Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

wtorek, 31 maja 2016

O walce z terroryzmem, rozliczaniem rekompensat za ubiegłą wojnę i o dekomunizacji w Polsce

Koniec maja 2016 roku był okresem, w którym dużo się działo. Przeraża mnie to dokąd zmierza Polska. Czy będę mieć kiedykolwiek wpływ na to, w jakim kierunku będzie podążać ten kraj? Wiele rzeczy zrobiłbym inaczej. Lepiej i racjonalniej. Ogrom spraw wymaga naprawy. Obserwując obecną scenę polityczną nawet najwięksi optymiści mogą mieć momentami myśli apokaliptyczne. Nie należy jednak popadać w gotycki pesymizm czy hipsterski nihilizm, ale trwać przy konserwatywnym realizmie, który twardo stąpa po ziemi.
Ostatnio postanowiono w Polsce mocno walczyć z terroryzmem (zbrojnym), którego nigdy u nas nie było. Mimo nieszczęsnego zaangażowania w wojny z krajami arabskimi, nie doczekaliśmy z ich strony jakichkolwiek działań odwetowych. Pojawił się sejmowy projekt walki z terroryzmem. Oczywiście terroryzmem „zbrojnym”, bo szczepionkowy terroryzm „polityczny” cieszy się poparciem zarówno ze strony rządu i opozycji związanej z KOD. Zapoznałem się z jego głównymi postulatami ustawy antyterrorystycznej. Niektóre z nich są dobre, inne jednak są niebezpieczne. Ustawa mająca chronić przed terroryzmem de facto walczy jedynie ze „zbrojną” jego odmianą. Zwalczanie terroryzmu „zbrojnego” terroryzmem „politycznym” to droga do nikąd. To są właśnie błędne owoce wyboru przez obywateli polskich partii republikańskich. Gdyby zdecydowali się na ruchy narodowe i tradycjonalistyczne podobne ustawy uderzałyby z równą siłą w każdą odmianę zjawiska terroryzmu. Kiedy pojawiła się publiczna dyskusja na temat tej ustawy, nagle mieliśmy dziwną falę udaremnionych zamachów w różnych częściach Polski. Jakby na zamówienie pod poparcie dla nowego sejmowego projektu…
We Wrocławiu jakiś student chemii podkłada bombę w autobusie. Mój brat przez telefon powiedział mi, że słyszał o bombie też w jakimś tramwaju. O tym jednak informacji nie mam. Być może się przesłyszał. Nie ważne. Studencki zamachowiec pochodzi z bogatego domu i miał ułożoną przyszłość. Dziwne. Taki ktoś nie podkłada bomby. Mówią, że jest sympatykiem ruchu KORWiN. Tym bardziej dziwne, bo ruch to liberalno-konserwatywny mocno zaangażowany jest w powstrzymywanie zapędów terrorystycznych. Zarówno zapędów lewackich jak i islamskich. Za faszyzmem też raczej nie przepadają, choć według niektórych sympatyków i liderów tego ruchu „Hitler nie wiedział o holokauście”. Nie ważne. Podsumowując, wszystko to jest grubymi nićmi szyte. Snuję teorię spiskową, czy ten „zamach” nie był swoistą prowokacją…
W Warszawie jacyś anarchiści chcieli wysadzać policjantów. Głupcy nic tym by nie osiągnęli. Dlaczego atakują posterunkowych? A co oni akurat winni? Nie oni tam decydują! Wińcie ich przełożonych. Posterunkowi i sierżanci mają obowiązek wykonywać jedynie rozkazy. Nie wykonają ich – to ponoszą tego surowe konsekwencje. Nie zrozumie tego ten, kogo nie obowiązywała powszechna służba wojskowa. Dlatego służba wojskowa powinna być obowiązkowa dla każdego. Bez względu na płeć czy religię. Wtedy zrozumie każdy z nas, czym jest rozkaz! Ktoś te rozkazy przekazuje, ktoś je wydaje, a jeszcze inny ktoś lobbuje ich rzecz. Winę zatem ponosi ten, kto jest na szczycie piramidy rozkazowej. Bez tego osobnika właśnie, nie byłoby takiego zdarzenia. Ataki bombowe na szeregowych mundurowych są godne potępienia, gdyż stosując je za przewinienia winowajców karzemy ich podkomendnych. Jedyna słuszna metoda walki na tym polu to bezpośrednia konfrontacja z lobbystami politycznymi. Pokonanie ich będzie w pełni skutecznym narzędziem powstrzymującym generowanie niesłusznych rozkazów.
