Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

wtorek, 26 kwietnia 2011

Operacja „Weserübung” – Kampania norweska 1940

Geneza niemieckiej wojny w Skandynawii.
         Po zajęciu Polski Adolf Hitler planował natychmiastowe zaatakowanie Francji. Pokonując kraj posiadający jedną z najmocniejszych Armii na świecie, poczuł możliwość podbicia nawet potężnych imperiów kolonialnych. Wykorzystywał przy tym niemieckie pragnienie rewanżu za upokorzenie po przegranej wojnie. Jednak Elita Wojskowa III Rzeszy, widząc jawną głupotę tego planu, z trudem namówiła führera do zaniechania go. Przygotowanie kraju do nowych kampanii wymagało czasu na rozplanowanie posunięć taktycznych oraz rozbudowę armii. To z resztą od wieków praktykowana procedura pośród wojskowych na całym świecie. Realizacja tego wymagała potężnego zaplecza gospodarczego, surowcowego, żywieniowego, przeszkolonej kadry wojskowej oraz korzystnego układu geograficznego. W tym celu Niemcy zaplanowali atak na Danię i Norwegię. Zajęcie Danii było warunkiem koniecznym do zdobycia Norwegii, która była głównym celem tego militarnego przedsięwzięcia. Dania była po prostu linią tranzytową pomiędzy Niemcami a Norwegią. Z kolei zajęcie Norwegii gwarantowało pozyskanie dogodnych baz operacyjnych do działań morskich i powietrznych przeciwko Wielkiej Brytanii i zapewnienie niemieckiemu przemysłowi wojennemu dostaw szwedzkich rud żelaza sprowadzanych przez norweski port w Narwiku. Ponadto podporządkowanie sobie tych terenów gwarantowało Niemcom większe bezpieczeństwo dla prowadzenia walk na zachodzie Europy. Wyeliminowało to potencjalnych „skandynawskich sojuszników” Francji, Belgii i Holandii, mogących zmusić Niemcy do walki na nowym froncie.
Sytuacja w przededniu wojny.
         Po niemieckiej agresji na Polskę, Francja i Wielka Brytania wypowiedziały  wojnę III Rzeszy 3 września 1939 roku, jednak nie udzieliły swojemu zaatakowanemu sojusznikowi żadnego wsparcia. Trwała więc wtedy tzw. Dziwna Wojna, którą Niemcy określali mianem Sitzkriegu (wojny na siedząco). W ten sposób Polska, nie pierwszy raz z resztą, została zdradzona przez zachód. Powtórzy się to także podczas konferencji pokojowych w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. We wrześniu 1939 roku sytuacja militarna była dla aliantów bardzo korzystna. Armia III Rzeszy niemal w całości związana była walkami na terenie Polski. Natychmiastowe podjęcie walki przez kraje zachodnie doprowadziłoby w takim wypadku do zajęcia terytorium Niemiec.  Takie posunięcie mogłoby zakończyć ledwo rozpoczętą wojnę. Zapobiegłoby to śmierci dziesiątek milionów ludzi, którzy zginęły w wyniku działań wojennych oraz represji politycznych, w kolejnych latach wojny. Dodatkowo oczywistą kwestią po zwycięstwie Niemiec w Polsce, było zaatakowanie krajów Europy Zachodniej w celu dokonania rewanżu za poprzedni konflikt. Jednak zachodni decydenci zachowywali się tak, jakby zależało im na rozwoju nowego ogólnoświatowego konfliktu zbrojnego. Dopiero perspektywa utraty swojej pozycji zmusiła państwa zachodnie na przerwanie biernej postawy. Stało się to właśnie po niemieckiej agresji przeciwko państwom skandynawskim.  
Początek wojny.
         Niemiecki atak na Danię i Norwegię, rozpoczęty 9 kwietnia 1940 roku, odbył się pod kryptonimem „Operacja Weserübung”. Sukcesy niemieckie były skutkiem nie tylko zaskoczenia, ale także pierwszy raz użytych na tak wielką skalę działań sabotażowo-dywersyjnych zamieszkujących Norwegię sympatyków narodowego-socjalizmu (w tym też i norweskich Niemców), tworzących tzw. „piątą kolumnę”. Hitlerowcy wykorzystali tutaj doświadczenia radzieckie nabyte podczas kontaktów międzysojuszniczych. Sowieci każde swoje akcje zagraniczne wspierali działaniami dywersyjnymi miejscowych organizacji komunistycznych.
Przebieg wojny.
         9 kwietnia 1940 roku 31 korpus generała Leonharda Kaupischa ląduje na terenie Danii. Kopenhaga zostaje zajęta w 12 godzin. Kraj pada w ciągu jednego dnia. Przeciwko Norwegii Niemcy wystawili 21 Korpus Armijny. Składał się on z 5 dywizji Piechoty (69, 163, 181, 196 i 214), 2 (niepełnej) oraz 3 Dywizji Górskiej, oraz 40 Batalionu Pancernego. Na czele tego korpusu stanął twórca „Operacji Weserübung” generał Nikolaus von Falkenhorst-Jastrzembski*. Z kolei wojskami norweskimi w pierwszym etapie wojny dowodził generał Kristian Laake. Po jego dymisji urząd „Głównodowodzącego Sił Norweskich” objął generał Otto Ruge. Walki w Norwegii, dzięki wsparciu oddziałów ekspedycyjnych z Francji, Wielkiej Brytanii i Polski, wydłużyły się do połowy czerwca. Oddziały sojusznicze odniosły jedyny znaczący sukces podczas obrony Narwiku. Szczególną uwagę należy zwrócić na Polską Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich pod dowództwem generała Zygmunta Szyszko-Bohusza, która wyjątkowo zasłużyła się w tej bitwie. W bitwie o Narwik zasłużyły się również oddziały Francuskiej Legii Cudzoziemskiej. W trakcie walk podczas „Kampanii Norweskiej” użyte były w walce okręty Polskiej Marynarki Wojennej. Szczególną sławą okryły się „ORP Orzeł” (chodzą słuchy o tym, że Brytyjczycy stali za jego zatopieniem, podobnie jak za śmiercią gen. Władysława Sikorskiego), „ORP Burza”, „ORP Błyskawica” i „ORP Grom”, choć ten ostatni został zatopiony przez niemiecką bombę. Z kolei Kriegsmarine, pod dowództwem Admirała Wielkiego Ericha Raedera, oficjalnie wystawiła: 3 pancerniki („Lützow”, „Scharnhorst” i „Gneisenau”); 2 ciężkie krążowniki („Admiral Hipper” i „Blücher”); 4 lekkie krążowniki („Köln”, „Königsberg”, „Karlsruhe” i „Emden”); 14 niszczycieli; 8 torpedowców; 19 kutrów torpedowych; 7 kutrów trałowych; 4 trałowce i kilka innych okrętów wspierających. To właśnie głównym rejonem walk o Norwegię stało się morze. Marynarki wojenne obu stron konfliktu, wspierając działania sił lądowych i powietrznych, w dużej mierze przyczyniły się do takich, a nie innych rezultatów poszczególnych starć. Były pomocne w ostrzeliwaniu pozycji nieprzyjacielskich, zgrupowanych podczas tej kampanii, głównie w miastach portowych. Wyjątkiem były oczywiście mniej liczne walki śródlądowe. Po niemieckiej stronie aktywną rolę odgrywali również spadochroniarze. Dzięki ich akcjom odnieśli wiele znaczących sukcesów.
Koniec wojny.
         Po kapitulacji Norwegii 10 czerwca 1940 roku został ustanowiony w Norwegii kolaboracyjny rząd realizujący polityczne wytyczne III Rzeszy. Premierem tego rządu został znany norweski faszysta Vidkun Quisling. Nazwisko jego stanie się symbolem dla wszystkich europejskich rządów kolaborujących podczas II Wojny Światowej z III Rzeszą. Brak zdecydowania w działaniu ze strony Brytyjczyków i Francuzów przyczynił się do upadku Norwegii. Niemcy po zajęciu tego kraju osiągnęli swoje zamierzone cele. W Norwegii Niemcy zbudowali liczne bazy dla swoich okrętów i samolotów. Zwycięstwo w kampanii dało im możliwość dopracowania się systemu walki przeciw Wielkiej Brytanii ze zgranym współdziałaniem Luftwaffe i Kriegsmarine, nękając brytyjskie wybrzeża, w szczególności bazę w Scapa Flow na Orkadach. Straty niemieckie wyniosły prawie 5296 ludzi, zaś straty aliantów to prawie 4400. Straty polskiego korpusu podhalańskiego to 100 zabitych i 200 rannych. Ponadto obie strony konfliktu straciły wiele znaczących okrętów wojennych. Niemcy stracili 3 krążowniki, 10 niszczycieli, 1 torpedowiec oraz 8 U-Bottów. Straty niemieckiego lotnictwa to 242 maszyny. Alianci natomiast stracili 1 lotniskowiec, 2 krążowniki, 8 niszczycieli i 6 łodzi podwodnych. Straty lotnictwa sprzymierzonych to 50 samolotów.
Kampania Norweska 1940
Kampania Niemiecka w Danii i Norwegii 1940. 
Kalendarium działań wojennych podczas „Kampanii Norweskiej”.
  • 9 kwietnia 1940. Agresja Niemiec przeciwko Danii i Norwegii. Niemiecki 31 korpus gen. Leonharda Kaupischa ląduje w Danii. Kraj kapituluje w ciągu jednego dnia. Kopenhaga pada po 12 godzinach. Norwegię z różnych stron (w tym przy użyciu spadochroniarzy) atakuje 21 Korpus Armijny gen. Nikolausa von Falkenhorsta.
  • 10 kwietnia 1940. Pierwsza bitwa o Narwik. W jej wyniku Niemcy zdobywają miasto i umacniają się tam. Podczas bitwy lotnictwo sprzymierzonych i ich okręty podwodne zatapiają Niemcom krążownik Königsberg” i uszkadzają pancernik „Lützow”. Na fiordach Narwiku Niemcy i sprzymierzeni tracą po 2 niszczyciele. Rząd Norwegii i rodzina królewska opuszczają Oslo. Niemcy poza Narwikiem zajmują: Bergen, Trondheim, Oslo, Arendal, Stavanger, Egersund i wiele innych ważnych miast.
  • 11 kwietnia 1940. Ze stanowiska „Głównodowodzącego Sił Norweskich” ustępuje gen. Kristian Laake. Po jego dymisji urząd obejmuje gen. Otto Ruge.
  • 13 kwietnia 1940. Druga bitwa o Narwik. Niemcy tracą 8 niszczycieli. Samolot sprzymierzonych zatapia U-Botta. Zasługę w bitwie odnotowuje Okręt Liniowy (Pancernik) „Warspite”.
  • 14-18 kwietnia 1940. Trwają lądowania sił alianckich.
  • 17 kwietnia 1940. Brytyjczycy lądują w Andalsnes formując tam swoje pozycje. Podobne lądowania odbywają się z innych odcinkach frontu. Trwają ciężkie walki, bombardowania i ostrzały artyleryjskie na zgrupowania alianckie.
  • 19 kwietnia 1940. 146 Brygada Brytyjska zostaje wyparta przez Niemców z Namsos do Steinkier.
  • 20 kwietnia 1940. Namsos zostaje ciężko zbombardowane. Niemcy zbliżają się w kierunku pozycji Norwegów w Lillehammer.
  • 22-24 kwietnia 1940. Brytyjska 148 Brygada zostaje zaatakowana przez Niemców w pobliżu Lillehammer.
  • 23 kwietnia 1940. Lądowanie Brytyjczyków w pobliżu Molde i Andalsnes.
  • 24 kwietnia 1940. Siły niemieckie docierają do Rendal. Trwa bombardowanie Narwiku. Jego zamiarem jest kapitulacja niemieckiego garnizonu.
  • 25 kwietnia 1940. Norwegowie bez skutku atakują Narwik.
  • 27 kwietnia 1940. Ewakuacja Brytyjczyków z Namsos i Andalsnes. Andalsnes zostaje zbombardowane.
  • 1 maja 1940. Oficjalny koniec brytyjskich ewakuacji z pozycji. Utrata przez nich większości sprzętu.
  • 2 maja 1940. Niemcy docierają do Andalsnes. Ostatni alianci opuszczają Namsos.
  • 8 maja 1940.  W Harstad ląduje Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza z zamiarem wsparcia sił alianckich w Narwiku.
  • 13 maja 1940. Francuskie natarcie na Narwik kończy się zdobyciem miasta. Niemiecki dowódca garnizonu w Narwiku gen. Eduard Dietl zmuszony jest do odwrotu w kierunku granic Norwegii ze Szwecją.
  • 14 maja 1940. Zatopienie konwoju z częścią brygady Gwardii Królewskiej**.
  • 31 maja 1940. Front powoli załamuje się. Następuje ewakuacja aliantów z Bodo. W tym momencie możliwości militarne aliantów słabną.
  • 4-8 czerwca 1940. Ewakuacja aliantów z rejonu Narwiku. Podhalańczycy osłaniają ładowanie ewakuacji i opuszczają Norwegię jako jedni z ostatnich.
  • 10 czerwca 1940. Kapitulacja aliantów i zwycięstwo Niemców.

