Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

poniedziałek, 26 grudnia 2011

„Fall Gelb” – Kampania francuska 1940

Geneza niemieckiego ataku na kraje Europy zachodniej.
         Niemiecka „Kampania Skandynawska” była wstępem dla docelowej kampanii przeciwko Francji. Zdobycie Danii i Norwegii  uniemożliwiało powstanie drugiego frontu na północy. Wojna przeciwko wielkiemu zachodniemu sąsiadowi III Rzeszy była rewanżem za klęskę w poprzednim konflikcie. Jednak podłoże wojny wiązało się nie tylko z korzyściami polityczno-ekonomicznymi dla Niemiec. Republika Francji uchodziła za jednego z głównych „odwiecznych wrogów” Rzeszy Niemieckiej. Pokonanie jej było symbolicznym upokorzeniem systemu republikańskiego, który reprezentowała. Według założeń ideologicznych przywódców III Rzeszy zniszczenie Republiki Francji było, obok zgładzenia ZSRR, jednym z głównych wymogów zaprowadzenia politycznego porządku w nowej „Aryjskiej Europie”. Z punktu widzenia geopolityki gwarantem mocnej pozycji Niemiec na zachodzie Europy, po zajęciu Francji, była przychylność nowych sąsiadów. Włochy i Hiszpania z oczywistych względów należały do takich państw. Szwajcaria zachowała neutralność. Prawdopodobnie była przez Niemców traktowana jako alternatywna droga ucieczki w przypadku „podwinięcia się nogi”. Belgia i Holandia dodatkowym punktem opornym w podboju Francji, stąd niemiecka „Kampania Francuska” była w rzeczywistości agresją na trzy kraje Europy zachodniej: Francję, Belgię i Holandię.
Sytuacja w przededniu wojny.
         Naczelne dowództwo aliancie nie wyciągnęło wniosków z błędów popełnionych podczas walk w Norwegii. Nie rozpatrzyli tego, że francuska obrona wsparta Brytyjskim Korpusem Ekspedycyjnym nie potrafiła stawić czoła niemieckiej ofensywie. Dodatkowo Francuski Sztab Generalny błędnie wywnioskował iż walki, tak jak podczas I wojny światowej, przerodzą się w wojnę pozycyjną. Według ich błędnych rozważań front miałby ustabilizować się na zajętych pozycjach, po czym zmęczone ciągłymi natarciami pozbawione wsparcia i zaplecza z odległych krain Niemcy miałby ulec wobec wielkiej potęgi kolonialnej. Kolejnym poważnym błędem Francuskiego Sztabu Generalnego, poniekąd powiązanym powyższym założeniem, było kurczowe trzymanie się niezrozumiałej hipotezy, iż Niemcy zaatakują Francję tylko i wyłącznie od południowej granicy w okolicach Ardenów. Zbagatelizowali możliwość Niemieckiej agresji na Belgię i Holandię, oraz atak na ich kraj z terytoriów tych dwóch państw. Granice północne obstawili jedynie symbolicznie. Z kolei w okolicach zakładanego błędnie przez nich miejsca ataku wybudowali w tym rejonie potężną sieć umocnień i bunkrów zwaną „Linią Maginota”. Sieć ta kosztowała Francję niebagatelną sumę, a osłaniała kraj jedynie od południowej granicy poniżej Ardenów. Było to fatalne posunięcie, świadczące bądź o dyletanctwie wojskowym, bądź o celowej szkodliwości działania na rzecz państwa, ze strony francuskiego dowództwa. Nie można nigdy zakładać, że wróg zaatakuje tylko z jednego konkretnego miejsca. Trzeba rozpatrzeć wszystkie warianty, i przygotować się na każdy z nich oddzielnie. To od wieków stosowana praktyka przez rozsądnych wodzów i strategów, do która jak widać była francuskiemu dowództwu obca.
Początek wojny.
         Niemieckie wojska zostały postawione w stan gotowości do działania 9 maja 1940 roku. Agresja wojsk niemieckich przeciwko Francji, Belgii i Holandii rozpoczęła się 10 maja 1940 roku, pod kryptonimem „Fall Gelb” („Wariant Żółty”). Główne uderzenie III Rzeszy na Francję nastąpiło nie w okolicach „Linii Maginota”, ale znad terytoriów Belgii i Holandii. Siły niemieckie w „Kampanii Francuskiej” składały się z trzech Grup Armii. Grupa Armii „A” atakowała od środkowego odcinka frontu, głównie przez góry Ardeny, a od północy (4 Armia) przez belgijskie miejscowości Namur i Dinant. Głównodowodzącym Grupy Armii „A” został najstarszy i bardzo wykwalifikowany niemiecki gen. pułk. Gerd von Rundstedt. W jej skład wchodziły cztery Armie: 4 Güntera von Kluge, 2 Maximiliana von Weichsa, 16 Ernsta Buscha i 12 Wilhelma Lista połączona z Grupą Pancerną Ewalda von Kleista. Liczyła według posiadanych przeze mnie danych 45,5 dywizji, w tym 2 Pancerne i 3 Zmotoryzowane. Grupa Armii „B”, atakująca od północnej części frontu, miała za zadanie dokonać inwazji na Francję przez terytorium Belgii i Holandii. Na jej czele stanął inny wykwalifikowany gen. pułk. Fedor von Bock. W skład tej jednostki taktycznej wchodziły dwie Armie: 18 Georga von Küchlera i 6 Waltera von Reichenaua. Liczyła według posiadanych przeze mnie danych 29,5 dywizji, w tym 3 Pancerne i 2 Zmotoryzowane. Grupa Armii „C”, atakująca od południa, miała za zadanie związać walkami siły francuskie zgromadzone wokół Linii Maginota, ułatwiając swobodne działanie jednostkom taktycznym z Grupy Armii „A”. Na czele tej jednostki taktycznej stanął wykwalifikowany gen. pułk. Wilhelm Ritter von Leeb, a w jej skład wchodziły dwie Armie: 1 Erwina von Witzlebena i 7 Friedricha Dollmanna. Według posiadanych przeze mnie danych liczyła 19 dywizji. Dodatkowo Niemcy posiadali jeszcze 42 rezerwowe Dywizje Piechoty. Nad całością działań czuwało OKH (Oberkommando des Herres), czyli Naczelne Dowództwo Sił Lądowych, na czele którego stał bardzo wykwalifikowany gen. pułk. Walther von Brauchitsch, a nadzorował wszystko Adolf Hitler. Siły aliancie natomiast opierały się w dużej mierze o Armie Francuskie. W przeciwieństwie do kampanii w Polsce w 1939 roku, gdzie Niemcy posiadali przewagę liczebną (choć nie zawsze jakościową), o tyle w przypadku kampanii we Francji w 1940 roku, Niemcy dysponowali znacznie słabszymi siłami niż przeciwnik. Dla przykładu niemiecka broń pancerna była znacznie słabsza od tej, jaką dysponowali Francuzi. Podstawowymi jednostkami pancernymi Rzeszy tego okresu były lekkie czołgi Panzer I i Panzer II. Te pierwsze, uzbrojone były jedynie w dwa karabiny maszynowe 7,92 mm, poza wersją Panzer I „Ausf C”, dysponującą działem 20 mm. Opancerzenie tych maszyn wynosiło (według posiadanego przeze mnie leksykonu) do 13 mm. Z kolei seria Panzer II dysponowała w każdej wersji działem 20 mm, a jego opancerzenie sięgało około 35 mm. Ogółem Niemcy posiadali do 2000 sztuk czołgów tych dwóch typów. Nieliczne czołgi średnie Panzer III i Panzer IV mogły już powalczyć z francuskimi, ale także nie dorównywały ich możliwościom. Panzer III posiadał opancerzenie porównywalne do lekkiego czołgu Panzer II, a momentami bywało, iż mógł w niektórych miejscach posiadać lżejszy pancerz! Działo 37 mm i większa masywność pojazdu kompensowały te braki. Panzer IV był czołgiem średnim również o podobnie mizernym opancerzeniu, jednak był znacznie masywniejszy od poprzednich konstrukcji, i dysponował działem 75 mm. Wadą tego działa była krótka lufa, a co się z tym wiąże, słabszy zasięg i możliwości. Dopiero późniejsze wersje tych czołgów mogły przewyższać opancerzenie alianckich czołgów lekkich i średnich, ale i tak pod tym względem nie dorównywały czołowym maszynom przeciwnika. Dla kontrastu Francuzi dysponowali 1600 lekkimi czołgami Renault R-35 o kalibrze działa 37 mm i opancerzeniu 40 mm (a więc lekki czołg francuski był lepszy od średniego niemieckiego). Dla ciekawostki dodam, iż w składzie Armii Polski także znajdowało się (z tego co wiem) ponad 100 sztuk tych francuskich czołgów. Atutem Francuskich Wojsk Pancernych był doskonały średni czołg SOMUA S-35, o dziele kaliber 47 mm i opancerzeniu do 55 mm. Mieli ich około 250 egzemplarzy. Ponadto w dyspozycji wojsk francuskich były także czołgi ciężkie, jak Char B1, dwudziałowy (75 mm w kadłubie i 45 mm na wieży), dysponujący opancerzeniem do 65 mm. Także z tymi dwoma maszynami jednostki Panzerwaffe nawet nie miały szans w otwartej walce. Przedni pancerz Char B1 był dla artylerii niemieckich czołgów „nie do przebicia”. Francja przewyższała Niemcy jakościowo i ilościowo w każdym rodzaju uzbrojenia, nie tylko w jednostkach pancernych. Wadą francuskich maszyn było zaprojektowanie ich dwuosobową załogę, czyli artylerzystę i kierowcę. Niemieckie maszyny były sprawniejsze, gdyż posiadały więcej członków załogi, co umożliwiało sprawniejszą koordynację działania. Osoba ładowniczego znacznie szybciej umożliwiała precyzyjne oddawanie strzałów z artylerii pojazdu. Same siły alianckie wspierane były wojskami Francji, Holandii i Belgii, oraz Brytyjskim Korpusem Ekspedycyjnym. Holandia wystawiła siły złożone z 8 dywizji i rezerwy, a Belgia 18 dywizji i rezerwy. Francuzi posiadali 3 Grupy Armii, których nazwy pochodziły od nazwisk ich dowódców. Grupa Armii 1 „Billotte” strzegła granic Francji na północ od Linii Maginota. Dowódcą jej był gen. Gastone Billotte. Posiadała cztery Armie: 7 gen. Henriego Girauda (w okolicach Dunkierki), 1 gen. Blancharda, 2 gen. Huntzigera i 9 gen. Corapa, wsparte Brytyjskim Korpusem Ekspedycyjnym Lorda Gorta (właśc. Johna Verekera). Posiadała około 29 dywizji (w tym 3 lekkie dywizje zmechanizowane i 2 zmotoryzowane, oraz 4 pełne i 2 niepełne dywizje kawalerii, liczone jako połówkowe). Brytyjski korpus ekspedycyjny posiadał 9 dywizji piechoty. Grupy Armii 2 i 3 skoncentrowane były wokół „Linii Maginota”. Grupa Armii 2 „Pretelat” strzegła północnej części francuskiej sieci umocnień. Jej dowódcą był gen. André-Gaston Prételat. Posiadała trzy Armie: 3 gen. Condé, 4 gen. Requina i 5 gen. Bourreta. Posiadała 35 dywizji wspartych dodatkowo jedną Dywizją Brytyjską. Grupa Armii 3 „Besson” strzegła południa sieci umocnień. Dowódcą jej był gen. André Besson. Składała się w zasadzie z jednej 8 Armii gen. Garchery’ego, ale związana była z nią także 6 Armia gen. Touchona. Cała Grupa Armii 3 posiadała 14 dywizji. Ponadto Francja posiadała kilkadziesiąt dywizji rezerwy dla różnych odcinków frontu. Przedstawione jednostki stanowiły jedynie obronę granicy państwa. Istniały także francuskie siły wewnątrzkrajowe. Nad całością operacji czuwał gen. Maurice Gamelin, a po nim od 19 maja 1940 gen. Maxime Weygand.
Przebieg wojny.
         Kierunek niemieckich ataków całkowicie zaskoczył wojska sprzymierzonych. Holandia została zaatakowana przez niemieckie wojska spadochronowe. Spadochroniarze po opanowaniu lotnisk i głównych węzłów komunikacyjnych uniemożliwili jakąkolwiek obronę. Belgia dzięki wsparciu brytyjsko-francuskiemu broniła się troszkę dłużej od Holandii, ale i tak nie dała rady natarciom niemieckich wojsk pancernych gen. Heinza Guderiana. Następnie niemieccy pancerniacy podążając w kierunku Ardenów rozbijali kolejno każde napotkane zgrupowania wojsk francuskich. Rozwój sytuacji umożliwił Niemcom drogę przez Sedan, Kanał La Manche i rzekę Mozę. 22 maja 1940 wojska niemieckie dotarły aż do ujścia Sommy. Rozcięty został na pół aliancki pas obronny. Odcięte zostały na północy najlepsze jednostki francuskie i brytyjskie liczące ponad 50 dywizji. Francuzi widząc tragiczną sytuację na froncie zdecydowali się na zmiany personalne na stanowisku Głównodowodzącego Francuskiej Obrony. 19 maja 1940 roku w miejsce odwołanego gen. Maurice Gamelina urząd ten objął przebywający w Syrii gen. Maxime Weygand, który z kolei potrzebował kilku dni na przybycie i objęcie urzędu. Władze francuskie korespondowały z nowym premierem Winstonem Churchillem na temat planów ewakuacji wszystkich sił, oraz przygotowaniu brytyjskiej gospodarki na prowadzenie działań wojennych. Nowy rząd brytyjski za pierwszy swój cel postawił sobie ratowanie resztek oddziałów brytyjskich walczących na terenie Francji. Groziła im zagłada. Heinz Guderian zdążył wraz ze swoimi pancerniakami zająć porty w Boulogne i Calais, i z całym impetem zmierzał ku Dunkierce. Gdyby marsz na Dunkierkę zrealizowany został w tempie nadanym przez Heinza Guderiana, wojska brytyjskie zamknięte byłyby w kotle bez możliwości ewakuacji. Z „niewyjaśnionych okoliczności” Adolf Hitler wstrzymał na jakiś czas to natarcie. Tutaj nasuwa się hipoteza, czy Adolf Hitler nie był w rzeczywistości angielskim agentem? W historii II Wojny Światowej będzie jeszcze kilka takich jego „dziwnych decyzji” ułatwiających Anglosasom prowadzenie wojny, często nawet kosztem interesów Niemiec. Sama ewakuacja nastąpiła natychmiastowo, przy użyciu wszelkich możliwych środków. W przeciągu tygodnia pomiędzy 27 maja a 4 czerwca 1940 roku zdążono przerzucić spod Dunkierki w okolice angielskiego Dover prawie 330 tys. brytyjskich i francuskich żołnierzy. Tymczasem na południu frontu Niemcy dziesiątkowali lepiej wyposażone wojska francuskie. Rozmiary klęski Francji były ponad oczekiwania nawet dla władz III Rzeszy. Polska pomimo braku wparcia broniła się dłużej i znacznie skuteczniej niż silniejsza od Niemiec i wsparta sojusznikami Francja. Tutaj warto dodać ciekawostkę, że przed wojną Polska ubiegała się o zakup od Republiki Francji wielu egzemplarzy czołgów średnich SOMUA S-35, jednak „dobry i kochający sojusznik” nie zgodził się pomimo uczciwej zapłaty Polski za transakcję. Czyż nie byłoby z tych wspaniałych czołgów większego pożytku we wrześniu 1939, aniżeli w maju 1940, porównując rozmiary klęski obu tych państw? Czy może gdyby transakcja została zrealizowana, nie byłoby już mowy o klęsce Polski? Tego niestety nie możemy się dowiedzieć. Możemy co najwyżej snuć przypuszczenia. W walkach przeciwko Niemcom miały brać udział we Francji także polskie jednostki. Zgodnie z umową pomiędzy Władysławem Sikorskim a Mauricem Gamelinem miały walczyć jako jeden korpus, jednak rozwój wypadków spowodował, że rzucane były chaotycznie na różne odcinki frontu. Co prawda jednostki te odnosiły pewne sukcesy. 1 Dywizja Grenadierów gen. B.Ducha odniosła zwycięstwo pod Lagarde. 2 Dywizja Strzelców Pieszych gen. B.Prugara-Ketlinga walczyła na wzgórzach Clos-du-Doubs, wycofując się dopiero na wieść o planowanej francuskiej kapitulacji. W rejonie Champaubert i Montbard walczyła będąca w fazie formowania 10 Brygada Pancerno-Motorowa gen. S.Maczka, która także wycofała się widząc brak sensu dalszej walki.
Koniec wojny.
Dziesiątkowane na południu frontu jednostki francuskie kapitulowały pod naporem niemieckim. 14 czerwca 1940 roku Niemcy wkroczyli do Paryża. Ten fakt przyczynił się do rychłej kapitulacji Republiki Francuskiej. Nowy premier Francji marszałek Philippe Pétain zwrócił się z prośba o rozejm. 22 czerwca 1940 roku Francja podpisała zawieszenie broni. Prawie 2/3 terytorium Francji dostało się pod okupację. Południowa część kraju jednak pozostała w rękach Francuzów. Według umowy utworzono tam proniemiecką Francję Vichy z Philippem Pétainem na czele. Władze tego kraju w dużej mierze były zależne od Berlina, jednak w wielu dziedzinach realizowały własną i niezależną politykę. Francuscy patrioci  do dziś są podzieleni w sprawie słuszności tej decyzji. Rodzi ona spór w granicach politycznego „realizmu” i „prometeizmu”. Czy lepiej było przelewać krew Francuzów do końca, i oddać w konsekwencji wszystkie ziemie pod okupację, narażając dodatkowo własny naród na represje polityczne? Czy może lepiej było zachować część ziemi, oraz swoich rodaków, od krwawych prześladowań i ciężkiej okupacji, takiej jak trafiła się chociażby Holendrom? Francja Vichy zerwała z republikańskimi antywartościami, będącymi zgniłymi owocami rewolucji z końca XVIII wieku. Przywrócono w niej katolickie nabożeństwa, oraz odsunięto osoby nie będące francuskiej narodowości (głównie Żydów) od sprawowania ważnych urzędów państwowych. Pozbawiono masonerię ogromnych przywilejów jakimi cieszyła się w republice. Władzę we Francji Vichy mogli sprawować tylko rodowici Francuzi. W tzw. „wolnej Francji” bardzo często do władzy dochodzili ludzie nie mający z narodowością francuską nic wspólnego, co budziło liczne sprzeciwy i protesty rodowitych Francuzów. Często „własny” republikański rząd przed wojną krwawo tłumił te narodowe wystąpienia. Czy to rzeczywiście była to wolna Francja? Francja przed 1940 rokiem była krajem, który całkowicie zerwał z Tradycją Chlodwiga, z której de facto wyrósł. Państwo Vichy zatem było pierwszym krokiem do odzyskania prawdziwej Francji, która zginęła wraz z rewolucją 1789 roku. Od państwa uzależnionego od innego państwa, przy oddanym rządzeniu krajem, można szybko przejść do współpracy partnerskiej na zasadzie wzajemnego poszanowania. Niewola może być nie tylko w obrębie okupacji jednego państwa przez drugie. Zniewolone może też być państwo rządzone przez gangi i grupy nacisku, zarówno te lokalne i terrorystyczne, jak i międzynarodowe o charakterze ekskluzywnym. W takiej właśnie niewoli była Francja przez 1940 rokiem.
Kampania Francuska 1940
Kampania Francuska 1940 - Faza 1
Kampania Francuska 1940
Kampania Francuska 1940 - Faza 2
Kalendarium działań wojennych w Europie Zachodniej.
  • 10 maja 1940. Atak Niemiec na Belgię, Holandię i Francję.
  • 10-11 maja 1940. Bitwa o Fort Eben-Emael. Spektakularna akcja niemieckich spadochroniarzy.
  • 12 maja 1940. Zdobycie miasta Sedan.
  • 13 maja 1940. Przekroczenie Linii Mozy. Zajęcie Liège.
  • 14 maja 1940. Bombardowanie Rotterdamu. Kapitulacja Holandii.
  • 16 maja 1940. Siły brytyjsko-francuskie wycofują się z terytorium Belgii na tereny za Linią Skaldy. Korpus Hermanna Hotha zajmuje Cambrai. Heinz Guderian podąża w kierunku Saint-Quentin.
  • 17 maja 1940. Niemcy zdobywają Brukselę. Francuzi wycofują się poza zajęte pozycje. Silne Ataki Luftwaffe uniemożliwiają Francuzom działania.
  • 18 maja 1940. Tworzenie nowego gabinetu we Francji. Philippe Pétain zostaje premierem. Niemcy zajmują Saint-Quentin, Cambrai i Antwerpię.
  • 19 maja 1940. Przegrupowanie niemieckich jednostek pancernych. 7 Dywizja Erwina Rommla naciera w kierunku Arras. Kontratakuje 4 Dywizja Charlesa de Gaulle’a, jednak mimo sukcesów jest zmuszona do odwrotu. Wieczorem Niemcy zajmują Abbeville. Niemcy utrzymują linię od Ardenów po Kanał La Manche.
  • 22 maja 1940. Niemcy znad odcinka La Manche atakują w kierunku północnym ku Boulogne i Calais. Belgowie wycofują się do linii rzeki Lys.
  • 23 maja 1940. Rozkaz zatrzymania Grupy Armii „A”. Brytyjczycy opuszczają Arras.
  • 24 maja 1940. Niemcy nadal nacierają na Boulogne i atakują Calais wzdłuż rzeki Lys i okolic Tournai. Kontrofensywa aliancka zależna jest od tego, czy Belgowie przełamią linię frontu. Adolf Hitler rozkazuje wstrzymać natarcie. Hermann Göring żąda zwiększenia udziału lotnictwa Rzeszy.
  • 25 maja 1940. Grupa Armii „B” wypiera Belgów z Menin (Menen), likwidując ostatnie punktu oporu w Boulogne.
  • 26 maja 1940. Ewakuacja Dunkierki, i odwrót do tego miasta wszystkich możliwych wojsk alianckich.
  • 27 maja 1940. Niemcy wznawiają natarcie.
  • 28 maja 1940. Kapitulacja Belgii o godzinie 1100.
  • 29 maja 1940. Niemcy nacierają na Dunkierkę. Bombardują miasto mimo oporu RAF-u.
  • 30 maja 1940. Niemcy chwilowo wycofują się znad Dunkierki z powodu zamieszania jakie wynikło z sytuacji pośród dowództwa niemieckiego.
  • 3 czerwca 1940. Ponowienie ataków na Dunkierkę. Trwa ewakuacja miasta.
  • 4 czerwca 1940. Niemcy wkraczają do Dunkierki.
  • 5 maja 1940. Niemcy atakują Linię Weyganda rozłożona nad rzeką Sommą i Aisne.
  • 6 czerwca 1940. 7 Dywizja Erwina Rommla odnosi sukces, zaś Grupa Heinza Guderiana zdobywa przyczółki Aisne.
  • 10 czerwca 1940. Włochy wypowiadają wojnę Anglii i Francji i rozpoczynają natarcie na południowych odcinkach frontu.
  • 13 czerwca 1940. Siły francuskie na zachód od Paryża wycofują się do Loary. Brytyjczycy próbują ruszyć z Korpusem Ekspedycyjnym.
  • 14 czerwca 1940. Zajęcie Paryża. Grupa Armii „C” próbuje przełamać Linię Maginota.
  • 15 czerwca 1940. Niemcy zajmują Strasburg i Verdun.
  • 16 czerwca 1940. Przełamanie Linii Maginota.
  • 17 czerwca 1940. 1 Dywizja Grenadierów gen. Bronisława Ducha walczy z 12 Korpusem pod Lagarde. Zmuszona zostaje do odwrotu. Czołgi Heinza Guderiana docierają do Pontarlier. Niektóre z grup dotarły do górnego brzegu Loary zbliżając się do Bretanii i Normandii.
  • 18 czerwca 1940. Niemcy zajmują Cherbourg.
  • 19 czerwca 9140. Zajęcie Nantes i Saumur.
  • 20 czerwca 1940. Zajęcie Lyon i Vichy.
  • 23 czerwca 1940. Pierre Laval zostaje wicepremierem. Maxime Weygand degraduje Charlesa de Gaulle’a.
  • 30 czerwca 1940. Zajęcie wysp normandzkich na La Manche.
  • 24 czerwca 1940. Zawieszenie broni. Rozejm w Compiègne. Podpisany w tym samym wagonie co rozejm kończący I Wojnę Światową akceptujący klęskę Niemiec w I Wojnie Światowej. Miało to być symboliczne wzięcie odwetu przez Niemcy za upokorzenie porażką w poprzednim konflikcie.

Na podstawie Kronik II Wojny Światowej, książek i opracowań całość przygotował: Piotr Marek

piątek, 5 sierpnia 2011

Śmierć Andrzeja Leppera

Nie wierzę w samobójstwo Andrzeja Leppera. Czytałem, że miał plany na niedzielę. Jak ktoś chce targnąć się na swoje życie, to dzwoni lub zostawia list. Szczególnie polityk. Wszystko jest tutaj grubymi nićmi szyte. Łatwo kogoś zabić: zastrzelić czy powiesić, a potem wmówić samobójstwo. Tak bardzo łatwo zrobić. Zobaczcie, że nawet policja nie ma do końca pewności, co do okoliczności śmierci, a media już ogłaszają samobójstwo jeszcze przed oficjalną ekspertyzą! Judeomasońska prasa w XIX wieku ogłaszała śmierć zamordowanego monarchy lub ważnego oficera często jeszcze przez ogłoszeniem zgonu czy oficjalnym zamachem (J.M.C.Rodriguez Wolnomularstwo i jego tajemnice). Czasami ofiara uchodziła z zamachu cało, kompromitując powiązane z zamachowcami media. Tak jest być może i w tym przypadku. Andrzej Lepper miał plany na przyszłość w polityce. Miał startować w najbliższych wyborach. Miał wiele do zrobienia. Jeśli polityk się zabija, to wtedy, gdy nie pozostaje mu już nic. Andrzej Lepper miał jednak jeszcze wiele atutów. To samo z siebie podważa teorię samobójstwa. Łatwo kogoś zabić i otumanić tępe masy. Zabito polityka bo zagrażał wszystkim. Nie wierzę w samobójstwo, nie wierzę. Tym bardziej, że policja i eksperci nie ogłosili oficjalnej ekspertyzy, a zrobili to już dziennikarze.
Andrzej Lepper był mi najbliższy w 2010
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj Mu świeci.

Z wyrazami głębokiego żalu,
Piotr Marek

środa, 18 maja 2011

Bitwa pod Monte Cassino.

         „Bitwa pod Monte Cassino" była teatrem zmagań pomiędzy dwoma najlepszymi armiami: Armią Polską i Armią Niemiecką. To stwierdzenie z pewnością poprą znawcy historii wojskowości. Zaprezentuję teraz ogólny przebieg jednej z najważniejszych i najcięższych bitew II Wojny Światowej.
         Wojska niemieckie na przełomie 1943/1944 r. pod naporem 5 Armii amerykańskiej gen. Marka Clarka i 8 Armii brytyjskiej gen. sir  Oliviera Lesse'go, wchodzących w skład 15 Grupy Armii Herolda Alexandra, zatrzymały się na linii Ortona - Cassino - Minturno. Tam też dowódca niemieckiej Grupy Armii „C" feldmarszałek Albert Kesselring postanowił stawić opór aliantom maszerującym na Rzym. Tamtejszy górzysty teren był idealny do obrony. Leżał na większej części Półwyspu Apenińskiego, zaś linie komunikacyjne były tam nieliczne. Niemcy zablokowali większość obszarów, którędy alianci mogli przeprowadzić ciężki sprzęt, sami natomiast kontrolowali większość dróg, dzięki czemu w każdej chwili mogli podciągnąć na pole walki czołgi i inne niezbędne pojazdy gąsienicowe, potrzebne do prowadzenia działań wojennych. Jedynym miejscem gdzie alianci mogli przeprowadzić jednostki pancerne była rzeki Liri. Tam po sforsowaniu dwóch rzek: Garigliano i Rapido można było dalej kontynuować „Drogę na Rzym". Biegła tam droga nr. 6. Dalszy marsz drogą nr 6 był uniemożliwiony przez opanowanie przez Niemców masywu Monte Cassino, który wraz z wzgórzem klasztornym górował nad doliną. Niemcy sformowali tam Linię Gustawa, zaś samo wzgórze Monte Cassino stanowiło twierdzę nie do zdobycia.
         Wzgórza Monte Cassino broniła 1 Dywizja Spadochronowa pod dowództwem gen. Richardta Heidricha. Heidrich był wcieleniem idealnego oficera. Jako dowódca 3 pułku wstawił się w walkach na Krecie i w bitwie pod Leningradem. Nieugięty w rozkazach, dbał o najdrobniejsze szczegóły życia swoich spadochroniarzy, dla których był autorytetem. W oczach gen. Heidricha liczyły się 3 cechy: koleżeństwo, sprawność fizyczna i profesjonalizm. Od swoich żołnierzy wymagał przygotowania do wszystkich zadań: zarazem piechura, sapera i strzelca. Każdy żołnierz musiał dogłębnie znać wszystkie typy broni piechoty, jeździć konno, prowadzić samochód, jeździć na nartach, czy nawet grać w piłkę. Jednym słowem musiał umieć sprostać wszystkim sytuacjom. Sektor obrony obejmował szeroki na 13 km. odcinek w skład którego wchodziły: 1 pułk strzelców spadochronowych, liczący 660 ludzi, 3 pułki strzelców spadochronowych liczące 800 ludzi, 4 pułki strzelców spadochronowych, liczące 1160 ludzi, oraz batalion ckm liczący 185 ludzi. Stanowiska niemieckie osłaniały karabiny maszynowe, granatniki 50 mm i moździerze 81 mm. Groźną bronią okazały się również działa przeciwpancerne PAK 43 (na łożu czterokołowym) oraz PAK 43/41 (na łożu haubicy 105mm). Podstawowa wersja tego wspaniałego 88 mm działa p-panc ważyła trochę ponad 4,3 tony, a jego donośność wynosiła 4 kilometry. Z odległości jednego kilometra od celu działa PAK 43 przebijały bez trudu pancerz ciężkiego czołgu. Przez artylerzystów zwane były  „Scheunetor" (drzwi stodoły). Spadochroniarze niemieccy posiadali też specyficzny rodzaj hełmów, inny (choć podobny) nieco od stereotypowego „stahlhelmu". Atutową bronią produkowaną wyłącznie dla niemieckich wojsk spadochronowych, były karabiny automatyczne FG 42, o dwudziesto-nabojowym magazynku umieszczonym „z boku" karabinu. Samych żołnierzy 1 niemieckiej dywizji spadochronowej nazywano „Zielonymi diabłami". Byli oni naprawdę wirtuozami, oraz obejmowały ich żelazne morale.
         Pierwsze natarcie na Monte Cassino rozpoczęło się 17.01.1944r.  Jako pierwszy zaatakował punktualnie o 21.00 brytyjski 10 korpus. Brytyjska 5 dyw. Piechoty rozpoczęła forsowanie rzeki Garigliano na północ od drogi nr. 7, zaś na tyłach niemieckiej 94 Dywizji wylądował niewielki desant. Jednak złe warunki atmosferyczne sprawiły że na wyznaczone pozycje wylądowała tylko niewielka część brytyjskich łodzi. W wyniku działań 5 dyw. Piechoty zajęto miejscowości Minturno, Tuffo i Tremensuoli. Na prawo od 5 dyw. Piechoty działała 56 dyw. Piechoty, która przełamała opór niemieckiego 276 pułku piechoty. Dzięki temu 10 Korpus brytyjski zajął ważny przyczółek na rzece Garigliano, ale 20 stycznia 10 Korpus  został zatrzymany przez 4 niemieckie dywizje z 10 Armii Hansa Vietinghoffa. Równocześnie do akcji wkroczył 2 Korpus amerykański. Amerykanie toczyli walki z 15 Dywizją Grenadierów Pancernych wspartych artylerią. Dopiero 21 stycznia o godzinie 18.00, 141 pułk piechoty wchodzący w skład 36 Dywizji z 2 Korpusu, zajął broniony przyczółek na rzece. Jednakże wojska niemieckie po kilkunastu godzinach walki ostatecznie zniszczyły siły amerykańskie.
         24 stycznia rozpoczęło się nowe natarcie francuskiego Korpusu ekspedycyjnego oraz amerykańskiej 34 Dywizji piechoty. Niemcy stawiali zaciekły opór. Dopiero 30 stycznia aliantom udało się zająć część przyczółków wzdłuż wioski Cairo. Ataki brytyjskie na wzgórza Colle, Miola, Monte Castellone i San Angelo umożliwiły dojście na wzgórze klasztorne. Francuzi natomiast osłaniali natarcie 2 amerykańskiego Korpusu, oraz zajęcia wzgórz Belvedere i Abace. 26 stycznia Francuzi zajęli obydwa wzgórza kosztem dotkliwych strat. Brytyjska 34 dyw. zdołała podejść na odległość 300 m. od wzgórza klasztornego, jednakże uległa oporowi niemieckich spadochroniarzy. Na skutek dużych strat 34 dyw. zmuszona była przekazać zdobyty teren nowozelandzkiemu 2 Korpusowi.
         15.02.1944 r. pod kryptonimem „Avenger" rozpoczęła się druga bitwa pod Monte Cassino. Atak rozpoczął 2 Korpus nowozelandzki w skład którego wchodziły: 2 dyw. Piechoty nowozelandzkiej i 4 dyw. Piechoty hinduskiej. Przed natarciem klasztor został zbombardowany, co było taktycznym błędem, gdyż ruiny klasztoru stały się twierdzą nie do zdobycia. Ponadto 2 Korpus miał odciążyć 6 Korpus walczący pod Anzio. Mimo ciągłych ataków alianckich, oraz bohaterstwa żołnierzy hinduskich, klasztoru nie udało się zająć. Niemieccy spadochroniarze bez trudu odpierali ich ataki. Straty aliantów wyniosły 2400 żołnierzy, a front ustabilizował się na miesiąc.
         15.03.1944 r. rozpoczęła się operacja „Dickens". Trzeci atak na Monte Cassino przypadł ponownie 2 Kor. Nowozelandzkiemu. Wsparcia mieli im udzielić lotnicy amerykańscy. Na teren miasta Cassino wysłano 500 bombowców. Na miasto o powierzchni 2,5 km2  zrzucono ok. 1000 bomb (co stanowi wagowo 500 ton). Dla kontrastu tutaj dodam, że Niemcy podczas Kampanii Wrześniowej zrzucili na cały Lublin mniej więcej 80 ton bomb. Mimo bombardowania wojska 2 Kor. Nowozelandzkiego nadal nie mogły przełamać oporu niemieckiego. Walki trwały do 24 marca, kosztem życia 4500 żołnierzy hinduskich i nowozelandzkich. W ciągu tych trzech bitew alianci stracili 53120 żołnierzy, z czego 8340 to zabici. Niemcy natomiast stracili około 45000 żołnierzy, ale ich straty były znacznie dotkliwsze, gdyż brakowało im uzupełnień.
         24 marca, w ostatnim dniu trzeciej bitwy, podjęto decyzję o tym kto następny będzie próbował atakować wzgórze. Los padł na 2 Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W dniach 24-27 marca Polacy zluzowali 78 brytyjską dyw. Piechoty. Następnie po przygotowaniu szczegółowych planów ataku, nastąpiło przygotowanie do bitwy.
         11.05.1944 r. o godzinie 23.00, pod kryptonimem „Diadem" rozpoczęła się czwarta bitwa o Monte Cassino. Przez 40 minut ponad 1000 dział 5 i 8 Armii ostrzeliwało niemieckie pozycje na wzgórzu. O godzinie 23.45 brytyjski 2 Korpus rozpoczął forsowanie rzek Gari i Rapido, natomiast przygotowanie artyleryjskie Polskiego Korpusu trwało do godziny 1.00 rano. Pierwsze natarcie polskich żołnierzy zostało skierowane na Widmo. Jako pierwsze uderzyły oddziały 5 Wileńskiej brygady płk. Wincentego Kurka. Po kolei ruszały poszczególne bataliony: 13,15,18, którym niezwykle silny opór stawiał niemiecki 2 batalion 100 pułku górskiego. Po wejściu  na widmo, niemiecka artyleria zaczęła zadawać Polakom duże straty, ostrzeliwując polskie pozycje zmasowanym ogniem. 18 batalion stracił łączność z dowódcą, więc zmuszony był powrócić na pozycje wyjściowe. Widząc kryzys na odcinku 5 dyw. zastępca dowódcy płk. Klemens Rudnicki wydał rozkaz odwrotu 13 i 15 batalionu. Równocześnie do akcji wkroczyły jednostki 1 Brygady Strzelców Karpackich pod dowództwem Walentego Peszka. Zadaniem 1 bryg. Strzelców Karpackich było zajęcie wzgórz 593 i 569 oraz zajęcie gardzieli. 2 Batalion zajął wyznaczone mu wzgórza 593 i 569, ale Niemcy 12 maja odbili zajęte przez Polaków wzgórza. 1 Batalion mimo wsparcia 4 pułku pancernego zwanego „Skorpionami", nie zdołał zdobyć Gardzieli. Polacy po opuszczeniu widma powrócili do pozycji wyjściowych. Polacy musieli uzupełnić amunicję, więc generał Leese zlecił atak 78 brytyjskiej dyw. Piechoty. Generał Leese uznał że Polacy ruszą dopiero gdy 13 Korpus brytyjski rozpocznie natarcie z linii Pytchley w kierunku drogi nr. 6. 15 maja nadszedł rozkaz do 2 Korpusu aby rozpoczął akcje 17 maja o 7.00. Anders postanowił, że przełamie niemiecką linię obrony w pasie wzgórz 575 i San Angelo, w celu nawiązania łączności z korpusem brytyjskim. 5 dywizja miała zająć wzgórza San Angelo i 575 organizując tam obronę. Następnie miała opanować Widmo, po czy skierować część swoich sił w kierunku Massa Albanetta. 3 dyw. miała zająć wzgórza 593,596,476 tworząc tam linie obrony przed ostatecznym atakiem na klasztor. Dowódcą 5 dyw. mianowano płk. Rudnickiego, któremu przyporządkowano bataliony: 13,15,16,17,18, grupę mjr. Władysława Smrokowskiego składającej się z kompanii komandosów i plutonów szturmowych 15 pułku, oraz 4 pułku pancernego zwanego „Skorpionami". Czołgi M4A1 „Sherman" z 4 pułku pancernego miały stanowić niezbędną pomoc dla atakujących żołnierzy. Dzięki wykonaniu wyrwy w obronie niemieckiej opanowano Widmo. Następnie skierowano 17 batalion w celu opanowania wzgórza San Angelo przy wsparciu 13 batalionu i grupy mjr. Smrokowskiego, jednak atak nie przyniósł oczekiwanego rezultatu. O 14.30 18 batalion zlikwidował znajdujące się na Widmie bunkry. Mimo zmasowanych ataków niemieckich udało się w końcu 17 batalionowi i grupie Smrokowskiego zająć północne stoki San Angelo. 17 maja 4 batalion po ciężkich walkach opanował wzgórze 593, na którym pozostało tylko kilka niezdobytych bunkrów. W rejonie Gardzieli ciężkie boje toczył 6 batalion wraz z 4 pułkiem pancernym. Niemiecka obrona w znacznej mierze była już zniszczona, szczególnie w rejonie północnego stoku. W znacznej mierze Niemcy byli związani walką w rejonie folwarku Albanetta. Czołgi polskie podjechały na odległość 200 m. od folwarku, co umożliwiało im ostrzał na wzgórza 569 i 575. 18 maja 4 batalion zniszczył pozostałe bunkry na wzgórzu 593 i opanował wzgórze 569. O godzinie 7.00 folwark Albanetta został opanowany przez 6 batalion, zaś o 8.10 wjechały do niego czołgi. W ciągu kilku godzin znalazły się na Massa Albanetta kompanie 5 batalionu, które następnie ruszyły na klasztor. O 9.30 patrol 12 pułku na czele z porucznikiem Gurbielem opanował opuszczone wzgórze klasztorne. San Angelo zostało opanowane przez komandosów o godzinie 19.30. 19 maja o 7.10 15 batalion opanował wzgórze 575. W ten sposób 19.05.1944 r. opanowano masyw Monte Cassino, co ułatwiło 2 Korpusowi amerykańskiemu wkroczenie do Rzymu. Na szczycie wzgórza klasztoru zawieszono Polską flagę. Jako znak wdzięczności później obok Polskiej zawieszono flagę Wielkiej Brytanii. Straty polskie wyniosły 860 zabitych i 2822 rannych.
         Monte Cassino zostało zajęte. Niemieccy spadochroniarze, wycieczeni walkami nie odparli ataku Polaków. Wielu z nich cierpiało na malarię, jednak morale „Zielonych diabłow" były nietknięte. Heidrich w swoim dzienniku pisał:Cudowne było widzieć zapał z jakim wszyscy rzucali się do walki: sekretarze prosili o zwolnienie ich z biura, by uzyskać przydział do jednostek bojowych; kierowcy rywalizowali ze sobą w gorliwości dostarczania oddziałowi wszystkiego, czego potrzebowali; służba medyczna dawała dowód wspaniałego oddania, aby uratować rannych". Podczas obrony „Zielone diabły" zniszczyły wiele czołgów aliantów. Po bitwie Heidrich pogratulował Polakom sukcesu.
         Polacy swój sukces mogą zawdzięczać wspaniałemu rozplanowaniu szczegółów bitwy. Szczególnym szacunkiem należ darzyć głównie gen. Andersa, ale i również zastępcę dowódcy 2 Korpusu gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza i dowódcę 3 Dywizji Strzelców Karpackich gen. Bronisława Ducha. Niemcy natomiast na swoim koncie mieli również kilka sukcesów. Jednym z najsłynniejszych niemieckich wyczynów był należący do porucznika Eckela i pułkownika Kammermanna (z 2 batalionu 4 pułku spadochronowego). Przy użyciu kilku „Tellerminen" i przeciwpancernej broni rakietowej udało im się zniszczyć 6 czołgów lekkich, oraz umożliwić zniszczenie 11 innych uderzających na klasztor.
         Żołnierze 2 Korpusu Polskiego zasługują na ogromne uznanie. Zasługują na chwałę nie tylko za samo zwycięstwo pod Monte Cassino, ale i za zaszczytne pokonanie 1 Dywizji Spadochronowej. Polska myśl taktyczna, determinacja i chęć zwycięstwa pomogła żołnierzom generała Andersa w pokonaniu wyśmienicie wyszkolonej niemieckiej elitarnej dywizji spadochronowej. Monte Cassino było zdecydowanym zwycięstwem polskim, wbrew dominującej do niedawna propagandzie na zachodzie, o rzekomym „amerykańskim sukcesie" w tej bitwie. To Polacy z II Korpusu generała Władysława Andersa pokonali „Zielone diabły", nie amerykańscy alianci, których elitarni „Rangersi" byli koszeni przez niemieckich spadochroniarzy niczym bezmyślne masy bolszewickich rewolucjonistów.
         Tekst ten jest jak wspomniałem moją starą szkolną pracą, której niestety nie mogłem w pełni zaprezentować z powodu ograniczeń na lekcji historii. Jest on przygotowany na bazie kilku publikacji historycznych zamieszczanych w czasopismach dotyczących II Wojny Światowej. Ponadto całość uzupełniłem kilkoma szczegółami dotyczącymi wyposażenia żołnierzy.


