Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

poniedziałek, 11 maja 2026

Dzielnica „Za Cukrownią” ma być przerobiona na „Centrum”!!!

 Dzielnica Za Cukrownią ma być przerobiona na Centrum”!!!

Nazwy dzielnicy największych miast Polski i Europy nawiązują do historii ich okolic. Tradycja ta wynika z kilkunastu wieków historii krajów Europy. Amerykanin tego nie zrozumie. Miasto z Polski, Niemiec czy Francji, powstawało inaczej niż w Stanach Zjednoczonych Ameryki. U nas coś zostawało „miastem” na mocy nadania „praw miejskich”. Kiedyś nadawał je monarcha, a w dzisiejszych republikach odpowiednie władze. Lublin istnieje od czasów neolitycznych. Występował w kronikach starożytnych. Miastem stał się na mocy dekretu Władysława Łokietka. Istnieje znacznie dłużej, niż jest miastem. W USA było tak, że mieliśmy pole i bagno, a potem przyszło sobie kilku pionierów, postawiło bank, salon i zbór protestancki, i tak oto powstało „miasto”. Nie ma nic, a tu nagle jest miasto. W Polsce takie coś to zwykła „miejscowość”, a bo na „miasto” trzeba sobie zapracować.

Miasta składają się z dzielnic. Zazwyczaj te, ze średniowiecznym rodowodem, mają „Stare Miasto” i „Śródmieście”, a te „nowsze” tylko to drugie. Pozostałe dzielnice nawiązują do historii ich okolic. Lubelski „Wrotków”, „Helenów”, „Sławin” czy „Tatary”, nie nazwano sobie „ot tak”. Tam po prostu były kiedyś albo dobra ziemskie, o takiej a nie innej nazwie, albo osiedlali się tacy a nie inni ludzie. Obecne dzielnice dawniej były posiadłościami okalającymi dawne miasto „historyczne”, które dziś stanowią rzeczone „Stare Miasto” (średniowieczne) i „Śródmieście” (nieco późniejsze). Dzielnica „Za Cukrownią” nazwę wzięła historycznie od tego, że była na niej słynna cukrownia, która była jednym z głównych filarów rozwoju gospodarczego Lublina. Tak samo „Tatary” była kiedyś zamieszkiwana przez Tatarów. To, że teraz ich nie ma,  nie oznacza, że mamy dzielnicę nazwać inaczej.  Nikt nie wpadł na „szalony pomysł”, aby „Tatary” przemianować na „Ośrodka Jazdy” (bo tam jest WORD), albo „Prywatyzacji Energetyki” (bo tam jest elektrociepłownia MEGATEM, pierwsza sprywatyzowana instytucja tego typu). Nazwa „Za Cukrownią” powinna zostać nienaruszona. Decydenci miejscy wymyślili sobie, że zmienią 13 maja 2026 r. jej nazwę na „Centrum”. Nazywanie tej dzielnicy „Centrum” jest po pierwsze irracjonalne, bo będzie wprowadzać w błąd. Dzielnica jest definitywnie na południe od centrum miasta. Po drugie, historyczne „centrum” to Archikatedra Lubelska i Zamek Lubelski. To jest miasto mające ten status kilkaset lat, a sama miejscowość ma rodowód neolityczny. Jest historią i tradycją, a nie kaprysem centrolewicowych radnych czy urzędników. Traktowanie w taki sposób wielowiekowego Lublina jest poniżeniem tego miasta na arenie europejskiej i światowej. Żyjemy w Polsce, nie USA, więc nie ma tu „wolnej amerykanki”. Nazwa musi pozostać taka sama. Ewentualnie zmienić nazwę na „Dworcowa”, z uwagi na obecność obiektów na załączonych poniżej obrazkach. A najlepsza metoda  „nazwania jej na nowo”, znajduje się w księgach majątków ziemskich – powrót do oryginalnej nazwy rodowej.




Pozdrawiam!

Piotr Marek

sobota, 13 grudnia 2025

44 rocznica Stanu Wojennego

 

44 rocznica Stanu Wojennego

W dzień 13 grudnia 2025 r. przypada 44 rocznica ogłoszenia w Polsce Stanu Wojennego. W trakcie jego trwania aresztowano ponad 10 tysięcy działaczy opozycji antykomunistycznej. Życie oficjalnie straciło ponad 70 ludzi, w tym 9 górników kopalni „Wujek”, podczas ich pokojowego protestu w Katowicach.

Nie możemy nigdy zapomnieć o polskich ofiarach tamtych lat! W dzisiejszych czasach jednak wątek Stanu Wojennego wykorzystywany jest prawie zawsze przez Prawo i Sprawiedliwość oraz sporadycznie przez Koalicję Obywatelską, do ataków na konkurencję polityczną. Te same środowiska, potępiające tamten haniebny akt wypowiedzenia wojny Polakom przez komunistów, odwołują się z dumą do dziedzictwa ideowego sanacji, która również miała polską krew na rękach, w imię lewicowej ideologii.

Porównajmy bilans obydwu wydarzeń. Tragedia Stanu Wojennego pochłonęła życie ponad 70 osób. Gloryfikowany przez podręczniki w Polsce przewrót majowy Józefa Piłsudskiego kosztował życie 379 osób, w tym 164 ofiary cywilne. A jaki jest dziś odbiór winowajców tych wydarzeń? Jeden socjalistyczny dyktator Wojciech Jaruzelski jest dziś uważany za „zbrodniarza”. Drugi, pod względem liczb krwawszy, socjalistyczny dyktator Józef Piłsudski, uchodzi w ich oczach za „bohatera”. Czy dla tych środowisk, w tym PiS, „zabić ponad 70 Polaków to tragedia, ale już prawie 400 to statystyka”?

Prawdą jest, że Stan Wojenny był zbrodnią wobec naszego narodu. Jednak przemilczane jest dzisiaj to, że taką samą zbrodnią, był zamach majowy. Zarówno środowisko Jarosława Kaczyńskiego, jak i Donalda Tuska, z dumną gloryfikują jednego socjalistycznego dyktatora potępiając przy tym drugiego. Tej moralnej schizofrenii na przekór staje nasze, wolnościowo-konserwatywne środowisko, które konsekwentnie potępia wszystkich lewicowych ludobójców Polaków!

Pozdrawiam!

Piotr Marek   

sobota, 29 listopada 2025

Noc listopadowa 1830 – refleksje 2025

 

Noc listopadowa 1830 refleksje 2025


29 listopada obchodzimy Dzień Podchorążego. Jest to upamiętnienie wydarzeń z 1830 roku, które zapoczątkowały Powstanie Listopadowe. Czy powstanie było patriotycznym zrywem? Czy było jednak prowokacją obcych sił? A może nawet było wielką grą wojny ideologicznej, jaka w tym roku miała miejsce?

Walka o Polskę ma sens, gdy bronimy swojej racji stanu. Gdy sytuacja Polaków jest fatalna, my nie ma wyjścia, to walczymy. Tak było po 1918 roku, gdy Polacy stawiali opór bojówkom ukraińskim i niemieckim. Powstanie Wielkopolskie odniosło sukces, bo miało sens! Walka o polską sprawę, o kształt jej granic, ale nie ingerencja w to, kto ma rządzić w innym kraju!

Czy Powstanie Listopadowe miało taki charakter? Jaka była sytuacja Polaków w 1830 roku? Królestwo Kongresowe było jednym z najbogatszych państw Europy. Polacy nie byli jeszcze poddawani tam silnej rusyfikacji – ta dopiero nastąpiła po upadku tegoż zrywu. Co prawda głową Królestwa Kongresowego był car Aleksander I, ale Polacy cieszyli się tam własnym wojskiem, pracą w polskojęzycznych instytucjach i robiąc kariery, wygrywając rywalizację z Rosjanami. To wszystko straciliśmy po klęsce w 1831 roku, a Polska na mapy nie wróciła.

Niektóre źródła endeckie i konserwatywne wspominają, że do powstania 1830 roku Polaków podpuszczali również rosyjscy i pruscy rewolucjoniści. Warto tu przypomnieć wcześniejszy upadek dekabrystów, którzy byli powiązani z lewicowym Wielkim Wschodem Francji. Ci mieli ogromny wpływ na poglądy romantyków w Polsce. Czy zatem wywoływać powstanie, które inspirowane było przez środowiska z krajów zaborczych, dałoby nam coś dobrego? A może upadek cara czy króla Prus, i zastąpienie ich szowinistycznymi republikami pogorszyłoby sytuację Polaków? Zastanówmy się nad tym.

Warto dodać też inny wątek. W 1830 roku wybuchła kolejna lewicowa rewolucja we Francji. Władcy Rosji z Prus planowali tam interwencję, w celu obrony rządzących tam Burbonów. Czy zatem Polacy nie posłużyli jako mięso armatnie europejskiej lewicy? Wydarzenia z nocy 29 listopada 1830 roku były z jednej strony manifestem polskich marzeń o wolości. Z drugiej strony mogły być wykorzystane do budowy lewackiej Francji, kosztem polskiej krwi. Na podobne tematy pisał prof. Michał Bobrzyński (1849-1935) w książce „Dzieje Narodu i Państwa Polskiego”. Warto przemyśleć tu w obliczu tego, co się dzieje teraz!

Pozdrawiam!
Piotr Marek

środa, 5 listopada 2025

109 rocznica Aktu Dwóch Cesarzy


109 rocznica Aktu Dwóch Cesarzy


Dzisiaj obchodzimy 109 rocznicę ogłoszenia Aktu Dwóch Cesarzy. Dokument był owocem pracy konserwatywnych polskich działaczy niepodległościowych z hrabią Władysławem Studnickim na czele. Był to pierwszy jakikolwiek dokument kreślący zalążki polskiej państwowości. Warto podkreślić, że odrodzone państwo tą drogą nie byłoby jeszcze w pełni niezależne, ale gwarantowało zachowanie konserwatywnych wartości w społeczeństwie. Ustrojem nowego państwa miała być monarchia, zaś obszar jego miał obejmować ziemie dawnego zaboru rosyjskiego.  

109 lat temu, dnia 5 listopada 1916 roku  wydano w wyniku konferencji w Pszczynie proklamację, z podpisami generalnych gubernatorów: Hansa  von Beselera (reprezentującego cesarstwo Wilhelma II) i Karla von Kuka (reprezentującego cesarstwo Franciszka Józefa), zawierającą obietnicę powstania Królestwa Polskiego. W dokumencie określono „łączność z obu sprzymierzonymi mocarstwami”, co w praktyce oznaczało, iż nowo powstały kraj byłby częścią Państw Centralnych. W 1916 Państwa Centralne cieszyły się przewagą na froncie, zanim do wojny nie dołączyły się Stany Zjednoczone. W akcie tym nie określono granic przyszłej monarchii, a jej status wyrażało słowo „samodzielne”. Brak użytego słowa „niepodległe” nie satysfakcjonowało polskich działaczy narodowych na Śląsku. Ich zdaniem było to za mało, więc takie działanie uznali jedynie pozorne. Jednak dokument ten jasno zawierał sformułowanie dotyczące utworzenia Armii Polskiej. Zdaniem Ericha Ludendorffa utworzenie Królestwa Polskiego mogło to dać Państwom Centralnym szansę na zwycięstwo na froncie wschodnim.

Akt 5 listopada wywołał protesty państw Ententy. Warto podkreślić, że żaden z tych krajów nie był do tej pory zainteresowany jakąkolwiek formą oferty państwowości dla Polaków. Pierwszy zareagował rząd rosyjski, który 15 listopada 1916 roku zaprotestował przeciw rozporządzaniu Królestwem Polskim. Rosja złożyła obietnicę stworzenia całej Polski złożonej z wszystkich ziem polskich. Oczywiście nowe państwo po zakończeniu wojny miało prawo samodzielnie urządzić swoje życie narodowe, kulturalne i gospodarcze pod berłem panujących władz rosyjskich na zasadzie jedności. Innymi słowy ten twór mógłby dawać nie więcej, a być może mniej niezależności Polakom, niż oferta Państw Centralnych.

Oświadczenie Rosji poparły Wielka Brytania i Francja, które do tej pory nie zrobiły nic w sprawie polskich starań niepodległościowych. Do 1917 roku wszelkie rozmowy na temat polskiej suwerenności z przedstawicielami Francji i Wielkiej Brytanii lądowały w koszu. Gdy do wojny włączyły się Stany Zjednoczone, również nie były zainteresowane w jakimkolwiek stopniu pomocą Polakom. W zamian za to Ententa solidarnie wspierała protestującą Rosję. Premier Rosji Aleksander Trepow złożył 2 grudnia w Dumie Państwowej oświadczenie, że „ziemie odwiecznie polskie poza granicami Rosji będą odzyskane, a cała Polska w granicach etnograficznych będzie wolna w nierozerwalnym związku z Rosją”.
 
W grudniu 1916 roku za niepodległością Polski wypowiedział się parlament Włoch. Dopiero w styczniu 1918 roku, za niepodległością Polski w punkcie trzynastym swoich słynnych „czternastu punktów”, wypowiedział się prezydent USA Thomas Woodrow Wilson.