Jak napisałem wcześniej, na terenie naszego państwa nie było do tej pory żadnych przypadków zbrojnego terroru. Teraz nagle, gdy zbliża się feralny szczyt NATO, oraz będziemy gościć Światowe Dni Młodzieży, zamachowcy wyrastają jak grzyby po deszczu. Według mnie większość nagłaśnianych przypadków „terroryzmu” to wyreżyserowane prowokacje, mające na celu usprawiedliwienie ogromnych sum pieniężnych wydanych na zabezpieczenia przed potencjalnymi zamachami. Miliony złotych wydanych na ochronę, opłacenie setek przedstawicieli służb i masowa sprzedaż uzbrojenia to świetny biznes, na którym zarobią przeróżni producenci z układami. Ponadto sami przywódcy republiki natrafiają przy tym świetną okazję na to, aby zyskać poparcie dla wyłudzenia od społeczeństwa funduszy na własne dozbrojenie. Przy okazji nagłaśniania zamachów wywołuje się społeczną panikę pozwalającą na większą akceptację potencjalnych ustaw rozbrajających Europejczyków. Mechanizm stary jak świat, który zastosowano nie pierwszy już raz. Skąd mam wiedzieć, czy ci „anarchiści z Warszawy” w ogóle istnieją? Zbrojny terroryzm przecież nigdy u nas nie występował! Typowy „false flag”?
 Rozmyślałem także nad wojenną i komunistyczną przeszłością Polski. Prowadziłem liczne polemiki na temat rekompensat wojennych od agresorów. Uczestniczyłem w rozmowach na temat okupacji sowieckiej po przegnaniu hitlerowców, o rozliczaniu winnych zbrodni wojennych oraz o zjawisku dekomunizacji w Polsce. Chciałem być przy tym sprawiedliwy. Nie można nikogo dwa razy rozliczać za to samo. Za winę krwi odpowiada się krwią. Jednak danina krwi spłaca winę. Odszkodowania za wojnę powinny w pieszej kolejności spłacić Stany Zjednoczone Ameryki. To państwo podpuściło nazistów do wojny. To państwo uzyskało tytułem tej wojny największe korzyści. Upadł ich konkurent w postaci Imperium Brytyjskiego. Potem tylko oni rozdawali karty na całym świecie. Niemcy za swoje przewinienia zapłacili krwią 10 milionów ofiar własnych. Zburzone miasta polskie spłacili zrujnowanymi własnymi. Mogą dla nas dodatkowo zbudować wspaniałe autostrady jakie są u nich. Pamiętać należy, że to USA sfinansowały i pchnęły politycznych przywódców w wojenne szaleństwo. Nie tylko w Europie, ale także i na Pacyfiku. Rozumiem, że komuś kogoś zabili Niemcy, a jeszcze innemu komuś kogoś zabili Rosjanie. Inni powiedzą, że to nie byli Niemcy, ale naziści, że to nie byli Rosjanie, ale sowieci. Oprawcy nie używali ani języka nazistowskiego, ani radzieckiego. Byli jednak zaślepieni ideologią ich własnych państw.
