Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

środa, 24 sierpnia 2022

Ćwiartki ćwierćinteligentów na osiach głupoty.


Ćwiartki ćwierćinteligentów na osiach głupoty


Polityka to nie miejsce na dziecinne głupoty! Nie wolno nam wyrzec się tradycji przodków za garść dolarów. Postanowiłem raz na zawsze rozprawić się z tymi wszystkimi dziecinnymi „osiami” i „ćwiartkami”, propagowanymi przez amatorów pozujących na „ekspertów” w dziedzinie polityki. Od kilku lat uważałem to za konieczne. Jednak 6 sierpnia 2022 roku miarka się przebrała! Te kropki na wykresie mogą zniweczyć wszystko, na co od wieków pracowali nasi przodkowie. W 2025 roku środowiska tradycjonalistyczne i monarchistyczne szykują się do świętowania Millenium Królestwa Polskiego. Teraz cały dorobek dzieła Mieszka I niweczy się jakimiś „ćwiartkami” i „osiami”, które rozpropagowali polityczni spadkobiercy buntowników zza oceanu.

Mamy na świecie „dobro” i „zło”, i taką ocenę stanu rzeczy nazywamy spojrzeniem moralnym na rzeczywistość. Na takim zdrowym podejściu zbudowano Cywilizację Europejską. Wynika ono choćby z sumiennego kierowania się zasadami chrześcijańskimi. Także klasyczna filozofia starożytnych cywilizacji w ten sposób postrzegała świat. Spojrzenie moralne jest więc postępowaniem zgodnym z wartościami, które zbudowały ostatecznie monarchie oraz narody Starego Kontynentu. Postępując w zgodzie z nim, pielęgnujemy naszą kulturę i cywilizację. Tak po prostu czyni każdy Europejczyk żyjący zgodnie z własnym dziedzictwem.

Spojrzenie moralne jest wartością fundamentalną dla Chrześcijańskiej Cywilizacji Europejskiej. Tak samo jak ustrój monarchistyczny czy organizacja własnego społeczeństwa w strukturze spójności etnicznej (z pewnym otwarciem na inne narody Europy i gościnnością względem pozostałych). Odrębność narodowa i językowa jest czymś naturalnym. Wyraża to choćby przedstawiona w „Piśmie Świętym” historia Wieży Babel. Z kolei dzieje opisane w „Księdze Królewskiej”, przyjście do nas Jezusa Chrystusa jako Króla, czy forma ustroju Państwa Watykańskiego pokazują wspaniałość monarchii. Z tym ustrojem wiąże się koncept „Władzy pochodzącej od Boga”. Europejczyk, czy to Polak, czy nie, kwestionujący to, wyrzeka się własnych korzeni. Fakt ten należy przyjąć, bo nie da się już z nim polemizować.

Zarówno „Pismo Święte”, jak i Europejskie Dziedzictwo Przodków, są źródłami dla spojrzenia moralnego, określającego istnienie „dobra” i „zła” w tym świecie. Z tych źródeł także wywodzi się idea władzy monarchicznej oraz naturalność istnienia różnych narodów oraz języków. Tutaj jednak oczywiście trzymam się wątku europejskiego. Być może gdzieś na terenie Starożytnych Chin znano jednocześnie pojęcie monarchii i narodu. Tego kwestionować nie zamierzam. Skupiam się tutaj wyłącznie na tym, co ukształtowało Polaków i Europejczyków. Kwestionowanie moralnego spojrzenia na rzeczywistość wyklucza daną osobę ze społeczności ludzi żyjących w zgodzie z chrześcijaństwem i realnymi wartościami europejskimi. Takie podejście, w dużej większości, niestety reprezentują ci, którzy swoją tożsamość głównie oparli o „ćwiartki” i „osie”.   

Współcześni Europejczycy zostali, w XX wieku, poddawani trendom amerykanizacji. Część z nich padło też ofiarą sowietyzacji. Polacy, Ukraińcy czy Niemcy padli nawet ofiarą obydwu. Większość ofiar sowietyzacji, po upadku ZSRR, natychmiast została poddana amerykanizacji, która dotknęła zarówno państwa związane z NATO czy UE, jak i też niezwiązane z którymkolwiek z tych tworów. Stało się to poprzez ich otwarcie się na „zachodnią demokrację”. Amerykanizacja wyhodowała osobniki, które „żyją tylko chwilą”, niczym jakieś zwierzęta. Poddają się, jak przysłowiowe „lemingi”, bieżącym trendom we wszystkim, co tylko się da. Wyrzekają się przy tym tradycji, która ukształtowała dziedzictwo ich przodków. Stali się więc, niestety, „drzewami oderwanymi od swoich korzeni”.

Przykładem wyżej wspomnianych osobników są młodociani liberałowie. Ich wysyp, z mojej obserwacji, nastąpił po 2015 roku. Trzon tego ruchu stanowią chłopcy. O ile spora ilość dziewcząt żyje zauroczonych socjalizmem, zamerykanizowanym szczyptą hollywoodzkiego feminizmu, o tyle wspomniani chłopcy, w swoim mniemaniu, „stanęli po słusznej stronie”, zostając zwolennikami nowego liberalizmu. Nie jest to jednak konserwatywny-liberalizm, popularny pośród „prawicy mojego pokolenia”, czyli ludzi urodzonych w latach 1980-1990. Tamten ograniczał się jedynie do akcentów liberalnych w sferze gospodarczej oraz prawnej. W innych dziedzinach życia pozostawał konserwatywny. Neoliberalizm, zalewający nas pod 2015 roku, całkowicie odrzuca „europejski konserwatyzm”. Tradycję opisaną powyżej uznaje za „przeżytek”. Jest więc negacją wszystkich fundamentów, na których zbudowana została Europa. Zdaniem takiego neoliberała, moralne spojrzenie na świat, w którym mamy po prostu „dobro i zło” jest „spojrzeniem jednoosiowym”. Proponują oni rewolucyjne „wieloosiowe spojrzenie”, w którym „świat się zmienia”, a wartości najwyraźniej ulegają relatywizacji. Taką właśnie postawę, należy potępić, jako moralnie szkodliwą i całkowicie nam obcą.

Każdy uczciwy człowiek wie, że „prawda jest prawdą”, „dobro jest dobrem”, a „zło jest złem” i tyle. Tu nie ma miejsca na polemikę. Wszystko, co jest „grzechem” – de facto nim jest. Każdy niegodziwy występek, który jest „złem”, nazywać musimy po imieniu. Na tym zbudowano Cywilizację Europy. Dla liberała z Polski, urodzonego po 2000 roku, jest to jednak „problem jednoosiowy”. Swój światopogląd nie opierają ani na „Piśmie Świętym”, ani na Europejskim Dziedzictwie, tylko na internetowych testach przyporządkowujących ludzi do „ćwiartek” znajdujących się na przecięciu „osi”. System klasyfikacji „osi i ćwiartek” opiera się o test, po którego wypełnieniu zostaje nam „przypisana” jakaś doktryna polityczna. W tym teście oś pozioma odpowiada za „prawicę” i „lewicę”, zaś pionowa za „autorytaryzm” i „libertarianizm”. Ten podział dzieli płaszczyznę na „cztery ćwiartki”, w której „prawa górna” (prawicowo-autorytarna) ma kolor niebieski, „lewa górna” (lewicowo-autorytarna) ma kolor czerwony, „prawa dolna” (prawicowo-libertariańska) ma kolor żółty, zaś ostatnia, „lewa dolna” (lewicowo-libertariańska), ma kolor zielony. Dlaczego krytykuję ten sposób klasyfikacji? Bo to „dziecinada” nie oparta się o nasze wartości!

Termin „prawicy” i „lewicy” powstał w XVIII wieku w Europie. Związany był z wydarzeniami poprzedzającymi rewolucję we Francji. Po stronie „prawej” ulokowani byli zwolennicy króla i chrześcijańskich zasad. Po stronie „lewej” republikańscy buntownicy i rewolucjoniści. USA powstały na wartościach tej właśnie „lewicy”, bo dla „prawdziwej prawicy” nigdy nie było tam miejsca. Ta została bowiem „wygnana z Ameryki” wraz z ostatnimi żołnierzami Jego Królewskiej Mości. Pewnymi elementami realnej „prawicy” byli w Ameryce „lojaliści”. Byli to ludzie lojalni wobec osoby panującego króla. Amerykańscy „lojaliści” byli niestety prześladowani jako „zdrajcy”, bo w jakobińskim mniemaniu, nie opowiedzieli się po stronie samozwańczego „nowego narodu”. Nie był to jednak prawdziwy naród, bowiem ten jest wspólną ludzi o takiej samej historii i pochodzeniu. Chrzest jest czymś, co także łączy narody w Europie. Za oceanem tak nie było. Amerykanie to tak naprawdę, wykreowana z potrzeby chwili, zbieranina różnych narodowości połączonych jedynie ideą „rewolucji amerykańskiej”, która postanowiła założyć swoje państwo. W świetle tych faktów, realna „prawica”, w czasach powstawania USA, była tam prześladowana. Kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach, podobne wewnętrzne prześladowania cierpieć będą polscy realiści, przeciwni „szaleństwom powstańczym” XIX wieku. Sama idea USA ma więc korzenie lewicowe.

