobec ich ośmieszają na różne sposoby. Żądają wręcz myślenia „tylko w ich własnych (subiektywnych) kategoriach”. Czyż to nie są typowe metody totalitarne, stalinowskie czy jakobińskie? Oczywiście, że tak! „Antyfaszyści”, i wszelkiej maści bojownicy o „prawa mniejszości”, sami nie szanują swoich przeciwników. Doświadczyłem tego osobiście. Jedna moja znajoma (o lewicowych poglądach) urządziła sobie z ONR pośmiewisko. Kiedy tylko najzwyczajniej w świecie upominałem ją aby nie kpić sobie z przeciwników, i wyraziłem bez żadnych emocji swoje stanowisko, obraziła się i „nie chciała mnie znać”. Ot tak jak dzieciak co mu zabierze się zabawkę. Na to mam tylko jedno określenie: „polityczna dziecinada”. Tak wygląda w praktyce lewackie „żyj i pozwól żyć innym”. Pustosłowie, służącej jedynie iluzorycznemu przedstawieniu siebie w roli pokrzywdzonego i prześladowanego. To wszystko dowodzi, że lewacy sami nie szanują zasady „żyj i pozwól żyć innym”. Ich prawdziwe motto brzmi: „żyj jak my, akceptuj tylko to co my, a nie wdepczemy cię w ziemię”. Doświadczyłem tego sam na własnej skórze. Może i są lewicowi aktywiści szanujący oponentów, ale zdecydowana ich większość postępuje tak samo, jak wspomniana moja (chyba już) „była znajoma”.
Z narodowym pozdrowieniem,
Piotr Marek