Każdy ma swoją krzywdę. Moi przodkowie tez cierpieli podczas wojny, widzieli ją, ale na szczęście nikt mi nie zginął. Moi krewni przeżyli oni zarówno okupację hitlerowską, jak i komunizm. Nikt z nas nie ma monopolu na decydowanie o tym, kogo należy rozliczać w pierwszej kolejności na podstawie swoich krzywd. Każdy z naszych przodków wycierpiał swoje. Każdy z nas ma takie samo prawo powiedzieć co o tym myśli. Takie prawo dał nam Bóg, i nie zabierze go nam żadna służba ani republika. Miałem bliskich, którzy zginęli w I Wojnie Światowej od kuli rosyjskich żołnierzy, gdy walczyli w armii austriackiej. Czy mam przez to popaść w obłęd nienawiści do Rosjan? Nie! Bądźmy obiektywni i sprawiedliwi. Jak nie będziemy, próżna będzie nasza wiara. Deklarowany honor stanie się wtedy pustym frazesem. Bądźmy sprawiedliwi. Jeszcze dziesięć lat przed wojną Niemcy umierali z nędzy kiedy Europa balowała w najlepsze. W Warszawie wyskrobano ponoć więcej dzieci niż przeciętnych miastach amerykańskich tego okresu! I dziwić się, że na nasz kraj spadła potem kara? Niemcy głodowali, bowiem nie mieli milionów marek na chleb. Takie upodlenie narodu pchnęło go w wybór Adolfa Hitlera na swojego wodza. Nikt nie morduje milionów, bo wstał lewą noga. Czynią to jedynie istoty skrajnie upodlone. Oto owoce sterowanego przez judeomasońskie USA „Traktatu Wersalskiego”…
Dekomunizacja w Polsce jest ważna, ale nie może ona uderzać w Rosjan. Wywalczono, by Niemcy nie były kojarzone z nazizmem, więc niech i Rosja nie będzie kojarzona z czerwoną zarazą. Bądźmy sprawiedliwi. W Gliwicach dalej jest ulica Karola Marska – żydowskiego twórcy komunizmu i wroga słowiańszczyzny! Oczyszczono ulice z patronatu pronarodowych komunistów jak Władysław Gomułka czy Edward Gierek. Pozostawiono jednak wroga słowiańszczyzny, który stworzył to komunistyczne plugastwo. Dlaczego? Odpowiedzieć sobie na to pytanie możemy sobie sami…
Burzenie pomników radzieckich żołnierzy bez zaproponowania niczego w zamian zakrawa na prowokację Rosji. Rosjanie też niech nie przywiązują wagi do tradycji, które zniszczyła ich kulturę i posłała na śmierć dziesiątki milionów z nich. Sowieci sami zapłacili za niewdzięczność jaką wyrządzili pruskim obrońcom Rosji przed bandytyzmem Napoleona Bonapartego. Pomniki tych, co wypędzili z ziem polskich niemieckich hitlerowców same kończą identycznie, jak niesłusznie zbezczeszczone przez nich monumenty generałów Gebharda Leberechta von Blüchera oraz grobowiec samego feldmarszałka. Tamci pruscy wodzowie bronili Rosję przed nawałą rewolucyjnego konserwatywnego jakobinizmu. W zamian za to doczekali się zapłaty w postaci zbezczeszczenia ich pomników tudzież szczątków. Teraz niesprawiedliwi „wyzwoliciele” sami doznają krzywdy wyburzania monumentów ich walki z nazizmem. Czy to prowokacja i wandalizm? A może jednak dziejowa sprawiedliwość?