Klasyfikacja we wspomnianych testach kompletnie nie uwzględnia (chrześcijańskiej) europejskiej tradycji, lecz (rewolucyjną) amerykańską. Jej „prawa” i „lewa” strona nie są powiązane z sympatiami do monarchii lub demokracji, lecz do gospodarczego liberalizmu lub socjalizmu. Amerykanie mają jednak wypaczone pojęcie „prawicy”, która ograniczają jeno do surowszych zasad obyczajowych (choć nie w kwestii rozwodów) i większej ilości wybranych swobód obywatelskich. Amerykańska „lewica” jest bardziej frywolna obyczajowo (choć w sprawie rozwodów nie bardziej niż „prawica”), i także walczy większą ilość (istotnych dla niej) swobód obywatelskich. Z kolei, również wbrew naszej tradycji, pionowa „oś” klasyfikuje testowanych jako „autokratów” i „libertarian”, przy czym to też nie wiąże się z sympatiami do różnych ustrojów politycznych. Dotyczy tylko większego lub mniejszego ograniczania swobód różnych obywatelskich, bez ich moralnej oceny. Takie klasyfikowanie jest więc obce Chrześcijańskiej Cywilizacji Europejskiej. Metoda „osi i ćwiartek” kreuje (niestety) „nowego człowieka” postępującego według spuścizny „rewolucji amerykańskiej”. Jest to więc zakamuflowana próba wykorzenienia Polaków z Polskości, a Europejczyków z Europejskości. Wszystko to w ramach dostosowania ich do standardów kraju budowanego przez wojujących judeoprotestantów, wrogów monarchii, państwa narodowego i wojujących wolnomularzy (wszyscy główni „Ojcowie USA” to byli ideowi masoni). W ten sposób bezczelnie „przerabiają nas na jankesów” przy nieświadomej aprobacie większości. Dlatego temu należy się przeciwstawić stosując tylko klasyfikacje uwzględniające nasze tradycje.

Zwolennicy teorii Feliksa Konecznego powinni dostrzec fakt, że USA nie mają nic wspólnego z „cywilizacją łacińską”. Ta opiera się o wiarę katolicką, antyczną filozofię grecką i o prawo rzymskie. USA natomiast zbudowano na judeoprotestantyzmie, filozofii rewolucjonistów dobry oświecenia oraz prawie anglosaskim. Nie jest to więc „cywilizacja łacińska”, ale zupełnie inna, którą określić można mianem „atlantyckiej”. Początki USA wiązały się z prześladowaniem wiary katolickiej. Katolików określano tam pogardliwym mianem „papistów”. Liderzy nowopowstającego kraju pochodzili z anglosaskich lub anglofilskich środowisk protestanckich. Z tego względu obecnie określani są jako WASP, czyli White Anglo-Saxon Protestants. Lidzie ci często pogardzali katolickimi Meksykanami. Amerykanie wymyślali liczne, pseudonaukowe, „teorie rasowe”, uważające Meksykan za „gorszych od nich podludzi”. Teorie te były fałszywe z tego względu, że wielu Meksykan miało także pochodzenie europejskie. Nie było ono jednak anglosaskie, ale iberyjskie, czyli klasyfikujące ich wprost do „rasy białej”. Statystycznie ciemniejsza karnacja Latynosów, względem Anglosasów, wynikała natomiast z opalenia skóry w mocniej nasłonecznionym klimacie, a nie z jakiejś wyimaginowanej „odrębności rasowej”. Analizując to, USA to kraj budowany na rasistowskich teoriach eugenicznych, antykatolickim protestantyzmie, wrogości do monarchii (w tym papiestwa) i pogardzie dla krajów typowo łacińskich. Nie ma to więc nic wspólnego z „cywilizacją łacińską”. Środowiska z Polski, sympatyzujące z neoromantyzmem, które popierają USA, wycierając sobie przy tym usta „cywilizacją łacińską”, są albo niedouczone, albo perfidnie manipulują faktami dla własnych korzyści. Same teorie „osi i ćwiartek” swoje założenia czerpią z tychże wzorców obcych dla cywilizacji określanej jako „łacińską”. Polacy, aby pozostać sobą, muszą je więc odrzucić.

            Światopogląd zwolenników „osi i ćwiartek” często cechuje agresywny progresywizm rewolucyjny. Jest on także obcy Chrześcijańskiej Tradycji Europejskiej. Swoje tezy budują w oparciu o założenie, że „świat się zmienia”, a więc wszystko, co tradycyjne, należy odrzucać jako „zacofane”. Tak samo jak zwolennicy rewolucji amerykańskiej, antyfrancuskiej czy bolszewickiej. Spojrzenie na świat w kategoriach moralnych, w których istnieje podział na „dobro” i „zło” jest dla nich także „zacofaniem”. Młodociani, zamerykanizowani liberałowie, przyjęli ten światopogląd. Nie kierują się „wartościami trwałymi”, ale jedynie tym, co obecnie „jest na czasie”. Nie są więc ludźmi gotowymi bronić, jak nasi przodkowie, jakichkolwiek wartości. Dla nich wszystkie „dotychczas uznawane” wartości muszą z czasem „ustępować” jakimś „nowym”, w ramach „stale zmieniającego się świata”. W ten sposób ofiara, jaką ponieśli obrońcy Polskości wiele lat temu, za sprawą tej ideologii, została poniesiona na marne. Przez „ideologię neoliberalną”, oraz te całe „osie i ćwiartki” może się okazać, że ofiara naszych przodków, poniesiona w walce o obronę Polskości będzie daremna, gdyż ojczyzna wszystkich polskich pokoleń zostanie zamerykanizowana, po wcześniejszym pozbyciu się dla niej „europejskiej konkurencji” (w postaci choćby „germanizacji”). Wszystkie te głupoty trzeba więc odrzucić, aby zachować resztki naszego dziedzictwa.

Ślepe kierowanie się zasadą, że „świat się zmienia”, jest w dalszej perspektywie niebezpieczne. Każde „dobro” jest „dobrem na zawsze”, a każde „zło”, jest „złem na wieki”. Wszystko, co „dobre” lub „złe”, jest takie, bez względu na czas i miejsce. Kwestionowanie tego otwiera ludzi na niebezpieczny relatywizm moralny. Ten z czasem może doprowadzić do powszechnej akceptacji niewyobrażalnie złych rzeczy, które mogą ostatecznie doprowadzić nas do zagłady. Kierując się jedynie zasadą, że „świat się zmienia”, możemy cofnąć się bo prymitywnych czasów barbarzyńskich, w których mordowanie, gwałcenie czy hołdowanie własnym dewiacjom, staje się powszechnie akceptowalne. Agresywny progresywizm jest więc zaprzeczeniem fundamentom na jakich zbudowano Europę. Relatywizacja wszystkiego możne doprowadzić do powszechnej akceptacji „zła”, ostatecznie niszczącego każdego człowieka. To, że „zło pozostaje złem” jest faktem, którego nie podważa w żadnej mierze argument, iż „czasy się zmieniają”. Niektóre wartości muszą pozostać nienaruszone, aby nie skazać nas wszystkich na samozagładę. Relatywizm, z racji postępu czasu, należy odrzucić.

Sama koncepcja „osi i ćwiartek” jest też dziecinadą. Sprowadza ona ważny problem, oceny światopoglądu danej osoby, do punktu odpowiednio oddalonego od przecięcia się dwóch osi na wykresie. Przypomina mi to sytuację z grą planszową Juden Raus!, wydaną w III Rzeszy. Parafrazując niemieckich polityków tamtych lat, że tamta gra „trywializowała problem poprzez sprowadzenie go do rzutu kostką” możemy stwierdzić, że dziś „osie i ćwiartki” wprost „trywializują ludzki światopogląd do kropki umiejscowionej w jednym z czterech kwadratów”. W ten sposób merytoryczna debata, polegająca na faktycznym sporze światopoglądowym, zostaje zastąpiona deklaracjami o czyjejś pozycji na „jednej z czterech ćwiartek”. W ten sposób poważna sprawa zostaje sprowadzona do zwykłej „dziecinady”. Obecna sytuacja jest zbyt poważna, by trywializować naprawdę istotne sprawy.

Podsumowując, mamy na świecie „dobro” i „zło”, których moralna ocena jest niezmienna bez względu na czas i miejsce. Relatywizacja tego faktu może doprowadzić nas do powszechniej akceptacji rzeczy „obiektywnie złych”, co prędzej czy później prowadzi całe społeczności ku ich samozagładzie. Europa to kontynent zbudowany na znacznie wyższych wartościach niż Stany Zjednoczone Ameryki. Tradycje krajów europejskich powiązane są ze spojrzeniem moralnym wynikającym z chrześcijaństwa, ustrojem monarchicznym opartym o koncepcję, że „władza pochodzi od Boga” oraz strukturą społeczną opartą o spójność narodową w danym kraju. Stany Zjednoczone Ameryki zostały zbudowane na założeniach kwestionujących te wszystkie wartości, dokładając do tego pseudonaukowe teorie rasistowskie przeciwko oponentom tamtejszych decydentów. Sprowadzanie oceny światopoglądowej ludzi do testu na „osie i ćwiartki”, opartego kryteria o obce naszemu dziedzictwu, trywializuje merytoryczną debatę do „dziecinnego” przypisania każdemu punktu w jednym z czterech kwadratów o różnych kolorach. Bądźmy więc poważni.