*Generał Nikolaus von Falkenhorst był polskiej narodowości. Z domu nazywał się Jastrzembski. Urodził się w zaborze pruskim, co zmusiło go do robienia kariery w niemieckiej armii. Przez pewien czas ukrywał swoje „polskie nazwisko”, do czasu gdy umocnił swoją pozycję dzięki ogromnemu talentowi wojskowemu. Był niewątpliwie w swej dziedzinie geniuszem, i nic nie stoi na przeszkodzie w „polskim przyznawaniu się do tego generała” tym bardziej, że nie był żadnym „zbrodniarzem wojennym”. Skoro Niemcom wolno przyznawać się do Mikołaja Kopernika, to Polakom wolno przyznawać się do Nikolausa von Falkenhorsta-Jastrzembskiego.
**Prosiłbym znawców tematu o szczegóły na temat tej informacji. Informacja pochodzi z Kronik II Wojny Światowej.

Na podstawie Kronik II Wojny Światowej, książek i opracowań całość przygotował: Piotr Marek

niedziela, 13 marca 2011

Internetowy program rozwoju państwa mafijnego?

         Tym tytułem chciałbym zacząć ten krótki i ważny felieton. Mowa jest tu oczywiście o planowanej wybiórczej inwigilacji Internetu. Na ten temat postanowiłem napisać w chwili zaznajomienia się z tematem. W końcu teraz zebrałem siły by napisać co o tym myślę. Jeden z ogólnopolskich portali na swojej stronie pisze: Polski Internet będzie monitorowany, za pomocą programu komputerowego, pod kątem wrogości wobec mniejszości etnicznych, seksualnych i religijnych. W każdym przypadku, gdy rozpoznana zostanie „mowa nienawiści”, informowany będzie administrator portalu, a skrajne przypadki będą zgłaszane do prokuratury. Pierwszy ogólnopolski pomiar ma rozpocząć się już w tym tygodniu.. Oczywiście pozwoliłem sobie poprawić błędy w pisowni.          Tak więc zacznijmy od pierwszego mojego zastrzeżenia. Czy będzie administracja portalu i prokuratura powiadamiana, gdy wykryta będzie „mowa nienawiści”, dajmy na to „mniejszości” wobec „większości” etnicznych, seksualnych i religijnych? Zapewne nie! Nigdzie bowiem nie ma o tym mowy. Wobec tego program monitorowania Internetu odczytuję jako furtkę dla terroryzowania i szantażowania ogółu przez małe, uprzywilejowane grupy. System w którym „mniejszości” mają większe prawa od kręgosłupa społecznego, nosi nazwę systemu mafijnego. Rzeczpospolita dla uprzywilejowanych upadła z hukiem w XVIII wieku! To samo niedługo czeka tę tworzoną dziś na naszych oczach. Prawidłowy program internetowej kontroli słowa, jeśliby w ogóle miałby być potrzebny, monitorowałby każdy objaw wypowiedzi wrogich wobec innych ludzi. W mafijnym społeczeństwie polskim, taki program najprawdopodobniej będzie miał na celu większe uprzywilejowanie wąskich grupek wrogich Tradycji Polski.
         Obserwując dzisiejszą Polskę wnioskuję, iż żyjemy w chorym systemie. Polscy absolwenci szkół wyższych (nie dających kwalifikacji do „zawodów technicznych”) są skazywani na bezrobocie. Jeśli znajdą pracę, to zarabiają mniej od piłkarzy, którzy nie potrafili skończyć technikum. Ludzie cierpią biedę za lata uczciwej roboty. Przestępcy bezkarnie używają sobie życia „jakby nigdy nic”. Ponadto „mniejszości” zachowują się jak chuligani, a władze udają że nic się nie dzieje. Policja woli pałować pijaczków w parku zamiast zająć się „ochroną obywateli”. Prokuratura ściga jak nie „prawdziwych”, to wyimaginowanych „nazistów” (za przekonania), a złodzieje i terroryści dalej szantażują uczciwych obywateli. Wbrew konstytucji  legalnie działają lewackie, komunistyczne grupy para-terrorystyczne. Byli stalinowcy, potomkowie zbrodniarzy pełnią funkcje publiczne szczycąc się swoim pochodzeniem. Polska to jedno wielkie Gotham City z komiksów DC o Batmanie…tylko, że niestety tutaj nie ma bohatera co by to ukrócił! Czy „polska” „prokuratura” ochroni mnie, jako Polaka, Katolika, heteroseksualistę (przedstawiciela trzonu społeczeństwa), czy kogokolwiek z moich znajomych o podobnych preferencjach (zgodnych z Polską Tradycją) wobec podobnych aktów nienawiści ze strony „mniejszości”? W Internecie spotkałem już strony gdzie namawiano do zabicia wielu osób których podzielam poglądy. Ostatnio nawet znalazłem taką, która namawiała do zabicia mnie samego w komorze gazowej! Czy tej pełnej nienawiści wypowiedzi winni zostali ukarani? Nie wiem. Nie słyszałem aby ktoś został skazany. Żyjemy w państwie mafijnym. W takim przecież systemie terroryzująca ogół mieszkańców „mniejszość” (klan, lobby, gang) żąda pełni uznania swojej władzy za pomocą aparatu terroru. Takim aparatem mogą być miejscowe komórki gangów napadające na ludzi, albo przytoczony w cytacie program komputerowy monitorujący czy aby nikt nie wyraża złego słowa wobec uprzywilejowanej wąskiej szajki. Polska jest w chwili obecnej dla każdego, ale nie dla Polaków, katolików, heteroseksualistów. Nie jest dla ogółu społeczeństwa, dla tych którzy napędzają jej gospodarkę i budowali od pokoleń. Jest natomiast dla tych, którzy wtargnęli do jej bram dzięki rewolucyjnemu przewrotowi. Potępia się mające naturalne uzasadnienie hasło „Polska dla Polaków”, a realizuje na naszych oczach wynaturzone „Polska nie dla Polaków”. Kolejny mój wniosek z tych działań jest taki, że aparat państwowy mający chronić Polaków przed niebezpieczeństwami działa przeciwko nim samym. W razie potrzeby nie udzieli im potrzebnego wsparcia. Kiedy terroryzowała mnie pseudo-mafijna grupa w czasach kiedy byłem uczniem gimnazjum (i nie umiałem dobrze walczyć w ręcz), nie dostałem stosowanej pomocy od lokalnych sił porządkowych. W podobnych wypadkach mogli jedynie narazić mnie jako „przynętę”. Tak wtedy powiedzieli mi rodzice. Dziś za to słyszę jak chętnie organy porządkowe pomagają rewolucyjnym wywrotowcom z „mniejszości” w burzeniu i „przewracaniu do góry nogami” ładu od lat budującego Polskę i kształtującego jej charakter na przestrzeni wieków.
         Zastrzeżenie drugie wiąże się z tym, jak będzie pojmowana owa „nienawiść”? Czy takim terminem zgodnie z prawdą opatrzona będzie sentencja takowa: „musimy ich pozabijać, bo to śmiecie”, czy „nienawiścią” okrzyknięta będzie wypowiedź: „nie zgadzam się z ich żądaniami”. Jeśli druga wypowiedź będzie traktowana jako „nienawiść”, to daje nam kolejny dowód na to, że żyjemy w społeczeństwie mafijnym! Znając specyfikę społeczeństwa mafijnego wszystko co sprzeczne w wolą rządzącej wąskiej grupki jest „nienawiścią”, a „miłością” jest dla nich wszystko to, co leży w ich interesie. „Nienawiść” to słowo-klucz, mające swoje znaczenie w tajnym języku rządzącej nami kliki. Jest to tłumacząc na nasze „niezgodność z ich wolą”. Nie jest to chęć zniszczenia ani zabijania. Jest to zwykłe ludzkie wyrażenie odmiennego przekonania. Słowo to ma dziś dwa znaczenia, podobnie jak „kolejka”. Stopień perfidii i manipulacji nie osiągnął takiego poziomu nawet w czasach stalinowskich! Wygląda na to, że w III Rzeszy i ZSRR było więcej możliwości wypowiedzi niż w „polskiej demokracji”!
         Trzecia, i najpoważniejsza moja obawa dotyczy potencjalnego wzniecenia fali przemocy i rozlewu krwi w Polsce, jaka może nastąpić po dopuszczeniu tego programu, jeśli będzie on realizowany wedle moich obaw opisanych powyżej. Odebranie możliwości merytorycznej krytyki pewnej grupie społecznej powoduje jej marginalizację i radykalizację. Z tego w prostej linii rodzi się terroryzm. Jeśli takie prawa zostaną zabrane dużej większości społeczeństwa, to prosta droga do totalnej wojny domowej! Jeśli autorzy programu będą postępowali jak przedstawiłem to w powyższych obawach, to znaczy, że spowodują w Polsce wybuch wojny domowej. Zradykalizowane społeczeństwo pozbawione praw do samodzielnego wyrażania swojego zdania zacznie dopuszczać się do stosowania przemocy. Krew na rękach będą mieli wtedy ci, co dopuścili do takiej sytuacji. Wszyscy, którzy będą wykorzystywali program inwigilacji sieci do zamykania ludziom ust, powinni być świadomi tego, że są potencjalnymi zbrodniarzami, którzy będą mieć niewinną krew na rękach. Czy tego więc oni chcą? Jak wtedy będą mogli spojrzeć swojemu odbiciu w lustrze? Okupanci stosując takie same metody zmuszali ludzi do partyzantki. Tak wojska USA dziś swoją zaborczą polityką podboju prowokują do terroryzmu. Jestem z natury swojej człowiekiem spokojnym. Znajomi moi wiedzą, że unikam rozwiązań opartych o przemoc, co nie znaczy jednak, że dam sobie wejść na głowę. Jestem zadeklarowanym przeciwnikiem terroryzmu. Nigdy w życiu nie dopuściłbym się do niego, choćby nie wiem jak bardzo ktoś zaszedłby mi za skórę. Wiem od znajomych jednak o paru takich ludziach, którzy są skłonni do aktów terroru, jeśli sprawy potoczą się tak jak w moich obawach! Apeluję! Nie używajcie tego programu w celu zamykania ludziom ust. Z tego bowiem może dojść do nieszczęścia, które zrujnuje życie i mi, i wam, i wszystkim w Polskim Gotham City. A ja nie chcę mieć zrujnowanego życia, podobnie jak 38 milinów innych mieszkańców Polski…
         Czwarty wątek dotyczy tego, że program monitorowania Internetu, uprzywilejowujący wąskie grupy skupione w „mniejszości”, może okazać się prawną furtką dla terroryzmu w Polsce. Skoro „większość” nie będzie mogła nawet powiedzieć co myśli o „mniejszości”, a ta druga będzie miała wobec ogółu wolną rękę, to prosta droga do tego, żeby w Polsce narodził się prawnie usankcjonowany terroryzm. Terror to nie tylko podkładanie bomb i wymachiwanie maczetami. Terror to też wściekły lobbing paraliżujący życie większości mieszkańców państwa. Ten drugi jednak może łatwo przerodzić się w ten pierwszy. Ze słów szybko można przejść do czynów. Skoro „mowa nienawiści” wąskiej grupy wobec ogółu będzie legalna, do w dalszej perspektywie „mniejszość” będzie coraz bardziej rozwydrzona. Wtedy prosta droga do prawnie usankcjonowanego terroryzmu. Wiem to z historii.
         Często stawiam sobie takie pytanie: czy żyjemy w państwie normalnym, czy mafijnym? Z tego co widzę, w tym drugim. Normalny kraj przede wszystkim chroni interesy tych, co stanowią jego kręgosłup. W domu rządzi gospodarz, który ma obowiązek swoich gości godnie przyjąć. Goście jednak muszą przestrzegać pewnych reguł gry. Inaczej stają się intruzami, a gospodarz ma prawo ich wyprosić. W Polsce wielu „gości” nie przestrzega reguł. Teraz z tego co widać swoją samowolkę chcą usankcjonować prawnie! Polska przez to stała się krajem mafijnym, gdzie rządząca klika panoszy się dowoli kosztem gospodarzy. Czy powstanie program, który ochroni gospodarzy przed atakami? Będzie chronić mnie, moich bliskich, przyjaciół, znajomych przed bandytami, złodziejami, pedofilami, satanistami, zboczeńcami, którzy też są w mniejszości? Przecież pedofile to „mniejszość seksualne” a sekty to „mniejszości religijne”! Czy będą oni mieli zezwolenie na gwałcenie naszych dzieci i odprawianie krwawych rytuałów na młodych ludziach w ramach „tolerancji” i „miłości”?
         Czy nadal żyjemy w stalinowskiej komunie, czy to już NWO? Takie oto spostrzeżenia mają niektórzy czytelnicy odnośnie tego tematu:



marian
   
Wprawiło mnie w zdumienie, stwierdzenie że niektóre info obywateli ... będzie kierowane do ... prokuratury. Wytłumaczeniem zdumienia niech będzie fakt, że prokuratura umarza skierowane do niej sprawy zagrożenia  życia, zdrowia, korupcji, przestępstw urzędników zaufania publicznego a .... zajmie się analizowaniem info internautów .... a poza tym nic na działkach się nie dzieje jak śpiewał....


peao



Totalna cenzura wróciła, a tak krytykuje się Chiny i Białoruś za cenzurę, jednocześnie wprowadza się u nas. Czy to nie obłuda. Co ciekawe stoi 5 osób w rzędzie jak obrazisz tylko 2 z nich będziesz ukarany, 3 pozostałe możesz bezkarnie opluwać. Zgadnijmy jaki naród będzie pod szczególną ochroną?, dla niepoznaki i zmylenia do niego dorzuci się jeszcze parę grup np. gejów. Nadmienię ze nie chodzi tu na pewno o naród polski, Gros, Palikot pokazał że można lżyć z polaków bezkarnie. Lepper za takie same słowa dostał wyrok skazujący i dużą grzywnę. Sprawiedliwość?.



sobiq


Ciekawe w jaki sposób będą oceniać tą „wrogość” i jak dokładnie będzie przebiegało to zawiadomienie administracji. Przykładowo mamy podpisaną umowę z dostawcą Internetu i ów dostawca, po otrzymaniu powiadomienia od danego programu, będzie miał możliwość tak po prostu odciąć nam dostęp do Internetu? Zastanawiające. To z pewnością będzie rodzić wiele niedomówień, niedopatrzeń, które ludzie (poszkodowani lub winni) będą starali się wykorzystać w swojej obronie przed sądami. Ciekawe też, jak będą rozliczani zagraniczni userzy.
Moim zdaniem jest to kolejny wymysł do inwigilacji społeczeństwa. Spis powszechny, program internetowy, a dziś rano słyszałem w radiu informację, że w szkolnictwie chcą wprowadzić system, który będzie gromadził dane wszystkich uczniów. Chodzi tu o – jak twierdzą pomysłodawcy – prowadzenie statystyk, które będą pomocne w ulepszaniu polskiego szkolnictwa. W danych miały by być m.in. oceny ze wszystkich lat, jakieś notki odnośnie ucznia itp. Myślę, że ten pomysł tez jest nietrafiony, bo notka jakiegoś zawistnego, niedowartościowanego nauczyciela może mieć wpływ na życie ucznia.


         To są ciekawe opinie internautów, które i ja w dużej mierze podzielam. Z tymi programami szkolnymi też się spotkałem. Widziałem jak dziewczyny w autobusie rozmawiały o jakiś plakietkach z chipami kontrolującymi miejsce ich przebywania. A to frant?! Program „maksymalna kontrola” (umysłu) rusza dziś pełną parą!
         Ponawiam więc moje pytania (jeśli obawy me są słuszne). Czy chcecie wojny domowej? Czy dumnie będziecie zmywać krew ze swoich rąk, gdy przez waszą chorą chęć kontroli dusz dojdzie w mej ojczyźnie do przemocy? Czy dumnie będziecie powiadamiać rodziny potencjalnie zabitych synów i córek o śmierci ich dziecka, które wyszło na demonstrację bądź poszło na kolejny dzień służby w policji? Wtedy wy będziecie mieli krew na rękach, jeśli pozbawiając ludzi możliwości wyrażania swoich opinii dopuścicie ich do aktów przemocy! Gdybym dziś miał wybierać, gdzie miałbym się urodzić, czy w III Rzeszy, czy w III/IV RP, bez wahania wybrałbym stare Niemcy! Tam było więcej swobody. Dziś jest gorzej niż za stalinizmu i hitleryzmu. Mam jednak nadzieję, że się mylę w swoich spostrzeżeniach. Wtedy proszę jednak wyraźnie to zaznaczyć, i podać sprostowanie celu działania programu. I proszę o równe traktowanie ludzi. Albo prawo dotyczy wszystkich, albo go nie ma! Prawo ma chronić interesy społeczności, a nie stawać się dla nich dodatkowym zagrożeniem. 

Z narodowym pozdrowieniem,
Piotr Marek

niedziela, 6 lutego 2011

„Nie” dla anglojęzycznej ekspansji kulturalnej!

         Ostatnio wiele kontrowersji wywołała najnowsza sejmowa ustawa dotycząca nadawania w ciągu doby przynajmniej 33% utworów z „polskiej sceny muzycznej”. Nie wnikam tutaj ani w intencje sejmu, ani rządu, ani opozycji, które wszystkie oceniam negatywnie. Jednak ta ustaw sejmowa, wspierana nawet przez ministra Bogdana Zdrojewskiego, może mieć swoje ogromne plusy nie tylko dla „polskiej kultury”.
         Pomijam fakt, iż dysponuję wiedzą o tym, że znaczna część (jednak nie wszyscy) wykonawców w Polsce jest żydowskiego pochodzenia (część z nich sama się do tego przyznaje, inni „dziwnym trafem” czują ogromne więzi z USA i Izraelem). Pomijam też to, że ustawa z pewnością będzie faworyzowała przede wszystkim tzw. „swoich”. Owszem tak z pewnością będzie. Nie wykluczone jest też jednak to, że bardzo utalentowani, rodowici i niezależni Polacy także na niej skorzystają. Jak ktoś ma ogromny talent, to pomimo niechęci wytwórni, publiczne naciski same wymuszą wypromowanie danego artysty. Tutaj też rola obozu narodowego i reakcyjnego taka, ażeby uczestniczyć w tworzeniu kultury, zakładać (choćby małe, niskobudżetowe) wytwórnie muzyczne/filmowe, aby kreować wszystko niezależnie od „republikańskich (anty)wartości”.
         Ustawa taka będzie dobrym krokiem dla stworzenia przeciwwagi wobec zalewania  nas anglojęzyczną szmirą, która od lat okupuje europejskie rozgłośnie radiowe. Problem „amerykanizacji”, „kalifornizacji”, i innych form „angloamerykańskiego kulturkampfu”, dotyka nie tylko Polski, ale i wszystkich krajów Europy. Również takie „potęgi” jak Niemcy czy Francja borykają się z problemem zalewu ich kultury amerykańską i kanadyjską produkcją masową. Co prawa muzyka „niemiecka” czy „francuska” ma większą „siłę przebicia” od „polskiej”, to jednak i tak w amerykańskich czy kanadyjskich rozgłośniach zajmuje łącznie około 15% czasu antenowego. W tamtych krajach króluje, a raczej dominuje, „rodzima” „twórczość”, natomiast uświadczenie czegoś z Polski graniczy niemalże z cudem! Czy słyszał ktoś w amerykańskiej/kanadyjskiej stacji muzykę śpiewaną po polsku? Wątpię…A u nas co? A tak samo! Mowy polskiej tyle co europejskiej twórczości w krajach za oceanem…Czas powiedzieć temu „Nie”! Bądźmy dymni z „naszej twórczości”, jaka by nie była. Z resztą wypociny czarnoskórych raperów i cukierkowych blondynek amerykańskich w niczym nie przewyższają niskiego poziomu każdej muzyki komercyjnej. Czy Polacy to jacyś podludzie w stosunku do Amerykanów/Kanadyjczyków? Nie! Tu nawet posunę się do dość śmiałego sformułowania, że każdy kraj europejski to 1000 lat cywilizacji zbudowanej na wielowiekowych, narodowych i chrześcijańskich fundamentach cywilizacyjnych, natomiast tamte kraje powstały na bazie buntu przeciwko koronie metropolii skomasowanym w wielkiej rewolucji. Kim są Amerykanie/Kanadyjczycy? Zbuntowanymi Anglikami, Francuzami, Holendrami, Hiszpanami itd.
         Sprzeciw wobec dyskryminacji produkcji polskojęzycznych jest bardzo ważny. Nasza mowa nie jest w niczym gorsza od francuskiej czy angielskiej. Wbrew propagandzie prędzej człowiek nauczy się polskiego niż francuskiego. Również ważne jest walczenie o traktowanie na równi „polskich produkcji filmowych” wobec wyrobów amerykańskich i kanadyjskich. Dyskryminowanie „zagranicznego” i zadufanie wobec „swojego” widać u amerykanów na przykładzie portali filmowych. Polska strona „Filmweb.pl” ma w swojej bazie wiele tytułów, jak anglosaska „IMDB”. Jednak na polskiej witrynie widzimy plakaty filmów/seriali, szczegółowy opis obsady, zdjęcia i biografie wielu ludzi kina, i opisy fabuły produkcji, niemalże ze wszystkich krajów. Są tu zarówno te dotyczące Amerykanów, Polaków, Kanadyjczyków, Niemców, Irańczyków, Serbów, Węgrów czy Japończyków i ich efektów pracy. Jak jest na „IMDB”? No, tu już mamy „amerykańsko-kanadyjski szowinizm kulturalny”. Zdjęcia? No, jeśli chodzi o Amerykanów i Kanadyjczyków to mają je nawet mało znani ludzie kina. Fabuła? Amerykańskie i kanadyjskie filmy i seriale są szczegółowo opisane. Pełne plakatów, zdjęć z planu, a nawet foto-relacji z premier. Serialne amerykańskie i kanadyjskie są opisane nie tylko z tytułu i ludzi go tworzących jako całości, ale każdy ich odcinek jest wyszczególniony oddzielną stroną ze szczegółowymi opisami fabuły, twórców i obsady każdego z nich! Jak jest w przypadku ludzi kina i produkcji z Polski? Zdjęć nie ma prawie wcale. Nawet „naszych” głównych przedstawicieli. Są ewentualnie tylko tych, co wystąpili w czymś amerykańsko-kanadyjskim. Polskie filmy nie są opisane z fabuły, nie ma ani ich kadrów ani plakatów, że o foto-relacjach z premier już nie wspomnę! Serialne są opisane jedynie z tytułu, natomiast jeśli chodzi o wyszczególnienie każdego odcinka to już tego nie ma. Jest w przypadku występu poszczególnej osoby, aby napis „tytuł nieznany”, bowiem zarozumialcy zza oceanu nie raczą podać więcej szczegółów o jakimkolwiek serialu spoza ich terytorium. Po co, przecież dla nich „nie-amerykańskie produkcje” są czymś „gorszym”! Mówię „nie-amerykańskie”, bo nie tylko „polskie” produkcje i ludzie kina są tak źle traktowani. Tak samo jest w przypadku Niemiec, Francji, Japonii, Iranu a nawet Wielkiej Brytanii!
         Jeśli przeciwstawimy się amerykańsko-kanadyjskiemu szowinizmowi kulturalnemu, wypowiadając im bezkrwawą „wojnę kulturalną”, wtedy mamy szansę wywalczyć równe prawa dla naszych produkcji, które w niczym nie odstępują tandecie napakowanej jedno efektami specjalnymi, z USA i Kanady! Dla mnie film z dobrą fabułą jest lepszy od tego napakowanego efektami. Dla mnie stare dobre klasyki Alfreda Hitchcocka są o niebo lepsze od napakowanej jeno efektami współczesnej szmiry pozbawionej treści. O muzyce się nie wypowiem tak dobrze jak o kinie. Słucham jej nieczęsto, jedynie w domu, preferuję głównie wojskowe marsze, hymny i muzykę klasyczną.
         Jak wspomniałem we wstępie, ważna jest też rola Narodowców i Reakcjonistów w udziale w kulturze polskiej. Sam jak uda mi się dorobić, rozważam założenie małej wytwórni filmowej, choćby o budżecie sięgającym kilku tysięcy złotych. „Jak nie podoba ci się coś co jest teraz, to zrób sam coś lepszego”. Tak mi mawiają ludzie. Sam nie wiem jak się robi takie rzeczy, i proszę o informacje na ten temat, kontakt podam poniżej. Oczywiście wszystko w swoim czasie, najpierw studia i wojsko. Mnie krew mnie zalewa, jak widzę militarystyczne herezje pokroju bojowego pojazdu niemieckiego z 1943 roku podczas „Kampanii Wrześniowej”, czy wielgachnej kulki ze strzelby bojowej wiedząc iż takowy „strzela kartaczem”! Jaki jest sens ogromnego pocisku z nieproporcjonalnie małej do niego łuski? Taki aby wystrzelił i nie doleciał…z małego naboju „Kurz” 7,92 mm przy dużym ładunku prochowym (w łusce) można uzyskać prosty pocisk AT robiący większe szkody niż „ogromna kulka z pocisku o nieproporcjonalnie małej łusce”. O „co drugim Tygrysie” w armii III Rzeszy nie wspomnę. Gdyby tak było Niemcy w cuglach wygraliby II Wojnę Światową.  