Z Narodowym Pozdrowieniem,
Piotr Marek

wtorek, 26 kwietnia 2011

Operacja „Weserübung” – Kampania norweska 1940

Geneza niemieckiej wojny w Skandynawii.
         Po zajęciu Polski Adolf Hitler planował natychmiastowe zaatakowanie Francji. Pokonując kraj posiadający jedną z najmocniejszych Armii na świecie, poczuł możliwość podbicia nawet potężnych imperiów kolonialnych. Wykorzystywał przy tym niemieckie pragnienie rewanżu za upokorzenie po przegranej wojnie. Jednak Elita Wojskowa III Rzeszy, widząc jawną głupotę tego planu, z trudem namówiła führera do zaniechania go. Przygotowanie kraju do nowych kampanii wymagało czasu na rozplanowanie posunięć taktycznych oraz rozbudowę armii. To z resztą od wieków praktykowana procedura pośród wojskowych na całym świecie. Realizacja tego wymagała potężnego zaplecza gospodarczego, surowcowego, żywieniowego, przeszkolonej kadry wojskowej oraz korzystnego układu geograficznego. W tym celu Niemcy zaplanowali atak na Danię i Norwegię. Zajęcie Danii było warunkiem koniecznym do zdobycia Norwegii, która była głównym celem tego militarnego przedsięwzięcia. Dania była po prostu linią tranzytową pomiędzy Niemcami a Norwegią. Z kolei zajęcie Norwegii gwarantowało pozyskanie dogodnych baz operacyjnych do działań morskich i powietrznych przeciwko Wielkiej Brytanii i zapewnienie niemieckiemu przemysłowi wojennemu dostaw szwedzkich rud żelaza sprowadzanych przez norweski port w Narwiku. Ponadto podporządkowanie sobie tych terenów gwarantowało Niemcom większe bezpieczeństwo dla prowadzenia walk na zachodzie Europy. Wyeliminowało to potencjalnych „skandynawskich sojuszników” Francji, Belgii i Holandii, mogących zmusić Niemcy do walki na nowym froncie.
Sytuacja w przededniu wojny.
         Po niemieckiej agresji na Polskę, Francja i Wielka Brytania wypowiedziały  wojnę III Rzeszy 3 września 1939 roku, jednak nie udzieliły swojemu zaatakowanemu sojusznikowi żadnego wsparcia. Trwała więc wtedy tzw. Dziwna Wojna, którą Niemcy określali mianem Sitzkriegu (wojny na siedząco). W ten sposób Polska, nie pierwszy raz z resztą, została zdradzona przez zachód. Powtórzy się to także podczas konferencji pokojowych w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. We wrześniu 1939 roku sytuacja militarna była dla aliantów bardzo korzystna. Armia III Rzeszy niemal w całości związana była walkami na terenie Polski. Natychmiastowe podjęcie walki przez kraje zachodnie doprowadziłoby w takim wypadku do zajęcia terytorium Niemiec.  Takie posunięcie mogłoby zakończyć ledwo rozpoczętą wojnę. Zapobiegłoby to śmierci dziesiątek milionów ludzi, którzy zginęły w wyniku działań wojennych oraz represji politycznych, w kolejnych latach wojny. Dodatkowo oczywistą kwestią po zwycięstwie Niemiec w Polsce, było zaatakowanie krajów Europy Zachodniej w celu dokonania rewanżu za poprzedni konflikt. Jednak zachodni decydenci zachowywali się tak, jakby zależało im na rozwoju nowego ogólnoświatowego konfliktu zbrojnego. Dopiero perspektywa utraty swojej pozycji zmusiła państwa zachodnie na przerwanie biernej postawy. Stało się to właśnie po niemieckiej agresji przeciwko państwom skandynawskim.  
Początek wojny.
         Niemiecki atak na Danię i Norwegię, rozpoczęty 9 kwietnia 1940 roku, odbył się pod kryptonimem „Operacja Weserübung”. Sukcesy niemieckie były skutkiem nie tylko zaskoczenia, ale także pierwszy raz użytych na tak wielką skalę działań sabotażowo-dywersyjnych zamieszkujących Norwegię sympatyków narodowego-socjalizmu (w tym też i norweskich Niemców), tworzących tzw. „piątą kolumnę”. Hitlerowcy wykorzystali tutaj doświadczenia radzieckie nabyte podczas kontaktów międzysojuszniczych. Sowieci każde swoje akcje zagraniczne wspierali działaniami dywersyjnymi miejscowych organizacji komunistycznych.
Przebieg wojny.
         9 kwietnia 1940 roku 31 korpus generała Leonharda Kaupischa ląduje na terenie Danii. Kopenhaga zostaje zajęta w 12 godzin. Kraj pada w ciągu jednego dnia. Przeciwko Norwegii Niemcy wystawili 21 Korpus Armijny. Składał się on z 5 dywizji Piechoty (69, 163, 181, 196 i 214), 2 (niepełnej) oraz 3 Dywizji Górskiej, oraz 40 Batalionu Pancernego. Na czele tego korpusu stanął twórca „Operacji Weserübung” generał Nikolaus von Falkenhorst-Jastrzembski*. Z kolei wojskami norweskimi w pierwszym etapie wojny dowodził generał Kristian Laake. Po jego dymisji urząd „Głównodowodzącego Sił Norweskich” objął generał Otto Ruge. Walki w Norwegii, dzięki wsparciu oddziałów ekspedycyjnych z Francji, Wielkiej Brytanii i Polski, wydłużyły się do połowy czerwca. Oddziały sojusznicze odniosły jedyny znaczący sukces podczas obrony Narwiku. Szczególną uwagę należy zwrócić na Polską Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich pod dowództwem generała Zygmunta Szyszko-Bohusza, która wyjątkowo zasłużyła się w tej bitwie. W bitwie o Narwik zasłużyły się również oddziały Francuskiej Legii Cudzoziemskiej. W trakcie walk podczas „Kampanii Norweskiej” użyte były w walce okręty Polskiej Marynarki Wojennej. Szczególną sławą okryły się „ORP Orzeł” (chodzą słuchy o tym, że Brytyjczycy stali za jego zatopieniem, podobnie jak za śmiercią gen. Władysława Sikorskiego), „ORP Burza”, „ORP Błyskawica” i „ORP Grom”, choć ten ostatni został zatopiony przez niemiecką bombę. Z kolei Kriegsmarine, pod dowództwem Admirała Wielkiego Ericha Raedera, oficjalnie wystawiła: 3 pancerniki („Lützow”, „Scharnhorst” i „Gneisenau”); 2 ciężkie krążowniki („Admiral Hipper” i „Blücher”); 4 lekkie krążowniki („Köln”, „Königsberg”, „Karlsruhe” i „Emden”); 14 niszczycieli; 8 torpedowców; 19 kutrów torpedowych; 7 kutrów trałowych; 4 trałowce i kilka innych okrętów wspierających. To właśnie głównym rejonem walk o Norwegię stało się morze. Marynarki wojenne obu stron konfliktu, wspierając działania sił lądowych i powietrznych, w dużej mierze przyczyniły się do takich, a nie innych rezultatów poszczególnych starć. Były pomocne w ostrzeliwaniu pozycji nieprzyjacielskich, zgrupowanych podczas tej kampanii, głównie w miastach portowych. Wyjątkiem były oczywiście mniej liczne walki śródlądowe. Po niemieckiej stronie aktywną rolę odgrywali również spadochroniarze. Dzięki ich akcjom odnieśli wiele znaczących sukcesów.
Koniec wojny.
         Po kapitulacji Norwegii 10 czerwca 1940 roku został ustanowiony w Norwegii kolaboracyjny rząd realizujący polityczne wytyczne III Rzeszy. Premierem tego rządu został znany norweski faszysta Vidkun Quisling. Nazwisko jego stanie się symbolem dla wszystkich europejskich rządów kolaborujących podczas II Wojny Światowej z III Rzeszą. Brak zdecydowania w działaniu ze strony Brytyjczyków i Francuzów przyczynił się do upadku Norwegii. Niemcy po zajęciu tego kraju osiągnęli swoje zamierzone cele. W Norwegii Niemcy zbudowali liczne bazy dla swoich okrętów i samolotów. Zwycięstwo w kampanii dało im możliwość dopracowania się systemu walki przeciw Wielkiej Brytanii ze zgranym współdziałaniem Luftwaffe i Kriegsmarine, nękając brytyjskie wybrzeża, w szczególności bazę w Scapa Flow na Orkadach. Straty niemieckie wyniosły prawie 5296 ludzi, zaś straty aliantów to prawie 4400. Straty polskiego korpusu podhalańskiego to 100 zabitych i 200 rannych. Ponadto obie strony konfliktu straciły wiele znaczących okrętów wojennych. Niemcy stracili 3 krążowniki, 10 niszczycieli, 1 torpedowiec oraz 8 U-Bottów. Straty niemieckiego lotnictwa to 242 maszyny. Alianci natomiast stracili 1 lotniskowiec, 2 krążowniki, 8 niszczycieli i 6 łodzi podwodnych. Straty lotnictwa sprzymierzonych to 50 samolotów.
Kampania Norweska 1940
Kampania Niemiecka w Danii i Norwegii 1940. 
Kalendarium działań wojennych podczas „Kampanii Norweskiej”.
  • 9 kwietnia 1940. Agresja Niemiec przeciwko Danii i Norwegii. Niemiecki 31 korpus gen. Leonharda Kaupischa ląduje w Danii. Kraj kapituluje w ciągu jednego dnia. Kopenhaga pada po 12 godzinach. Norwegię z różnych stron (w tym przy użyciu spadochroniarzy) atakuje 21 Korpus Armijny gen. Nikolausa von Falkenhorsta.
  • 10 kwietnia 1940. Pierwsza bitwa o Narwik. W jej wyniku Niemcy zdobywają miasto i umacniają się tam. Podczas bitwy lotnictwo sprzymierzonych i ich okręty podwodne zatapiają Niemcom krążownik Königsberg” i uszkadzają pancernik „Lützow”. Na fiordach Narwiku Niemcy i sprzymierzeni tracą po 2 niszczyciele. Rząd Norwegii i rodzina królewska opuszczają Oslo. Niemcy poza Narwikiem zajmują: Bergen, Trondheim, Oslo, Arendal, Stavanger, Egersund i wiele innych ważnych miast.
  • 11 kwietnia 1940. Ze stanowiska „Głównodowodzącego Sił Norweskich” ustępuje gen. Kristian Laake. Po jego dymisji urząd obejmuje gen. Otto Ruge.
  • 13 kwietnia 1940. Druga bitwa o Narwik. Niemcy tracą 8 niszczycieli. Samolot sprzymierzonych zatapia U-Botta. Zasługę w bitwie odnotowuje Okręt Liniowy (Pancernik) „Warspite”.
  • 14-18 kwietnia 1940. Trwają lądowania sił alianckich.
  • 17 kwietnia 1940. Brytyjczycy lądują w Andalsnes formując tam swoje pozycje. Podobne lądowania odbywają się z innych odcinkach frontu. Trwają ciężkie walki, bombardowania i ostrzały artyleryjskie na zgrupowania alianckie.
  • 19 kwietnia 1940. 146 Brygada Brytyjska zostaje wyparta przez Niemców z Namsos do Steinkier.
  • 20 kwietnia 1940. Namsos zostaje ciężko zbombardowane. Niemcy zbliżają się w kierunku pozycji Norwegów w Lillehammer.
  • 22-24 kwietnia 1940. Brytyjska 148 Brygada zostaje zaatakowana przez Niemców w pobliżu Lillehammer.
  • 23 kwietnia 1940. Lądowanie Brytyjczyków w pobliżu Molde i Andalsnes.
  • 24 kwietnia 1940. Siły niemieckie docierają do Rendal. Trwa bombardowanie Narwiku. Jego zamiarem jest kapitulacja niemieckiego garnizonu.
  • 25 kwietnia 1940. Norwegowie bez skutku atakują Narwik.
  • 27 kwietnia 1940. Ewakuacja Brytyjczyków z Namsos i Andalsnes. Andalsnes zostaje zbombardowane.
  • 1 maja 1940. Oficjalny koniec brytyjskich ewakuacji z pozycji. Utrata przez nich większości sprzętu.
  • 2 maja 1940. Niemcy docierają do Andalsnes. Ostatni alianci opuszczają Namsos.
  • 8 maja 1940.  W Harstad ląduje Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza z zamiarem wsparcia sił alianckich w Narwiku.
  • 13 maja 1940. Francuskie natarcie na Narwik kończy się zdobyciem miasta. Niemiecki dowódca garnizonu w Narwiku gen. Eduard Dietl zmuszony jest do odwrotu w kierunku granic Norwegii ze Szwecją.
  • 14 maja 1940. Zatopienie konwoju z częścią brygady Gwardii Królewskiej**.
  • 31 maja 1940. Front powoli załamuje się. Następuje ewakuacja aliantów z Bodo. W tym momencie możliwości militarne aliantów słabną.
  • 4-8 czerwca 1940. Ewakuacja aliantów z rejonu Narwiku. Podhalańczycy osłaniają ładowanie ewakuacji i opuszczają Norwegię jako jedni z ostatnich.
  • 10 czerwca 1940. Kapitulacja aliantów i zwycięstwo Niemców.