 

Pozdrawiam,

Piotr Marek

niedziela, 15 maja 2022

Groźba wojny wewnątrz Polski w 2022 roku

 

Groźba wojny wewnątrz Polski w 2022 roku

 

Realizowana przez „krajowy rząd” i „systemową opozycję” polityka emigracyjna może całkowicie rozsadzić państwo od środka. Polska roku 2022 może skończyć jak Hiszpania roku 1936. Gospodarka jest przeciążona przywilejami socjalnymi, przez co grozi nam krach. Odbudowanie jej wymaga uwolnienia od wszystkich zbędnych świadczeń oraz usunięcia przepisów blokujących inicjatywy dla przedsiębiorców. Bezmyślność decydentów doprowadziła do nadmiernego uprzywilejowania mniejszości ukraińskiej względem Polaków. Gdyby specjalne przywileje socjalne dla mniejszości ukraińskiej były natychmiast cofnięte – szok dla niej tym wywołany mógłby ją zradykalizować. To wiąże się z ryzykiem odwetu ich na Polakach. Ofiarą potencjalnej zemsty zapewne nie padłby nikt z głównych winowajców. Atakowane byłyby najprościej dostępne cele. Byliby to zwykli ludzie, którzy nie są winni zaistniałej sytuacji. Demokratyczny tłum, w rządzy swego odwetu, jest ślepy. Przez to dokonuje osądów niesprawiedliwych. Krzywdzi tym samym niewinnych. Taki scenariusz niestety nam grozi. Jeżeli nic z tym nie zostanie zrobione, istnieje poważne ryzyko wojny domowej.

Przypadek zemsty mniejszości etnicznej, której nagle cofnięto przywileje, zna polska historia. Przykład taki opisał zmarły felietonista i intelektualista Iwo Cyprian Pogonowski. Gdy w Rzeczypospolitej cofnięto przywileje mniejszości żydowskiej, zrównując ją tym samym z Polakami, ta rozwścieczona zbiegła ze swoim kapitałem, zarobionym w Polsce, do Prus, celem odwetu. W ramach zemsty finansowała tam lobby inicjujące pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej. Mniejszość żydowska, pomimo zdobytego materialnego bogactwa, nie była jednak zmilitaryzowana. Potrzebowała wykorzystać do swojego celu podmiot mający możliwość rozwoju własnego potencjału militarnego. Państwa takie jak Rosja czy Austria miały już w tamtych czasach ugruntowaną pozycję na arenie międzynarodowej. Były też zajęte ciągłymi walkami z Imperium Osmańskim. Prusy z kolei były wtedy na dorobku. Z tego zapewne względu wybór, chcącej odwetu na Polakach mniejszości, padł na to państwo. Tego jednak z się systemowego podręcznika nie dowiemy.

W 2022 roku mamy nieco inną sytuację. Bezmyślni obywatele Polski sami zaoferowali bezpłatne kursy strzeleckie dla mniejszości ukraińskiej. Pytanie tylko, po co? Przecież w Polsce wojny nie ma. Do kogo mają zatem strzelać? Innymi słowy, głupcy dali im możliwość zbrojnego zorganizowania się polskim kosztem. Decydenci krajowi powinni myśleć zawsze, w pierwszej kolejności, o Polakach. To ich bezpieczeństwo powinno być dla nich priorytetem. Dobro narodu zostało jednak odłożone, nie pierwszy raz z resztą, w tym kraju na bok. Górę wzięła prywata w postaci koniunkturalnej pogoni za przyklaskiem ze strony systemu demoliberalnego oraz wpływowych środowisk z państw anglosaskich. Oliwy do ognia dolewa fakt, że rząd z systemową opozycją nie robią nic, aby sami Polacy mogli się dozbrajać. Służby i wojsko także wspierają polityków w utrzymaniu tego stanu rzeczy. Nie kierują się dobrem narodu, któremu mają służyć, ale własnym prywatnym interesom. Z jednej strony Polacy są obciążani przepisami blokującymi im łatwy dostęp do broni palnej. Z drugiej strony Ukraińcy w Polsce mają bezpłatne kursy obsługi tejże broni. To wszystko, razem skumulowane, może mieć fatalne dla narodu skutki. Ten stan rzeczy należy natychmiast zmienić, aby uniknąć grożącej nam tragedii.

Przekaz medialny w Polsce dodatkowo nakręca tendencje do agresji w społeczeństwie. Przekazywane w serwisach informacyjnych treści, choćby z TVP, czy RMF FM, podjudzają ludzi do nienawiści względem wskazanych przez nie „wrogów”. Zgromadzone w ludziach pokłady gniewu mogą pchnąć ich do czynów, których skutki mogą być tragiczne i nieodwracalne. Ofiarą agresywnej retoryki systemu demoliberalnego padł pan Siergiej Andriejew, Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce, który 9 mama 2022 roku został oblany czerwoną farbą. Do tego haniebnego ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Iryna Zemliana, która nadal, o zgrozo, przebywa na wolności. Każdy atak na dyplomatę w cywilizowanym kraju uchodzi za akt wyjątkowego barbarzyństwa. Czyn taki jest karygodny w cywilizowanym świecie zbudowanym na chrześcijaństwie, łacińskim prawie i klasycznej filozofii. Decydenci w Rzeczpospolitej Polskiej nie zrobili nic aby powstrzymać i ukarać osobę dokonującą tego haniebnego czynu. Tym samym dali całemu światu przekaz, że Polska to kraina bezprawia! W konsekwencji tego barbarzyństwa, 11 maja 2022 roku, polska ambasada w Rosji została oblana czerwoną farbą. Celem odwetu, za czyn obcej aktywistki, stał się podmiot polski. To może poskutkować także chęcią odwetu na mniejszości ukraińskiej ze strony podżegaczy wojennych z Polski. Tym sposobem naród może zostać wciągnięty w konflikt nie we własnym interesie.

Miejmy na uwadze także możliwość, że atak na ambasadę Rzeczypospolitej mógł być dziełem prowokatorów, którym zależy na wciągnięciu Polski w otwarty konflikt z Rosją. Twardych dowodów na to jednak nie mamy. Jeżeli takowe jednak istnieją, mogą zostać zatuszowane. Zdarzenia te zbiegają się, raczej nieprzypadkowo, z wieloletnią obecnością wojsk amerykańskich na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. Według antysystemowych działaczy wojska amerykańskie ulokowane są w pobliżu cennych pokładów polskich surowców. Chciwy cudzego Wujek Sam, jak wiadomo, ostatnio chętnie „szerzył demokrację” tylko tam, gdzie można było łatwo zrabować „czarne złoto”, czyli ropę naftową. Polska i Ukraina są bogate w przeróżne cenne surowce. Decydenci z USA mogą mieć zatem w planach zawłaszczenie ich dla siebie. Sprowokowany tutaj konflikt, stłumiony przy użyciu ich wojsk, pozwoli im zrealizować ten cel. Polska, której opinia demoliberalnego świata przyprawi miano „krainy bezprawia”, może ostatecznie skończyć jako podmiot rozegrany między Stany Zjednoczone Ameryki oraz Rosję. Ostatecznie Polacy, skłóceni wewnętrzną waśnią z Ukraińcami, mogą stać się niewolnikami pozbawionymi swoich surowców oraz ziemi. Tego tragicznego losu możemy jednak uniknąć. Nie wolno tylko Polakom dać się sprowokować do jakiejkolwiek wojny. Wtedy jakoś ojczyzna nasza przetrwa ten trudny dla niej czas.

  Polsce grozi wojna na jej własnym terytorium. Stronami tego potencjalnego konfliktu byliby zapewne Polacy i Ukraińcy. Jeżeli sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, wszystko mogłoby się rozszerzyć o zmagania jakiś „zielonych ludzików” z amerykańskim wojskiem. Konsekwencją tego może być utrata przez Polskę własnej ziemi i surowców. Tego „czarnego scenariusza” możemy uniknąć dbając tylko o własny interes i bezpieczeństwo. Nadmiar imigrantów systematycznie należy odsyłać z Polski w inne, bezpieczne miejsce. Obciążenia socjalne musimy zlikwidować. Uwolnić trzeba gospodarkę. Ułatwić dostęp do broni palnej dla każdego Polaka. Tworzyć należy oddolne, samorządowe oddziały ochotnicze, broniące własnej ziemi w miejsce służby poborowej, w której człowiek staje się marionetką w rękach systemu. Realizacja tych postulatów będzie jednak możliwa jedynie po odsunięciu od decyzyjności obecnej „ekipy rządzącej” wraz z „systemową opozycją”. Odwrócenie niekorzystnej sytuacji jest całkiem realne, ale do tego Polacy sami muszą zacząć myśleć.