Szczerze moje poglądy na te tematy nie są niczym oryginalnym. Podobne głosy można usłyszeć od wielu innych prostych ludzi potrafiących wysnuwać trafne wnioski na podstawie prostej obserwacji. Mianowicie ludzie, w tym ja, podejrzewamy, że te wszystkie zamachy „terrorystyczne” to lipa, mająca usprawiedliwić ustawy rozbrajające Europejczyków. Ściąganie do Polski obcych wojsk anglosaskich to droga do zguby taka sama, jak dawne ściągnięcie do Polski Krzyżaków przez Konrada Mazowieckiego. To, co się dzieje w obecnej Polsce to droga do zguby narodowej. Jeśli nie zrezygnujemy z błędnej republikańskiej drogi, i nie skręcimy w kierunku naszej tradycji, czekać nas będzie tragedia. W najlepszym wypadku skończy się to nowymi rozbiorami Polski, a w nieco gorszym wypadku – pustkowiem po ataku nuklearnym…

Pozdrawiam,
Piotr Marek

czwartek, 21 kwietnia 2016

1050 lat od Chrztu Polski

14 kwietnia 2016 roku minęło dokładnie 1050 lat od Chrztu Polski. W krajowych mediach różnych nurtów były transmitowane tego dnia msze oraz uroczystości okolicznościowe związane z tym wydarzeniem. Data 14 kwietnia 966 roku jest przyjmowana umownie jako początek Państwa Polskiego. Podczas transmitowanych w mediach uroczystości głos zabierali na nich przedstawiciele władz duchownych, państwowych oraz posłowie najliczniejszych parlamentarnych opcji politycznych. Te na pozór piękne wystąpienia rocznicowe odbywały się przy niebezpiecznym eksporcie, między wierszami, doktryn politycznych wrogich naszej narodowej tradycji. Dlatego 1050 rocznica Chrztu Polski niczym nie różni się od obchodów millenium tegoż wydarzenia. W obydwu wspomnianych bowiem przypadkach władza podczepiła się pod tą rocznicę celem propagowania swojej doktryny politycznej (komunistycznej lub republikańskiej) obcej duchowi czasów Średniowiecza.
            Przed przyjęciem chrztu, na ziemiach polskich, istniały zaawansowane technologicznie plemiona słowiańskie, które nie były spojone w jedno wielkie państwo. Zorganizowane były one w liczne wspólnoty plemienne często rywalizujące ze sobą. Na tych sporach często korzystali zewnętrzni najeźdźcy. Mieszko I Piast, dzięki swoim decyzjom politycznym, zdołał zjednoczyć wszystkie lokalne plemiona słowiańskie w jedno silne  państwo, stąd w obliczu tych faktów jest on pierwszym oficjalnym władcą Polski. Przez Chrzest z 966 roku zostaliśmy z kolei włączeni do wspólnoty państw chrześcijańskich. W pewnym sensie Chrzest Polski spoił symbolicznie dzieło zjednoczenia plemion takich jak Wiślanie i Polanie w jedno wspólne państwo nazwane z czasem Polską.
W dokumentach wyznawców religii prasłowiańskich możemy również znaleźć informację o tym, że przed pojawieniem się Polski istniało na obecnych jej terenach państwo Lechitów. Z niektórych tych przekazów możemy nawet się dowiedzieć o tym, że Lechici w czasach antycznych tworzyli obszerne imperium obejmujące część ziem należących do ludów germańskich. Na dzień dzisiejszy nie posiadamy więcej informacji na ten temat, które podparte były większą ilością dzieł pisanych. Analiza istnienia oraz rozmiarów Imperium Lechitów jest więc w tej sytuacji bardzo trudna. Niemniej jednak przy każdej okoliczności omawiania historii początków Polski warto wspominać, uzupełnione o tą ciekawostkę, dzieje plemion naszych przodków w czasach starożytnych.