*Generał Nikolaus von Falkenhorst był polskiej narodowości. Z domu nazywał się Jastrzembski. Urodził się w zaborze pruskim, co zmusiło go do robienia kariery w niemieckiej armii. Przez pewien czas ukrywał swoje „polskie nazwisko”, do czasu gdy umocnił swoją pozycję dzięki ogromnemu talentowi wojskowemu. Był niewątpliwie w swej dziedzinie geniuszem, i nic nie stoi na przeszkodzie w „polskim przyznawaniu się do tego generała” tym bardziej, że nie był żadnym „zbrodniarzem wojennym”. Skoro Niemcom wolno przyznawać się do Mikołaja Kopernika, to Polakom wolno przyznawać się do Nikolausa von Falkenhorsta-Jastrzembskiego.
**Prosiłbym znawców tematu o szczegóły na temat tej informacji. Informacja pochodzi z Kronik II Wojny Światowej.

Na podstawie Kronik II Wojny Światowej, książek i opracowań całość przygotował: Piotr Marek

niedziela, 13 marca 2011

Internetowy program rozwoju państwa mafijnego?

         Tym tytułem chciałbym zacząć ten krótki i ważny felieton. Mowa jest tu oczywiście o planowanej wybiórczej inwigilacji Internetu. Na ten temat postanowiłem napisać w chwili zaznajomienia się z tematem. W końcu teraz zebrałem siły by napisać co o tym myślę. Jeden z ogólnopolskich portali na swojej stronie pisze: Polski Internet będzie monitorowany, za pomocą programu komputerowego, pod kątem wrogości wobec mniejszości etnicznych, seksualnych i religijnych. W każdym przypadku, gdy rozpoznana zostanie „mowa nienawiści”, informowany będzie administrator portalu, a skrajne przypadki będą zgłaszane do prokuratury. Pierwszy ogólnopolski pomiar ma rozpocząć się już w tym tygodniu.. Oczywiście pozwoliłem sobie poprawić błędy w pisowni.          Tak więc zacznijmy od pierwszego mojego zastrzeżenia. Czy będzie administracja portalu i prokuratura powiadamiana, gdy wykryta będzie „mowa nienawiści”, dajmy na to „mniejszości” wobec „większości” etnicznych, seksualnych i religijnych? Zapewne nie! Nigdzie bowiem nie ma o tym mowy. Wobec tego program monitorowania Internetu odczytuję jako furtkę dla terroryzowania i szantażowania ogółu przez małe, uprzywilejowane grupy. System w którym „mniejszości” mają większe prawa od kręgosłupa społecznego, nosi nazwę systemu mafijnego. Rzeczpospolita dla uprzywilejowanych upadła z hukiem w XVIII wieku! To samo niedługo czeka tę tworzoną dziś na naszych oczach. Prawidłowy program internetowej kontroli słowa, jeśliby w ogóle miałby być potrzebny, monitorowałby każdy objaw wypowiedzi wrogich wobec innych ludzi. W mafijnym społeczeństwie polskim, taki program najprawdopodobniej będzie miał na celu większe uprzywilejowanie wąskich grupek wrogich Tradycji Polski.
         Obserwując dzisiejszą Polskę wnioskuję, iż żyjemy w chorym systemie. Polscy absolwenci szkół wyższych (nie dających kwalifikacji do „zawodów technicznych”) są skazywani na bezrobocie. Jeśli znajdą pracę, to zarabiają mniej od piłkarzy, którzy nie potrafili skończyć technikum. Ludzie cierpią biedę za lata uczciwej roboty. Przestępcy bezkarnie używają sobie życia „jakby nigdy nic”. Ponadto „mniejszości” zachowują się jak chuligani, a władze udają że nic się nie dzieje. Policja woli pałować pijaczków w parku zamiast zająć się „ochroną obywateli”. Prokuratura ściga jak nie „prawdziwych”, to wyimaginowanych „nazistów” (za przekonania), a złodzieje i terroryści dalej szantażują uczciwych obywateli. Wbrew konstytucji  legalnie działają lewackie, komunistyczne grupy para-terrorystyczne. Byli stalinowcy, potomkowie zbrodniarzy pełnią funkcje publiczne szczycąc się swoim pochodzeniem. Polska to jedno wielkie Gotham City z komiksów DC o Batmanie…tylko, że niestety tutaj nie ma bohatera co by to ukrócił! Czy „polska” „prokuratura” ochroni mnie, jako Polaka, Katolika, heteroseksualistę (przedstawiciela trzonu społeczeństwa), czy kogokolwiek z moich znajomych o podobnych preferencjach (zgodnych z Polską Tradycją) wobec podobnych aktów nienawiści ze strony „mniejszości”? W Internecie spotkałem już strony gdzie namawiano do zabicia wielu osób których podzielam poglądy. Ostatnio nawet znalazłem taką, która namawiała do zabicia mnie samego w komorze gazowej! Czy tej pełnej nienawiści wypowiedzi winni zostali ukarani? Nie wiem. Nie słyszałem aby ktoś został skazany. Żyjemy w państwie mafijnym. W takim przecież systemie terroryzująca ogół mieszkańców „mniejszość” (klan, lobby, gang) żąda pełni uznania swojej władzy za pomocą aparatu terroru. Takim aparatem mogą być miejscowe komórki gangów napadające na ludzi, albo przytoczony w cytacie program komputerowy monitorujący czy aby nikt nie wyraża złego słowa wobec uprzywilejowanej wąskiej szajki. Polska jest w chwili obecnej dla każdego, ale nie dla Polaków, katolików, heteroseksualistów. Nie jest dla ogółu społeczeństwa, dla tych którzy napędzają jej gospodarkę i budowali od pokoleń. Jest natomiast dla tych, którzy wtargnęli do jej bram dzięki rewolucyjnemu przewrotowi. Potępia się mające naturalne uzasadnienie hasło „Polska dla Polaków”, a realizuje na naszych oczach wynaturzone „Polska nie dla Polaków”. Kolejny mój wniosek z tych działań jest taki, że aparat państwowy mający chronić Polaków przed niebezpieczeństwami działa przeciwko nim samym. W razie potrzeby nie udzieli im potrzebnego wsparcia. Kiedy terroryzowała mnie pseudo-mafijna grupa w czasach kiedy byłem uczniem gimnazjum (i nie umiałem dobrze walczyć w ręcz), nie dostałem stosowanej pomocy od lokalnych sił porządkowych. W podobnych wypadkach mogli jedynie narazić mnie jako „przynętę”. Tak wtedy powiedzieli mi rodzice. Dziś za to słyszę jak chętnie organy porządkowe pomagają rewolucyjnym wywrotowcom z „mniejszości” w burzeniu i „przewracaniu do góry nogami” ładu od lat budującego Polskę i kształtującego jej charakter na przestrzeni wieków.
         Zastrzeżenie drugie wiąże się z tym, jak będzie pojmowana owa „nienawiść”? Czy takim terminem zgodnie z prawdą opatrzona będzie sentencja takowa: „musimy ich pozabijać, bo to śmiecie”, czy „nienawiścią” okrzyknięta będzie wypowiedź: „nie zgadzam się z ich żądaniami”. Jeśli druga wypowiedź będzie traktowana jako „nienawiść”, to daje nam kolejny dowód na to, że żyjemy w społeczeństwie mafijnym! Znając specyfikę społeczeństwa mafijnego wszystko co sprzeczne w wolą rządzącej wąskiej grupki jest „nienawiścią”, a „miłością” jest dla nich wszystko to, co leży w ich interesie. „Nienawiść” to słowo-klucz, mające swoje znaczenie w tajnym języku rządzącej nami kliki. Jest to tłumacząc na nasze „niezgodność z ich wolą”. Nie jest to chęć zniszczenia ani zabijania. Jest to zwykłe ludzkie wyrażenie odmiennego przekonania. Słowo to ma dziś dwa znaczenia, podobnie jak „kolejka”. Stopień perfidii i manipulacji nie osiągnął takiego poziomu nawet w czasach stalinowskich! Wygląda na to, że w III Rzeszy i ZSRR było więcej możliwości wypowiedzi niż w „polskiej demokracji”!
         Trzecia, i najpoważniejsza moja obawa dotyczy potencjalnego wzniecenia fali przemocy i rozlewu krwi w Polsce, jaka może nastąpić po dopuszczeniu tego programu, jeśli będzie on realizowany wedle moich obaw opisanych powyżej. Odebranie możliwości merytorycznej krytyki pewnej grupie społecznej powoduje jej marginalizację i radykalizację. Z tego w prostej linii rodzi się terroryzm. Jeśli takie prawa zostaną zabrane dużej większości społeczeństwa, to prosta droga do totalnej wojny domowej! Jeśli autorzy programu będą postępowali jak przedstawiłem to w powyższych obawach, to znaczy, że spowodują w Polsce wybuch wojny domowej. Zradykalizowane społeczeństwo pozbawione praw do samodzielnego wyrażania swojego zdania zacznie dopuszczać się do stosowania przemocy. Krew na rękach będą mieli wtedy ci, co dopuścili do takiej sytuacji. Wszyscy, którzy będą wykorzystywali program inwigilacji sieci do zamykania ludziom ust, powinni być świadomi tego, że są potencjalnymi zbrodniarzami, którzy będą mieć niewinną krew na rękach. Czy tego więc oni chcą? Jak wtedy będą mogli spojrzeć swojemu odbiciu w lustrze? Okupanci stosując takie same metody zmuszali ludzi do partyzantki. Tak wojska USA dziś swoją zaborczą polityką podboju prowokują do terroryzmu. Jestem z natury swojej człowiekiem spokojnym. Znajomi moi wiedzą, że unikam rozwiązań opartych o przemoc, co nie znaczy jednak, że dam sobie wejść na głowę. Jestem zadeklarowanym przeciwnikiem terroryzmu. Nigdy w życiu nie dopuściłbym się do niego, choćby nie wiem jak bardzo ktoś zaszedłby mi za skórę. Wiem od znajomych jednak o paru takich ludziach, którzy są skłonni do aktów terroru, jeśli sprawy potoczą się tak jak w moich obawach! Apeluję! Nie używajcie tego programu w celu zamykania ludziom ust. Z tego bowiem może dojść do nieszczęścia, które zrujnuje życie i mi, i wam, i wszystkim w Polskim Gotham City. A ja nie chcę mieć zrujnowanego życia, podobnie jak 38 milinów innych mieszkańców Polski…
         Czwarty wątek dotyczy tego, że program monitorowania Internetu, uprzywilejowujący wąskie grupy skupione w „mniejszości”, może okazać się prawną furtką dla terroryzmu w Polsce. Skoro „większość” nie będzie mogła nawet powiedzieć co myśli o „mniejszości”, a ta druga będzie miała wobec ogółu wolną rękę, to prosta droga do tego, żeby w Polsce narodził się prawnie usankcjonowany terroryzm. Terror to nie tylko podkładanie bomb i wymachiwanie maczetami. Terror to też wściekły lobbing paraliżujący życie większości mieszkańców państwa. Ten drugi jednak może łatwo przerodzić się w ten pierwszy. Ze słów szybko można przejść do czynów. Skoro „mowa nienawiści” wąskiej grupy wobec ogółu będzie legalna, do w dalszej perspektywie „mniejszość” będzie coraz bardziej rozwydrzona. Wtedy prosta droga do prawnie usankcjonowanego terroryzmu. Wiem to z historii.
         Często stawiam sobie takie pytanie: czy żyjemy w państwie normalnym, czy mafijnym? Z tego co widzę, w tym drugim. Normalny kraj przede wszystkim chroni interesy tych, co stanowią jego kręgosłup. W domu rządzi gospodarz, który ma obowiązek swoich gości godnie przyjąć. Goście jednak muszą przestrzegać pewnych reguł gry. Inaczej stają się intruzami, a gospodarz ma prawo ich wyprosić. W Polsce wielu „gości” nie przestrzega reguł. Teraz z tego co widać swoją samowolkę chcą usankcjonować prawnie! Polska przez to stała się krajem mafijnym, gdzie rządząca klika panoszy się dowoli kosztem gospodarzy. Czy powstanie program, który ochroni gospodarzy przed atakami? Będzie chronić mnie, moich bliskich, przyjaciół, znajomych przed bandytami, złodziejami, pedofilami, satanistami, zboczeńcami, którzy też są w mniejszości? Przecież pedofile to „mniejszość seksualne” a sekty to „mniejszości religijne”! Czy będą oni mieli zezwolenie na gwałcenie naszych dzieci i odprawianie krwawych rytuałów na młodych ludziach w ramach „tolerancji” i „miłości”?
         Czy nadal żyjemy w stalinowskiej komunie, czy to już NWO? Takie oto spostrzeżenia mają niektórzy czytelnicy odnośnie tego tematu:



marian
   
Wprawiło mnie w zdumienie, stwierdzenie że niektóre info obywateli ... będzie kierowane do ... prokuratury. Wytłumaczeniem zdumienia niech będzie fakt, że prokuratura umarza skierowane do niej sprawy zagrożenia  życia, zdrowia, korupcji, przestępstw urzędników zaufania publicznego a .... zajmie się analizowaniem info internautów .... a poza tym nic na działkach się nie dzieje jak śpiewał....


peao



Totalna cenzura wróciła, a tak krytykuje się Chiny i Białoruś za cenzurę, jednocześnie wprowadza się u nas. Czy to nie obłuda. Co ciekawe stoi 5 osób w rzędzie jak obrazisz tylko 2 z nich będziesz ukarany, 3 pozostałe możesz bezkarnie opluwać. Zgadnijmy jaki naród będzie pod szczególną ochroną?, dla niepoznaki i zmylenia do niego dorzuci się jeszcze parę grup np. gejów. Nadmienię ze nie chodzi tu na pewno o naród polski, Gros, Palikot pokazał że można lżyć z polaków bezkarnie. Lepper za takie same słowa dostał wyrok skazujący i dużą grzywnę. Sprawiedliwość?.



sobiq


Ciekawe w jaki sposób będą oceniać tą „wrogość” i jak dokładnie będzie przebiegało to zawiadomienie administracji. Przykładowo mamy podpisaną umowę z dostawcą Internetu i ów dostawca, po otrzymaniu powiadomienia od danego programu, będzie miał możliwość tak po prostu odciąć nam dostęp do Internetu? Zastanawiające. To z pewnością będzie rodzić wiele niedomówień, niedopatrzeń, które ludzie (poszkodowani lub winni) będą starali się wykorzystać w swojej obronie przed sądami. Ciekawe też, jak będą rozliczani zagraniczni userzy.
Moim zdaniem jest to kolejny wymysł do inwigilacji społeczeństwa. Spis powszechny, program internetowy, a dziś rano słyszałem w radiu informację, że w szkolnictwie chcą wprowadzić system, który będzie gromadził dane wszystkich uczniów. Chodzi tu o – jak twierdzą pomysłodawcy – prowadzenie statystyk, które będą pomocne w ulepszaniu polskiego szkolnictwa. W danych miały by być m.in. oceny ze wszystkich lat, jakieś notki odnośnie ucznia itp. Myślę, że ten pomysł tez jest nietrafiony, bo notka jakiegoś zawistnego, niedowartościowanego nauczyciela może mieć wpływ na życie ucznia.


         To są ciekawe opinie internautów, które i ja w dużej mierze podzielam. Z tymi programami szkolnymi też się spotkałem. Widziałem jak dziewczyny w autobusie rozmawiały o jakiś plakietkach z chipami kontrolującymi miejsce ich przebywania. A to frant?! Program „maksymalna kontrola” (umysłu) rusza dziś pełną parą!
         Ponawiam więc moje pytania (jeśli obawy me są słuszne). Czy chcecie wojny domowej? Czy dumnie będziecie zmywać krew ze swoich rąk, gdy przez waszą chorą chęć kontroli dusz dojdzie w mej ojczyźnie do przemocy? Czy dumnie będziecie powiadamiać rodziny potencjalnie zabitych synów i córek o śmierci ich dziecka, które wyszło na demonstrację bądź poszło na kolejny dzień służby w policji? Wtedy wy będziecie mieli krew na rękach, jeśli pozbawiając ludzi możliwości wyrażania swoich opinii dopuścicie ich do aktów przemocy! Gdybym dziś miał wybierać, gdzie miałbym się urodzić, czy w III Rzeszy, czy w III/IV RP, bez wahania wybrałbym stare Niemcy! Tam było więcej swobody. Dziś jest gorzej niż za stalinizmu i hitleryzmu. Mam jednak nadzieję, że się mylę w swoich spostrzeżeniach. Wtedy proszę jednak wyraźnie to zaznaczyć, i podać sprostowanie celu działania programu. I proszę o równe traktowanie ludzi. Albo prawo dotyczy wszystkich, albo go nie ma! Prawo ma chronić interesy społeczności, a nie stawać się dla nich dodatkowym zagrożeniem. 

Z narodowym pozdrowieniem,
Piotr Marek

niedziela, 6 lutego 2011

„Nie” dla anglojęzycznej ekspansji kulturalnej!