Historia pokazuje, że Polska musi prowadzić politykę wielowektorową bez jakichkolwiek sentymentów. USA, Niemcy, Francja czy Włochy za 5, 10 czy 15 lat, mogą być rządzone przez kompletnie innych ludzi. Z roku na rok biała Rosja zamieniła się w czerwoną Rosję. Konserwatywne Niemcy po 1918 skręciły w lewo. Podczas wojny Stany Zjednoczone nie chciały podpisać traktatu pokojowego z Austro-Węgrami, gdyż nie akceptowały konserwatywnej monarchii. Dziś we Francji do głosu dochodzi prawicowy ruch skupiający narodowców. Sam układ geopolityczny, aby był trwały, musi być też powiązany spójnością światopoglądową jego przedstawicieli. Nie oszukujmy się. Wolną Polskę na zasadach konserwatywnych, narodowych czy wreszcie wolnościowych zbudujemy jedynie w oparciu o partnerów podzielających nasze wartości. Laicka republika Francji, hołdująca wartościom lewicowym, nie była pewnie wcale zainteresowana odrodzeniem Polski, która byłaby np. katolicką monarchią łacińską czy chrześcijańską rzeczpospolitą narodową. Z kolei Niemcy Kaisera Wilhelma II wyciągnęły do nas pomocną dłoń, bo na ich terenie rzecznikiem polskich interesów był hrabia Władysław Studnicki podzielający konserwatywny jego światopogląd.

Niepodległość nie jest nam dana na zawsze. Ją trzeba pielęgnować. A dzisiejsza rocznica bardzo przypomina postulowany przez Konfederację i Nową Nadzieję koncept polityki wielowektorowej. Bez sentymentów czy z drugiej strony uprzedzeń. Tylko biorąc pod uwagę czysty interes Polaków z poszanowaniem naszego dziedzictwa narodowego.

Pozdrawiam!
Piotr Marek 

czwartek, 14 listopada 2024

Romantyzm trucizną dla Polaków gorszą od socjalizmu


Romantyzm jako trucizna gorszą od socjalizmu


Romantyzm = kretynizm. Inaczej tego opisać się nie da. Głupcom wrzucającym grafiki, że niby Rosjanie i Niemcy to jedyne narody mające „prawo do samostanowienia za nic” robimy teraz kompleksową powtórkę z całej historii. Pierwszą taką, że „prawo do samostanowienia narodów” służyło rewolucjonistom, masonom i żydowskim podżegaczom po niszczenia chrześcijańskich monarchii i zaprowadzaniu porządków według ojców rewolty we Francji. Drugą taką, że ocenimy kraje pod kątem „nieszanowania cudzego prawa do czegokolwiek”. Kto przez 250 lat grabił w koloniach, bo nie Rosja ani Niemcy? Kto od początku swojego kilkusetletniego istnienia terroryzuje każdego, kto nie wprowadził demokracji, bo nie Rosja ani Niemcy?

Niemcy miały raz ciemne karty w czasie II Wojnie Światowej, a urasta to do nie wiadomo czego. Historia Niemiec, zjednoczonych czy nie, jest bardzo długa i sięga chwalebnych czasów walki z krwawymi rewolucjami i eksterminowaniem ich za to przez Napoleona I. Jednak otumaniony, zdegenerowany romantyk z Polski (czasem żydowskiego pochodzenia) tego nie wie, bo przecież „Bonaparte dał nam przykład”. Tak, „przykład” mordowania w imię chorych zasad… Z kolei Rosji to nawet romantycy nie uznają za kraj, tylko jakiś nośnik komunizmu, który został im narzucony transportem z USA za pieniądze od chciwej banksterki. Jednak Polak tresowany na mięso armatnie przeciwko sąsiadom, w imię jakieś rewolty za demokrację i czego tam nie wymyślonego w londyńskiej lub nowojorskiej loży tego już nie ogarnie.

Czas, aby Polacy znali całą historię świata, a nie wybrane wycinki z XX wieku dla celów propagandowych, aby zachód robił z nas „Głupie Jasie” do atakowania sąsiadów, kiedy tylko ci znowu zagrożą roznoszeniu na cały świat oświeceniowych rewolucji. I pisząc zachód mam na myśli to co on faktycznie oznacza, a nie Państwo Centralne na zachód od nas. Te dwa narody, Rosja i Niemcy, wystąpiły zbrojnie przeciwko pierwszemu zorganizowanemu ludobójstwu w Europie – paryskim bandytom od gilotyny i masakry w Wandei, broniąc faktyczne prawo Francuzów do samostanowienia!!! Bo realna Francja była królestwem, zgodnie z wolą jej ojców, a nie republiką w imię kaprysu ojców USA…


Pozdrawiam,

Piotr Marek

środa, 9 października 2024

Przede wszystkim musi być zniszczona… I co potem???


 Przede wszystkim musi być zniszczona… I co potem???

 

Problem z „nachalnym zamordyzmem” rodzi się poza granicami Unii Europejskiej. W wielu nikczemnych praktykach przodują kraje anglosaskie spoza wspólnoty czy będące niezależne od UE kraje europejskie typu Norwegia. Niestety rzeczywistość zweryfikowała, że motto „przede wszystkim UE musi być zniszczona” okazało się nietrafione. Nie da nam nic samo wyjście z UE. Nawet poza wpływem wspólnoty na nasze życie nadal będziemy skazani na narzucanie nam degrengolady moralnej ze strony zagranicznego lewactwa. Bez UE takie duże kraje jak Francja i Niemcy stracą swoją siłę przebicia wobec Kanady czy Wielkiej Brytanii.

Francuski czy niemiecki przekaz propagandowy, nawet jakby miał zrobić „fuzję ze sobą”, a nawet rozszerzyć ją o kraje Beneluxu czy choćby o Austrię i tak zblednie przy potędze przekazu izraelsko-anglosaskiego. Słabo zaludniona i „niegroźnie” wyglądająca na papierze Kanada ma populację zbliżoną do Polski, ale ilość roczna uznawanych na świecie produkcji filmowych z Vancouver przyćmiewa możliwości przerobowe „potężnych” Niemiec z tymi ich 80 milionami mieszkańców. W ostatnim czasie na kilka produkcji niemieckojęzycznych (w tym języku, a więc część np. z udziałem austriackim) widziałem kilkanaście samodzielnie kanadyjskich, pomijając dodatkowe koprodukcje z USA. Ideologicznie Kanada jest często przodownikiem chorych regulacji w naszym życiu. Zanim do władzy doszła Angela Merkel, to Kanada od lat już słynęła z absurdów w stylu oskarżenia mężczyzny o „napaść na tle seksualnym” z racji tego, że zwyczajnie przysiadł się do kobiety na ławce. Zanim z RFN płynęły pierwsze głosy lobbingu w stronę „zielonych technologii” to w Kanadzie od kilkudziesięciu lat działał Greenpeace.

Proponuję także każdemu zrobić „eksperyment telewizyjny”, który przez 30 dni zajmie do 10 minut. Polega na przeglądzie przez cały miesiąc ramówki TVN, TVP, Polsat czy nawet TV Trwam. Dodatkowo zobaczcie co jest na pułkach w dowolnych marketach łącznie z tymi z kapitałem „niemieckim” czy „francuskim”? Z jakich krajów najwięcej produkcji? USA, Kanada, Wielka Brytania... i tak od poniedziałku do soboty, jak mantra, produkcja USA, USA + Kanada, Kanada, USA, Wielka Brytania (a obsesyjne powtarzanie tu USA nie bierze się znikąd). I tam też mamy indoktrynację albo lewacką, albo takiego filosemickiego „konserwatyzmu” z nutką protestancko-reformowaną z flagą USA w tle. Inne flagi w tle dozwolone tylko jak są z korzeniami „rewolucyjnymi”, czyli głównie to francuska i kanadyjska. Monarchizm jedynie dopuszczony w formie brytyjskiej, reszta wiadomo – „fanatyzm” i w ogóle padają takie a nie inne „izmy”.

Mamy niedzielę i pojawia się jakieś „urozmaicenie w przekazie”. Francuskie kino to głównie filmy z Louisem de Funèsem (swoją drogą monarchista i tradycjonalista katolicki), a niemieckie to głównie adaptacje braci Grimm (w sumie też konserwatyści), a wszystkie głównie na „ciut bardziej niezależnej” TV Puls. Teleturnieje? Wszystkie na licencji jakiegoś, którego oryginalna nazwa po angielsku. We Francji i w Niemczech w telewizjach to samo. Krajowe produkcje to „na oko” jakieś 25% (czyli tak 1 na 4), anglosaskie (lub z ich dominacją) jakieś 65% i reszta świata (coś bez USA czy Kanady) to też pozostałe 10%. Tak więc jak „przede wszystkim UE zostanie zniszczona” to nadal pozostaniemy z ręką w nocniku.