Przyjmując w średniowieczu chrześcijaństwo zostaliśmy włączeni do wspólnoty wielu państw połączonych nie tylko poglądami religijnymi, ale także politycznymi oraz gospodarczymi. Średniowieczna europejska Cywilizacja Chrześcijańska związana była z monarchizmem autorytarnym, czyli systemem politycznym, w którym rządy sprawował w państwie władca będący Pomazańcem Boga, który cieszył się autorytetem swojego ludu, którego dobrem kierował się podejmując każdą swoją decyzję. Państwa początków średniowiecznej Cywilizacji Chrześcijańskiej były w dużej mierze jednonarodowe, stąd doktryna państwa narodowego jest w zasadzie naturalna dla Europejczyków.  W kwestii systemu gospodarczego chrześcijaństwo propagowało formę feudalizmu. Ten typ gospodarki gardził jednak niewolnictwem. Podstawą feudalizmu był kapitał ziemski, nie pieniężny. To odróżnia go od powstałego później kapitalizmu. Feudalizm kierował się zasadą poszanowania prawa własności zarówno w sferze indywidualnej (prywatnej) jak i publicznej (państwowej, królewskiej). Średniowieczna gospodarka feudalna, w odróżnieniu od obecnej liberalnej, ceniła chęć pracy od podstaw każdej osoby. Obecnie wiele zawodów jest niedostępnych dla ludzi spoza środowiska, zaś inne proste czynności nie mogą być wykonywane od ręki przez każdego chętnego, bez przebycia wygórowanego stażu pracy zwanego szumnie „doświadczeniem”.
Systemy polityczne takie jak komunizm czy demokracja oraz systemy gospodarcze takie jak kapitalizm i socjalizm, nie miały nic wspólnego z tą wspólnotą cywilizacyjną, do której zostaliśmy włączeni 14 kwietnia 966 roku. Podczepianie się pod tą rocznicę republikanów lub komunistów jest bezczelnością. Republiki demokratyczne oraz reżimy komunistyczne pojawiły się w Europie dopiero na drodze antychrześcijańskich rewolucji występujących mniej więcej od drugiej połowy XVIII wieku. Dlatego zwolennicy demokracji nie mają prawa podczepiać się pod to wydarzenie.
Twory polityczne propagujące ideały właściwe demoliberalizmowi, takie tak: polityczna poprawność, nieograniczona wolność słowa, republikanizm, socjalizm, wielokulturowość, wielowyznaniowość państwa, neutralność państwa, judaizacja czy islamizacja chrześcijaństwa były w czasach Chrztu Mieszka I uznawane za bluźnierstwo karane w bardzo surowy sposób. Ideologia NATO czy Unii Europejskiej jest więc znacznie rozbieżna z tym, do czego zostaliśmy włączeni 1050 lat temu. Te międzypaństwowe twory zbudowane są bazie wzorów politycznych obcych światopoglądowo zrodzonej we wczesnym Średniowieczu Cywilizacji Chrześcijańskiej.
Wystąpienia publiczne przywódców partii głównego nurtu między wierszami przemycają wartości republikańskie, które są jawnym zaprzeczeniem tego, co niósł za sobą Chrzest Polski z 966 roku. Tezy polityczne, występujące w okolicznościowym przemówieniu Prezydenta RP Andrzeja Dudy, dotyczącego związków republikanizmu czy judeochrześcijaństwa z dziełem Mieszka I, lub też „mądrości” z Twittera posła PO Adama Szejnfelda o „obecności Polski 1050 lat w UE” są przejawami totalnej ignorancji historycznej, lub też jawnego naginania prawdy pod własną ideologię, ze strony wielu członków Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Partie te, jak pół wieku wcześniej komunistyczne władze Polski Ludowej, próbują najwyraźniej ordynarnie przypisać sobie to wydarzenie do propagandy własnej wywrotowej ideologii zbudowanej na zaprzeczeniu wartościom Średniowiecznej Europy.