         Ostatnio wiele kontrowersji wywołała najnowsza sejmowa ustawa dotycząca nadawania w ciągu doby przynajmniej 33% utworów z „polskiej sceny muzycznej”. Nie wnikam tutaj ani w intencje sejmu, ani rządu, ani opozycji, które wszystkie oceniam negatywnie. Jednak ta ustaw sejmowa, wspierana nawet przez ministra Bogdana Zdrojewskiego, może mieć swoje ogromne plusy nie tylko dla „polskiej kultury”.
         Pomijam fakt, iż dysponuję wiedzą o tym, że znaczna część (jednak nie wszyscy) wykonawców w Polsce jest żydowskiego pochodzenia (część z nich sama się do tego przyznaje, inni „dziwnym trafem” czują ogromne więzi z USA i Izraelem). Pomijam też to, że ustawa z pewnością będzie faworyzowała przede wszystkim tzw. „swoich”. Owszem tak z pewnością będzie. Nie wykluczone jest też jednak to, że bardzo utalentowani, rodowici i niezależni Polacy także na niej skorzystają. Jak ktoś ma ogromny talent, to pomimo niechęci wytwórni, publiczne naciski same wymuszą wypromowanie danego artysty. Tutaj też rola obozu narodowego i reakcyjnego taka, ażeby uczestniczyć w tworzeniu kultury, zakładać (choćby małe, niskobudżetowe) wytwórnie muzyczne/filmowe, aby kreować wszystko niezależnie od „republikańskich (anty)wartości”.
         Ustawa taka będzie dobrym krokiem dla stworzenia przeciwwagi wobec zalewania  nas anglojęzyczną szmirą, która od lat okupuje europejskie rozgłośnie radiowe. Problem „amerykanizacji”, „kalifornizacji”, i innych form „angloamerykańskiego kulturkampfu”, dotyka nie tylko Polski, ale i wszystkich krajów Europy. Również takie „potęgi” jak Niemcy czy Francja borykają się z problemem zalewu ich kultury amerykańską i kanadyjską produkcją masową. Co prawa muzyka „niemiecka” czy „francuska” ma większą „siłę przebicia” od „polskiej”, to jednak i tak w amerykańskich czy kanadyjskich rozgłośniach zajmuje łącznie około 15% czasu antenowego. W tamtych krajach króluje, a raczej dominuje, „rodzima” „twórczość”, natomiast uświadczenie czegoś z Polski graniczy niemalże z cudem! Czy słyszał ktoś w amerykańskiej/kanadyjskiej stacji muzykę śpiewaną po polsku? Wątpię…A u nas co? A tak samo! Mowy polskiej tyle co europejskiej twórczości w krajach za oceanem…Czas powiedzieć temu „Nie”! Bądźmy dymni z „naszej twórczości”, jaka by nie była. Z resztą wypociny czarnoskórych raperów i cukierkowych blondynek amerykańskich w niczym nie przewyższają niskiego poziomu każdej muzyki komercyjnej. Czy Polacy to jacyś podludzie w stosunku do Amerykanów/Kanadyjczyków? Nie! Tu nawet posunę się do dość śmiałego sformułowania, że każdy kraj europejski to 1000 lat cywilizacji zbudowanej na wielowiekowych, narodowych i chrześcijańskich fundamentach cywilizacyjnych, natomiast tamte kraje powstały na bazie buntu przeciwko koronie metropolii skomasowanym w wielkiej rewolucji. Kim są Amerykanie/Kanadyjczycy? Zbuntowanymi Anglikami, Francuzami, Holendrami, Hiszpanami itd.
         Sprzeciw wobec dyskryminacji produkcji polskojęzycznych jest bardzo ważny. Nasza mowa nie jest w niczym gorsza od francuskiej czy angielskiej. Wbrew propagandzie prędzej człowiek nauczy się polskiego niż francuskiego. Również ważne jest walczenie o traktowanie na równi „polskich produkcji filmowych” wobec wyrobów amerykańskich i kanadyjskich. Dyskryminowanie „zagranicznego” i zadufanie wobec „swojego” widać u amerykanów na przykładzie portali filmowych. Polska strona „Filmweb.pl” ma w swojej bazie wiele tytułów, jak anglosaska „IMDB”. Jednak na polskiej witrynie widzimy plakaty filmów/seriali, szczegółowy opis obsady, zdjęcia i biografie wielu ludzi kina, i opisy fabuły produkcji, niemalże ze wszystkich krajów. Są tu zarówno te dotyczące Amerykanów, Polaków, Kanadyjczyków, Niemców, Irańczyków, Serbów, Węgrów czy Japończyków i ich efektów pracy. Jak jest na „IMDB”? No, tu już mamy „amerykańsko-kanadyjski szowinizm kulturalny”. Zdjęcia? No, jeśli chodzi o Amerykanów i Kanadyjczyków to mają je nawet mało znani ludzie kina. Fabuła? Amerykańskie i kanadyjskie filmy i seriale są szczegółowo opisane. Pełne plakatów, zdjęć z planu, a nawet foto-relacji z premier. Serialne amerykańskie i kanadyjskie są opisane nie tylko z tytułu i ludzi go tworzących jako całości, ale każdy ich odcinek jest wyszczególniony oddzielną stroną ze szczegółowymi opisami fabuły, twórców i obsady każdego z nich! Jak jest w przypadku ludzi kina i produkcji z Polski? Zdjęć nie ma prawie wcale. Nawet „naszych” głównych przedstawicieli. Są ewentualnie tylko tych, co wystąpili w czymś amerykańsko-kanadyjskim. Polskie filmy nie są opisane z fabuły, nie ma ani ich kadrów ani plakatów, że o foto-relacjach z premier już nie wspomnę! Serialne są opisane jedynie z tytułu, natomiast jeśli chodzi o wyszczególnienie każdego odcinka to już tego nie ma. Jest w przypadku występu poszczególnej osoby, aby napis „tytuł nieznany”, bowiem zarozumialcy zza oceanu nie raczą podać więcej szczegółów o jakimkolwiek serialu spoza ich terytorium. Po co, przecież dla nich „nie-amerykańskie produkcje” są czymś „gorszym”! Mówię „nie-amerykańskie”, bo nie tylko „polskie” produkcje i ludzie kina są tak źle traktowani. Tak samo jest w przypadku Niemiec, Francji, Japonii, Iranu a nawet Wielkiej Brytanii!
         Jeśli przeciwstawimy się amerykańsko-kanadyjskiemu szowinizmowi kulturalnemu, wypowiadając im bezkrwawą „wojnę kulturalną”, wtedy mamy szansę wywalczyć równe prawa dla naszych produkcji, które w niczym nie odstępują tandecie napakowanej jedno efektami specjalnymi, z USA i Kanady! Dla mnie film z dobrą fabułą jest lepszy od tego napakowanego efektami. Dla mnie stare dobre klasyki Alfreda Hitchcocka są o niebo lepsze od napakowanej jeno efektami współczesnej szmiry pozbawionej treści. O muzyce się nie wypowiem tak dobrze jak o kinie. Słucham jej nieczęsto, jedynie w domu, preferuję głównie wojskowe marsze, hymny i muzykę klasyczną.
         Jak wspomniałem we wstępie, ważna jest też rola Narodowców i Reakcjonistów w udziale w kulturze polskiej. Sam jak uda mi się dorobić, rozważam założenie małej wytwórni filmowej, choćby o budżecie sięgającym kilku tysięcy złotych. „Jak nie podoba ci się coś co jest teraz, to zrób sam coś lepszego”. Tak mi mawiają ludzie. Sam nie wiem jak się robi takie rzeczy, i proszę o informacje na ten temat, kontakt podam poniżej. Oczywiście wszystko w swoim czasie, najpierw studia i wojsko. Mnie krew mnie zalewa, jak widzę militarystyczne herezje pokroju bojowego pojazdu niemieckiego z 1943 roku podczas „Kampanii Wrześniowej”, czy wielgachnej kulki ze strzelby bojowej wiedząc iż takowy „strzela kartaczem”! Jaki jest sens ogromnego pocisku z nieproporcjonalnie małej do niego łuski? Taki aby wystrzelił i nie doleciał…z małego naboju „Kurz” 7,92 mm przy dużym ładunku prochowym (w łusce) można uzyskać prosty pocisk AT robiący większe szkody niż „ogromna kulka z pocisku o nieproporcjonalnie małej łusce”. O „co drugim Tygrysie” w armii III Rzeszy nie wspomnę. Gdyby tak było Niemcy w cuglach wygraliby II Wojnę Światową.  

Z narodowym pozdrowieniem, 
Piotr Marek

piątek, 7 stycznia 2011

Wojna zimowa w Finlandii 1939-1940.