Rozbicie na pomniejsze landy Niemiec oraz nowa rewolucja, która kompletnie spauperyzuje Francję jak tamta słynna, sprzed wieków, wcale nie poprawią naszej sytuacji. Nadal będzie źle, a błędne założenia w myśleniu doprowadzą jedynie do zniszczenia dwóch mających wielowiekową tradycję dzieł wielkiej łacińskiej dynastii Karolingów. Złe praktyki rodzą się poza Europą kontynentalną i to one ewidentnie ją psują od środka.

Pozdrawiam,

Piotr Marek 

sobota, 5 października 2024

Niemcy oraz Polska na początku XXI wieku: analiza geopolityczna sytuacji


Niemcy oraz Polska na początku XXI wieku

 

Osobiście rozróżniam szkodliwe działanie unijnych polityków niemieckich (i francuskich) od tego, w jakim stanie własnym są realnie Niemcy (oraz Francuzi) od połowy XX wieku do teraz (początku XXI wieku). Same Niemcy (jak i Francja) są w pewnym sensie „podbite” po 1945 roku, i każdy średnio-ogarnięty człowiek wie to na całym świecie. W UE to niewątpliwie podstawowy gracz (rywalizujący z Francją), jak u nas PO czy PiS. Jednak Niemcy (państwo RFN) nie jest to w pełni suwerenne państwo, realizujące jakieś własne postulaty.

Gdyby Niemcy byli wolnym graczem równym USA czy Rosji, to w Europie narzucano by takie rzeczy jak: szacunek dla munduru, pogardę dla demokracji, ustrój cesarski jako dominujący, a do tego pamiętamy o tych około 120 dniach postu w ciągu roku w I Rzeszy. Przywódca Niemiec rywalizowałby z Papieżem o pozycję w chrześcijańskim świecie (co było do I Wojny Światowej, nawet w czasach „po oświeceniu”). Do tego awanturujący się pseudo-emigranci byliby poddawani banicji, a w każdym kraju by propagowano produkcję ponad normę europejską. Takie oto są narodowe wartości są niemieckie. Bo tacy są żyjący w zgodzie z duchem swojego Niemcy.

Statystyczny Niemiec wspiera solidarnie drugiego Niemca. Jednak, na razie, statystycznie, Polak drugiego Polaka, z chorej rywalizacji wdeptuje w ziemię. Czego to się tu praktykuje? Nie wiem, jednak ja na decyzyjnym stanowisku tego bym nie robił, i jako lider kilku środowisk tego nie robię. Ja poznałem Niemców żyjących po niemiecku. Zainspirowali mnie jak niegdyś Mieszka I. Chcę tu wdrażać to samo podejście, bo uczyni nas zgraną i sensowną społecznością, którą inni zaczną naśladować. Wtedy bycie Polakiem będzie czymś pożądanym na drugim końcu świata, choćby w Indonezji. Na razie u nas króluje kolesiostwo zamiast króla, więc ten stan musimy zmienić.

Wracając do tematu. Realnie RFN (Niemcy jako państwo) to agenda polityki amerykańsko-izraelskiej (a pisząc „amerykańsko” mam na myśli duet USA i Kanady), w której patriotów wsadza się do więzienia, a wszelkie przejawy krytyki hegemona kończą się w zniszczeniem jednostki lub całego ruchu politycznego. W dodatku mają sytuację podobną do Polaków. Niemcy są wewnętrznie skłócane przez polityków i celebrytów. Pomijając fakt, że kto państwo federacyjne, sam kraj jest rozbity na bardziej konserwatywny i patriotyczny kierunek wschodnio-południowy, oraz bardziej ojkofobiczny, łykający jak gąbka rozwiązania amerykańskie, a nawet rosyjskie, kierunek zachodnio-północny. Niemcy o imieniu Sasza czy Masza, oglądający amerykańskie seriale (częściej puszczane od krajowych), są tego przykładem. Często wyniki wyborów jakieś nienawidzące swojego „germanolemingi” komentują, że „Saksonię należy otoczyć murem i odgrodzić od reszty” (bo więcej głosów ma tam np. AfD).