 

Pozdrawiam,

Piotr Marek

niedziela, 8 maja 2022

Monarchia jako gwarant pokoju i wolności

Monarchia jako gwarant pokoju i wolności 


Dokonana po I Wojnie Światowej demokratyzacja Europy nie przyniosła trwałego pokoju. Wręcz przeciwnie, była przyczyną zaognienia sytuacji na Starym Kontynencie. Pozbycie się monarchii w Rosji i w Niemczech doprowadziło do powstania systemów totalitarnych. Przepychanki pomiędzy totalitarnymi i demokratycznymi republikami, finansowanymi przez kapitał amerykański, doprowadziły do wybuchu kolejnej, jeszcze tragiczniejszej II Wojny Światowej. Mimo tego anglosaskie elity polityczne dalej eksportują rewolucję demokratyczną na wschód. Niesie to za sobą tragiczne konsekwencje. Politycy amerykańscy (oraz zainspirowani nimi czerwoni lub pomarańczowi republikanie europejscy) nie chcą przyznać, że ich antymonarchistyczna obsesja niesie za sobą śmierć i zniszczenie. Taka postawa irracjonalnego zaślepienia ideologią jest charakterystyczna dla wszystkich obłąkanych rewolucjonistów. Niestety tacy szaleńcy mają wpływ na stanowienie praw krajowych i międzypaństwowych. Jeśli nie będą oni odsunięci od władzy, ich działania będą nieść za sobą kolejne nieszczęścia. Jedynie odrodzenie się europejskich monarchii, mających realny wpływ na stanowienie praw, może skutecznie powstrzymać to szaleństwo.

24 lutego 2022 roku media przekazały nam informację o rozpoczęciu wojny na Ukrainie. Politycy rosyjscy oraz amerykańscy przepychają się we wzajemnych oskarżeniach o doprowadzenie do tego konfliktu. Przyczyna tej wojny tkwi jednak w wydarzeniach roku 1917. To typowa fatalna konsekwencja demokratyzacji Europy. Gdyby Rosjanie, Białorusini oraz Ukraińcy nadal żyli zjednoczeni pod berłem carskim, nadal byłby dziś pokój pomiędzy tymi wschodnimi Słowianami. Monarchia Romanowów jednak została zniszczona w 1917 roku. Skutkiem tego było powstanie komunistycznego państwa totalitarnego. Rozpad ZSRR, po kilkudziesięciu latach, na kilka pomniejszych, wieloetnicznych systemów demokratycznych, stał się zarzewiem nowych konfliktów. W większości z tych republik faktyczne rządy sprawują służby oraz finansowi oligarchowie, którzy uzależnili od siebie wielu polityków. W Carskiej Rusi taka sytuacja byłaby niemożliwa. Monarchia posiada skuteczne narzędzia do powstrzymania mafii, pyszałkowatych oligarchów oraz polityków przed ich szalonymi zapędami. Czy zatem proklamowanie „Wielkiej Rusi” (pod berłem carskim), jak niegdyś Wielkiej Brytanii (pod wspólną koroną królewską), dałoby trwały pokój pomiędzy Rosją, Ukrainą i Białorusią? Tego wykluczyć nie można. Tym bardziej, że w trakcie tejże wojny, według kilku źródeł, Maria Romanowa oferowała aktywną pomoc dla wielu jej ofiar, często wbrew interesom rosyjskich oraz ukraińskich decydentów.

Zamerykanizowani ludzie, zaślepieni mitem demoliberalnej rewolucji, nie są w stanie dostrzec możliwości, jakie daje europejskim narodom ustrój monarchistyczny. Nie wiedzą bowiem, że monarchizm jest dla narodów Europy czymś naturalnym. Monarchia jest dla nich częścią ich tradycji. Czynnikiem kształtującym ducha narodowego, mającym swoje korzenie w chrześcijaństwie oraz dziedzictwie ich przodków. Wspomnianym wyżej ludziom „wolność” pomyliła się z systemem demokratycznym. Takie osobniki niczym nie różnią się od bolszewików, którzy to z kolei „wolność” utożsamili z komunizmem. Sama współczesna demokracja odbiera ludziom bardzo dużo prawdziwej wolności. Raz, często przeradza się w socjalizm, który stopniowo pozbawia ludzi godziwych warunków do samodzielnej egzystencji. Dwa, republika demokratyczna zmusza ludzi do życia w systemie, który sam z siebie tonie w coraz bardziej absurdalnych przepisach. Narody Europy swoją wolność zawdzięczały właśnie monarchiom. Odbierając im koronowanych władców, skazali je na niewolę partii politycznych, układów, złodziejskich danin oraz irracjonalnych przepisów. 

Podręczniki oraz media jednogłośnie wmawiają wszystkim, że upadek „zaborczych monarchii” był jedyną możliwą drogą do odzyskania przez Polskę wolności. Jest to nieprawda. Była to tylko jedna z opcji, która w dodatku dała podstawy do tragedii września 1939 roku. Naziści nie mieliby bowiem władzy, gdyby nadal rządził Kaiser. W XIX wieku Polacy nie raz mogli odzyskać wolność na drodze „pracy u podstaw”. Wszystko to jednak rujnowały kolejne rewolucje, określane w mediach i podręcznikach mianem „powstań”. Odrodzona Polska, po 1918 roku, została ostatecznie demokratyczną republiką. W Europie każdy system demokratyczny, ze swej natury, jest stopniowo kolonizowany politycznie przez angloamerykański zachód oraz przeróżne, często kosmopolityczne, środowiska lewicowe. Co prawda narodowcy wygrali pierwsze, ideowe wybory po 1918 roku. Jednak już w następnych ulegli już opcjom skierowanym w lewo. Te zaś realizowały faktycznie nie polskie, ale radzieckie tudzież zachodnie interesy. Taka właśnie jest pułapka demokracji. Z pozoru wolność. W praktyce niewola partii, układów, tyrania mniejszości i absurdalnych przepisów. Tylko odrodzenie na drodze monarchii dałoby Polsce najwięcej wolności.

Niemal identyczna sytuacja była po 1989 roku. Parlament początków III RP był na swój sposób „demokratyczny”. Kolejne jego kadencje przynosiły jednak coraz to nowsze mechanizmy utrudniające wejściu do niego inicjatyw oddolnych. Jak się okazało, system szybko się zdegenerował. Demokracja z czasem staje się areną do swawoli dla przeróżnych, egoistycznych cwaniaczków, których dawne królewskie rody chętnie zaganiały do uczciwej pracy. Wspominane przez Grzegorza Brauna „mafie, służby i loże” stanowią faktyczną wewnętrzną dekadencką elitę każdej republiki. Naród w takim systemie staje się zakładnikiem partii politycznych oraz amerykańskich oligarchów wspieranych przed klany bankierskie (głównie żydowskie, jak np. Rothschildów) czy Wall Street. Analizując to wszystko trzeba niestety stwierdzić, że w 1918 roku naród polski nie uzyskał upragnionej wolności. Polacy przeszli płynne spod panowania zaborców do niewoli międzynarodowych układów mafijnych, przejmujących automatycznie władzę, wraz z nastaniem demokracji.

Demokratyzacja Europy nie przyniosła nikomu na Starym Kontynencie pokoju i wolności. Polityka prezydenta USA Thomasa W. Wilsona, przeciwnika „koncepcji władzy pochodzącej od Boga,” realizowana po 1918 roku, doprowadziła do powstania systemów, które wraz z amerykańskim kapitałem, wywołały II Wojnę Światową. Wszystkie wojny, od tych z końca XX wieku, po tę na Ukrainie, to konsekwencje upadku monarchii, stanowiących czynnik powstrzymujący liczne, w tej części świata, zarzewia konfliktów zbrojnych. Gdyby Habsburgowie dalej władali swoim państwem, najpewniej nie byłoby dziś tragicznej historii Serbów, Chorwatów i Bośniaków. Gdyby Kaiserowie nadal rządzili w Niemczech, kobiety z ich miast nie byłyby dziś masowo napadane i gwałcone. Polska będąca królestwem nie byłaby skazana na obecną inflację oraz przepychanki polityczne. Romanowowie nie pozwoliliby zabijać się wzajemnie Rosjanom, Ukraińcom i Białorusinom. Wszystkie te tragedie nie miałby miejsca, gdyby nie demokratyzacja Europy po 1918 roku.

 

Pozdrawiam,

Piotr Marek

sobota, 9 maja 2020

Różnica między podejściem wolnościowym a liberalnym

Różnica między podejściem wolnościowym (prawicowym), a liberalnym (raczej lewicowym).