Geneza wojny fińsko-radzieckiej.
         Wiele miesięcy przed wybuchem II Wojny Światowej Związek Radziecki chciał zagarnąć dla siebie ważne gospodarczo i strategicznie terytoria. Szczególny niepokój u Józefa Stalina budziło położenie Leningradu tuż nad granicą z Finlandią. Wiosną 1938 roku starano wymusić na rządzie fińskim oddanie ZSRR półwyspu Hanko oraz kilku małych, aczkolwiek strategicznie ważnych wysp między Leningradem a brzegami Finlandii. Panująca do tej pory sytuacja nie pozwalała jednak ZSRR na zdecydowane działania. Jednak wybuch wojny, i znaczne zdobycze uzyskane przez J.Stalina po „Kampanii Wrześniowej" ponownie zaostrzyły apetyty ZSRR. Sowieci liczyli również na pomoc Adolfa Hitlera w polityce roszczeniowej wobec Finlandii. Traktaty zawarte z III Rzeszą pozostawiły ZSRR wolną rękę w krajach bałtyckich z Finlandią włącznie.
Sytuacja w przededniu wojny.
         5 października 1939 roku z Kremla do Helsinek wysłano ultimatum z żądaniem natychmiastowego przybycia do Moskwy fińskiego ministra spraw zagranicznych. Finlandia jednak nie dała się ugiąć sowieckiemu szantażowi. Wydelegowała jednak przedstawiciela do Mokwy, który nie miał prawa do podpisywania żadnego dokumentu. Była to dobra gra polityczna. Finowie znajdowali się wtedy w ciężkiej sytuacji politycznej. Nie mogli liczyć na poparcie żadnego państwa skandynawskiego. Szwecja odmówiła nawet statusu neutralności w tym konflikcie, co zamknęło drogę na ewentualny transport przez jej terytorium pomocy dla walczących Finów. Dlatego też Finowie skazani byli jedynie na własne siły w walce z czerwoną zarazą. Mimo to władze fińskie nie myślały ulegnąć żadnemu żądaniu ze strony Związku Radzieckiego. Z czasem jednak, w obliczu wyjątkowo niekorzystnej sytuacji politycznej, podejmowali się drobnych ustępstw, które nadal nie satysfakcjonowały ZSRR. Sowieci żądali, praktycznie rzecz biorąc aneksji Finlandii. Spełnienie tych warunków, pozbawiłoby Finlandię wszystkich urządzeń obronnych.  Dla Finów było to nie do przyjęcia. W obliczu takiej sytuacji rokowania fińsko-sowieckie zostały przerwane. Rozpoczęła się więc rozkręcona przez władze ZSRR polityczna i medialna nagonka anty-fińska. Propaganda sowiecka przedstawiała Finlandię jako państwo niebezpieczne, które dąży do agresji na Kraj Rad. Radziecka prasa często wspominała o „fińskim militaryzmie" rzekomo finansowanym przez Wielką Brytanię. Celem tego wyimaginowanego spisku była „eliminacja ojczyzny światowego proletariatu". Ponadto sowiecka prasa nie stroniła od licznych artykułów o rzekomych „strajkach fińskich robotników"  burzącym się przeciw wyzyskowi rodzimych „kapitalistów". O takich nastrojach donosił na kremlu fiński komunista Otto Kuusinen. Był on sekretarzem lokalnego Komiternu, który domagał się wprost zbrojnej interwencji ZSRR przeciwko swojej ojczyźnie. Efektem tej propagandy była organizacja licznych wieców w ZSRR, na których agitowano do ukarania rzekomych „fińskich podżegaczy wojennych". Tak oto oprawca, podżegacz i rzeczywisty stręczyciel wojenny zrobił z siebie ofiarę. W efekcie Moskwa 29 listopada 1939 roku zerwała stosunki dyplomatyczne z Finlandią. Wojna radziecko-fińska była już tylko kwestią czasu...
Początek wojny.
         Sowieci liczyli, że dzięki potężnej przewadze militarnej i liczebnej szybko zgniotą i pokonają Finlandię. Wiązali z tym ciche nadzieje na utworzenie z nowo zajętego kraju podległej sobie republiki. 30 listopada 1939 roku rozpoczęła się agresja ZSRR przeciwko Finlandii. Wojna rozpoczęła się od zajęcia kilku pomniejszych miejscowości, oraz silnego bombardowania Helsinek. Liczebność i stan wojsk był zdecydowanie korzystniejszy dla Związku Radzieckiego. Finowie posiadali tylko 150 tysięcy żołnierzy zgromadzonych w 9 dywizjach. Dysponowali jedynie 100 samolotami, nieliczną i lekką artylerią, oraz maleńką marynarką. Prawie nie posiadali czołgów. Jedynymi ich egzemplarzami były lekkie czołgi Renault FT-17, oraz lekkie czołgi typu Vickers. Sowieci natomiast wysłali przeciw Finlandii cztery Czerwone Armie: 7 Wsiewołoda Jakowlewa, 8 Iwana Chabarowa, 9 Michaiła Duchanowa i 14 Waleriana Frołowa. Każda ich dywizja posiadała więcej sprzętu niż cała Armia Fińska. Największą z nich była 7 Armia. Pomimo miażdżącej przewagi, Związek Radziecki nie był kompletnie przygotowany na ostrą zimę jaka panuje w Finlandii. Mimo faktu, iż Rosjanie często pokonywali swych wrogów na własnym terytorium dzięki mroźnej zimie, podczas „Wojny Fińskiej", o ironio, sami ponieśli liczne klęski, przez jeszcze surowszą zimę, jaka panowała na terenie ich fińskich przeciwników. W prawdzie Finlandia zmuszona została do kapitulacji, ale zadała poważne straty ZSRR mimo ich zdecydowanej przewagi. Finowie bowiem bez trudu przemierzali zamarznięte i zasypane terytoria swojego kraju. Znacznie im ułatwiało walkę z tak licznym rywalem. Sowieci dysponowali 26 dywizjami skupionymi w 4 armiach. Po zajęciu przez Czerwoną Armię kilku fińskich miejscowości, w jednej z nich powstał szybko nowy,  „fiński rząd", pod wodzą wspomnianego Otto Kuusinena, któremu Moskwa od razu udzieliła poparcia. Owy marionetkowy „rząd" szybko zrzekł się na rzecz ZSRR spornych terytoriów.
Przebieg wojny.
         Radziecka 7 Armia zaatakowała 5 dywizji fińskich na Przesmyku Karelskim. W kierunku jeziora Ładoga ruszyła z kolei 8 Armia. 9 Armia zaś ruszyła znad radzieckiej Karelii wzdłuż zatoki Botnickiej, zaś 14 Armia uderzyła z kierunku Murmańska na północ. Finowie bez złudzeń co do intencji radzieckich bezzwłocznie przystąpili do heroicznej obrony Ojczyzny. Głównym ośrodkiem fińskiej obrony była Linia Mannerheima znajdująca się na całym paśmie w głąb przesmyku Karelskiego. Komendanturę nad ta linią obejmował Głównodowodzący Wojsk Fińskich marszałek Carl Gustaf Emil von Mannerhieim. Była ona miejscem niezwykle heroicznego oporu przeciw sowieckiej agresji. Zatrzymano tam mimo małych sił kilka dużych radzieckich ofensyw. Broń przeciwpancerna, jaką posiadali Finowie była niezwykle lekka. Nie mogła zatem przebić grubych pancerzy potężnych sowieckich ciężkich czołgów typu KV-1 i KV-2. Stąd często Finowie podkopywali niewielkie wzniesienia, na których pokonujący je czołg wystawiał się do fińskiej artylerii od strony cienkiego pancerza podwozia, gdzie zostawał on przebijany. W ten sposób sowieci ponieśli na tej linii ogromne straty materialne, przy niewielkim fińskim nakładzie. Bohaterska i skuteczna obrona fińska wywołała ogromne wrażenie na świecie. Za brutalny akt agresji przeciw Finlandii, ZSRR został wykluczony z Ligii Narodów. Jednak mimo tego żadnej pomocy Finowie się niedoczekani. Co prawda Francja planowała wysłać drobną ekspedycję z pomocą dla Finlandii, w skład której mieli wchodzić także Polacy z Brygady Podhalańskiej, ale organizowano ją w zbyt powolnym tempie, przez co nie doszła do skutku. Ponadto celem ekspedycji nie była tyle pomoc Finom w walce z ZSRR, co stworzenie na Półwyspie Skandynawskim przyczółka, blokującego Niemcom dostęp do szwedzkich rud. Fińscy Dowódcy byli realistami. Nie oczekiwali więc (w przeciwieństwie do polskich decydentów) na wątpliwą pomoc ze strony zachodu, ale starali się obiektywnie oceniać własne szanse i możliwości. Wiedzieli również, że zimą 1940 roku kolejna wielka ofensywa sowiecka może doprowadzić do ostatecznego pokonania Fińskiej Armii. Szukali więc możliwej drogi do nawiązania ponownych rokowań z Moskwą. Mocno nadszarpnięty jednak prestiż Armii Sowieckiej nie pozwolił J.Stalinowi na wycofanie się z wojennej burzy. Dlatego też 1 lutego 1940 roku podjęto na Kremlu decyzję o kolejnej wielkiej ofensywie. Finowie zmuszeni przez to zostali do wycofania się na ostatnią linię obrony w Przesmyku Karelskim pomiędzy miastem Viipuri a jeziorem Ładoga. Armia fińska była już kompletnie zdziesiątkowana. Z braku mężczyzn do zadań wojskowych formowano także ochotnicze oddziały kobiece. Mimo beznadziei kolejna ofensywa Wojsk Radzieckich skończyła się kompromitacją. Jednak Finlandia nie była w stanie przetrzymać następnej fali ofensyw sowieckich. Z fińskiego punktu widzenia koniecznie stało się doprowadzenie do kompromisu z Moskwą. Rokowania były konieczne tym bardziej, że Szwecja ponownie odmówiła zgody na tranzyt z zagranicy wsparcia dla Finów.
Koniec wojny.
         Osłabiona wojną Finlandia zdecydowała się przyjąć jako podstawę do rokowań twarde i wygórowane żądania ZSRR. 8 marca 1940 roku udała się do Moskwy delegacja fińska na czele z premierem Risto Ryti. Podpisany „pokój moskiewski" oznaczał dla Finlandii utratę 10% jej terytorium, wraz z miastem Viipuri, które mimo wielu sowieckich ataków dalej pozostało niezdobyte. Traktat ten pozbawiał także Finlandię wielu systemów obronnych i umocnień. Niepokonana armia musiała opuścić swoje pozycje. 11 marca 1940 roku podpisano zawieszenie broni. Finlandia straciła 25 tysięcy żołnierzy z ponad 250 tysięcy zawiązanych bezpośrednią walką. Mieli 45 tysięcy rannych. Związek Radziecki natomiast z 1 miliona 200 tysięcy żołnierzy stracił 48 tysięcy oraz miał 158 tysięcy rannych. Sowieci w ogólnym toku wojny zmobilizowali 1500 czołgów i 3000 samolotów. Finowie wymusili wprowadzanie na pole walki nowych technologii (nowa wersja czołgu KV), co i tak nie bardzo pomogło sowietom. Straty Armii Czerwonej mogą być jednak znacznie zaniżone z braku obiektywnej relacji niepodległej sowieckiej propagandzie.
Wojna Zimowa w Finlandii 1939-1940
Wojna zimowa w Finlandii 1939-1940.
Kalendarium działań wojennych na froncie fińsko-radzieckim.
  • 30 listopada 1939. Agresja ZSRR przeciw Finlandii.
  • 5 grudnia 1939. Sowiecki zmasowany atak na Linię Mannerheima. Finowie przez zaskoczenie zdobywają sowieckie czołgi i odcinają drogę piechocie. Ofensywa zostaje zatrzymana.
  • 8 grudnia 1939. Finowie powstrzymują natarcie pod Kuhmo.
  • 9 grudnia 1939. Finowie powstrzymują natarcie pod Suomussalmi.
  • 15 grudnia 1939. Szturm sowiecki na północno-wschodnią część Linii Mannerheima zostaje zatrzymany.
  • 17-22 grudnia 1939. Rosjanie nacierają znad Summy. Penetrujące odcinek fiński czołgi zostają zniszczone. 122 dywizja zostaje odcięta od Armii Czerwonej w pobliżu Morza Białego.
  • 23 grudnia 1939. Natarcie fińskie w Przesmyku Karelskim zostaje zatrzymane przez sowietów.
  • 25-27 grudnia 1939. Ponowne nieudane sowieckie natarcie na Linię Mannerheima. Rozpoczyna to serię fińskich sukcesów nad 8 i 9 Armią.
  • 27-28 grudnia 1939. Finowie rozbijają 163 dywizję sowiecką. Nie dociera pomoc 44 dywizji sowieckiej. 2 stycznia 1940 zostaje odcięta od Armii Czerwonej, zaś 6 stycznia 1940 rozbita na małe grupki.
  • 7 stycznia 1940. Dowództwo nad siłami sowieckimi na Przesmyku Karelskim obejmuje generał Siemion Timoszenko. Finowie w tym czasie wzmacniają Linię Mannerheima. Rosjanie umacniają na to konto artylerię i jednostki pancerne. Zostaje wprowadzona przez sowietów nowsza wersja ciężkiego czołgu typu KV. W tym czasie Finowie nadszarpują 18 i 168 dywizję sowiecką.
  • 15 stycznia 1940. Bombardowanie pozycji fińskich w odcinku Summy.
  • 28 stycznia 1940. 9 dywizja fińska pokonuje 54 dywizję Armii Czerwonej pod Kuhmo. Rusza z odsieczą 23 dywizja rosyjska (w skład której wchodzą jednostki narciarzy), która zostaje zatrzymana, zaś w przełomie 10-13 lutego 1940 rozbita.
  • 1-8 luty 1940. Rosjanie nacierają znad rejonu Summy. Odcinek fiński w tej części zostaje ostrzelany i bombardowany. Rusza tam 7 i (nowo zmobilizowana) 13 Armia. Posyłają 4 dywizje czołgów przeciw Finom. 3 dywizja fińska przejmuje ciężar wojny. Finowie są wyczerpani i brakuje im amunicji.
  • 11 luty 1940. Przebicie rosyjskie na Linii Mannerheima w okolicach Sumy.
  • 12 luty 1940. Kontruderzenie 5 dywizji fińskiej wypiera wojska sowieckie znad Summy.
  • 14 luty 1940. Rząd brytyjski zgłasza niedobór ochotników do walki w Finlandii. Finowie otrzymują informację o braku pomocy z zachodu.
  • 15 luty 1940. Uderzenie sowieckie zmusza Finów do wycofania się z Linii Mannerheima na drugą linię obronną.
  • 18 luty 1940. Przełamanie linii obrony fińskiej.
  • 22 luty 1940. Sowieci z wolna zajmują wyspy w Zatoce Fińskiej. Finowie ewakuują Koivisto po wysadzeniu baterii.
  • 26 luty 1940. Wycofanie się Finów na ostatnie linie obrony.
  • 2 marca 1940. Rosjanie nacierają na pozycje obrony fińskiej. W rejonie Vuosalmi nacierają na Finów siły z sowieckiej 13 Armii. Wojska fińskie bronią się resztkami swoich sił.
  • 11 marca 1940. Zawieszenie broni.


Na podstawie Kronik II Wojny Światowej, książek i opracowań, całość przygotował: Piotr Marek

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Historia Wojskowości.

         Dotychczas spełniałem swój obowiązek wobec Ojczyzny, i przeważnie pisałem o przemilczanych kulisach polityki w czasach minionych i obecnych. Pisanie na tematy niewygodne jest niebezpieczne, i nie możliwe do wykonania bez wsparcia w postaci zaufanych ludzi i pieniędzy. Tego nauczyłem się przez 3 lata. Nie myślisz jak system demoliberalny, to jesteś traktowany gorzej od przestępcy kryminalnego! Dziś jednak więcej czasu poświęcę historii wojskowości. Czas wykorzystywany na nadmiarowe obowiązki „tylko dla spełnienia” na szczęście powoli mija, i mogę dzięki temu zająć się bardziej swoistą „realizacją siebie”, czyli mówiąc wprost tym do czego mnie „Pan Bóg stworzył”.
         Moje zainteresowania historią wiążą się z historią polityki oraz historią wojskowości. Tej drugiej będę teraz więcej poświęcać czasu. Co prawda dalej będę pisać felietony odnośnie historii kulisów polityki, ale obecnie nie będą to jedyne pozycje pisane mojego autorstwa. Prace z historii wojskowości będę opierać o swoje stare dzieła jeszcze z czasów gimnazjum. Powstały one na bazie publikacji z „Gazet Wojennych”, „Kronik II Wojny Światowej” (niestety wtedy jako gimnazjalista zapomniałem zanotować autorów), książki „Barwa i Broń”, oraz podręcznika „Polska i świat w XX wieku”, a przyszłe publikacje oprę także o „Leksykon Broni Pancernej”, który niedawno nabyłem, choć jak to bywa z „anglosaskimi” dziełami tego typu, niewiele wspominają o polskim sprzęcie, a nadmiernie zachwalają amerykańskie „cudy” techniki (w porównaniu z maszynami niemieckimi i rosyjskimi te w rzeczywistości wypadają blado). Wspomniane lektury będą tu tzw. „materiałami źródłowymi”.
         Nie wiem czy tu jest prawda, ale słyszałem, że „nasz” „pożal się Boże” rządzik ekipy PO z Donaldem Tuskiem i Bronisławem Komorowskim na czele paluje usunięcie z klasy III szkoły średniej nauki historii, co uważam za skandaliczne, bowiem ten rok poświęca swoją uwagę na I oraz II Wojnę światową, a na te tematy czeka wiele osób z niecierpliwieniem. Jeśli chcą redukcji z powodu „narostu materiału przez lata” to, niech rąbią „pierwszą klasę”, bo mało kogo obchodzą pierdoły ze starożytności…mnie na wieść o starożytności robi się niedobrze, i zawsze zniecierpliwieniem czekałem klasy III i historii dwóch wielkich wojen!
         Jedna mała uwaga. U mnie będzie omawiana oczywiście II Wojna Światowa, a nie „zbrodnie popełnione podczas II Wojny Światowej”. Te są znane, i w rzeczywistości porównywalne do okrucieństw Napoleona I Bonapartego i rewolucyjnego jakobiństwa. Skala ofiar wynika z większej liczby ludności i techniki. Gdyby władcy antyczni, przywódcy rewolucji amerykańskiej, jakobińskiej, Napoleon I oraz karbonariusze mieli podobną technikę i ilość przeciwników, to by swoim okrucieństwem przebili dziesięciu Hitlerów i Stalinów. Wszelakie praktyki przypisywane tym totalitarnym dyktatorom zapoczątkowali właśnie „siewcy wolności” z Francji i zza oceanu. Tamci byli już tylko „kontynuatorami krwawego szlaku”. Jeśli omawiamy II Wojnę Światową, to omawiajmy wojnę, kampanie i walki żołnierzy tak, jak to czynimy przy temacie „wojen napoleońskich”. Jeśli zaś mamy szczegółowo omawiać zbrodnie, to chętnie też bym także posłuchał o napoleońskim planie biologicznej eksterminacji Hiszpanów i Prusaków. Ale nie posłucham. Ideologia liberalna, demokratyczna, republikańska, zabrania przecież krytyki „bożków” i „autorytetów”, które ją wykreowały. Krytykuje za zbrodnie jedynie tych, co byli jej przeciwni. Jeśli jednak tych zbrodni nie popełnili, jak w przypadku Świętej Inkwizycji, generała Francisco Franco, generała Augusto Pinocheta, generała Leona Degrelle, Polskich Piastów, to takim ludziom czy instytucjom demoliberalizm sam wymyśli wyimaginowane zbrodnie. Będzie nas tym karmić jak faktami. Czy prawowity i sądowny wyrok śmierci dla wichrzycieli, rewolucjonistów, bandytów i bluźnierców, jakie ewentualnie wymierzała Święta Inkwizycja czy wspomniani Generałowie, jest „zbrodnią”? Nie! A jeśli tak, to proszę uznać za zbrodniarzy prawie wszystkich amerykańskich i republikańskich „francuskich” prezydentów i gubernatorów którzy na identyczne kary skazywali koniokradów, przeciwników systemu i ludzi oskarżonych o „szpiegostwo”!

Z narodowym i wojskowym także dziś pozdrowieniem,
Piotr Marek