Jak pojedziecie do Japonii, Chin, Brazylii, Argentyny, Urugwaju, na Kubę, czy do jakiegoś kraju Afrykańskiego, to nikt nie wskaże nigdy Niemiec jako głównego gracza - ponieważ każdy wie, że ten słynny „posiadacz dumnego” zera bomb atomowych (kiedy mają je legalnie kraje, w którym nadal trędowaci umierają na ulicach), rozwalonej przez „własny rząd” armii czy rolnictwa taki nie jest. A „rząd” pisany wzięty w cudzysłów, bo jest silny wobec Warszawy, ale miałki choćby wobec Ottawy, o Waszyngtonie nie wspominając.

Niemcy (czyli RFN) to najsilniejszy barak w skolonizowanej obcymi wpływami Europie, realizującej ideologie wymyślane za oceanem lub we wschodniej Azji. Na potwierdzenie tego przykładem jest rozwalający niemieckie rolnictwo czy energetykę „zielony ład”, mający swój początek w działalności ruchu hippisowskiego, Woodstocku oraz założonej w Kanadzie międzynarodowej organizacji Greenpeace. Do Europy „zielona ideologia” trafiała na dobre w latach 80-tych XX wieku, a była instalowana przez propagandę wyjeżdżających za ocean celebrytów, którzy zaczęli lobbować jej głoszenie na politykach, a ci ją przyjmować w zamian za poparcie tamtych w wyborach.

Dziwi mnie, że w Polsce nikt o tym nie mówi. Być może to moje zadanie. Widocznie moim powołaniem jest nie tylko walka o polską energię jądrową czy restaurację monarchii, ale też o budowę prawdziwej, partnerskiej polityki z zachodnim sąsiadem. A w zasadzie nie tyle z obecnym tym państwem, co z jego historycznymi, autonomicznymi mieszkańcami, który wieki temu tworzyli nasze mieszczaństwo, patrycjat, duchowieństwo, a nawet czasem chłopstwo i arystokrację.

I na koniec coś kontrowersyjnego, ale każdy znawca Średniowiecza to potwierdzi. Polacy, Niemcy, Austriacy, Czesi czy Słowacy są ze sobą spokrewnieni. Mieszkańcy dawnych monarchii, tworzący dziś te narody mieszali się, o czym wspomniałem powyżej. Bajeczki pangermańskie i pansłowiańskie można opowiadać jako fantastykę, a nie fakty historyczne. Polakowi bliżej do Niemca niż Ukraińca czy Rosjanina. Niemcowi bliżej do Polaka niż do Norwega czy tym bardziej Anglika. I tak podchodzili do tego tematu ludzie jeszcze do połowy XIX wieku, zanim jakiś dziwny czynnik rozniósł po Rosji ideologię panslawizmu i po Niemczech pangermanizmu, rozbijając walczące z rewolucjami monarchie, i pozwalając po ich skłóceniu wprowadzić tu, w nowych republikach, ideały rewolucji.


Pozdrawiam,

Piotr Marek 

piątek, 27 września 2024

Lublin: Panel na temat energetyki jądrowej!!!


Panel na temat energetyki jądrowej w Lublinie

 

Uwaga! 11.10.2024 r. (piątek), o godzinie 18:00, w lubelskiej „Restauracji Tip Top” (al. Racławickie 24), odbędzie się prelekcja „Energia atomowa. Obowiązek dla bezpiecznej, silnej i nowoczesnej Polski”. Gościem specjalnym będzie Przewodniczący Obywatelskiego Ruchu na rzecz Energetyki Jądrowej (OREJ) mgr inż. Jerzy Lipka. Ja tam też będę! Szczegóły dotyczące spotkania i uczestnictwa przedstawione są na załączonych grafikach.




Pozdrawiam,

Piotr Marek, Wiceprzewodniczący OREJ  

sobota, 21 września 2024

Lobby antyjądrowe silniejsze niż zdrowy rozsądek

 Lobby antyjądrowe silniejsze niż zdrowy rozsądek

 

Wczoraj Minister Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska podjęła decyzję o likwidacji Zespołu ds. rozwoju energetyki jądrowej. Jest to ewidentny dowód na to, że lobby w tym kraju mamy antyatomowe, a nie projądrowe. Mnie cały czas boli to, że merytorycznie walcząc, tak po prostu o wdrożenie w Polsce energetyki jądrowej, zbieranina fanatyków wyzywa nas od lobbystów, podczas gdy sami właśnie uprawiają blokujące rozwój tej technologii lobby. Polscy eksperci od atomistyki mają prawo rozwijać się w Polsce. Kiedyś krzyczeli, że „Po co nam lotnisko, skoro mamy w Niemczech?”. Tutaj mam wrażenie kierują się zasadą „Po co nam elektrownie jądrowe, skoro są we Francji?”. Polacy mają prawo rozwijać się w Polsce. Koniec i kropka.