Podsumowując, republikanizm to twór bezbożnego i libertyńskiego oświecenia. Średniowieczne państwa przyjmujące chrzest były budowane jako autorytarne monarchie. Judaizacja chrześcijaństwa była w Średniowieczu bluźnierstwem zakrawającym o sąd Świętej Inkwizycji. Mieszanie religii monoteistycznych z chrześcijaństwem było plagą średniowiecznej Europy, którą zwalczano równie silnie co szalejące wtedy na zachodzie epidemie dżumy. Unia Europejska hołduje wartości zaprzeczające dziedzictwu Średniowiecza. To twór stojący na straży socjalizmu, politycznej poprawności oraz multikulturalizmu, które w tamtych czasach były zwalczane jak bezbożne herezje. Najwyraźniej politycy, inteligenci oraz publicyści, kpią sobie z Narodu Polskiego. Z pewnością udaje im się okłamać bezrozumną część swoich zwolenników, ale ludzie ze świadomością historyczną szybko odkryją ich przekręty, przez co z łatwością skompromitują ich w oczach wielu ludzi, przez co tamci oszuści szybko stracą cały autorytet niezbędny dla utrzymania ich mocnej pozycji politycznej. W ten sposób prawda zwycięży.

Przemówienie prezydenckiehttps://www.youtube.com/watch?v=qGrMAwkKiuI

Adam Szejnfeld i 1050 lat Polski w UE na Twitter

Pozdrawiam,
Piotr Marek

czwartek, 31 marca 2016

Psychofobia to nie eutanazja...

Ostatnie zawirowania wokół mojego kontrowersyjnego komentarza dotyczącego artykułu Ireneusza Fryszkowskiego o hitlerowskiej egzekucji osób chorych psychicznie 13 marca 1940 roku, w ramach akcji T4, zmusiły mnie do oficjalnego sprostowania moich słów. Autor nazwał nazistów niemieckich w tytule „protoplastami eutanazji”, na co ja skwitowałem to tak: To nie był żaden protoplazm eutanazji, ale obrona narodu przed elementami zagrażającymi jego egzystencji. To właśnie dzisiejsza polityka litościwa prowadzi do osłabiania normalnych i zdrowych jednostek umacniających naród kosztem pasożytów zagrażających egzystencji reszty. Dziwi mnie przechwytywanie przez narodowców humanitarnej retoryki cieniasów z AI czy YMCA czy tym innych podobnych badziewi. Czubka stać na zarżnięcie przypadkowej osoby z tego powodu, że czubkowi coś się uroi w czubatym łbie, i czubaty łeb jeszcze za to nie odpowie a uczciwy człowiek nie żyje. Po tym komentarzu padłem ofiarą fali brutalnych ataków, jakbym nie wiadomo co złego zrobił. To są niestety suche fakty na ten temat, a jak ktoś twierdzi inaczej, to ma problemy z ich kojarzeniem!
Przed przystąpieniem do wypunktowania zarzutów wobec mojej wypowiedzi, zacytowanej powyżej, pozwolę sobie nieco rozwinąć jej treść. Na prześladowaniu ludności żydowskiej, czy innych różnorakich mniejszości, skorzystali w dalszej konsekwencji najbardziej sami poszkodowani. Po tych krwawych represjach jakie im zgotowano, po prawdzie w odwecie za krzywdy jakie wyrządzili oni Niemcom w latach poprzedzających wojnę, zarobili bowiem swoisty patent na nie krytykę. Jakiekolwiek przejawy opozycji wobec natarczywych poczynań syjonistów są okrzykiwane „antysemityzmem” przyrównywanym w prawie każdym przypadku do holokaustu.
Tak samo jest z niepełnosprawnymi i chorymi psychicznie. Prześladowania ich przez hitlerowców sprawiły, że obecne zaczęło przeginać w drugą stronę. Chorzy umysłowo mają różne subwencje z tytułu choroby, specjalne miejsca pracy, zniżki, darmowe przejazdy, oraz wszelkie udogodnienia do zakładania rodzin i płodzenia zaś zdrowi na umyśle Polscy muszą radzić sobie sami, ciężko znaleźć im zatrudnienie bez znajomości (nawet mając dyplom lekarza albo inżyniera), a możliwość założenia rodziny muszą przekładać na lata. W ten sposób osłabia się Naród Polski, bowiem promuje się elementy słabe, nieproduktywne i pasożytnicze wspierając ich rozmnażanie, zaś niszczy się ludzi mądrych, produktywnych i kreatywnych blokując im szansę na zakładanie rodziny.
Polityka humanitarna prowadzi narody europejskie do zagłady, gdyż pod pretekstem „ochrony słabszych”, morduje ona silnych i najbardziej opłacalnych dla przetrwania narodu. Prawo też faworyzuje upośledzonych umysłowo, ale o tym wspomnę w dalszej części. Współczesna polityka jest więc przejściem ze skrajności w skrajność. O ile nazistowską eksterminację uznajemy za podłą moralnie, o tyle współczesne praktyki promowania wariatów, pijaków, narkomanów i pasożytów uznać należy za upadły moralnie wynaturzony irracjonalizm! Tyle w tym temacie.  
Pozwolę sobie wypunktować wybrane wobec mnie zarzuty i skomentować je.
Zarzut pierwszy: To już nawet nie chodzi o to, że Piotr Marek chyba nie skumał, że Niemcom chodziło najpewniej o obronę narodu niemieckiego a nie polskiego…
Odpowiedź: Oczywiście, że „skumałem”, iż Niemcom (germanistom, III Rzeszę tworzyli nie tylko Niemcy) chodziło o obronę tylko własnego narodu przed elementami chorymi umysłowo. Władze III Rzeszy, w odróżnieniu od władz państw alianckich, kierowały się prymatem dobra własnego narodu nad interesami obcych oraz mniejszości. Germaniści nie mordowali chorych umysłowo z pobudek lewackich (jak współcześni demokraci zabijają za pomocą eutanazji), ale czynili to z fobii wobec zagrożenia, jakie ich zdaniem tamci stanowili. Sam nie pochwalam takiego procederu, ale zachowuję jednak historyczny obiektywizm w tej kwestii. W praktyce jest to takie samo zło jak stosowana dawniej, i chwalona obecnie w części „prawicy”, kara śmierci za kradzież konia. Stoi ono jednak znacznie wyżej moralnie, niż popularne niegdyś praktyki wieszania koniokradów. Upośledzeni umysłowo potrafią sobie uroić coś w swoich chorych głowach i na tej podstawie zabić niewinną osobę nie ponosząc żadnej kary. W przypadku niemieckich nazistów strach przed tym przyjął tu radykalną formę panicznej eksterminacji. Postawę tę nazwijmy roboczo „psychofobią”. Normalny człowiek, w odwrotnym przypadku, mordując psychola w najlepszym wypadku wyjdzie z więzienia jako starzec. To jest chore i wynaturzone, żeby stawiać interes osobników aspołecznych nad dobro ludzi normalnych, nad których losem nikt się nie pochyli w razie trudności. Takie podejście jest wbrew naturze, niczym sodomia czy przymuszanie lwów do całkowitego wegetarianizmu. Nie widzę w takiej postawie żadnej logiki chrześcijańskiej i prawicowej, ale kierowanie się bardziej lewackim, oświeceniowym humanizmem.
Zarzut drugi: Eugenika w imię postępu – zła. W imię narodu – dobra. Jak sie okazuje. Pozwoliłem sobie na poprawę licznych błędów niejakiego Jakuba Biernata. Teraz czas na odpowiedź: Zabicie pająka z powodu arachnofobii nie jest tym samym co zabicie zwierzęcia z powodu braku chęci dalszej nad nim opieki. Co innego praktyki eugeniczne nazistów żydowskiego pochodzenia, szkolonych w USA, a co innego wybicie chorych umysłowo z powodu fobii przed ich potencjalnym zagrożeniem. Nie mi jest oceniać intencje niemieckich plutonów egzekucyjnym w tym wypadku, ale jako człowiek posiadający swoje fobie, rozumiem osoby je posiadające. Proponuję się koledze Jakubowi Biernatowi zapoznać z nazistowskimi lękami wobec umysłowo chorych, zanim zacznie się wypowiadać na ten temat. Zanim zacznie ktoś coś głosić na dany temat, niech pierwej ma o nim wiedzę, a nie tylko poglądy ustalone o własne widzimisię.