Na początku XXI wieku można było zaobserwować w Polsce polityczny „zwrot w prawą stronę” młodego pokolenia. Były to lata powolnego budowania się duopolu politycznego Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Młodzi patrioci tamtych lat swoje nadzieje pokładali głównie w organizacjach narodowych, monarchistycznych i wolnościowych. Ideowa prawica miała swoją reprezentację w parlamencie i samorządach dzięki silnej pozycji Ligi Polskich Rodzin. W tym okresie główną rolę na prawicy odgrywał przede wszystkim Roman Giertych. Dzięki prawicowej tendencji dużą popularnością cieszyły się w tamtym okresie takie portale jak: „Prawy.pl”, „ProPolonia”, ,,Prawica.net”, narodowy portal „Nacjonalizm.org” czy konserwatywny (monarchistyczny) „Konserwatyzm.pl”. Były to także czasy popularności kontrowersyjnej strony „Polonica.net”, ale to już inna historia. Janusz Korwin-Mikke regularnie wygrywał konkursy na najpopularniejszy blog. Z kolei pośród polityków parlamentarnych ideowej prawicy przodował jako bloger Wojciech Wierzejski. Osobiście także sam publikowałem własne artykuły czy felietony w tamtym czasie, do czego znowu powoli wracam.
Wspomniane witryny skupiały narodowców, konserwatystów, oraz przedstawicieli środowisk wolnościowych. Portale te zajmowały się działalnością formacyjną, a publikujący na nich felietoniści często prowadzili między sobą zażarte nawet polemiki. Niemniej jednak ostra wymiana zdań nie kończyła współpracy między stronami – wręcz przeciwnie – dzięki niej można było lepiej się poznać. W kwestiach ekonomicznych wolnościowe stanowisko cechowało środowisko polskich monarchistów. W odróżnieniu od typowego środowiska „konserwatywno-liberalnego”, akcent monarchistów zawsze był nastawiony na ustrój polityczny oraz wartości moralne omawiane na równi obok zagadnień ekonomicznych. Konserwatywni liberałowie natomiast podchodzili do spraw społecznych bardziej materialistycznie i wysuwali zawsze na pierwszy plan swojej dyskusji poglądy na gospodarkę i swobody obywatelskie. Tematy moralne oraz geopolityka były zawsze u nich na drugim planie. To jest błędne rozumowanie, bo nawet najbogatsze społeczeństwo, bez przemyślanej geopolityki, padnie szybko łupem państw ambitnych o słabszej gospodarce, ale o silniejszym potencjale militarnym. Monarchiści nigdy jednak nie byli orędownikami socjalizmu i surowych państwowych regulacji – wręcz przeciwnie – historycznie byli pierwszymi obrońcami własności czy wolności. To pod panowaniem Habsburgów przecież swoje początki miała słynna „ekonomiczna szkoła austriacka”. W Polsce początków XXI wieku istniała polityczna symbioza pomiędzy wolnościowymi partiami „korwinistycznymi” a organizacjami monarchistycznymi. Członkiem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego został były euro-poseł Kongresu Nowej Prawicy – Michał Marusik. Perypetie polityczne jakie miał w tym czasie Janusz Korwin-Mikke były omawiane przed polskich monarchistów. Taka symbioza była wtedy czymś naturalnym pomimo tego, iż monarchista, w odróżnieniu od „korwinisty”, widzi prawicę znacznie szerzej niż tylko w materialistycznych kwestiach „podatków, ubezpieczeń i marihuany”. Wszyscy wolnościowcy, konserwatywni liberałowie oraz monarchiści potrafili działać wspólnie w ramach KZM i KNP. Nikt nie myślał nikogo eliminować z szeregów organizacji tylko dlatego, że preferował inne nastawienie akcentów w spojrzeniu na prawicowość, niż reszta członków klubu lub partii. Konieczne jest obecnie przywrócenie tej dobrej symbiozy w ramach łączenia się ideowej prawicy w jeden silny nurt polityczny. W przeciwnym wypadku polska patriotyczna prawica ideowa znowu zostanie rozbita i osłabiona.
Przechodząc do głównego tematu tego felietonu formacyjnego warto podkreślić, iż prawicowa idea „wolnościowa” jest odmienna od centrolewicowej ideologii „liberalnej”. Dla prawicowego „wolnościowca” podstawowa dewiza to tak, iż „jego wolność kończy się tam, gdzie zaczyna u kogoś innego”. Każdy prawicowy „wolnościowiec”, używając własnego rozumu oraz wolnej woli, stara się dobierać jak najlepsze rozwiązanie w obrębie obowiązujących zasad moralnych. Taki człowiek zawsze będzie popierać prawo do życia nienarodzonych, szanować nietykalność własności, sprzeciwiać się prawu ograniczającemu naturalną egzystencję czy szanować godność drugiej osoby tak, jak własną. Podstawą niepodważalną każdego „prawicowca” jest wielowiekowa tradycja z jakiej się wywodzi. Idea wolnościowa istniała niemalże od początku kształtowania się zbiorowości ludzkich. Pierwsze prawa były kształtowane głównie w myśl zasady „co nie zabronione, to dozwolone”. Prawa takie były w gruncie rzeczy czystym spisem przewinień i kar za nie przewidzianych. Egzekwowano je konsekwentnie bez wyjątków. W obecnych demokracjach ta zasada została niestety zachwiana, a prawo stało się spisem wymuszonych absurdów ograniczającym naturalne ludzkie potrzeby niekrzywdzące innych.
Typowy „liberał” z kolei często z góry nakreśla jakieś konkretne „wolnościowe rozwiązanie”, a wszystkie inne opcje każe odrzucać z góry jako „państwową represję” tudzież tzw. (w jego oczach) „socjalizm”. Problem takiego rozumowania polega na tym, że pewna rzecz będąca „wolnością” jest dla jednego, może okazać się zamachem na nią u drugiego. W ten sposób „liberał” przestaje być „protektorem wolności”, a staje się amatorem własnych zachcianek w myśl dekadenckiego „róbta co chceta”. Posłużę się znanym mi z życia przykładem. Liberalne buntowanie się przeciwko „ograniczeniu prędkości na drodze” może skrzywdzić innych uczestników ruchu, którzy przez nieznajomość terenu, lub chwilowe niedomaganie własnego sprzętu, preferują, używając własnego rozumu, mniejszą prędkość. Nie dla każdego więc „wolnościowa jazda” to „szybka jazda”. Zdrowy rozsądek nakazuje poruszać się wolniej komuś, kto nie na dobrze danego terenu, a inni powinni jego wolność do jazdy z mniejszą prędkością uszanować. Prawicowi „wolnościowcy” to szanują, „liberałowie” natomiast mają z tym problem. Preferencje dotyczące prędkości to typowy przykład sytuacji spornej, w której nie ma jednego „wolnościowego” rozwiązania. Liberałowie, niczym dawniej komuniści, doktrynalnie narzucają z góry coś jako „wolnościowe”, podczas gdy prawicowi konserwatyści swój wolny wybór opierają na samodzielnym myśleniu. W sytuacji spornej należy bowiem wybierać „najlepsze rozwiązanie z możliwych”. To jest właśnie prawdziwe podejście „wolnościowe”, a nie narzucanie z góry jakiś, nie do końca rozsądnych, zachowań.
Pozbawiona ograniczeń moralnych, źle ujęta „wolność” stawiana ponad tradycję, etykę chrześcijańska czy prawo do życia jest typowa dla liberalizmu. Z ogromnym niezrozumieniem spotyka się często, stosowana przez konserwatystów, krytyka światopoglądu liberalnego, który na pierwszy plan dyskusji o społeczeństwie wysuwa postulaty „konsumpcyjne” nad „moralnymi”. Zabieg ten jest dla liberałów opłacalny, bowiem przedstawianie siebie jako „turbo-obrońców przed podatkowym terrorem systemu” zasłania ich upadłe moralnie postępowanie i lewicowe poglądy obyczajowe. Wolnorynkowy ruch polityczny, propagujący rozwiązłość i ruinę moralną, ma niewiele wspólnego z „prawicą”. Liberałowie są tego świadomi, dlatego celowo stosują zabieg sprowadzenia całej dyskusji o „prawicowości i lewicowości” jedynie do sfery ekonomicznej. W przeciwnym wypadku straciliby jakiekolwiek poparcie społeczne, bo ekonomicznie nie byliby atrakcyjni dla lewicy, zaś moralnie dla prawicy. Gdyby prawda o nich wyszła na jaw, byliby skończeni...
Przedstawiciele konserwatywnego-liberalizmu oburzają się na monarchistów za to, że tamci sprzeciwiają się sprowadzaniu „prawicy” do „zwolenników wolnego rynku”. Wolny rynek nie jest istotą prawicowości, ale właśnie liberalizmu. Wolność w gospodarce cechowała nurty prawicowe, ale nie ona nigdy czynnikiem o tym decydującym. W ocenie jednostki jako „prawicowej” lub „lewicowej” liczyła się przede wszystkim sprawa ustroju politycznego. W dalszej kolejności istotne były takie sprawy jak: obyczajowość, moralność, struktura społeczna i podejście do hierarchii. Dopiero w późniejszym okresie funkcjonowania podziału sceny politycznej, utożsamiono „prawicę” z wolnością gospodarczą, zaś „lewicę” z socjalizmem oraz większą ingerencją prawa w sprawy ludzkiej egzystencji. Nie sugeruję przez to, że gospodarka czy prawo są nie ważne, ale podkreślam, iż w tej sprawie nie są pierwszorzędnymi czynnikami decyzyjnymi. Osobiście, jak na konserwatystę przystało, opowiadam się za wolnością, a nie opresyjnymi regulacjami.
Termin „prawicy” i „lewicy” wziął się ze Stanów Generalnych poprzedzających wybuch rewolucji we Francji w XVIII wieku. Po „prawej stronie” Francji, zasiedli zwolennicy monarchii i porządku chrześcijańskiego, których potem określono jako „prawica”. Z kolei po „lewej stronie”, zasiedli zwolennicy republiki oraz porządku rewolucyjnego, których potem określono jako „lewica”. Pierwotnymi wartościami „prawicowymi” są więc: monarchizm, hierarchia społeczna, tradycja chrześcijańska oraz przywiązanie do dziedzictwa cywilizacyjnego. Poglądy na gospodarkę nie były rozpatrywane przy kształtowaniu się tamtego podziału.
Liberalizm wywodzi się z kultury anglosaskiej czasów oświecenia. Jest to ideologia „naturalna” dla tradycji angloamerykańskich, ale dla krajów Starego Kontynentu jest dość rewolucyjna. Owszem, jeśli jakiś prąd liberalny zwróci się w stronę konserwatywną, to można jak najbardziej zakwalifikować go jako „prawicowy”. Niemniej jednak to konserwatyzm, a nie liberalizm, czyni ów nurt „prawicowym”. Podstawą liberalizmu jest głoszenie kultu niemalże całkowitej swobody jednostki. W formie umiarkowanej owa swoboda jest w różnym stopniu ograniczona, choćby normami wynikającymi z obyczajowości czy religii. W wersji radykalnej natomiast, swoboda jednostki stoi ponad jakimikolwiek ograniczeniami. Trzeba jednak przyznać, że klasyczni liberałowie, mocno akcentowali prawo własności oraz zwalczali regulacje blokujące możliwość działania jednostki. To było „mocno prawicowe” z ich strony. Nie można jednak całego liberalizmu zaliczyć do typowej „ideowej prawicy”. Skrajna forma liberalizmu, przedstawiona powyżej, jest prądem typowo lewicowym, natomiast kierunek umiarkowany można określić jako centrowy (z możliwością odchylenia w prawo lub w lewo).
Dodatkowo zauważyć można, iż niektórzy politycy prawicy zbytnio przeceniają siłę „portalów społecznościowych”. Działalność na nich nie jest w praktyce decydująca o końcowym wyniku wyborów, więc nie można pokładać w nich całej swojej nadziei. Ilość „polubień” nie da nikomu zwycięstwa, a wielu wybiera tę opcję do szpiegowania. Wie to każdy, kto ma już kilka wyborów powszechnych za sobą. Komiczna jest też postawa histerii wobec postów i komentarzy z polemiką. Skrytykowanie kogoś, pod jego własnym postem, jest pojmowanie przez niektórych, jako „ostateczne rozwiązanie współpracy”. Jeżeli ktoś zwraca komuś uwagę, to ma na celu nakierowanie tej osoby na właściwą stronę. Zrywanie kontaktów „za komentarz pod postem” jest dla doświadczonych działaczy po prostu niepoważne. Konserwatyści „starszej daty” często stosują taką polemikę, po zakończeniu której nikomu nie przychodzi do głowy obrażać się na kogokolwiek. Konstruktywna krytyka nie ma na celu zdyskredytować stronę przeciwną, ale nakierować ją na właściwą ścieżkę. Merytoryczna krytyka nigdy nie powinna prowadzić do „końca współpracy” – wręcz przeciwnie – do jeszcze silniejszego jej umocnienia. Rozumiem brak zaufania do człowieka, który od początku za plecami spiskuje przeciwko komuś. Jednakże jak osoba przyjazna zwraca komuś wagę, to obrażanie się na nią może spowodować jej niechęć. W ten sposób „z przyjaciela” możemy sobie zrobić „wroga”. Mimo zatargów musimy sobie wybaczać. Sama polemika pisana na portalu politycznym ma „większą wagę” niż zwykły post na Facebook. Portale społecznościowe nie powstały do prowadzenia na nich polityki. Głównie są przeglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Po wprowadzeniu ograniczeń posty są prawie niewidoczne z zewnątrz. Wpływ postów na masowe kształtowanie opinii publicznej jest niewielki. Owszem, dla indywidualnej potrzeby warto poinformować „swoich znajomych” (z portalu) o własnej aktywności jako publicysta czy kandydat. Wybory jednak nadal wygrywa się przez kontakt z „żywymi ludźmi”, którzy często nie wiedzą, co to „Twitter” czy „Facebook”. O wygranej zawsze decydować będzie przede wszystkim agitacja między prawdziwymi ludźmi, a nie pomiędzy, często fikcyjnymi, profilami. Dominacja w sieci jest ważna, ale nie jest wystarczająca, aby wygrać.
Liczni „działacze wolnościowi” podpierają się najbardziej znanymi postaciami ich ruchu takimi jak: Janusz Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz, Sławomir Menzen czy Wojciech Cejrowski. Niestety wielu z nich przyjmuje w praktyce postawę zgoła odmienną ich „autorytetów”. Chcą być „bardziej ideowi od ich liderów”. Nakreślają samozwańczo jakieś „jedynie słuszne, wolnościowe stanowiska”, podczas gdy ich „autorytety” mogłyby nie podzielać entuzjazmu dla takiej postawy. Jest wiele niejednoznacznych kwestii spornych, wobec których nie da się nakreślić „jedynego prawicowego stanowiska wolnościowego”. Pierwsza z nich to choćby uniwersalny środek płatniczy. Może być nim zarówno złoto, srebro, bite monety lub diamenty. Nie można nakreślić tutaj „jedynego stanowiska wolnościowego”. Druga kwestia jest społeczna. Dotyczy oczywiście narkotyków. Jest to temat mało istotny dla polskich warunków, bowiem grono zainteresowanych nim jest niewielkie i zazwyczaj lewicowe moralnie. Niemniej jednak wielu samozwańczych „turboprawicowych wolnościowców” lubi go poruszać. Z jednej strony penalizacja narkotyków będzie sprzyjać rozwojowi mafii. Z drugiej strony, rozpowszechnianie pośród społeczeństwa niepopularnej używki może wygenerować rzesze narkomanów. W ten sposób „wolnych ludzi uczynimy niewolnikami używki”, i to o ironio, „w imię wolności”. W tym przypadku ocieramy się o chrześcijański dylemat moralny o tym, czy możemy „do grzechu przyzwalać”. Oczywiście, że nie możemy, ale czy bardziej przysłużymy się dobru zakazując narkotyków, czy na nie zezwalając? Na ten temat można toczyć ciężkie boje, a obie strony sporu mogą tygodniami wzajemnie wyzywać się od „socjalistów” lub „lewaków”. Nie można więc wszędzie znaleźć „jedynej słusznej wolnościowej” linii, gdyż wszystkie rozważone przez nas opcje mają swoje „prawicowe za i przeciw”.
Piotr Marek i Sławomir Menzen w mieście Lublin
Dnia 8 marca 2019 roku miało miejsce w Lublinie spotkanie  ze Sławomirem Menzenem, wiceprezesem partii KORWiN. Po nim miałem okazję krótko z nim porozmawiać oraz zrobić sobie okolicznościowe zdjęcie. Podczas konwersacji Sławomir Menzen zawsze powtarzał, że „szanuje moją opinię” (na nieoczywisty temat sporny), a co za tym idzie, „szanuje opinię każdego” (w podobnej, niejednoznacznej kwestii). Poruszony przeze mnie temat dotyczył złota, jako najbardziej uniwersalnego środka płatniczego, ale to nie ważne. Jeden z liderów „największej wolnościowej partii w Polsce” pokazał na swoim przykładzie jak ma rzeczywiście wyglądać „podejście wolnościowe”. Zaprezentował na moich oczach modelowe poszanowanie zdania innej osoby w niejednoznacznej kwestii spornej. Obydwaj mogliśmy się mylić, lub też jeden z nas mógł mieć rację, niemniej jednak ślepy „upór na swoim” mógłby doprowadzić do wybrania błędnego rozwiązania. Gdy wszystkie rozwiązania danej kwestii, mają swoje dobre i złe strony, nie ma sensu lansować któregoś z nich jako „jedynego słusznego”. Prawicowe spojrzenie na wolność nakazuje rozpatrzenie wszystkich opcji celem wyłowienia tego, które w danej chwili przyniesie najwięcej dobrych owoców.    
Wracając z kolei do wstępu warto wspomnieć także rok 2015. To był czas swoistego „apogeum niezadowolenia” młodego elektoratu. W wyborach na Prezydenta Polski tamtego roku stanęli do walki liczni kandydaci antysystemowi. Z perspektywy czasu dzisiaj najmocniej cenię Jacka Wilka (dla mnie najlepszy poseł VIII kadencji sejmu), na którego oddałem głos w prawyborach prezydenckich „Konfederacji” w Lublinie. Z kolei Paweł Kukiz, który miał być nadzieją dla polskich ruchów antysystemowych, okazał się wielkim rozczarowaniem, podobnie jak inny „turbopatriota” tamtych czasów, czyli Marian Kowalski. Ci dwaj po 2019, delikatnie mówiąc, „przeszli na pozycje systemowe”. Tego drugiego „zostawię już w spokoju”, bo jest taka zasada, że „nie kopie się leżącego”. Skupimy się na tym pierwszym. Paweł Kukiz, po uzyskaniu w 2015 roku trzeciego wyniku w wyborach prezydenckich, dał wielu zdeterminowanym działaczom nadzieję na utworzenie wspólnego ruchu, który odsunie od władzy panujący układ PO-PiS. Tak się jednak nie stało. Zapoczątkował „rewolucję kukizowską”, która pod hasłem „Jednomandatowych Okręgów Wyborczych”, jedynie zamieszała sceną polityczną i doprowadziła do marginalizacji środowisk konserwatywnych oraz monarchistycznych. Media głównego nurtu mocno nagłaśniały polityczne działania fanatyków ordynacji jednomandatowej, określanych jako „WoJOWnicy”. Ruch Kukiz’15 nienaturalnie wypromował przeróżnych nieznanych republikanów oraz liberałów konserwatywnych, którzy teraz posiadają dominującą pozycję polityczną po prawej stronie. Republikańscy „WoJOWnicy” zdołali nawet założyć, w 2019 roku, własną partię pod nazwą „Federacja dla Rzeczpospolitej”, ale to już inna historia. Przed rokiem 2015, dzięki Lidze Polskich Rodzin, prym wiodły, w sposób naturalny, środowiska narodowe oraz konserwatywne. Środowisko to założyło swój ruch i wprowadziło, na jasno określonym programie, swoich ludzi do rad i parlamentu. Po wyborach parlamentarnych w 2015 roku, przez wspomnianą „rewolucję kukizowską”, doprowadzono do nienaturalnej ich marginalizacji na rzecz liberałów, republikanów oraz medialnie nagłośnionych „WoJOWników”. Ośrodki polityczne, oraz listy wyborcze ruchu „Kukiz’15”, zdominowane były przez partie i stowarzyszenia wspomnianych środowisk, zaś ideowi konserwatyści oraz niezależni samorządowcy spychani byli odgórnie na dalsze funkcje i miejsca. Ruch Pawła Kukiza miał w 2015 roku połączyć „wszystkie środowiska antysystemowe”, a tym czasem przerodził się szybko w trampolinę promując republikanów i liberałów (którzy często nie mieli nic wspólnego z ideą JOW). Dodatkowym problemem 2015 roku było „rozbicie głosów” wyborców „anty-systemu” na: KORWiN, KWW Grzegorza Brauna „Szczęść Boże”, KWW Zbigniewa Stonogi czy „Samoobronę”. To pokazuje ostateczną słabość demokracji, która promuje osoby niekompetentne i miałkie ideowo. Tak oto przez sztuczny zabieg systemu liberalizm jest wiodącym „nurtem prawicowym” w Polsce.
Podsumowując wszystko istnieje wyraźna różnica między typowo „prawicowym” myśleniem „wolnościowym” a „centrowo-lewicowym” myśleniem „liberalnym”. Podejście „wolnościowe” kieruje się zasadą, iż „co nie jest zabronione, to jest dozwolone”. Prawo stanowi spis rzeczy, których robić nie wolno, gdyż z natury swojej krzywdzą drugiego człowieka, czy nawet też samego ich wykonawcę. W momencie gdy mamy do czynienia z sytuacją sporną, w której nie ma jednoznacznie najlepszego rozwiązania, wybieramy to, które w danej chwili przynosi najlepsze owoce. Liberalizm to ideologia polityczna z czasów rewolucji „oświeceniowych”, która głosi swobodę danej jednostki „ponad wszystko”. Liberalizm często dąży do ustalonego odgórnie „jedynego słusznego rozwiązania” bez analizy moralnych jego konsekwencji. Ideologia ta dała podstawy do negowania „prawicowego porządku społecznego” w konserwatywnej (do czasów oświecenia) Europie. Liberalizm jest więc ideologią klasyfikującą swoje miejsce na pozycjach „centralnych” lub „lewicowych”. Nie może być on traktowany jako sztandarowy przykład „ideowej prawicy” na Starym Kontynencie. Jest on naturalny dla tradycji amerykańskiej, ale dla dziedzictwa europejskiego jest on rewolucyjny.