Z narodowym pozdrowieniem, 
Piotr Marek

piątek, 7 stycznia 2011

Wojna zimowa w Finlandii 1939-1940.

Geneza wojny fińsko-radzieckiej.
         Wiele miesięcy przed wybuchem II Wojny Światowej Związek Radziecki chciał zagarnąć dla siebie ważne gospodarczo i strategicznie terytoria. Szczególny niepokój u Józefa Stalina budziło położenie Leningradu tuż nad granicą z Finlandią. Wiosną 1938 roku starano wymusić na rządzie fińskim oddanie ZSRR półwyspu Hanko oraz kilku małych, aczkolwiek strategicznie ważnych wysp między Leningradem a brzegami Finlandii. Panująca do tej pory sytuacja nie pozwalała jednak ZSRR na zdecydowane działania. Jednak wybuch wojny, i znaczne zdobycze uzyskane przez J.Stalina po „Kampanii Wrześniowej" ponownie zaostrzyły apetyty ZSRR. Sowieci liczyli również na pomoc Adolfa Hitlera w polityce roszczeniowej wobec Finlandii. Traktaty zawarte z III Rzeszą pozostawiły ZSRR wolną rękę w krajach bałtyckich z Finlandią włącznie.
Sytuacja w przededniu wojny.
         5 października 1939 roku z Kremla do Helsinek wysłano ultimatum z żądaniem natychmiastowego przybycia do Moskwy fińskiego ministra spraw zagranicznych. Finlandia jednak nie dała się ugiąć sowieckiemu szantażowi. Wydelegowała jednak przedstawiciela do Mokwy, który nie miał prawa do podpisywania żadnego dokumentu. Była to dobra gra polityczna. Finowie znajdowali się wtedy w ciężkiej sytuacji politycznej. Nie mogli liczyć na poparcie żadnego państwa skandynawskiego. Szwecja odmówiła nawet statusu neutralności w tym konflikcie, co zamknęło drogę na ewentualny transport przez jej terytorium pomocy dla walczących Finów. Dlatego też Finowie skazani byli jedynie na własne siły w walce z czerwoną zarazą. Mimo to władze fińskie nie myślały ulegnąć żadnemu żądaniu ze strony Związku Radzieckiego. Z czasem jednak, w obliczu wyjątkowo niekorzystnej sytuacji politycznej, podejmowali się drobnych ustępstw, które nadal nie satysfakcjonowały ZSRR. Sowieci żądali, praktycznie rzecz biorąc aneksji Finlandii. Spełnienie tych warunków, pozbawiłoby Finlandię wszystkich urządzeń obronnych.  Dla Finów było to nie do przyjęcia. W obliczu takiej sytuacji rokowania fińsko-sowieckie zostały przerwane. Rozpoczęła się więc rozkręcona przez władze ZSRR polityczna i medialna nagonka anty-fińska. Propaganda sowiecka przedstawiała Finlandię jako państwo niebezpieczne, które dąży do agresji na Kraj Rad. Radziecka prasa często wspominała o „fińskim militaryzmie" rzekomo finansowanym przez Wielką Brytanię. Celem tego wyimaginowanego spisku była „eliminacja ojczyzny światowego proletariatu". Ponadto sowiecka prasa nie stroniła od licznych artykułów o rzekomych „strajkach fińskich robotników"  burzącym się przeciw wyzyskowi rodzimych „kapitalistów". O takich nastrojach donosił na kremlu fiński komunista Otto Kuusinen. Był on sekretarzem lokalnego Komiternu, który domagał się wprost zbrojnej interwencji ZSRR przeciwko swojej ojczyźnie. Efektem tej propagandy była organizacja licznych wieców w ZSRR, na których agitowano do ukarania rzekomych „fińskich podżegaczy wojennych". Tak oto oprawca, podżegacz i rzeczywisty stręczyciel wojenny zrobił z siebie ofiarę. W efekcie Moskwa 29 listopada 1939 roku zerwała stosunki dyplomatyczne z Finlandią. Wojna radziecko-fińska była już tylko kwestią czasu...
Początek wojny.
         Sowieci liczyli, że dzięki potężnej przewadze militarnej i liczebnej szybko zgniotą i pokonają Finlandię. Wiązali z tym ciche nadzieje na utworzenie z nowo zajętego kraju podległej sobie republiki. 30 listopada 1939 roku rozpoczęła się agresja ZSRR przeciwko Finlandii. Wojna rozpoczęła się od zajęcia kilku pomniejszych miejscowości, oraz silnego bombardowania Helsinek. Liczebność i stan wojsk był zdecydowanie korzystniejszy dla Związku Radzieckiego. Finowie posiadali tylko 150 tysięcy żołnierzy zgromadzonych w 9 dywizjach. Dysponowali jedynie 100 samolotami, nieliczną i lekką artylerią, oraz maleńką marynarką. Prawie nie posiadali czołgów. Jedynymi ich egzemplarzami były lekkie czołgi Renault FT-17, oraz lekkie czołgi typu Vickers. Sowieci natomiast wysłali przeciw Finlandii cztery Czerwone Armie: 7 Wsiewołoda Jakowlewa, 8 Iwana Chabarowa, 9 Michaiła Duchanowa i 14 Waleriana Frołowa. Każda ich dywizja posiadała więcej sprzętu niż cała Armia Fińska. Największą z nich była 7 Armia. Pomimo miażdżącej przewagi, Związek Radziecki nie był kompletnie przygotowany na ostrą zimę jaka panuje w Finlandii. Mimo faktu, iż Rosjanie często pokonywali swych wrogów na własnym terytorium dzięki mroźnej zimie, podczas „Wojny Fińskiej", o ironio, sami ponieśli liczne klęski, przez jeszcze surowszą zimę, jaka panowała na terenie ich fińskich przeciwników. W prawdzie Finlandia zmuszona została do kapitulacji, ale zadała poważne straty ZSRR mimo ich zdecydowanej przewagi. Finowie bowiem bez trudu przemierzali zamarznięte i zasypane terytoria swojego kraju. Znacznie im ułatwiało walkę z tak licznym rywalem. Sowieci dysponowali 26 dywizjami skupionymi w 4 armiach. Po zajęciu przez Czerwoną Armię kilku fińskich miejscowości, w jednej z nich powstał szybko nowy,  „fiński rząd", pod wodzą wspomnianego Otto Kuusinena, któremu Moskwa od razu udzieliła poparcia. Owy marionetkowy „rząd" szybko zrzekł się na rzecz ZSRR spornych terytoriów.
Przebieg wojny.
         Radziecka 7 Armia zaatakowała 5 dywizji fińskich na Przesmyku Karelskim. W kierunku jeziora Ładoga ruszyła z kolei 8 Armia. 