Republika Francji jak Ukraina?
Czy drugie co do znaczenia państwo w Unii
Europejskiej gloryfikuje ludobójców, a świat nic sobie z tego nie robi? Na to
wygląda. Oburzenie na pomysły gloryfikowania zbrodniarzy banderowskich przez
elity państwa ukraińskiego jest słuszne i coraz bardziej powszechne. Kraj, który czci zbrodniarzy, okrywa się
hańbą. Warto jednak podkreślić, że wszystkich zbrodniarzy. Nie tylko tych,
którzy „niefortunnie” popełnili swoje zbrodnie w XX wieku, w czasach aparatów,
kamer, radia i kina. Również ci, którzy mordowali masowo w XVIII wieku
zasługują na potępienie. Szczególnie ci, którzy dali początek masowym mordom,
na których wzorowali się komuniści, narodowi socjaliści czy banderowcy. Mowa tu
o francuskich republikanach i ich nierozliczonej ze swoich zbrodni rewolucji.
W Polsce i na
świecie często rozlicza się Rosję i Niemcy za ZSRR i III Rzeszę. I słusznie!
Systemy te dopuściły się niebywałych zbrodni. Raczkuje w bólach potępienie dla
banderowców ukraińskich. To też cieszy. Jednak, po ponad
dwóch wiekach, nadal powszechnie nie potępia się gloryfikowania przez
republikańską Francję, przez „ich własnego”, paryskiego rządu rewolucyjnego. Co więcej, cały świat uznaje pierwszą masową
zbrodnię przeciwko ludności za jakieś „normalne wydarzenie”, jak „Święto Zjednoczenia
Niemiec” po upadku Muru Berlińskiego. Republika Francji za swoje święto
narodowe obrała 14 lipca. To niczym nie różni się od nadawania jednostkom
wojskowym banderowców jako patronów. Zbrodnia popełniona w XX wieku na Wołyniu
niczym nie różni się od zbrodni popełnionej w XVIII wieku w Paryżu i czy na
terenie Wandei.
Pamiętacie może „Medaliony” Zofii Nałkowskiej? Pamiętacie wspomnienia o tym, jak
nazistowscy Niemcy mieli produkować szczotki z ludzkich włosów lub wytapiać
mydło z ludzkiego tłuszczu podczas eksperymentów na ofiarach ich reżimu? Właśnie to po raz pierwszy działo się na masową skalę podczas
tzw. „Wielkiej Rewolucji” we Francji, na około 150 przed podobnymi zbrodniami
III Rzeszy. Szacuje się, że
podczas tłumienia „Powstania w Wandei” francuskich rząd rewolucyjny wymordował
w bestialski sposób od 170 do 300 tysięcy bezbronnej ludności cywilnej tylko
dlatego, że stanęła w obronie Wiary i Korony. Konserwatywni działacze mówią
nawet o milionie ofiar. To właśnie nie szlachta, nie bogaci markizowie, ale
prości chłopi opowiedzieli się po stronie monarchy, za co zostali brutalnie
wymordowani przez jakobińskie władze „nowej” Francji.
Republika Francji, drugie co do znaczenia państwo w
Unii Europejskiej, które bardzo chętnie poucza Polskę o „praworządności”, samo
do dziś nie rozliczyło się ze swoich zbrodni. Rocznica początku masowych mordów, rozpoczętych 14 lipca 1789 roku,
jest w tym kraju świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. Czy to nie wstyd, że w XXI wieku, jedno z czołowych państw
świata, nadal gloryfikuje zbrodniarzy, a świat uznaje to za „coś normalnego”?
Wyobraźmy sobie sytuację, że Niemcy obraliby za „święto narodowe” dzień podboju
którykolwiek z krajów zaatakowanych podczas II Wojny Światowej. Byłby to
skandal na cały świat, a władze niemieckie, które zrobiłyby to, byłyby obłożone
sankcjami. Niestety to, po dziś dzień, dzieje się na naszych oczach we Francji.
Rocznica szturmu na Bastylię w żadnej mierzeni nie powinna być uważana za
święto narodowe, gdyż było aktem początku pierwszego masowego ludobójstwa od
nieopisanych dokładnie zbrodni czasów starożytnych. Czy nie warto, aby i
Francja rozliczyła swoją haniebną przeszłość, zanim zacznie pouczać Polskę?
Pozdrawiam!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz