Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

sobota, 21 września 2024

Lobby antyjądrowe silniejsze niż zdrowy rozsądek

 Lobby antyjądrowe silniejsze niż zdrowy rozsądek

 

Wczoraj Minister Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska podjęła decyzję o likwidacji Zespołu ds. rozwoju energetyki jądrowej. Jest to ewidentny dowód na to, że lobby w tym kraju mamy antyatomowe, a nie projądrowe. Mnie cały czas boli to, że merytorycznie walcząc, tak po prostu o wdrożenie w Polsce energetyki jądrowej, zbieranina fanatyków wyzywa nas od lobbystów, podczas gdy sami właśnie uprawiają blokujące rozwój tej technologii lobby. Polscy eksperci od atomistyki mają prawo rozwijać się w Polsce. Kiedyś krzyczeli, że „Po co nam lotnisko, skoro mamy w Niemczech?”. Tutaj mam wrażenie kierują się zasadą „Po co nam elektrownie jądrowe, skoro są we Francji?”. Polacy mają prawo rozwijać się w Polsce. Koniec i kropka.

I to ataki na nas są z dwóch stron: „z lewej” od tzw. „szurozielonych” będących turbozwolennikami OZE (głównie wiatraków), oraz tzw. „szuropatriotów”, którzy uprawiają PRL-owską wizję „węgiel i tylko węgiel”, „mamy polski węgiel”, „węgiel, bo nie jesteś Polakiem, węgiel”. Tak oto „zieloni” spod znaku lewactwa idą w jednym szeregu z „patonarodowcami”. I to tak powtarzam z przekąsem „węgiel”, bo węgiel jest potrzebny także w innych gałęziach przemysłu, i tępe wypalanie go w energetyce może poskutkować tym, że za 200 lat walnie ma niezależność gospodarcza. Węgiel ma nam służyć na kilkaset lat, ale nie tylko w energetyce, ale przy produkcji tworzyw sztucznych. Uran nadaje się jedynie do produkcji energii elektrycznej, i to jedyne pokojowe jego zastosowanie. z

Przypominam: Obywatelski Ruch Energetyki Jądrowej, którego mam zaszczyt reprezentować, jest ruchem na rzecz wdrożenia w Polsce energetyki jądrowej. Jesteśmy za wdrożeniem, a to oznacza, że za dodaniem go do kolejnych stosowanych w tym kraju technologii. Nie jesteśmy za samymi elektrowniami jądrowymi, ale za tym, aby rosnące potrzeby energii zaspokoić wdrożeniem technologii nuklearnych. Innymi słowy, mamy w Polsce elektrownie węglowe, wiatrowe, wodne, gazowe, geotermalne i inne. Świetnie! Jesteśmy za! Dodajmy elektrownie jądrowe, i miejmy je wszystkie. Nie, bo stado szympansów nasz i tak raczkujący w Polsce ruch okrzyknie mianem lobbystów.

Ekoszurom i węgloszurom mówimy „nie”, przy jednoczesnym „tak” dla polskiego „węgla” i „wiatru” wzbogaconego o przysłowiowy „atom”. A sam „atom” biorę w cudzysłów, prawidłowo powinno się to określać „energetyka jądrowa”, bo procesy zachodzą tam na poziomie jąder atomowych, a nie całych atomów. Na dobrą sprawę każda elektrownia cieplna jest elektrownią atomową, bo procesy na poziomie atomowym zachodzą przy spalaniu węgla kamiennego lub brunatnego, zaś w przypadku elektrowni jądrowej rozszczepienie mamy na poziomie jąder atomowych. Jedna i druga de facto jest atomowa, ale ta tzw. „atomowa” tak naprawdę jest „jądrowa”. To trochę zawiłe, ale da się ogarnąć.

Pozdrawiam,

Piotr Marek – Wiceprzewodniczący Obywatelskiego Ruchu Energetyki Jądrowej (OREJ)

piątek, 20 września 2024

Zmarli „nagle”…???

 

Zmarli nagle”…???

 

Martwi mnie fala informacji, że jacyś ludzie „umierają nagle”. I nie snuję tu teorii o tym, czy ktoś wziął preparat kilka lat temu, czy też nie. Chodzi o to, że coraz częściej jest napisane, że jakaś dziewczyna mająca 21 lat, albo chłopak w wieku 26 lat, umiera „nagle” i nikt z tym nic nie robi. Nikt oficjalnie nie bada sprawy. Nie komentuje tego policja. Po prostu ktoś „umiera nagle”, a my mamy przyjąć to do wiadomości „bo tak”. Kiedyś każda śmierć młodej osoby była podejrzana. Teraz młodzi umierają „nagle”, jakby nigdy nic. I policja, i media i w końcu sama prokuratura, a nawet jacyś domorośli detektywi, nic z tym nie robią. Jak tak dalej pójdzie, to możemy obudzić się w nieciekawej rzeczywistości, w której ktoś dla swoich korzyści zacznie mordować stojących mu na drodze ludzi, i podawać do wiadomości, że „zmarli nagle”, a służby, prokuratury czy domorośli detektywi nic z tym nie będą robić. To dość niepokojące…


Pozdrawiam,

Piotr Marek

sobota, 31 sierpnia 2024

Różnica między „amerykańskim” „rasizmem” a „europejskim” „nacjonalizmem”

 

Różnica między amerykańskim rasizmem a europejskim nacjonalizmem

 

Oburzające jest wyzywanie od „rasistów” ludzi broniących w Europie idei państwa spójnego etnicznie. Termin ten w odniesieniu do Europejczyków, broniących spójności etnicznej swoich krajów, jest równie nietrafny co nazywanie „nacjonalistami” anglosaskich, białych protestantów w USA. Kraje północnoamerykańskie powstały na innych zasadach niż europejskie czy azjatyckie. Typowy „rasizm” jest w zasadzie masowym zjawiskiem amerykańskim, z kolei „nacjonalizm” bardziej europejskim czy azjatyckim.

Podkreślę tutaj, że swoje stanowisko przedstawiam jako reakcjonista, wolnościowy konserwatysta, monarchista. Nie uprawiam tutaj zgubnych dla Środkowej Europy ideologii panslawizmu czy pangermanizmu. Ideologie te zantagonizowały względem siebie Rosjan, Polaków, Austriaków czy Niemców. Ludzie zjednoczeni w walce z rewolucjami zostali rozbici przed pseudonaukowe teorie rasowe. Skupię się na tym, co jest zgodne z tradycją.

Kraje w Europie i Azji powstały jako wspólnoty ludzi pochodzących z tego samego kontynentu. Zazwyczaj skupiały wewnątrz sobie jedną narodowość dominującą i pomniejsze wspólnoty jako mniejszości. Jednak w Europie było naturalnym zjawiskiem, że dane państwo zamieszkiwali sami Europejczycy, zaś w Azji sami Azjaci. Pewne drobne przetasowania zaczęły się w okresie wielkich wypraw geograficznych z końca XV wieku. Jednak i te obyły się bez wielkich rewolucji. Zachowała się po nich pewna proporcja zdecydowanej dominacji Europejczyków w krajach europejskich i Azjatów w krajach azjatyckich. Dosłownie było to najwyżej kilka osób na tysiące w dużych ośrodkach miejskich, a w pewnych prowincjach dosłownie nikogo spoza macierzystego kontynentu. Proporcję tę „zaczęły kwestionować” dopiero ideały rewolucji z Francji, która były inspirowane przewrotem zza oceanu. Krok dalej poszli socjaliści, aż do dzisiejszej postaci. Jednak naturalnym europejskim modelem społecznym jest ten spójny etnicznie. Osobny temat to oczywiście społeczności żydowskie, które często bywały za swoją działalność skazywane na banicję, ale te zawsze w Europie zaliczano do mniejszości.

Jeżeli więc jakiś Europejczyk czy Azjata burzy się, że jego kraj jest zalewany masowo ludźmi spoza swojego kontynentu, to nie jest w żadnym wypadku jakimś „rasistą”. Kieruje się wtedy naturalnym mechanizmem obronnym wobec naturalnego modelu swojego społeczeństwa. W sumie tacy Zulusi, w czasach wojen z Brytyjczykami, kierowali się też takim samym podejściem. Ich tradycja była tam prawie podobna. Byli wśród Zulusów i tacy, którzy pragnęli potężnego państwa tylko dla Afrykańczyków. Oni także swoje stanowisko opierali o wartości wynikające z dziedzictwa ich przodków. To także nie był w ich przypadku żaden „rasizm”, ale obrona tego, na czym ich społeczność została zbudowana.  

Między XIX a XX wiekiem na terenach europejskich kształtowała się idea nacjonalizmu. To w konsekwencji doprowadziło do uformowania się państw narodowych. Nie tyle już wspólnoty Europejczyków na terenie danego kraju, co już konkretnych narodów mających swoją ojczyznę. Odwrotność tego była w Ameryce i Australii. Tam państwa nigdy nie były ani jednoetniczne we wczesnej fazie rozwoju, ani tym bardziej narodowe w fazie późniejszej. Z pierwotnego założenia takie miały one nie być. Z tego względu nie ma czegoś takiego jak nacjonalizm amerykański czy kanadyjski, bo naturalna struktura społeczna nigdy tam nie była ani jednoetniczna, ani tym bardziej narodowa.

Już na samym początku USA oraz Kanada były krajami wymieszanych społeczności rdzennych Amerykanów (tzw. Indian) z anglojęzycznymi lub niderlandzkimi protestantami (tzw. „pielgrzymami”). Wraz z osadnikami napływały też społeczności żydowskie czy mieszkańcy Afryki. W podobny sposób kreowała się Australia z tą różnicą, że rdzenną ludnością byli tam Aborygeni. Idea państwa amerykańskiego to koncepcja wspólnoty dowolnej ilości narodów, wszystkich ras i jakichkolwiek mniejszości tworzących jedno społeczeństwo. To coś zupełnie innego niż państwa Europejskie, które cechował model najpierw jednoetniczny, a finalnie narodowy. Tak więc terminy odnoszące się do Europy bądź Azji nie pasują do Ameryki czy Australii i na odwrót.

Ogólnie termin „rasisty” zaczyna pojawiać się wraz z rewolucjami XVIII wieku. Spopularyzował się głównie w amerykańskiej debacie publicznej. Określa się tam tak przeciwników obecności innych grup etnicznych na terenie ich państwa. Jednak społeczeństwa amerykańskie z natury swojej powstały jako wielokulturowe. Odrzucanie kogoś za bycie czarnym w kraju, do którego przybyli oni na takich samych prawach jak reszta, jest zaprzeczeniem idei na jakiej zbudowano tamtejszą wspólnotę. Tak samo mieszanie rasowe państw Europy czy Azji jest, z punktu widzenia ich tradycji, nikczemnym niszczeniem dziedzictwa ich przodków. W przypadku takiego Europejczyka termin „rasista” pasuje jedynie do kogoś bezpodstawnie uprzedzonego do ludzi z innych grup etnicznych. Tacy „teoretycy rasizmu” występowali już w Europie w czasach rewolucji we Francji. Jednak termin ten w Europie pasuje naturalnie jedynie wobec nieuzasadnionej niechęci do przedstawicieli innych ras. Nie można go stosować w tym przypadku do przeciwników mieszania rasowego społeczeństwa. Naturalne struktury społeczne Europy i Azji powstały na zupełnie innych wartościach od amerykańskich. Można wyodrębnić więc tutaj dwie kultury. Kultury krajów jednoetnicznych, czyli Europy, Azji i Afryki, oraz kultury krajów wieloetnicznych, czyli Antypodów i obu Ameryk. Pod tym względem Polska, Niemcy, Dania, Chiny, Japonia i Etiopia to jedna wspólnota kulturowa krajów tradycyjnie jednoetnicznych. Z kolei USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Brazylia czy Boliwia to odmienna od tamtych wspólnota kulturowa krajów tradycyjnie wieloetnicznych.

Podsumowując, wszyscy ludzie bezpodstawnie niechętni przedstawicielom innych grup etnicznych są definitywnie „rasistami”. Także „rasistami” są mieszkańcy Ameryki lub Antypodów, którzy są uprzedzeni do wywodzących się z innej rasy obywateli własnego kraju. Kraje te były od początku założone jako wielokulturowe. Różnorodność rasowa jest wpisana w ich dziedzictwo przodków. Z kolei państwa w Europie, Azji czy Afryce naturalnie powstały jako jednolite etnicznie. Sprzeciw wobec rewolucyjnego ich mieszania kulturowego jest przejawem obrony własnej tradycji, a nie żadnego „rasizmu”.

W związku z tym mam mały apel na zakończenie. Niech amerykańscy tzw. „celebryci” nie wypowiadają się na temat Europy bez poznania jej historii. Niech nie stygmatyzują naszych patriotów stosując ichnie kryteria. Historię Europy powinni porównać z amerykańską. Polska, Francja czy Dania to kraje istniejące ponad 1000 lat, powstałe jako „jednorasowe” na wiele wieków przed przybyciem pierwszych kolonialnych osadników do Ameryki. Przezywanie od „rasistów” mieszkańców Europy za obronę swojej unikatowej odrębności jest z kolei swoistym „szowinizmem” narzucającym innym kulturę amerykańską. Coś na wzór metod działania jakiś fanatycy z napoleońskiej Francji czy narodowo-socjalistycznych Niemiec. Nie idźcie tą drogą!

Pozdrawiam!

Piotr Marek

czwartek, 4 kwietnia 2024

Piotr Marek – Kandydat do Rady Miasta Lublina KWW Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy

 

Piotr Marek Kandydat do Rady Miasta Lublina

KWW Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy

 

Kandyduję do Rady Miasta Lublina! Jestem ostatni na liście KWW Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy w okręgu wyborczym nr VI (obejmuje dzielnice: Abramowice, Dziesiąta, Głusk, Kośminek, Wrotków, Zemborzyce).

7 kwietnia proszę Was o głos!

Jaki mam program dla okręgu i miasta Lublina?

- Wprowadzenie sekundników przy sygnalizacjach świetlnych;

- Poprawa jakości dróg w Lublinie;

- Sygnalizacja na skrzyżowaniu Wrotkowskiej i Diamentowej;

- Więcej węzłów komunikacyjnych łączących dzielnice z centrum;

- Przyspieszenie planów na rewitalizację Zalewu Zemborzyckiego;

- Większa ilość miejsc parkingowych;

- „NIE” dla stref zakazu wjazdu dla prywatnych samochodów;

- Dodatkowe wybiegi dla zwierząt w mieście;

- Pragnę też strefy ekonomicznej na południa Lublina, nie sypialni!

Co zrobiłem dla swojego okręgu i miasta?

- Wspierałem Toasty za Unię Lubelską oraz Marsze Unii Lubelskiej;

- Działałem Zarządzie Rady Dzielnicy Wrotków kadencji 2019-2023;

- Głosowałem za wszystkim, w czym szedłem do Rady Dzielnicy;

- Wywalczono remont ulic Samsonowicza i Starej Nałkowskich;

- Brałem udział w akcji sadzenia drzew w okolicy ulicy Zalewskiego;

- Uczestniczył w społecznych akcjach sprzątania własnej dzielnicy;

- Aktywnie wspierałem powstanie ławek przy Parafii Jana Pawła II;

- Zaangażowany byłem w walkę o biletomat przy Medalionów 02;

- Brałem udział w panelach o rewitalizacji Zalewu Zemborzyckiego;

- Głosowałem za traktem między Samsonowicza i Diamentową;

- Byłem też za remontem Samsonowicza oraz Starej Nałkowskich;

Jakie pełniłem i pełnię funkcje?

- Jestem Liderem Klubu Konfederacji Lublin;

- Jestem jedynym aktywnym od początku działaczem Konfederacji na liście w moim okręgu!

- Działam przy lubelskich strukturach Nowej Nadziei;

- Działałem w Zarządzie Rady Dzielnicy Wrotków (kadencji 2019-2023);

- Jestem Wiceprzewodniczącym Obywatelskiego Ruchu Energetyki Jądrowej (OREJ);

- Jestem w Generalności Konfederacji Spiskiej;

- Jestem liderem i inicjatorem lubelskich struktur OREJ i Konfederacji Spiskiej;

- Działam także przy stowarzyszeniu Wolna Lubelszczyzna;

- Od 2009 roku w Klubie Zachowawczo-Monarchistycznym;

- Publicysta periodyku „Monarchista – Pismo Przełomowe” (2009-2011);

Moje poglądy polityczne? Merytoryczne, konserwatywne, katolickie, monarchistyczne, wolnościowe i wielowektorowe w geopolityce! Kiedyś byłem działaczem narodowym, który wyewoluował do konserwatywnego monarchisty wolnościowego. Najlepszą opcją w Konfederacji, dla rozwoju tych przekonań w Lublinie, jest partia Nowa Nadzieja. W geopolityce jestem przeciwny uwiązaniu Polski pod dyktando jakiejś strony. Popieram alternatywne rozwiązanie geopolityczne, wolne od monopolu postjakobińskiej strony USA-UE oraz neosowieciarskiej opcji Rosja-Chiny.

Pozdrawiam!

Piotr Marek

sobota, 23 marca 2024

Piotr Marek Oświadczenie Działacza Kandydata KWW Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy


Człowiek w przeciągu swojego życia uczy się i zmienia. Wpływ na jego decyzje często ma środowisko, w którym działa. Tak jest też ze mną. Obecnie moje poglądy można opisać jako monarchistyczne i wolnościowe. Dawniej reprezentowałem organizacje określane jako narodowe, ale jest to już historia. Swoją przygodę z działalnością zacząłem w 2008 roku, kiedy podjąłem decyzję o wstąpieniu do KZM kierowanym przez prof. Adama Wielomskiego, którego poglądy miały ogromny wpływ na moją osobę w tym czasie.

Kiedyś żyłem w błędnym przekonaniu, że polityka Rosji i Białorusi reprezentuje geopolityczny kurs konserwatywny. Okazało się, że tak nie jest. Polityka tych krajów kieruje się ideologią, którą określam jako „neosowietyzm”. Stanowczo odcinam się od tej ideologii. Dodam, że nawet nigdy nie miałem z nią nic wspólnego. Potępiam zbiornie popełniane przez wszystkie strony konfliktu na świecie. Zawsze potępiałem wojny prowadzone przez USA i Izrael, a dziś potępiam wojnę prowadzoną przez Rosję na Ukrainie.

Nie popieram polityki Rosji i Białorusi. Wszelkie próby przypisywania mi poglądów popierających politykę tych krajów uznaję w chwili obecnej za naruszenie moich dóbr osobistych, wobec których będę podejmował kroki w obronie mojego dobrego imienia. To, że kilkanaście lat temu przedstawiałem stanowisko organizacji, która coś popierała nie oznacza, że utożsamiam się z tym teraz. Człowiek może się czasem mylić.

Wojnę prowadzoną przez Rosję przeciwko Czeczenii od zawsze potępiałem. Jednak uznaję za obelgę wobec mnie przypisywanie mi poglądów prorosyjskich obecnie. Dowodem tego są moje aktualne wypowiedzi czy wspierane przez moje organizacje mnie inicjatywy jak Trójkąt Karpacki czy porozumienie z konserwatystami z Austrii. Odcinam się od ludzi aktywnie popierających obecnie politykę neosowiecką Rosji i Białorusi, fałszywych sympatyków Konfederacji Korony Polskiej, a także nie miałem, nie mam i nie będę miał nigdy nic wspólnego z partią Zmiana i wszelkimi ruchami propagującymi kurs neosowiecki.


Pozdrawiam,

Piotr Marek

piątek, 22 września 2023

Piotr Marek: Program kandydata do Sejmu X Kadencji

 Program wyborczy do Sejmu X Kadencji

Program Konfederacji jest zawarty w „Konstytucji Wolności”, oraz wcześniej wydanych przez tę formację broszurkach. Program Konfederacji jest moim programem. Jednak niektórzy dopytują mnie o mój program, moje postulaty, to co mnie wyróżnia spośród innych kandydatów. Często pytają o to ludzie, którzy dobrze moje poglądy znają, bowiem czytali wszystko, co pisałem lata temu, ale niestety nie zachowało się w sieci. Jednak w żadnym miejscu nie składałem pustych obietnic. W tej kampanii idę już jako doświadczony działacz, który zbudował struktury dwóch organizacji, organizował konferencje, oraz działając w dzielnicowej radzie przyczynił się do ukończenia spraw nie realizowanych przez ekipy poprzednich kadencji. Moja „piątka” nie jest zbiorem haseł czy obietnic, ale prezentacją tego co zrobiłem w polu lokalnym, a chcę realizować na polu ogólnokrajowym. Zaczynamy więc prezentować moją piątkę:

1. Jestem inżynierem z wykształcenia i doświadczenia, oraz wiceprzewodniczącym Obywatelskiego Ruchu na rzecz Energetyki Jądrowej (OREJ). Zbudowałem struktury lubelskie tej organizacji i już drugą kadencję jestem w jej zarządzie krajowym. Współorganizowałem dwie konferencje naukowe na temat energii jądrowej. Brałem udział jako ekspert w pracach najmniej dwóch zespołów parlamentarnych. W OREJ nie siedzą same ideowe małolaty, ale organizację tworzą doświadczeni inżynierowie z branży, którzy przepracowali w zawodzie kilkadziesiąt lat. Takie właśnie grono zaakceptowało moją osobę na to stanowisko. I to grono osób chcę reprezentować. Inżynierów, którzy w tym kraju nie mieli swojego głosu w polityce. Polityce od 1989 roku zmonopolizowanej przez wykładowców i nauczycieli przedmiotów humanistycznych, którzy nie mają kompetencji pokierować technicznymi resortami. Inżynierów, którzy są zawodem drugiej kategorii w Polsce, podczas gdy w Niemczech stanowią elitę lepiej opłacaną niż tzw. „gwiazdy telewizji”. Inżynierów, którzy kończą studia nie mniej trudne niż lekarze, ale dziwnym trafem nie są tak szanowani jak ich koledzy po uczelniach medycznych. Inżynierów, którzy za byle błąd idą do więzienia z wyroku prawnika, który nie ma zielonego pojęcia o tym, z czego sądzi kogoś lepiej wykwalifikowanego od siebie. Inżynieria to mój pierwszy punkt i główny punkt.