Pozdrawiam,
Piotr Marek

niedziela, 29 września 2019

Piotr Marek – charakterystyka kandydata KW Konfederacja Wolność i Niepodległość


Urodziłem się 10 lipca 1988 roku w Lublinie. Polityka, wojskowość oraz historia były od zawsze moimi zainteresowaniami. Od początku marzyłem o tym, żeby jako profesjonalny polityk dokonać poważnych przemian w mojej ojczyźnie. W trakcje nauki w lubelskim Gimnazjum nr 3 miałem po raz pierwszy styczność z lokalną komórką władzy samorządowej. Byłem, jako jeden z niewielu ochotników, młodzieżowym uczestnikiem w posiedzeniu Rady Osiedla Nałkowskich w Lublinie.

Ukończyłem II LO im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie w klasie matematyczno-fizycznej. Wybrałem tę szkołę, gdyż uważałem za konieczne, aby idealny mąż stanu skończył elitarną szkołę, posiadającą poważnego patrona, w klasie z rozszerzeniem ścisłym. Następnie planowałem edukację w WSO we Wrocławiu, jednak ostatecznie, przez krótki czas na dokonanie wyboru, zdecydowałem się na Wydział Elektrotechniki i Informatyki Politechniki Lubelskiej na kierunku Elektrotechnika. Obroniłem pracę zatytułowaną „Wybrane problemy rozwoju energetyki jądrowej w Polsce” na ocenę bardzo dobrą.

Podczas studiów postanowiłem wstąpić do Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Zostałem przyjęty z datą 2 lutego 2009 roku decyzją prezesa Adama Wielomskiego. Na dzień dzisiejszy daje mi to udokumentowane ponad 10 lat działalności w ruchu antysystemowym. KZM był pierwszą organizacją, w której zdobywałem doświadczenie w działalności politycznej. W latach 2009-2011 moimi politycznymi mentorami byli tacy ludzie jak: Adam Danek, Adam Wielomski, Karol Jasiński (prezes KZM Lublin), Dariusz Kosiur, zaś potem także Ronald Lasecki czy Arkadiusz Meller. Dla doświadczonych polityków antysystemowych te nazwiska nie są obce. W latach 2009-2011 ukazywał się cyklicznie dwumiesięcznik „Monarchista – Pismo Przełomowe”, w którym ukazywały się w większości jego numerów moje artykuły o tematyce wojskowej, historycznej oraz politycznej. Periodyk dostępny jest do dziś w sieci.

W 2011 roku byłem uczestnikiem Pierwszego Marszu Rotmistrza Witolda Pileckiego w Lublinie. Było na nim jakieś kilkadziesiąt osób, a w pierwszym jego rzędzie szedłem ja obok Karola Jasińskiego. KZM Lublin, pod przewodnictwem tego wspaniałego człowieka, był jednym ze współ-propagatorów tego popularnego dziś w Lublinie patriotycznego wydarzenia cyklicznego. Dziś wielu świeżo upieczonych działaczy antysystemowych powołuje się na uczestnictwo w tym marszu. Ja miałem z kolei zaszczyt wspierać budujących go ludzi w czasach, gdy był on jeszcze niepopularny…

23 czerwca 2015 roku zostałem zaproszony na Pierwszą Warszawską Konwencję Monarchistów. Wtedy to po raz pierwszy miałem do czynienia z Konfederacją Spiską. Zaproszenie wysłał mi Piotr Fudali. Wydarzenie prowadzili dwaj znakomici monarchiści: Jan Lech Skowera oraz doktor Jacek Caba (lekarz z wykształcenia znany z reklam). To był polityczny moment przełomowy w moim życiu. Od tego wydarzenia znalazłem organizację, którą mam obecnie zaszczyt reprezentować w ramach KW Konfederacja Wolność i Niepodległość. Konfederacja Spiska co roku organizuje fora monarchistyczne w okresie pomiędzy lutym a kwietniem. Marszałkiem Konfederacji Spiskiej jest mój kolejny polityczny mentor Jan Lech Skowera. Sam po raz pierwszy uczestniczyłem w IX Forum Monarchistycznym w 2016 roku. Wtedy to gościem specjalnym był Janusz Korwin-Mikke. Za rok, podczas X Forum Monarchistycznego, jednym z gości specjalnych był Kornel Morawiecki, niemniej jednak największym gościem był potomek Kaisera Franza Josefa I Peter Graf zu Stolberg-Stolberg. Miałem honor spożywać uroczysty obiad w towarzystwie austriackich gości przybyłych z grafem. Z samym wybitnym przedstawicielem dynastii cesarskiej miała honor spożywać obiad koleżanka kandydująca z Wrocławia, pani Marta Czech, czyli jednak z zaprzyjaźnionych mi osób z Konfederacji Spiskiej. Dyskutowaliśmy wspólnie, kompromisowo, w języku angielskim, o monarchizmie i energetyce jądrowej. Podczas XI Forum Monarchistycznego odebrałem Medal 100-lecia Intronizacji Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego za lata działalności na rzecz krzewienia idei konserwatywnej i monarchistycznej w Polsce.  Kawalerem tego orderu jest między innymi Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Jestem samorządowcem oraz działaczem społecznym.  Od 11 marca 2019 roku mam zaszczyt być Radnym Rady Dzielnicy Wrotków. Dzień wcześniej, w wyborach 10 marca, zdobyłem najwięcej głosów w swoim okręgu wyborczym. Miałem zaszczyt pokonać w nich dawną i obecną Przewodniczącą Rady Dzielnicy Wrotków. Wewnątrz Rady udało mi się uzyskać funkcję Zastępcy Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Jako radny nigdy nie byłem entuzjastą inicjatyw ograniczających wolność mieszkańców. W ramach sprawowanego mandatu wspieram lokalne wydarzenia patriotyczne i konserwatywne. 30 czerwca 2019 roku odbył się pierwszy lubelski „Marsz Unii Lubelskiej”, który to miałem okazję propagować za własne pieniądze na swojej dzielnicy jako radny. Pomocy nie odmawiam nikomu. Niemniej jednak sam także miewam problemy. Nie zawsze jestem do dyspozycji. Nie zawsze też wszystko mogę rozwiązać sam. Staram się jednak rozwiązywać wszystkie problemy mieszkańców.
Jestem kandydatem na liście KW Konfederacja Wolność i Niepodległość reprezentującym w Lublinie środowiska konserwatywne oraz monarchistyczne. Jestem przedstawicielem Konfederacji Spiskiej na Lublin. Oznacza to, że po zbudowaniu starostwa lubelskiego stanę na jego czele. Organizacja ta przyczyniła się do odrestaurowania Polskich Insygniów Koronacyjnych (Regaliów). Współpracuję z lubelskimi strukturami partii KORWiN, partii Ruch Narodowy oraz PobudkiWspieram ludzi związanych z Biurem Posła Jakuba Kuleszy. Działam aktywnie w organizacjach patriotycznych, społecznych, konserwatywnych i monarchistycznych. Współprowadzę, wraz ze wspomnianym Piotrem Fudali, stronę na Facebook „Społeczność Monarchistów – Lublin”.