I to ataki na nas są z dwóch stron: „z lewej” od tzw. „szurozielonych” będących turbozwolennikami OZE (głównie wiatraków), oraz tzw. „szuropatriotów”, którzy uprawiają PRL-owską wizję „węgiel i tylko węgiel”, „mamy polski węgiel”, „węgiel, bo nie jesteś Polakiem, węgiel”. Tak oto „zieloni” spod znaku lewactwa idą w jednym szeregu z „patonarodowcami”. I to tak powtarzam z przekąsem „węgiel”, bo węgiel jest potrzebny także w innych gałęziach przemysłu, i tępe wypalanie go w energetyce może poskutkować tym, że za 200 lat walnie ma niezależność gospodarcza. Węgiel ma nam służyć na kilkaset lat, ale nie tylko w energetyce, ale przy produkcji tworzyw sztucznych. Uran nadaje się jedynie do produkcji energii elektrycznej, i to jedyne pokojowe jego zastosowanie. z

Przypominam: Obywatelski Ruch Energetyki Jądrowej, którego mam zaszczyt reprezentować, jest ruchem na rzecz wdrożenia w Polsce energetyki jądrowej. Jesteśmy za wdrożeniem, a to oznacza, że za dodaniem go do kolejnych stosowanych w tym kraju technologii. Nie jesteśmy za samymi elektrowniami jądrowymi, ale za tym, aby rosnące potrzeby energii zaspokoić wdrożeniem technologii nuklearnych. Innymi słowy, mamy w Polsce elektrownie węglowe, wiatrowe, wodne, gazowe, geotermalne i inne. Świetnie! Jesteśmy za! Dodajmy elektrownie jądrowe, i miejmy je wszystkie. Nie, bo stado szympansów nasz i tak raczkujący w Polsce ruch okrzyknie mianem lobbystów.

Ekoszurom i węgloszurom mówimy „nie”, przy jednoczesnym „tak” dla polskiego „węgla” i „wiatru” wzbogaconego o przysłowiowy „atom”. A sam „atom” biorę w cudzysłów, prawidłowo powinno się to określać „energetyka jądrowa”, bo procesy zachodzą tam na poziomie jąder atomowych, a nie całych atomów. Na dobrą sprawę każda elektrownia cieplna jest elektrownią atomową, bo procesy na poziomie atomowym zachodzą przy spalaniu węgla kamiennego lub brunatnego, zaś w przypadku elektrowni jądrowej rozszczepienie mamy na poziomie jąder atomowych. Jedna i druga de facto jest atomowa, ale ta tzw. „atomowa” tak naprawdę jest „jądrowa”. To trochę zawiłe, ale da się ogarnąć.

Pozdrawiam,

Piotr Marek – Wiceprzewodniczący Obywatelskiego Ruchu Energetyki Jądrowej (OREJ)

piątek, 20 września 2024

Zmarli „nagle”…???

 

Zmarli nagle”…???

 

Martwi mnie fala informacji, że jacyś ludzie „umierają nagle”. I nie snuję tu teorii o tym, czy ktoś wziął preparat kilka lat temu, czy też nie. Chodzi o to, że coraz częściej jest napisane, że jakaś dziewczyna mająca 21 lat, albo chłopak w wieku 26 lat, umiera „nagle” i nikt z tym nic nie robi. Nikt oficjalnie nie bada sprawy. Nie komentuje tego policja. Po prostu ktoś „umiera nagle”, a my mamy przyjąć to do wiadomości „bo tak”. Kiedyś każda śmierć młodej osoby była podejrzana. Teraz młodzi umierają „nagle”, jakby nigdy nic. I policja, i media i w końcu sama prokuratura, a nawet jacyś domorośli detektywi, nic z tym nie robią. Jak tak dalej pójdzie, to możemy obudzić się w nieciekawej rzeczywistości, w której ktoś dla swoich korzyści zacznie mordować stojących mu na drodze ludzi, i podawać do wiadomości, że „zmarli nagle”, a służby, prokuratury czy domorośli detektywi nic z tym nie będą robić. To dość niepokojące…


Pozdrawiam,

Piotr Marek