Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

wtorek, 14 lipca 2026

Republika Francji jak Ukraina?

Republika Francji jak Ukraina?

Czy drugie co do znaczenia państwo w Unii Europejskiej gloryfikuje ludobójców, a świat nic sobie z tego nie robi? Na to wygląda. Oburzenie na pomysły gloryfikowania zbrodniarzy banderowskich przez elity państwa ukraińskiego jest słuszne i coraz bardziej powszechne. Kraj, który czci zbrodniarzy, okrywa się hańbą. Warto jednak podkreślić, że wszystkich zbrodniarzy. Nie tylko tych, którzy „niefortunnie” popełnili swoje zbrodnie w XX wieku, w czasach aparatów, kamer, radia i kina. Również ci, którzy mordowali masowo w XVIII wieku zasługują na potępienie. Szczególnie ci, którzy dali początek masowym mordom, na których wzorowali się komuniści, narodowi socjaliści czy banderowcy. Mowa tu o francuskich republikanach i ich nierozliczonej ze swoich zbrodni rewolucji.

W Polsce i na świecie często rozlicza się Rosję i Niemcy za ZSRR i III Rzeszę. I słusznie! Systemy te dopuściły się niebywałych zbrodni. Raczkuje w bólach potępienie dla banderowców ukraińskich. To też cieszy. Jednak, po ponad dwóch wiekach, nadal powszechnie nie potępia się gloryfikowania przez republikańską Francję, przez „ich własnego”, paryskiego rządu rewolucyjnego. Co więcej, cały świat uznaje pierwszą masową zbrodnię przeciwko ludności za jakieś „normalne wydarzenie”, jak „Święto Zjednoczenia Niemiec” po upadku Muru Berlińskiego. Republika Francji za swoje święto narodowe obrała 14 lipca. To niczym nie różni się od nadawania jednostkom wojskowym banderowców jako patronów. Zbrodnia popełniona w XX wieku na Wołyniu niczym nie różni się od zbrodni popełnionej w XVIII wieku w Paryżu i czy na terenie Wandei.

Pamiętacie może „Medaliony” Zofii Nałkowskiej? Pamiętacie wspomnienia o tym, jak nazistowscy Niemcy mieli produkować szczotki z ludzkich włosów lub wytapiać mydło z ludzkiego tłuszczu podczas eksperymentów na ofiarach ich reżimu? Właśnie to po raz pierwszy działo się na masową skalę podczas tzw. „Wielkiej Rewolucji” we Francji, na około 150 przed podobnymi zbrodniami III Rzeszy. Szacuje się, że podczas tłumienia „Powstania w Wandei” francuskich rząd rewolucyjny wymordował w bestialski sposób od 170 do 300 tysięcy bezbronnej ludności cywilnej tylko dlatego, że stanęła w obronie Wiary i Korony. Konserwatywni działacze mówią nawet o milionie ofiar. To właśnie nie szlachta, nie bogaci markizowie, ale prości chłopi opowiedzieli się po stronie monarchy, za co zostali brutalnie wymordowani przez jakobińskie władze „nowej” Francji.

Republika Francji, drugie co do znaczenia państwo w Unii Europejskiej, które bardzo chętnie poucza Polskę o „praworządności”, samo do dziś nie rozliczyło się ze swoich zbrodni. Rocznica początku masowych mordów, rozpoczętych 14 lipca 1789 roku, jest w tym kraju świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. Czy to nie wstyd, że w XXI wieku, jedno z czołowych państw świata, nadal gloryfikuje zbrodniarzy, a świat uznaje to za „coś normalnego”? Wyobraźmy sobie sytuację, że Niemcy obraliby za „święto narodowe” dzień podboju którykolwiek z krajów zaatakowanych podczas II Wojny Światowej. Byłby to skandal na cały świat, a władze niemieckie, które zrobiłyby to, byłyby obłożone sankcjami. Niestety to, po dziś dzień, dzieje się na naszych oczach we Francji. Rocznica szturmu na Bastylię w żadnej mierzeni nie powinna być uważana za święto narodowe, gdyż było aktem początku pierwszego masowego ludobójstwa od nieopisanych dokładnie zbrodni czasów starożytnych. Czy nie warto, aby i Francja rozliczyła swoją haniebną przeszłość, zanim zacznie pouczać Polskę?

 

Pozdrawiam!

Piotr Marek