9 Armia zaś ruszyła znad radzieckiej Karelii wzdłuż zatoki Botnickiej, zaś 14 Armia uderzyła z kierunku Murmańska na północ. Finowie bez złudzeń co do intencji radzieckich bezzwłocznie przystąpili do heroicznej obrony Ojczyzny. Głównym ośrodkiem fińskiej obrony była Linia Mannerheima znajdująca się na całym paśmie w głąb przesmyku Karelskiego. Komendanturę nad ta linią obejmował Głównodowodzący Wojsk Fińskich marszałek Carl Gustaf Emil von Mannerhieim. Była ona miejscem niezwykle heroicznego oporu przeciw sowieckiej agresji. Zatrzymano tam mimo małych sił kilka dużych radzieckich ofensyw. Broń przeciwpancerna, jaką posiadali Finowie była niezwykle lekka. Nie mogła zatem przebić grubych pancerzy potężnych sowieckich ciężkich czołgów typu KV-1 i KV-2. Stąd często Finowie podkopywali niewielkie wzniesienia, na których pokonujący je czołg wystawiał się do fińskiej artylerii od strony cienkiego pancerza podwozia, gdzie zostawał on przebijany. W ten sposób sowieci ponieśli na tej linii ogromne straty materialne, przy niewielkim fińskim nakładzie. Bohaterska i skuteczna obrona fińska wywołała ogromne wrażenie na świecie. Za brutalny akt agresji przeciw Finlandii, ZSRR został wykluczony z Ligii Narodów. Jednak mimo tego żadnej pomocy Finowie się niedoczekani. Co prawda Francja planowała wysłać drobną ekspedycję z pomocą dla Finlandii, w skład której mieli wchodzić także Polacy z Brygady Podhalańskiej, ale organizowano ją w zbyt powolnym tempie, przez co nie doszła do skutku. Ponadto celem ekspedycji nie była tyle pomoc Finom w walce z ZSRR, co stworzenie na Półwyspie Skandynawskim przyczółka, blokującego Niemcom dostęp do szwedzkich rud. Fińscy Dowódcy byli realistami. Nie oczekiwali więc (w przeciwieństwie do polskich decydentów) na wątpliwą pomoc ze strony zachodu, ale starali się obiektywnie oceniać własne szanse i możliwości. Wiedzieli również, że zimą 1940 roku kolejna wielka ofensywa sowiecka może doprowadzić do ostatecznego pokonania Fińskiej Armii. Szukali więc możliwej drogi do nawiązania ponownych rokowań z Moskwą. Mocno nadszarpnięty jednak prestiż Armii Sowieckiej nie pozwolił J.Stalinowi na wycofanie się z wojennej burzy. Dlatego też 1 lutego 1940 roku podjęto na Kremlu decyzję o kolejnej wielkiej ofensywie. Finowie zmuszeni przez to zostali do wycofania się na ostatnią linię obrony w Przesmyku Karelskim pomiędzy miastem Viipuri a jeziorem Ładoga. Armia fińska była już kompletnie zdziesiątkowana. Z braku mężczyzn do zadań wojskowych formowano także ochotnicze oddziały kobiece. Mimo beznadziei kolejna ofensywa Wojsk Radzieckich skończyła się kompromitacją. Jednak Finlandia nie była w stanie przetrzymać następnej fali ofensyw sowieckich. Z fińskiego punktu widzenia koniecznie stało się doprowadzenie do kompromisu z Moskwą. Rokowania były konieczne tym bardziej, że Szwecja ponownie odmówiła zgody na tranzyt z zagranicy wsparcia dla Finów.
Koniec wojny.
         Osłabiona wojną Finlandia zdecydowała się przyjąć jako podstawę do rokowań twarde i wygórowane żądania ZSRR. 8 marca 1940 roku udała się do Moskwy delegacja fińska na czele z premierem Risto Ryti. Podpisany „pokój moskiewski" oznaczał dla Finlandii utratę 10% jej terytorium, wraz z miastem Viipuri, które mimo wielu sowieckich ataków dalej pozostało niezdobyte. Traktat ten pozbawiał także Finlandię wielu systemów obronnych i umocnień. Niepokonana armia musiała opuścić swoje pozycje. 11 marca 1940 roku podpisano zawieszenie broni. Finlandia straciła 25 tysięcy żołnierzy z ponad 250 tysięcy zawiązanych bezpośrednią walką. Mieli 45 tysięcy rannych. Związek Radziecki natomiast z 1 miliona 200 tysięcy żołnierzy stracił 48 tysięcy oraz miał 158 tysięcy rannych. Sowieci w ogólnym toku wojny zmobilizowali 1500 czołgów i 3000 samolotów. Finowie wymusili wprowadzanie na pole walki nowych technologii (nowa wersja czołgu KV), co i tak nie bardzo pomogło sowietom. Straty Armii Czerwonej mogą być jednak znacznie zaniżone z braku obiektywnej relacji niepodległej sowieckiej propagandzie.
Wojna Zimowa w Finlandii 1939-1940
Wojna zimowa w Finlandii 1939-1940.
Kalendarium działań wojennych na froncie fińsko-radzieckim.
  • 30 listopada 1939. Agresja ZSRR przeciw Finlandii.
  • 5 grudnia 1939. Sowiecki zmasowany atak na Linię Mannerheima. Finowie przez zaskoczenie zdobywają sowieckie czołgi i odcinają drogę piechocie. Ofensywa zostaje zatrzymana.
  • 8 grudnia 1939. Finowie powstrzymują natarcie pod Kuhmo.
  • 9 grudnia 1939. Finowie powstrzymują natarcie pod Suomussalmi.
  • 15 grudnia 1939. Szturm sowiecki na północno-wschodnią część Linii Mannerheima zostaje zatrzymany.
  • 17-22 grudnia 1939. Rosjanie nacierają znad Summy. Penetrujące odcinek fiński czołgi zostają zniszczone. 122 dywizja zostaje odcięta od Armii Czerwonej w pobliżu Morza Białego.
  • 23 grudnia 1939. Natarcie fińskie w Przesmyku Karelskim zostaje zatrzymane przez sowietów.
  • 25-27 grudnia 1939. Ponowne nieudane sowieckie natarcie na Linię Mannerheima. Rozpoczyna to serię fińskich sukcesów nad 8 i 9 Armią.
  • 27-28 grudnia 1939. Finowie rozbijają 163 dywizję sowiecką. Nie dociera pomoc 44 dywizji sowieckiej. 2 stycznia 1940 zostaje odcięta od Armii Czerwonej, zaś 6 stycznia 1940 rozbita na małe grupki.
  • 7 stycznia 1940. Dowództwo nad siłami sowieckimi na Przesmyku Karelskim obejmuje generał Siemion Timoszenko. Finowie w tym czasie wzmacniają Linię Mannerheima. Rosjanie umacniają na to konto artylerię i jednostki pancerne. Zostaje wprowadzona przez sowietów nowsza wersja ciężkiego czołgu typu KV. W tym czasie Finowie nadszarpują 18 i 168 dywizję sowiecką.
  • 15 stycznia 1940. Bombardowanie pozycji fińskich w odcinku Summy.
  • 28 stycznia 1940. 9 dywizja fińska pokonuje 54 dywizję Armii Czerwonej pod Kuhmo. Rusza z odsieczą 23 dywizja rosyjska (w skład której wchodzą jednostki narciarzy), która zostaje zatrzymana, zaś w przełomie 10-13 lutego 1940 rozbita.
  • 1-8 luty 1940. Rosjanie nacierają znad rejonu Summy. Odcinek fiński w tej części zostaje ostrzelany i bombardowany. Rusza tam 7 i (nowo zmobilizowana) 13 Armia. Posyłają 4 dywizje czołgów przeciw Finom. 3 dywizja fińska przejmuje ciężar wojny. Finowie są wyczerpani i brakuje im amunicji.
  • 11 luty 1940. Przebicie rosyjskie na Linii Mannerheima w okolicach Sumy.
  • 12 luty 1940. Kontruderzenie 5 dywizji fińskiej wypiera wojska sowieckie znad Summy.
  • 14 luty 1940. Rząd brytyjski zgłasza niedobór ochotników do walki w Finlandii. Finowie otrzymują informację o braku pomocy z zachodu.
  • 15 luty 1940. Uderzenie sowieckie zmusza Finów do wycofania się z Linii Mannerheima na drugą linię obronną.
  • 18 luty 1940. Przełamanie linii obrony fińskiej.
  • 22 luty 1940. Sowieci z wolna zajmują wyspy w Zatoce Fińskiej. Finowie ewakuują Koivisto po wysadzeniu baterii.
  • 26 luty 1940. Wycofanie się Finów na ostatnie linie obrony.
  • 2 marca 1940. Rosjanie nacierają na pozycje obrony fińskiej. W rejonie Vuosalmi nacierają na Finów siły z sowieckiej 13 Armii. Wojska fińskie bronią się resztkami swoich sił.
  • 11 marca 1940. Zawieszenie broni.