Mam również bogate doświadczenie w uczestniczeniu w wyborach powszechnych. W 2014 roku kandydowałem do Sejmiku Województwa Lubelskiego z ramienia Ligi Polskich Rodzin – będąc liderem listy okręgu nr 1 obejmującym miasto Lublin. W 2015 roku kandydowałem bez powodzenia do Sejmu RP z ramienia KWW Grzegorza Brauna „Szczęść Boże”Postanowiłem zostać Posłem ponieważ mam pomysł na poprawę Polski w oparciu o wiedzę i doświadczenie. Poza osiągnięciami politycznymi mam także pewne sukcesy zawodowe. Pracowałem jako: doradca techniczny, inżynier oraz zastępca kierownika małej produkcji. 

Program mój jest zgodny z tym, co głosi KW Konfederacja Wolność i Niepodległość.  Mój światopogląd łączy środowiska konserwatywne, monarchistyczne, narodowe oraz wolnościowe. Od zawsze ideały tego komitetu były mi bliskie, zanim jeszcze powstał, stąd jestem bardzo dobrym kandydatem, na którego warto oddać swój głos. Na listach mamy wielu ludzi deklarujących się jako: wolnościowcy, narodowcy czy konserwatyści, jednak ja jestem jednym z nielicznych, który łączy w sobie te wszystkie ideały na raz. Do tej pory każda partia i komitet nie zadowalały mnie w zupełności. Teraz jednak mam środowisko, z którym naprawdę mogę się w pełni identyfikować. O zagranicznej „polityce wielosektorowej”, którą określałem jako „partnerska współpraca z każdym”, mówiłem już w 2014 roku podczas debaty kandydatów na Radnych Sejmiku Województwa Lubelskiego w TVP 3 Lublin. Cieszę się, że wreszcie jest w mojej ojczyźnie opcja polityczną mówiącą to, co od dawna chciałem usłyszeć.

„Moja Piątka Polityczna” to:

  1.  Tradycjonalizm – Tradycja polska tworzy podstawy światopoglądowe wszystkiego tego, co kreuje ostatecznie naszą indywidualną tożsamość. Dla każdego narodu są to ideały stojące u jego zarania. Większość narodów Europy powstało we wczesnym średniowieczu, więc wartości te będą niezrozumiałe dla obywatela USA, którego państwo powstało na gruncie ideałów rewolucyjnych z XVIII wieku. Bez tradycji przestajemy być sobą. To nie tylko język polski, naród, ale także monarchistyczny ustrój polityczny czy gospodarka oparta o własność. Demokracja i socjalizm są więc ideałami obcymi tradycji europejskiej i polskiej.
  2. Wdrożenie energetyki jądrowej – Wszystkie kraje ościenne posiadają tę technologię. Budowa samej elektrowni tego typu pochłania ogromne koszty, które jednak w perspektywie długofalowej się zwracają z zyskiem. W konsekwencji jest to najtańsza metoda pozyskiwania energii elektrycznej. Elektrownia jądrowa posiada w dodatku największą żywotność i jest, wbrew pozorom, przyjazna środowisku.
  3. Proste przepisy i niskie podatki – Bez prostych przepisów nie będzie można normalnie żyć, a bez niskich podatków nie będziemy mogli niczego się dorobić. Przyrost naturalny nie zwiększy się sam dzięki odgórnie zaplanowanym programom socjalnym, ale tylko dzięki przyjaznej polityce podatkowej.
  4. Geopolityka oparta o partnerskie relacje z sąsiadami – Nie możemy widzieć w Rosji i w Niemczech naszych wrogów. Te kraje historycznie nie wyrządziły wcale więcej krzywd światu niż USA, Francja czy Wielka Brytania. Gdyby zliczyć bilans grabieży i rabunków ze wszystkich dziejów Niemcy wyszliby na pokojowy naród. Program polityki „wielosektorowej” był mi bliski od zawsze, czego wyrazem było moje wystąpienie w debacie z listopada 2014 roku w TVP 3 Lublin.
  5. Własna silna armia – Jako konserwatysta widzę armię nie tylko w oparciu o zwykłe wojsko w pełni zawodowe oraz zaopatrzone w najnowocześniejszy sprzęt. Ważna jest też elitarna gwardia przyboczna jako ostateczne siły, zbudowane z doświadczonych wiarusów, trzymane do końca jako „as w rękawie”. Ponadto warto rozpatrzeć ideę wdrożenia w Polsce Obrony Krajowej jako służby drugiej kategorii.


„Moja Piątka Polityczna” jest zbiorem prywatnych koncepcji wynikających z własnych przekonań opartych o dogłębną analizę zdobytej przeze mnie wiedzy i doświadczeń. Może zbytnią przesadą byłoby przeze mnie nazywanie siebie erudytą. Jednakże nie ukrywam, że chciałbym nim być. Do tego staram się dążyć. „Moja Piątka Polityczna” nie jest bezpośrednią kalką programu ogólnego KW Konfederacja Wolność i Niepodległość, jednak podstawowe jej założenia wcale z nim nie kolidują.

13 października 2019 roku proszę o Wasz głos!
Piotr Marek, lista nr 4, pozycja 12 w Lublinie.

czwartek, 19 września 2019

Piotr Marek - kandydat KW Konfederacja Wolność i Niepodległość


PIOTR MAREK, lista nr 4, pozycja 12, okręg nr 6 (Lublin).

Urodziłem się 10 lipca 1988 roku w Lublinie. Ukończyłem II LO im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie w klasie matematyczno-fizycznej oraz Wydział Elektrotechniki i Informatyki Politechniki Lubelskiej na kierunku Elektrotechnika. Jestem samorządowcem oraz działaczem społecznym. Interesuję się: polityką, energetyką, historią oraz wojskowością.

Jestem Radnym Rady Dzielnicy Wrotków. W wyborach 10 marca 2019 roku zdobyłem najwięcej głosów w swoim okręgu wyborczym. Wewnątrz Rady pełnię funkcję Zastępcy Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Jako radny nigdy nie byłem entuzjastą inicjatyw ograniczających wolność mieszkańców. W ramach sprawowanego mandatu wspieram lokalne wydarzenia patriotyczne i konserwatywne. Staram się rozwiązywać wszystkie problemy mieszkańców.

Jestem kandydatem na liście KW Konfederacja Wolność i Niepodległość reprezentującym w Lublinie środowiska konserwatywne oraz monarchistyczne. Jestem przedstawicielem na Lublin Konfederacji Spiskiej. Organizacja ta przyczyniła się do odrestaurowania Polskich Regaliów. Współpracuję z lubelskimi strukturami partii KORWiN oraz Pobudki. Wspieram także ludzi związanych z Biurem Posła Jakuba Kuleszy.

Działam aktywnie w organizacjach konserwatywnych i monarchistycznych od 2009 roku. W latach 2009-2011 byłem publicystą dwumiesięcznika „Monarchista – Pismo Przełomowe”. Współprowadzę stronę na Facebook „Społeczność Monarchistów – Lublin”.

Wcześniej, w 2014 roku kandydowałem bezskutecznie do Sejmiku Województwa Lubelskiego z ramienia Ligi Polskich Rodzin – będąc liderem listy okręgu obejmującym miasto Lublin. W 2015 roku kandydowałem bez powodzenia do Sejmu RP z ramienia KWW Grzegorza Brauna „Szczęść Boże”. Dlaczego postanowiłem zostać Posłem? Ponieważ mam pomysł na poprawę Polski w oparciu o wiedzę i doświadczenie. Pracowałem jako: doradca, inżynier oraz zastępca kierownika. 

Program mój jest zgodny z tym, co głosi KW Konfederacja Wolność i Niepodległość. Od zawsze ideały tego komitetu były mi bliskie. W końcu mam środowisko, z którym mogę się w pełni identyfikować. O zagranicznej polityce wielowektorowej, którą określałem jako „partnerska współpraca z każdym”, mówiłem już w 2014 roku podczas debaty kandydatów na Radnych Sejmiku Województwa Lubelskiego w TVP 3 Lublin. Cieszę się, że wreszcie jest w mojej ojczyźnie opcja polityczną mówiącą to, co od dawna chciałem usłyszeć.

13 października 2019 roku proszę o Wasz głos!