2. Działałem w Zarządzie Rady Dzielnicy Wrotków kadencji 2019-2023. Mam więc doświadczenie w działalności polegającej na realizacji obowiązków wynikających z mandatu. Tylko, że praca na rzecz lokalnych dróg, ławek czy drzewek to dla mnie za mało. Chcę rozwinąć swoją działalność na szerszą skalę. Podczas mojej kadencji dokończono będącą w kiepskim stanie przez lata ulicę Samsonowicza. Zbudowano w końcu trakt pieszy łączący wspomnianą ulicę z Diamentową. Mówi się, że „prawdziwy mężczyzna musi zasadzić drzewo”, a ja za darmo dla mojej dzielnicy zasadziłem z ludźmi kilka. Nie unikałem społecznej pracy polegającej na sprzątaniu własnej okolicy. Tylko, że chcę tak działać na szerszą skalę. Nie tylko dla Wrotkowa, ale najmniej dla mojego województwa.

3. Jestem w Generalności Konfederacji Spiskiej. Poważna organizacja propagująca w Polsce restaurację idei monarchistycznej powierzyła mi funkcję przedstawiciela jej zarządu krajowego. To kolejne wyróżnienie dla mnie. Tym bardziej, że z tym stowarzyszeniem współpracują podobni ludzie z Niemiec, Czech, Austrii czy Rumunii. Marszałek Konfederacji Spiskiej jest zapraszany na dwory. Promuje polską kulturę, tradycję i historię opartą o kroniki pisane przez świadków, a nie o filmy czy książki fabularne. Konfederacja Spiska współorganizuje Marsze Unii Lubelskiej i Toasty za Unię Lubelską. Jest więc krzewicielem polskiej tradycji. A ja jestem jej przedstawicielem władz krajowych. I to uważam za konieczne, aby to też realizować przy użyciu mandatu posła.

4. Zawsze reprezentowałem tylko i wyłącznie środowiska antysystemowe. Jestem w zgodzie z koalicjantami. Przewinąłem się przez działalność zarówno w partii zwanej do niedawna KORWiN, a dziś znanej pod nazwą Nowa Nadzieja, jak i w Konfederacji Korony Polskiej. Koledzy z Ruchu Narodowego są partnerami w organizowaniu konferencji o energetyce jądrowej. Umiem dogadywać się z koalicjantami, spokojnie wymieniać z nimi zdanie, gdy się różnię, i uczciwie współpracować, gdy się zgadzamy. Konfederacja to coś, czego oczekiwałem, i mam. Nie pozwolę rozbić tego wspaniałego projektu.

5. Napisałem w haśle: wiara, wolność, rodzina, własność, 1 dom i 2 samochody. To mojego motto na te wybory. Wiara, wolność, rodzina, własność, to wartości które łączą Nową Nadzieję, Konfederację Korony Polskiej i Ruch Narodowy. 1 dom i 2 samochody to gra słów między hasłem Konfederacji a moim miejscem na liście. I nie jest to populizm, ale zawarte w nim przesłanie, że każdy chętny do działania Polak może mieć wszystko, na co sobie zapracuje. I system nie będzie mu dyktował, czy ma prawo do domu z piecem węglowym, czy samochodu z silnikiem Diesla. Będzie mieć wszystko, na co sobie uczciwie zapracuje. To jest wszystko, co mnie wyróżnia. 

15 października 2023 roku proszę Was o głos!


Piotr Marek, nr 12 na liście Konfederacji w okręgu nr 6 (Lublin)

poniedziałek, 31 lipca 2023

Wywiad z Reporter 24. Temat: Monarchizm

Wywiad z dnia 10 lipca 2023 roku

Witam Was wszystkich. Przed Państwem Piotr Marek, lider Klubu Konfederacji Lublin oraz lokalnych środowisk monarchistycznych. Viva Cristo Rey!

1) Jakie organizacje Pan reprezentuje i czym się zajmują?

Reprezentuję kilka organizacji. Poza moim Klubem Konfederacji oraz partią KKP jestem członkiem Generalności Konfederacji Spiskiej, działaczem KZM, Rycerzem Rycerskiego Zakonu św. Kazimierza Królewicza. Jest też stowarzyszenie OREJ, ale zajmuje ono się sprawami technicznymi. Z monarchistycznych to przede wszystkim KS. Jestem koordynatorem na Lublin i przedstawicielem władz organizacji wpisanej w KRS. 

2) Jak długo prowadzi Pan działalność?

W zasadzie już w gimnazjum byłem delegatem młodzieży podczas prac Rady Osiedla Nałkowskich w Lublinie. Teraz Rad Osiedli nie ma, są Rady Dzielnic. Jako monarchista działam oficjalnie od  lutego 2009 roku, ale nieoficjalnie już wcześniej. Byłem także publicystą m.in. periodyku „Monarchista – Pismo Przełomowe”. W Konfederacji Spiskiej działam od czerwca 2015 roku. W maju 2019 roku zostałem koordynatorem struktur lubelskich, a od kwietnia 2022 roku wybrano mnie Generalności KS. W zakonie rycerskim jestem od listopada 2022 roku, czyli od niedawna. W między czasie byłem Członkiem Zarządu Rady Dzielnicy Wrotków kadencji 2019-2023. Udało się w tym czasie zrobić kilka traktów, których potrzebowali mieszkańcy od 30 lat. 

3) Dlaczego Monarchia? Jaką ma przewagę nad demokracją?

Monarchia jest naturalna dla Europy, czyli też dla Polski. Wszystkie stare kraje Europy powstały jako monarchie. To element ich dziedzictwa przodków. Coś nierozerwalnie związane z naszą tradycją, jak język czy kultura. Ma też charakter duchowy, bo w monarchii „Władza pochodzi od Boga”. Narzucanie przez amerykanów nam demokracji niczym się dla mnie nie różni od narzucania nam języka angielskiego. Demokracja to czymś nam obcym, sprzecznym z piastowskimi wartościami chrześcijańskimi, stojącymi u podstaw naszej polskiej tożsamości. Monarchia poza tym jest tańsza. Król, dwór i gwardia są tańsze niż izby parlamentarne, partie polityczne, rozbudowany aparat służb właściwych republice. Nawet jak mamy nieuczciwego króla, to i tak ciągnie tylko dla siebie i swojej rodziny, a nie jak w demokracji, gdzie notorycznie kradną tysiące dla siebie, swoich rodzin i znajomych. Ponadto monarchia jest szybka w podejmowaniu działania. Jak mamy problem to jest on przedstawiony od razu. Decyzja zapada natychmiast. Nie ma tak jak w republice, gdzie szereg instytucji „nic nie może” i jedna spycha sprawy na drugą, a mym mamy nic nie załatwione. W monarchii tego nie ma, i decyzja zapada od razu, a jak jest odmowna, to z uzasadnieniem.

4) Co jest najbardziej irytujące w prowadzeniu działalności monarchistycznej?

Irytuje mnie lekceważące podejście do nas ze strony dziennikarzy i ogółu polityków republikańskich. Zawsze monarchiści są zaczepiani złośliwymi pytaniami o to „kto ma być królem?” albo „czy chcesz być królem”. Idąc tym tropem, to ktoś, kto popiera republikę, od razu chce być posłem lub prezydentem? Raczej nie. Tak samo jest z monarchistami. Nam chodzi o zmianę systemu, a nie o obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi. Monarcha wyłoni się sam, jak było w przypadku pierwszych Piastów. Władza pochodzi od Boga…

5) Jakie perspektywy dla idei monarchistycznej widzi Pan w obecnej Polsce i Europie?

Mamy widoczny kryzys demokracji, bo ona się nie sprawdza nigdzie na świecie, poza chyba Ameryką. Widzimy wyraźny zwrot w kierunku ruchów antysystemowych od 2018 roku. W tym widzę szansę na powrót monarchii, która może okazać się idealnym rozwiązaniem na pokonanie patologii obecnego systemu. Lata temu, Marszałek Konfederacji Spiskiej, Pan Jan Lech Skowera kiedyś wspominał o przeprowadzonych sondach ulicznych z których wynikało, że coraz więcej ludzi pozytywnie rozpatruje koncepcję powrotu króla w Polsce.

6) Dlaczego Pana zdaniem demokracja jest gorszym ustrojem niż monarchia dla Polski i Europy?

Jak wspomniałem, demokracja w Europie się nie sprawdziła. Już w Antycznej Grecji, gdzie wymyślono starożytną formę tego ustroju, praktykowano ją tylko kilkadziesiąt lat, po czym znowu wrócono do systemu despotycznego. Tam jednak też była inna demokracja niż ta amerykańska, bowiem obywatelem był Tm tylko ten, kto odbył służbę wojskową. Nie dostawał każdy praw za nic, jak teraz. Sama demokracja wcale nie leczy z patologii systemowych, lecz pogłębia je mnożąc razy kilkaset. Kłopot jednego króla i jego otoczenia zastępuje się problemami kilkuset parlamentarzystów i setek tysięcy przedstawicieli sfery budżetowej republiki. Demokracja nie okazała się władzą ludu, lecz tyranią większości. Nie mamy jednego władcy absolutnego nad sobą, lecz kilkuset tyranów wspartych pomocą szeregów instytucji oraz służb. Wbrew pozorom nie daje ona wolności, tylko ją odbiera. W dawnych monarchiach, nawet zaborczych, człowiek za byle co dostawał kilka tygodni więzienia, zaś wyrok pół roku uchodził za skandalicznie wysoki. W republice za to samo człowiek lekką ręką idzie na kilka lat. Były jedynie surowe wyroki za najcięższe występki, jak gwałt czy morderstwo, a dziś można dostać za większe zakłócanie porządku publicznego nie raz podobny wyrok jak za tamte. Restauracja monarchii z tym może skończyć z tymi absurdami. Zakończę wszystko słowami hymnu „Dobrego Króla racz nam wrócić Panie!”.



Wywiad przeprowadził: Jarosław „Jaro” Kupraszewicz

Pozdrawiam,

Piotr Marek

niedziela, 11 czerwca 2023

Na czym polega praca samorządowca?

 Na czym polega praca samorządowca?


Wstęp. Nazywam się Piotr Marek. W latach 2019-2023 miałem okazję zdobyć swoje doświadczenie samorządowe. 10 marca 2019 roku uzyskałem mandat radnego Rady Dzielnicy Wrotków. Po roku kadencji wybrany zostałem na Członka Zarządu Rady Dzielnicy Wrotków. Z tego powodu chcę podzielić się z Wami moimi doświadczeniami na ten temat.

Czym jest Rada Dzielnicy? Można natknąć się na wiele definicji Rady Dzielnicy w materiałach źródłowych. Ja określam ją w taki sposób: Rada Dzielnicy jest to jednostka wspomagająca instytucje, służby mundurowe i organy samorządowe w podejmowaniu decyzji na powierzonym jej obszarze. Skład Rady Dzielnicy wyłaniany jest w wyborach ogłoszonych przez organ ją nadzorujący. Jej celem jest realizowanie zadań, na terenie powierzonej mu dzielnicy, w oparciu o odpowiednie uchwały i przepisy. Rada Dzielnicy ma także za zadanie wspierać mieszkańców pomocą w ich lokalnych inicjatywach oraz problemach.

Prawne określenie jest następujące: Rada Dzielnicy stanowi organ jednostki pomocniczej gminy. Działa na mocy uchwały Rady Gminy, w oparciu o artykuł 5 ustawy, z dnia 8 marca 1990 roku, o samorządzie gminy (Dziennik Ustaw z 2023 roku, pozycja 40). Zasady jej tworzenia, podziału, a także jej znoszenia, określa zaś Statut Gminy.

Liczba mandatów Rady Dzielnicy jest zależna od ilości mieszkańców znajdujących się na podległym jej terenie. W dzielnicach poniżej 20 tysięcy mieszkańców liczba mandatów wynosi 15, zaś powyżej tej ilości 21.

Władzę wykonawczą, siłą decyzyjną, tego organu jest Zarząd Rady Dzielnicy. Składa się  najmniej z 3 osób: przewodniczącego, zastępcy i sekretarza. To jest niezbędne minimum. W zależności od statutu rady, mogą być powołane dodatkowe osoby jako dodatkowi członkowie  jej zarządu. Zarząd w takim wypadku liczy 3 lub 5 osób. Wiele ich statutów wymaga wyłonienia albo 2 dodatkowych Członków Zarządu, albo wcale. Zarząd podejmuje decyzje o tym, jaki będzie przebieg posiedzenia Rady Dzielnicy, jakie punkty zostaną poddane pod głosowanie, czy to, które problemy jesteśmy w stanie legalnie rozwiązać. Same posiedzenia Rady Dzielnicy prowadzi z kolei Przewodniczący Rady. Ma 2 zastępców. Liczba tych osób zaś jest stała i wynosi 3. Tak stanowią przepisy, których nie da się zmienić na poczekaniu.

Jakie jest wsparcie ze strony Rady Dzielnicy dla Rady Miasta? Określenie opracowane przeze mnie jest ogólne, ale oddające sens funkcjonowania tego organu samorządowego. Określenie prawne zawiera jednak podstawy prawne jej funkcjonowania, jednak nie oddaje w pełni sensu tego, czym się zajmuje. Z tego powodu polecam używania obydwu tych definicji. Napisałem, że Rada Dzielnicy jest to jednostka wspomagająca instytucje, służby mundurowe i organy samorządowe w podejmowaniu decyzji na powierzonym mu obszarze. Jednym z takich organów jest oczywiście Rada Miasta.

Radni miejscy nie są w stanie skrupulatnie ogarnąć wszystkich problemów mieszkańców w swojej miejscowości. Mieszkańców jest często bardzo duża ilość na niemałym obszarze. Dlatego konieczne jest istnieje pomniejszej jednostki samorządowej, która obejmuje znacznie mniejszy teren, na którym mieszka znacznie mniej ludzi, przez co jest w stanie lepiej zdiagnozować wszystkie problemy na takim obszarze.

W liczącym prawie 400 tysięcy mieszkańców Lublinie mamy 31 radnych, których wyłaniamy z 6 okręgów. Jeden z nich liczy 6 mandatów, pozostałe zaś po 5. W moim okręgu wyborczym do Rady Miasta, nr 6, obejmującym dzielnice: Wrotków, Dziesiąta, Abramowice, Zemborzyce, Głusk i Kośminek jest 5 radnych miejskich. Nie jest możliwe, aby każdy z nich zdołał dogłębnie przeanalizować wszystkie problemy, jakie mamy na ich terenie. Dlatego każdy Radny Miejski powinien obserwować prace Rad Dzielnic. Dobrze jest, jak wybierze on tę, która reprezentuje dzielnicę, z której pochodzi. Dzięki temu rozpoznają precyzyjnie znacznie więcej problemów, które potem można próbować wyeliminować.