Na podstawie Kronik II Wojny Światowej, książek i opracowań, całość przygotował: Piotr Marek

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Historia Wojskowości.

         Dotychczas spełniałem swój obowiązek wobec Ojczyzny, i przeważnie pisałem o przemilczanych kulisach polityki w czasach minionych i obecnych. Pisanie na tematy niewygodne jest niebezpieczne, i nie możliwe do wykonania bez wsparcia w postaci zaufanych ludzi i pieniędzy. Tego nauczyłem się przez 3 lata. Nie myślisz jak system demoliberalny, to jesteś traktowany gorzej od przestępcy kryminalnego! Dziś jednak więcej czasu poświęcę historii wojskowości. Czas wykorzystywany na nadmiarowe obowiązki „tylko dla spełnienia” na szczęście powoli mija, i mogę dzięki temu zająć się bardziej swoistą „realizacją siebie”, czyli mówiąc wprost tym do czego mnie „Pan Bóg stworzył”.
         Moje zainteresowania historią wiążą się z historią polityki oraz historią wojskowości. Tej drugiej będę teraz więcej poświęcać czasu. Co prawda dalej będę pisać felietony odnośnie historii kulisów polityki, ale obecnie nie będą to jedyne pozycje pisane mojego autorstwa. Prace z historii wojskowości będę opierać o swoje stare dzieła jeszcze z czasów gimnazjum. Powstały one na bazie publikacji z „Gazet Wojennych”, „Kronik II Wojny Światowej” (niestety wtedy jako gimnazjalista zapomniałem zanotować autorów), książki „Barwa i Broń”, oraz podręcznika „Polska i świat w XX wieku”, a przyszłe publikacje oprę także o „Leksykon Broni Pancernej”, który niedawno nabyłem, choć jak to bywa z „anglosaskimi” dziełami tego typu, niewiele wspominają o polskim sprzęcie, a nadmiernie zachwalają amerykańskie „cudy” techniki (w porównaniu z maszynami niemieckimi i rosyjskimi te w rzeczywistości wypadają blado). Wspomniane lektury będą tu tzw. „materiałami źródłowymi”.
         Nie wiem czy tu jest prawda, ale słyszałem, że „nasz” „pożal się Boże” rządzik ekipy PO z Donaldem Tuskiem i Bronisławem Komorowskim na czele paluje usunięcie z klasy III szkoły średniej nauki historii, co uważam za skandaliczne, bowiem ten rok poświęca swoją uwagę na I oraz II Wojnę światową, a na te tematy czeka wiele osób z niecierpliwieniem. Jeśli chcą redukcji z powodu „narostu materiału przez lata” to, niech rąbią „pierwszą klasę”, bo mało kogo obchodzą pierdoły ze starożytności…mnie na wieść o starożytności robi się niedobrze, i zawsze zniecierpliwieniem czekałem klasy III i historii dwóch wielkich wojen!
         Jedna mała uwaga. U mnie będzie omawiana oczywiście II Wojna Światowa, a nie „zbrodnie popełnione podczas II Wojny Światowej”. Te są znane, i w rzeczywistości porównywalne do okrucieństw Napoleona I Bonapartego i rewolucyjnego jakobiństwa. Skala ofiar wynika z większej liczby ludności i techniki. Gdyby władcy antyczni, przywódcy rewolucji amerykańskiej, jakobińskiej, Napoleon I oraz karbonariusze mieli podobną technikę i ilość przeciwników, to by swoim okrucieństwem przebili dziesięciu Hitlerów i Stalinów. Wszelakie praktyki przypisywane tym totalitarnym dyktatorom zapoczątkowali właśnie „siewcy wolności” z Francji i zza oceanu. Tamci byli już tylko „kontynuatorami krwawego szlaku”. Jeśli omawiamy II Wojnę Światową, to omawiajmy wojnę, kampanie i walki żołnierzy tak, jak to czynimy przy temacie „wojen napoleońskich”. Jeśli zaś mamy szczegółowo omawiać zbrodnie, to chętnie też bym także posłuchał o napoleońskim planie biologicznej eksterminacji Hiszpanów i Prusaków. Ale nie posłucham. Ideologia liberalna, demokratyczna, republikańska, zabrania przecież krytyki „bożków” i „autorytetów”, które ją wykreowały. Krytykuje za zbrodnie jedynie tych, co byli jej przeciwni. Jeśli jednak tych zbrodni nie popełnili, jak w przypadku Świętej Inkwizycji, generała Francisco Franco, generała Augusto Pinocheta, generała Leona Degrelle, Polskich Piastów, to takim ludziom czy instytucjom demoliberalizm sam wymyśli wyimaginowane zbrodnie. Będzie nas tym karmić jak faktami. Czy prawowity i sądowny wyrok śmierci dla wichrzycieli, rewolucjonistów, bandytów i bluźnierców, jakie ewentualnie wymierzała Święta Inkwizycja czy wspomniani Generałowie, jest „zbrodnią”? Nie! A jeśli tak, to proszę uznać za zbrodniarzy prawie wszystkich amerykańskich i republikańskich „francuskich” prezydentów i gubernatorów którzy na identyczne kary skazywali koniokradów, przeciwników systemu i ludzi oskarżonych o „szpiegostwo”!

Z narodowym i wojskowym także dziś pozdrowieniem,
Piotr Marek

niedziela, 27 czerwca 2010

Ankieta „My, Nowe Pokolenie!” 6 numeru „Monarchisty”.

         Dwumiesięcznik „Monarchista", w którym publikowane są moje artykuły, przeprowadził w swoim szóstym numerze ankietę „My, Nowe Pokolenie!", skierowaną ku młodym działaczom ruchu narodowego i reakcyjnego. Nie wyklucza to jednak możliwości przedstawienia własnych opinii na zadane w niej pytania przez starszych działaczy. Pierwej jednak zaprezentuję własne odpowiedzi na pytania z tej ankiety.
Oto pytania zadane w ankiecie:
1. Nacjonalizm: nadzieja na zachowanie tożsamości czy grabarz uniwersalizmu? Czy nacjonalizm może być dźwignią konserwatyzmu?
2. Islam: terror antyeuropejski czy ostatnia szansa na porządek?
3. Jan Paweł II - Santo Subito?
4. Benedykt XVI - Odnowiciel?
5. Tarcza antyrakietowa i żołnierze obcych armii na polskiej ziemi: powtórka z rozrywki czy gwarancja bezpieczeństwa?
6. Polskie siły zbrojne na tzw. misjach pokojowych: przydatny trening czy okupacja w amerykańskim interesie?
7. Wolny rynek: dogmat czy narzędzie?
8. Legalizacja „dragów" i lupanarów - wpływ do budżetu i kontrola państwa czy patologia w majestacie prawa?
9. Kontestacja, opór czy „paxowanie"? - stosunek do demoliberalnego totalitaryzmu unijnego.
10. Marsz przez instytucje czy Marsz na Warszawę?
Oto moje odpowiedzi:
1. Nacjonalizm: nadzieja na zachowanie tożsamości czy grabarz uniwersalizmu? Czy nacjonalizm może być dźwignią konserwatyzmu?
Chrześcijański średniowieczny uniwersalizm nie istniałby bez Nacjonalizmu, który jest jedną z podwalin Cywilizacji Chrześcijańskiej. Papież Pius XI w dziele „Caritate Christi Compulsi" napisał: Prawy porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie zabrania prawowitej miłości Ojczyzny, ani nacjonalizmu; przeciwnie, kontroluje on go, uświęca i ożywia.". Jedyny słuszny uniwersalizm opiera się właśnie o  Nacjonalizm, który jest jedną z ostoi Polskości. Idąc zaś za słowami Piusa XI, Nacjonalizm jest swoistym uwieńczeniem Chrześcijaństwa. Bez miłości do Narodu, czyli bez Nacjonalizmu, utracimy jako Polacy i jako Katolicy część siebie. Utracimy część ponad tysiącletniego Polskiego Dziedzictwa. Patriotyzm bez Nacjonalizmu jest jak miłość do własnego domu bez miłości do własnej rodziny, która w tym domu zamieszkuje. Średniowieczny uniwersalizm oparty był „jedność w różnorodności" Narodów, które tworzyły Cywilizację. Poczytajmy choćby jeden poemat rycerski - „Pieśń o Rolandzie" - aby dostrzec ogrom zawartego w nim Chrześcijańskiego Nacjonalizmu, w dzisiejszych czasach celowo utożsamianego z szowinizmem i narodowym socjalizmem. Bez pielęgnacji różnorodności Narodów nie będziemy mieli uniwersalizmu, ale wielonarodowego gniota w Europie (europeizm) czy na świecie (globalizm). Nacjonalizm jest czymś niezbędnym dla egzystencji prawdziwego konserwatyzmu, z którym mieliśmy do czynienia w Średniowieczu.

2. Islam: terror antyeuropejski czy ostatnia szansa na porządek?
Problem islamu w Europie jest sprawą skomplikowaną. Oczywiście z jednej strony popieram islamistów w ich sprzeciwie wobec syjonizmu i NWO. Na tym froncie jestem gotów podjąć z nimi współpracę. Z drugiej strony nie popieram ich politycznych roszczeń w Europie. Miejsce dla islamu jest we wschodniej Azji, i w innych krajach, których Tradycja jest ściśle związana z tą religią. Jestem przeciwny terroryzmowi skierowanemu przeciw niewinnym ludziom, będących czasami też skrytymi sympatykami muzułmańskich tradycjonalistów-fundamentalistów. Muzułmańscy bojownicy muszą również zrozumieć, że nie wszystkie kraje w Europie krzywdziły ich w dobie podbojów kolonialnych. Swoje ewentualne roszczenia winni kierować w granicach rozsądku do rządzących lobbystów w Wielkiej Brytanii i Francji, ponieważ tam miały swe lokum główne grupy żerujące na Arabach. Bywały kraje jak chociażby Niemcy które wspierały Arabów, a były też i takie, jak Polska, co w ogóle nie prowadziły polityki kolonialnej. Bojownicy muszą więc zrozumieć, że nie należy krzywdzić niewinnych narodów oraz swoich byłych dobroczyńców. Jednak islamski terroryzm w Europie nie miałby podstaw bez prowokacji i nagminnemu obrażaniu proroka Mahometa. Jestem przeciwny szykanowaniu Proroka Muzułmanów. Gdy ataki są skierowane przeciw chcącym zabłysnąć profanatorom, wtedy solidaryzuję się z fundamentalistami islamskimi. Jeśli ktoś koniecznie chce kogoś zaszokować, to niech sobie sprofanuje sześcioramienną gwiazdę lub skrzyżowany cyrkiel z kątownicą. Gwarantuję większy rozgłos.

3. Jan Paweł II - Santo Subito?
Ciężko jest mi się wypowiadać na ten temat. Na to pytanie odpowiadają serie wykładów prowadzone przez Księży Tradycjonalistów. Byłem raz na takim wykładzie prowadzonym przez księdza J.Jenkinsa. Wątpliwości Tradycjonalistów wobec wynoszenia na ołtarze Jana Pawła II są związane z jego odległymi od wielowiekowego nauczania Kościoła Katolickiego postawami poparcia: amerykańskiej demokracji (de facto, twór żydowsko-masoński), „praw człowieka" (jak poprzednio), „wolności religijnej" (jak poprzednio), „równości wszystkich religii" (jak poprzednio), oraz skrytemu popieraniu polityki USA. W dobie „zimniej wojnie" nie należało popierać ani ZSRR ani USA. Obie strony konfliktu były złe, i kierowały się zasadami dalece odległymi od Tradycji Katolickiej. Ponadto polityczny sojusz Jana Pawła II z największymi wrogami Kościoła, czyli judaistami, był błędem szkodzącym nie tylko Kościołowi, ale i Polsce. Występujące w jego dokumentach piętnowanie Nacjonalizmu, i utożsamianie go z szowinizmem, było nie tylko sprzeciwieniem się wielowiekowej Tradycji Katolickiej, nie tylko zwrotowi ku „protestanckiej wizji chrześcijaństwa", nie tylko „odejściem od woli przed-soborowych Papieży", ale przede wszystkim było postępowaniem na rękę żydowskim, masońskim i liberalnym architektom globalizmu. W jednej z amerykańskich gazet z dumą pisano o „modlitwie papieża (Jana Pawła II) za New World Order", co dobrze zaznacza jeden z popularnych na portalu „youtube.com" filmików przeciw NWO. Całkowity sprzeciw wobec „kary śmierci", pochwała masońskich „praw człowieka", legitymizowanie ONZ, demokratyzm, stawianie podobizn obcych bożków podczas spotkań między-religijnych na równi obok figurki Chrystusa, modlitwy w świątyniach obcych religii, brak potępienia dla UE to główne zastrzeżenia wobec „Santo Subito dla Jana Pawła II". Znam też wielu ludzi, wspominających o cichym przyzwoleniu JPII na założenie loży B'nai B'rith na Watykanie w 1984 roku. To kolejny mocny argument stojący za wstrzemięźliwością wobec „beatyfikacji z woli ludu", tym bardziej, że wielu dawnych „kandydatów na ołtarze" miało przerywane swe procesy z domniemania mniej kontrowersyjnych rzeczy. Na resztę wątpliwości związanych z tym pytaniem odpowiadają wykłady tematyczne Księży Tradycjonalistów. Polecam. Oni wiedzą lepiej ode mnie.