Jak działa Rada Dzielnicy? W ostatnim zdaniu warto podkreślić słowa próbować wyeliminować. Dlaczego próbować, a nie wyeliminować? Bo Rada Dzielnicy nie jest instytucją mającą władze absolutną. W Radzie nie zasiada 15 lub 21 lordów z władzą dyktatorską, lecz 15 lub 21 ludzi mających głos za, przeciw, wstrzymujący się lub posiadających prawo do odmówienia udziału w głosowaniu. Dlatego każdy mieszkaniec, chcąc uzyskać wsparcie od Rady Dzielnicy, nie powinien przysłowiowo „suszyć głowy” jednej osobie, bowiem ta nie jest dyktatorem lokalnym, ale przekonać do siebie najmniej kilku jej przedstawicieli, aby mogli zagłosować „za rozwiązaniem” jego problemu. Działania Rady Dzielnicy, dotyczące nieruchomości, mogą obejmować jedynie te znajdujące się w posiadaniu miasta. Nie może więc wpływać na to, co należy do wojska, instytucji państwowych, terenów prywatnych czy wreszcie terenów spółdzielni mieszkaniowych. Wiele osób, w tym przypadku, popełnia błąd, oczekując od Radnego Dzielnicowego rozwiązania problemu leżącego w kompetencji lokalnej spółdzielni mieszkaniowej, bowiem wykracza to poza jego kompetencje. Działamy w oparciu o przepisy, a nie „własne widzimisię”.

Rada Dzielnicy nadzoruje oraz wspomaga pracę Dzielnicowego. Do jej zadań należy choćby współpraca z funkcjonariuszem, którego praca jest co roku oceniana przez Radę Dzielnicy. Zostaje wystawiana tzw. „Opinia o pracy Dzielnicowego”, w której przedstawione jest wspólne stanowisko członków rady na temat jakości działań tego funkcjonariusza.

Jak wspomniałem na początku rady liczą, w zależności od ilości mieszkańców dzielnicy, 15 lub 21 członków. Dla prawomocności każdego głosowania na posiedzeniu wymagane jest kworum. Osiąga się ono, gdy jest obecnych najmniej połowa członków rady, a za przegłosowany postulat uznaje się taki, który dostanie najmniej połowę głosów „za” od osób obecnych i uprawnionych do głosowania. W przypadku Rady Dzielnicy Wrotków kworum uzyskiwaliśmy przy 8 osobach obecnych, zaś przy minimalnej frekwencji na posiedzeniu wystarczyło 5 głosów „za”, aby projekt został przegłosowany, lub 5 głosów „przeciw”, aby został odrzucony.

Jakie inne działania podejmują przedstawiciele Rady Dzielnicy? Praca w samorządzie to nie tylko posiedzenia i głosowania. To także angażowanie się w sprawy lokalne oraz szukanie projektów, które moglibyśmy jakoś wesprzeć. Rada Dzielnicy ma co roku przydzielane fundusze z budżetu miejskiego w ramach tzw. „Rezerwy Celowej”. Jest to suma większa niż 100 tysięcy PLN, ale nie większa niż 200 tysięcy PLN. Można ją wydać na budowę i remont ławek lub śmietników znajdujących się w pasie zieleni należącej do miasta. Inwestować można w remonty i budowy dróg, ulic i chodników. Wspierać można także przedsięwzięcia kulturalne i społeczne. Rada Dzielnicy, w świetle przepisów, nie może bezpośrednio ingerować w obiekty kultu religijnego czy partie polityczne. Może jednak wesprzeć festyny i wydarzenia kulturalne znajdujące się pod ich patronatem. Przedstawiciele rady angażują się także w akcje społeczne, jak sprzątanie swojej dzielnicy czy sadzenie na jej terenie drzew. Takie działania przyczyniają się do lepszej integracji samorządowców z mieszkańcami.

Zakończenie. Jestem zadowolony z tego co zrobiłem. Za rządów rady mojej kadencji, przy moim wkładzie własnym dokonaliśmy remontu ulicy Samsonowicza, która była zniszczona już jakieś 30 lat. Poprzednie kadencje nie zrobiły w tej sprawie prawie nic. Dzięki determinacji naszej powstał duży trakt łączący ulice Samsonowicza z Diamentową. Radny Miejski z naszej dzielnicy z głębokim żalem pożegnał się z naszym składem dziękując nam za wykonaną przez nas pracę. Mam nadzieję, że zainspiruję tym was. 


Treść wykładu to plan wystąpienia z 01 czerwca 2023 roku w Lublinie.

Pozdrawiam przedstawicieli PAK Astrea Lublinensis!

Piotr Marek



środa, 24 sierpnia 2022

Ćwiartki ćwierćinteligentów na osiach głupoty.


Ćwiartki ćwierćinteligentów na osiach głupoty


Polityka to nie miejsce na dziecinne głupoty! Nie wolno nam wyrzec się tradycji przodków za garść dolarów. Postanowiłem raz na zawsze rozprawić się z tymi wszystkimi dziecinnymi „osiami” i „ćwiartkami”, propagowanymi przez amatorów pozujących na „ekspertów” w dziedzinie polityki. Od kilku lat uważałem to za konieczne. Jednak 6 sierpnia 2022 roku miarka się przebrała! Te kropki na wykresie mogą zniweczyć wszystko, na co od wieków pracowali nasi przodkowie. W 2025 roku środowiska tradycjonalistyczne i monarchistyczne szykują się do świętowania Millenium Królestwa Polskiego. Teraz cały dorobek dzieła Mieszka I niweczy się jakimiś „ćwiartkami” i „osiami”, które rozpropagowali polityczni spadkobiercy buntowników zza oceanu.

Mamy na świecie „dobro” i „zło”, i taką ocenę stanu rzeczy nazywamy spojrzeniem moralnym na rzeczywistość. Na takim zdrowym podejściu zbudowano Cywilizację Europejską. Wynika ono choćby z sumiennego kierowania się zasadami chrześcijańskimi. Także klasyczna filozofia starożytnych cywilizacji w ten sposób postrzegała świat. Spojrzenie moralne jest więc postępowaniem zgodnym z wartościami, które zbudowały ostatecznie monarchie oraz narody Starego Kontynentu. Postępując w zgodzie z nim, pielęgnujemy naszą kulturę i cywilizację. Tak po prostu czyni każdy Europejczyk żyjący zgodnie z własnym dziedzictwem.

Spojrzenie moralne jest wartością fundamentalną dla Chrześcijańskiej Cywilizacji Europejskiej. Tak samo jak ustrój monarchistyczny czy organizacja własnego społeczeństwa w strukturze spójności etnicznej (z pewnym otwarciem na inne narody Europy i gościnnością względem pozostałych). Odrębność narodowa i językowa jest czymś naturalnym. Wyraża to choćby przedstawiona w „Piśmie Świętym” historia Wieży Babel. Z kolei dzieje opisane w „Księdze Królewskiej”, przyjście do nas Jezusa Chrystusa jako Króla, czy forma ustroju Państwa Watykańskiego pokazują wspaniałość monarchii. Z tym ustrojem wiąże się koncept „Władzy pochodzącej od Boga”. Europejczyk, czy to Polak, czy nie, kwestionujący to, wyrzeka się własnych korzeni. Fakt ten należy przyjąć, bo nie da się już z nim polemizować.

Zarówno „Pismo Święte”, jak i Europejskie Dziedzictwo Przodków, są źródłami dla spojrzenia moralnego, określającego istnienie „dobra” i „zła” w tym świecie. Z tych źródeł także wywodzi się idea władzy monarchicznej oraz naturalność istnienia różnych narodów oraz języków. Tutaj jednak oczywiście trzymam się wątku europejskiego. Być może gdzieś na terenie Starożytnych Chin znano jednocześnie pojęcie monarchii i narodu. Tego kwestionować nie zamierzam. Skupiam się tutaj wyłącznie na tym, co ukształtowało Polaków i Europejczyków. Kwestionowanie moralnego spojrzenia na rzeczywistość wyklucza daną osobę ze społeczności ludzi żyjących w zgodzie z chrześcijaństwem i realnymi wartościami europejskimi. Takie podejście, w dużej większości, niestety reprezentują ci, którzy swoją tożsamość głównie oparli o „ćwiartki” i „osie”.   

Współcześni Europejczycy zostali, w XX wieku, poddawani trendom amerykanizacji. Część z nich padło też ofiarą sowietyzacji. Polacy, Ukraińcy czy Niemcy padli nawet ofiarą obydwu. Większość ofiar sowietyzacji, po upadku ZSRR, natychmiast została poddana amerykanizacji, która dotknęła zarówno państwa związane z NATO czy UE, jak i też niezwiązane z którymkolwiek z tych tworów. Stało się to poprzez ich otwarcie się na „zachodnią demokrację”. Amerykanizacja wyhodowała osobniki, które „żyją tylko chwilą”, niczym jakieś zwierzęta. Poddają się, jak przysłowiowe „lemingi”, bieżącym trendom we wszystkim, co tylko się da. Wyrzekają się przy tym tradycji, która ukształtowała dziedzictwo ich przodków. Stali się więc, niestety, „drzewami oderwanymi od swoich korzeni”.

Przykładem wyżej wspomnianych osobników są młodociani liberałowie. Ich wysyp, z mojej obserwacji, nastąpił po 2015 roku. Trzon tego ruchu stanowią chłopcy. O ile spora ilość dziewcząt żyje zauroczonych socjalizmem, zamerykanizowanym szczyptą hollywoodzkiego feminizmu, o tyle wspomniani chłopcy, w swoim mniemaniu, „stanęli po słusznej stronie”, zostając zwolennikami nowego liberalizmu. Nie jest to jednak konserwatywny-liberalizm, popularny pośród „prawicy mojego pokolenia”, czyli ludzi urodzonych w latach 1980-1990. Tamten ograniczał się jedynie do akcentów liberalnych w sferze gospodarczej oraz prawnej. W innych dziedzinach życia pozostawał konserwatywny. Neoliberalizm, zalewający nas pod 2015 roku, całkowicie odrzuca „europejski konserwatyzm”. Tradycję opisaną powyżej uznaje za „przeżytek”. Jest więc negacją wszystkich fundamentów, na których zbudowana została Europa. Zdaniem takiego neoliberała, moralne spojrzenie na świat, w którym mamy po prostu „dobro i zło” jest „spojrzeniem jednoosiowym”. Proponują oni rewolucyjne „wieloosiowe spojrzenie”, w którym „świat się zmienia”, a wartości najwyraźniej ulegają relatywizacji. Taką właśnie postawę, należy potępić, jako moralnie szkodliwą i całkowicie nam obcą.

Każdy uczciwy człowiek wie, że „prawda jest prawdą”, „dobro jest dobrem”, a „zło jest złem” i tyle. Tu nie ma miejsca na polemikę. Wszystko, co jest „grzechem” – de facto nim jest. Każdy niegodziwy występek, który jest „złem”, nazywać musimy po imieniu. Na tym zbudowano Cywilizację Europy. Dla liberała z Polski, urodzonego po 2000 roku, jest to jednak „problem jednoosiowy”. Swój światopogląd nie opierają ani na „Piśmie Świętym”, ani na Europejskim Dziedzictwie, tylko na internetowych testach przyporządkowujących ludzi do „ćwiartek” znajdujących się na przecięciu „osi”. System klasyfikacji „osi i ćwiartek” opiera się o test, po którego wypełnieniu zostaje nam „przypisana” jakaś doktryna polityczna. W tym teście oś pozioma odpowiada za „prawicę” i „lewicę”, zaś pionowa za „autorytaryzm” i „libertarianizm”. Ten podział dzieli płaszczyznę na „cztery ćwiartki”, w której „prawa górna” (prawicowo-autorytarna) ma kolor niebieski, „lewa górna” (lewicowo-autorytarna) ma kolor czerwony, „prawa dolna” (prawicowo-libertariańska) ma kolor żółty, zaś ostatnia, „lewa dolna” (lewicowo-libertariańska), ma kolor zielony. Dlaczego krytykuję ten sposób klasyfikacji? Bo to „dziecinada” nie oparta się o nasze wartości!

Termin „prawicy” i „lewicy” powstał w XVIII wieku w Europie. Związany był z wydarzeniami poprzedzającymi rewolucję we Francji. Po stronie „prawej” ulokowani byli zwolennicy króla i chrześcijańskich zasad. Po stronie „lewej” republikańscy buntownicy i rewolucjoniści. USA powstały na wartościach tej właśnie „lewicy”, bo dla „prawdziwej prawicy” nigdy nie było tam miejsca. Ta została bowiem „wygnana z Ameryki” wraz z ostatnimi żołnierzami Jego Królewskiej Mości. Pewnymi elementami realnej „prawicy” byli w Ameryce „lojaliści”. Byli to ludzie lojalni wobec osoby panującego króla. Amerykańscy „lojaliści” byli niestety prześladowani jako „zdrajcy”, bo w jakobińskim mniemaniu, nie opowiedzieli się po stronie samozwańczego „nowego narodu”. Nie był to jednak prawdziwy naród, bowiem ten jest wspólną ludzi o takiej samej historii i pochodzeniu. Chrzest jest czymś, co także łączy narody w Europie. Za oceanem tak nie było. Amerykanie to tak naprawdę, wykreowana z potrzeby chwili, zbieranina różnych narodowości połączonych jedynie ideą „rewolucji amerykańskiej”, która postanowiła założyć swoje państwo. W świetle tych faktów, realna „prawica”, w czasach powstawania USA, była tam prześladowana. Kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach, podobne wewnętrzne prześladowania cierpieć będą polscy realiści, przeciwni „szaleństwom powstańczym” XIX wieku. Sama idea USA ma więc korzenie lewicowe.

Klasyfikacja we wspomnianych testach kompletnie nie uwzględnia (chrześcijańskiej) europejskiej tradycji, lecz (rewolucyjną) amerykańską. Jej „prawa” i „lewa” strona nie są powiązane z sympatiami do monarchii lub demokracji, lecz do gospodarczego liberalizmu lub socjalizmu. Amerykanie mają jednak wypaczone pojęcie „prawicy”, która ograniczają jeno do surowszych zasad obyczajowych (choć nie w kwestii rozwodów) i większej ilości wybranych swobód obywatelskich. Amerykańska „lewica” jest bardziej frywolna obyczajowo (choć w sprawie rozwodów nie bardziej niż „prawica”), i także walczy większą ilość (istotnych dla niej) swobód obywatelskich. Z kolei, również wbrew naszej tradycji, pionowa „oś” klasyfikuje testowanych jako „autokratów” i „libertarian”, przy czym to też nie wiąże się z sympatiami do różnych ustrojów politycznych. Dotyczy tylko większego lub mniejszego ograniczania swobód różnych obywatelskich, bez ich moralnej oceny. Takie klasyfikowanie jest więc obce Chrześcijańskiej Cywilizacji Europejskiej. Metoda „osi i ćwiartek” kreuje (niestety) „nowego człowieka” postępującego według spuścizny „rewolucji amerykańskiej”. Jest to więc zakamuflowana próba wykorzenienia Polaków z Polskości, a Europejczyków z Europejskości. Wszystko to w ramach dostosowania ich do standardów kraju budowanego przez wojujących judeoprotestantów, wrogów monarchii, państwa narodowego i wojujących wolnomularzy (wszyscy główni „Ojcowie USA” to byli ideowi masoni). W ten sposób bezczelnie „przerabiają nas na jankesów” przy nieświadomej aprobacie większości. Dlatego temu należy się przeciwstawić stosując tylko klasyfikacje uwzględniające nasze tradycje.

Zwolennicy teorii Feliksa Konecznego powinni dostrzec fakt, że USA nie mają nic wspólnego z „cywilizacją łacińską”. Ta opiera się o wiarę katolicką, antyczną filozofię grecką i o prawo rzymskie. USA natomiast zbudowano na judeoprotestantyzmie, filozofii rewolucjonistów dobry oświecenia oraz prawie anglosaskim. Nie jest to więc „cywilizacja łacińska”, ale zupełnie inna, którą określić można mianem „atlantyckiej”. Początki USA wiązały się z prześladowaniem wiary katolickiej. Katolików określano tam pogardliwym mianem „papistów”. Liderzy nowopowstającego kraju pochodzili z anglosaskich lub anglofilskich środowisk protestanckich. Z tego względu obecnie określani są jako WASP, czyli White Anglo-Saxon Protestants. Lidzie ci często pogardzali katolickimi Meksykanami. Amerykanie wymyślali liczne, pseudonaukowe, „teorie rasowe”, uważające Meksykan za „gorszych od nich podludzi”. Teorie te były fałszywe z tego względu, że wielu Meksykan miało także pochodzenie europejskie. Nie było ono jednak anglosaskie, ale iberyjskie, czyli klasyfikujące ich wprost do „rasy białej”. Statystycznie ciemniejsza karnacja Latynosów, względem Anglosasów, wynikała natomiast z opalenia skóry w mocniej nasłonecznionym klimacie, a nie z jakiejś wyimaginowanej „odrębności rasowej”. Analizując to, USA to kraj budowany na rasistowskich teoriach eugenicznych, antykatolickim protestantyzmie, wrogości do monarchii (w tym papiestwa) i pogardzie dla krajów typowo łacińskich. Nie ma to więc nic wspólnego z „cywilizacją łacińską”. Środowiska z Polski, sympatyzujące z neoromantyzmem, które popierają USA, wycierając sobie przy tym usta „cywilizacją łacińską”, są albo niedouczone, albo perfidnie manipulują faktami dla własnych korzyści. Same teorie „osi i ćwiartek” swoje założenia czerpią z tychże wzorców obcych dla cywilizacji określanej jako „łacińską”. Polacy, aby pozostać sobą, muszą je więc odrzucić.

            Światopogląd zwolenników „osi i ćwiartek” często cechuje agresywny progresywizm rewolucyjny. Jest on także obcy Chrześcijańskiej Tradycji Europejskiej. Swoje tezy budują w oparciu o założenie, że „świat się zmienia”, a więc wszystko, co tradycyjne, należy odrzucać jako „zacofane”. Tak samo jak zwolennicy rewolucji amerykańskiej, antyfrancuskiej czy bolszewickiej. Spojrzenie na świat w kategoriach moralnych, w których istnieje podział na „dobro” i „zło” jest dla nich także „zacofaniem”. Młodociani, zamerykanizowani liberałowie, przyjęli ten światopogląd. Nie kierują się „wartościami trwałymi”, ale jedynie tym, co obecnie „jest na czasie”. Nie są więc ludźmi gotowymi bronić, jak nasi przodkowie, jakichkolwiek wartości. Dla nich wszystkie „dotychczas uznawane” wartości muszą z czasem „ustępować” jakimś „nowym”, w ramach „stale zmieniającego się świata”. W ten sposób ofiara, jaką ponieśli obrońcy Polskości wiele lat temu, za sprawą tej ideologii, została poniesiona na marne. Przez „ideologię neoliberalną”, oraz te całe „osie i ćwiartki” może się okazać, że ofiara naszych przodków, poniesiona w walce o obronę Polskości będzie daremna, gdyż ojczyzna wszystkich polskich pokoleń zostanie zamerykanizowana, po wcześniejszym pozbyciu się dla niej „europejskiej konkurencji” (w postaci choćby „germanizacji”). Wszystkie te głupoty trzeba więc odrzucić, aby zachować resztki naszego dziedzictwa.

Ślepe kierowanie się zasadą, że „świat się zmienia”, jest w dalszej perspektywie niebezpieczne. Każde „dobro” jest „dobrem na zawsze”, a każde „zło”, jest „złem na wieki”. Wszystko, co „dobre” lub „złe”, jest takie, bez względu na czas i miejsce. Kwestionowanie tego otwiera ludzi na niebezpieczny relatywizm moralny. Ten z czasem może doprowadzić do powszechnej akceptacji niewyobrażalnie złych rzeczy, które mogą ostatecznie doprowadzić nas do zagłady. Kierując się jedynie zasadą, że „świat się zmienia”, możemy cofnąć się bo prymitywnych czasów barbarzyńskich, w których mordowanie, gwałcenie czy hołdowanie własnym dewiacjom, staje się powszechnie akceptowalne. Agresywny progresywizm jest więc zaprzeczeniem fundamentom na jakich zbudowano Europę. Relatywizacja wszystkiego możne doprowadzić do powszechnej akceptacji „zła”, ostatecznie niszczącego każdego człowieka. To, że „zło pozostaje złem” jest faktem, którego nie podważa w żadnej mierze argument, iż „czasy się zmieniają”. Niektóre wartości muszą pozostać nienaruszone, aby nie skazać nas wszystkich na samozagładę. Relatywizm, z racji postępu czasu, należy odrzucić.

Sama koncepcja „osi i ćwiartek” jest też dziecinadą. Sprowadza ona ważny problem, oceny światopoglądu danej osoby, do punktu odpowiednio oddalonego od przecięcia się dwóch osi na wykresie. Przypomina mi to sytuację z grą planszową Juden Raus!, wydaną w III Rzeszy. Parafrazując niemieckich polityków tamtych lat, że tamta gra „trywializowała problem poprzez sprowadzenie go do rzutu kostką” możemy stwierdzić, że dziś „osie i ćwiartki” wprost „trywializują ludzki światopogląd do kropki umiejscowionej w jednym z czterech kwadratów”. W ten sposób merytoryczna debata, polegająca na faktycznym sporze światopoglądowym, zostaje zastąpiona deklaracjami o czyjejś pozycji na „jednej z czterech ćwiartek”. W ten sposób poważna sprawa zostaje sprowadzona do zwykłej „dziecinady”. Obecna sytuacja jest zbyt poważna, by trywializować naprawdę istotne sprawy.

Podsumowując, mamy na świecie „dobro” i „zło”, których moralna ocena jest niezmienna bez względu na czas i miejsce. Relatywizacja tego faktu może doprowadzić nas do powszechniej akceptacji rzeczy „obiektywnie złych”, co prędzej czy później prowadzi całe społeczności ku ich samozagładzie. Europa to kontynent zbudowany na znacznie wyższych wartościach niż Stany Zjednoczone Ameryki. Tradycje krajów europejskich powiązane są ze spojrzeniem moralnym wynikającym z chrześcijaństwa, ustrojem monarchicznym opartym o koncepcję, że „władza pochodzi od Boga” oraz strukturą społeczną opartą o spójność narodową w danym kraju. Stany Zjednoczone Ameryki zostały zbudowane na założeniach kwestionujących te wszystkie wartości, dokładając do tego pseudonaukowe teorie rasistowskie przeciwko oponentom tamtejszych decydentów. Sprowadzanie oceny światopoglądowej ludzi do testu na „osie i ćwiartki”, opartego kryteria o obce naszemu dziedzictwu, trywializuje merytoryczną debatę do „dziecinnego” przypisania każdemu punktu w jednym z czterech kwadratów o różnych kolorach. Bądźmy więc poważni.

 

Pozdrawiam,

Piotr Marek