4. Benedykt XVI - Odnowiciel?
Na to pytanie jeszcze ciężej jest mi odpowiedzieć niż na poprzednie. Wydaje mi się jednak, że droga jaką prowadzi Benedykt XVI jest drogą ku odnowie Tradycji Katolickiej. Również jest drogą powolnego odejścia od judaizacji Katolicyzmu, czego dowodem jest niedawny sprzeciw Benedykta XVI wobec akcji izraelskich, które ja wraz z Papieżem potępiam. Z drugiej strony słyszę głosy o aktywnym udziale Benedykta XVI w procesach modernistycznych podczas obrad feralnego „Soboru Watykańskiego II". Jednak nie oceniam aktualnie panującego Papieża. To historia nam pokarze czy przejdzie do niej jako „Odnowiciel". Ja solidaryzowałem się z Nim w wielu ważnych kwestiach, i solidaryzować się z Nim jako Katolik będę.

5. Tarcza antyrakietowa i żołnierze obcych armii na polskiej ziemi: powtórka z rozrywki czy gwarancja bezpieczeństwa?
Już raz Konrad Mazowiecki ściągnął Krzyżaków do Polski w celu „walki z poganami". Początkowo Krzyżacy też mieli tzw. „dobre intencje". Efekt dalszy jest nam znany. Zabór ziemi, wojny, transformacja w państwo dokonujące rozbiorów Polski. Stany Zjednoczone Ameryki zachowują się dużo bardziej arogancko niż dawniej Zakon Krzyżacki. Ponadto Krzyżacy nawracali na wiarę, zaś USA nawracają karabinami na demokrację, „prawa człowieka" oraz globalizm. Konsekwencje sprowadzenia amerykanów na Nasze Ziemie mogą być dużo tragiczniejsze w skutkach niż ściągnięcie przez Konrada Mazowieckiego Krzyżaków. Tamci bodaj byli jak my, zrodzeni z Cywilizacji Rycerskiej. Amerykanie zaś wywodzą się z ducha rewolucji, więc są dla nas czymś kompletnie odległym, czymś w pełni wrogim naszemu ponad tysiącletniemu Dziedzictwu. Oni są po prostu z rodem oświecenia. Na pewno z czasem będą pokuszać się o zabór ziemi przeznaczonych pod ich bazy wojskowe. A jeśli nie anektują wprost tych ziem, to wprowadzą tam swój libertyński i luzacki „amerykański styl życia" i zaczną się panoszyć gorzej niż sowieci czy hitlerowcy podczas okupacji.

6. Polskie siły zbrojne na tzw. misjach pokojowych: przydatny trening czy okupacja w amerykańskim interesie?
Okupacja w amerykańsko-izraelskim interesie. Trening można sobie przeprowadzić znacznie inaczej. To jest zaś typowa okupacja mająca na celu krzewienie ideałów „rewolucji amerykańskiej" na nowych, „niezdobytych" terytoriach. W Europie pierwszym takim miejscem było Królestwo Francji, gdzie „ojcowie założyciele USA" wprost podburzali do wdrażania tam ideałów „rewolucji amerykańskiej".

7. Wolny rynek: dogmat czy narzędzie?
Odpowiem na to pytanie cytując 89 akapit encykliki Piusa XI „Quadragesimo Anno": Inny z sprawą poprzednią ściśle związany postulat należy jeszcze wysunąć. Jak jedności społeczeństwa ludzkiego nie można zasadzać na walce „klas", tak właściwego porządku życia gospodarczego nie można zdawać na wolną konkurencję. Z tego nieporozumienia wypłynęły jak z źródła zatrutego wszystkie błędy „indywidualistycznej" ekonomii; puściwszy w niepamięć lub zapoznawszy społeczny i moralny charakter gospodarstwa, sądziła ona, że władza państwowa życie gospodarcze za dziedzinę samoistną zupełnie i niezależną uważać i do niej mieszać się nie powinna z tego powodu, że życie gospodarcze posiada na rynku, to jest w wolnej konkurencji zasadę organizacyjną, kierującą nim o wiele sprawniej, niżby się to przez świadome wtrącenie się ludzi stać mogło. Ale współzawodnictwo wolne, aczkolwiek w słusznych utrzymane granicach uzasadnionym i bez wątpienia jest pożytecznym, życia gospodarczego zupełnie uregulować nie zdoła; wykazało się to aż nadto przekonywująco, skoro zgubne teorie indywidualistyczne zaczęto wprowadzać w życie. Pilna zatem powstaje potrzeba ponownego poddania życia gospodarczego prawdziwej i skutecznej zasadzie organizacyjnej. Supremacja gospodarcza, która w ostatnich czasach zajęła miejsce wolnej konkurencji, zadanie to zastępczo o wiele mniej może spełnić, bo stanowi jakby siłę i potęgę wybuchającą; aby wyszła na korzyść ludzkości, musi być silnie okiełznana i mądrze kierowana; nie może zaś ani okiełznać się ani sobą kierować sama. Potrzeba więc wyższych i szlachetniejszych sił, które by supremację gospodarczą mocna i roztropną rządziły ręką: są nimi sprawiedliwość i miłość społeczna. Dlatego z nieubłaganą należy koniecznością urządzenia państwowe a tym samym urządzenia całego życia społecznego tym zaprawić poczuciem sprawiedliwości, które by stało się twórczym, czyli utworzyło porządek prawno społeczny, kształtujący nie jako całe życie gospodarcze. Miłość społeczna powinna być jakby duszą tego porządku; władza państwowa zaś ma obowiązek otaczania go krzepko skuteczną opieką i obroną; tym łatwiej tego dokona, jeśli pozbędzie się ciężarów, które wedle Naszego oświadczenia do niej nie należą.".
Mam cichą nadzieję, iż ów akapit ostudzi gorący zapał wszystkim dogmatycznym zwolennikom „wolnego rynku".

8. Legalizacja „dragów" i lupanarów - wpływ do budżetu i kontrola państwa czy patologia w majestacie prawa?
Na „handlu śmiercią" i „rozpuście" Państwo Chrześcijańskie, mieniące się „broniącym życia", zarabiać nie powinno. Zwolennicy „legalizacji narkotyków" posługują się często argumentem „prohibicji", jakoby to zakaz ich sprzedaży wpłynął na rozwój gangów (nie używam tu słowa „Mafia", ponieważ to nazwa własna dla gangu włoskiego, jak „Jakuza" dla gangu japońskiego). Otóż „prohibicja" zakazała sprzedaży artykułu spożywczego, który tylko niewłaściwie spożywany jest używką, z resztą tak samo jak i kawa. Idąc tym tropem „prohibicja" powinna zakazać sprzedaży prawie każdego produktu spożywczego, co byłoby niewątpliwie absurdem. Inna sprawa jest z narkotykami. Narkotyki same z siebie nie są artykułem spożywczym, ale silnie niszczącą organizm używką. Narkotyki mają 12 razy bardziej zgubny wpływ na zdrowie niż tytoń. Zawsze ich spożywanie bez zaprzestania prowadzi do śmierci, zaś „narkotyki lekkie" są w tej drodze pierwszym etapem. Tytoń natomiast nie zawsze prowadzi do śmierci. Ponadto papierosy można przy odrobinie silnej woli rzucić samemu, z narkotykami jest już poważny problem. Handel narkotykami to „handel śmiercią", więc państwo uważające się za „chroniące życia" winno zakazać ich dystrybucji. Natomiast gangi można usadzić surowymi karami. Nie pseudo-karami praktykowanymi w Europie, takimi jak więzienie, gdzie szefowie gangów w zasadzie są „królami", ale kary długoletnich obozów, czy kary egzekucji jakie stosuje się na Dalekim Wschodzie (choćby w Tajlandii). Podobna sprawa jest z „domami publicznymi". Promowanie rozpusty i stosunków pozamałżeńskich winno odrażać państwo stojące na straży „Bożych Przykazań". Państwo Chrześcijańskie to takie, co nie zarabia na grzechu. Legalizacja „domów publicznych" i „narkotyków" to czysta patologia w majestacie prawa. Tak samo można byłoby zalegalizować handel ludzkimi organami, w obawie przed zdominowaniem tej „branży rynku" przez gangi, idąc tokiem rozumowania liberałów. Być może liberałowie mają i na legalizację tego zakusy, ale ja jako Polak i Tradycyjny Katolik nie! Po prostu, na pewnych rzeczach się nie zarabia, i do pewnych spraw nie przykłada się ręki, jeśli się chce być uczciwym człowiekiem, i chce się mieć uczciwe państwo. Najsurowsze z możliwych kary za „handel śmiercią", to moja rada.

9. Kontestacja, opór czy „paxowanie"? - stosunek do demoliberalnego totalitaryzmu unijnego.
Opór, ale nie nieprzemyślane insurekcje rodem z XIX wieku. Polityka oporu winna być polityką sprzeciwu wobec absurdów UE, i podejmowaniu legalnych kroków w celu ich destabilizacji.

10. Marsz przez instytucje czy Marsz na Warszawę?
Najpierw „Marsz przez instytucje". Jak się nie uda, to w „Marsz na Warszawę".


To są moje opinie na ten temat. Wszyscy chętni też niech sobie odpowiedzą na te pytania. Miło byłoby je przedstawić publicznie. To naprawdę ważne, nie tylko dla młodych, ale dla wszystkich Polaków w obecnych czasach.




Z Narodowym pozdrowieniem,
Piotr Marek