Zarzut trzeci: Niech Pan się już lepiej nie tłumaczy, bo jeszcze bardziej się Pan pogrąża ! Dla mnie jest Pan moralnym zerem!!! – tak napisała niejaka Magda Jakubowska. Teraz czas na moją odpowiedź: Skoro ja ze swoim stanowiskiem jestem moralnym zerem, to pani jest moralną „minus nieskończonością”. Zero nie koniecznie musi oznaczać coś złego, ale także coś neutralnego bądź w granicach normy (czego nie da się powiedzieć o czymś schodzącym na minus). Nie napisałem nic niemoralnego, ale stwierdziłem prosty fakt, że niemieccy naziści nie zabijali ich dla zabawy, ale z fobii jakie mieli wobec nich. Zalecam pani Magdalenie Jakubowskiej podobne uzupełnienie braków, jak dla Jakuba Biernata, zanim zacznie się wypowiadać na ten tematy związane z III Rzeszą.
Teraz czas, na nie skierowany do mnie, na zarzut czwarty: To nie pierwszy nazista (jak inaczej nazwać kogoś, kto aprobuje uśmiercanie niepełnosprawnych przez hitlerowców?) przyłapany wysoko w strukturach ugrupowania Grzegorza Brauna. Opisywaliśmy już Sławomira Marczewskiego [...], który opublikował nazistowski film zachęcając czytelników do czytania i stosowania „Mein Kampf” będąc jednocześnie pełnomocnikiem regionalnym kandydatury prezydenckiej Grzegorza Brauna na Małopolskę. Odpowiedź: Nie znam tej sprawy dokładnie, ale przypuszczam, że zarzuty wobec tego człowieka są wygórowane (nie pierwszy raz z resztą w takim przypadku). Promowanie czytania najsłynniejszego dzieła Adolfa Hitlera wcale nie musi oznaczać gloryfikacji dla nazizmu, ale zachęcać do zapoznania się z rzeczywistymi jego poglądami, a nie z ich przekłamaną, systemową interpretacją ze strony lewackich lub syjonistycznych mediów czy szkolnictwa. Uważam, że znajomość tej książki otworzy oczy wielu osobom i pozwoli podważyć wiele kłamstw na temat samego nazizmu i jego stosunku do licznych kwestii, w tym chociażby do Polski na długo przed wrześniem 1939 roku. Rozwijając wątek poruszony w odpowiedzi do tego zarzutu wspomnę, iż władze III Rzeszy w pierwotnych założeniach planowały odwet jedynie za klęskę w I Wojnie Światowej na krajach zachodnich. W stosunku do Polski Adolf Hitler przewidywał sojusz z naszym państwem i Japonią przeciw ZSRR. Jeszcze do 1939 roku elity hitlerowskie nie planowały wobec krajów słowiańskich żadnego Generalplan Ost. Plan ten powstał dopiero podczas wojny, około 1941 roku, w części kręgów wyższego dowództwa SS i GESTAPO. Führer nie zakładał tego głupiego planu od początku, ale sklecono go na potrzeby nowej sytuacji politycznej, w jakiej znaleźli się Niemcy w toku wojny. Nie za wszystkie zbrodnie nazistowskie odpowiadał Adolf Hitler, zaś pojmani dygnitarze III Rzeszy chętnie zrzucali na niego winę za swoje własne występki, aby mogli uratować swoje śmierdzące tyłki. Wykręt w stylu „ja tylko wykonywałem rozkazy” miał być zwykłą ucieczką od odpowiedzialności za swoje grzechy poprzez przypisanie winy za ich popełnienie swojemu przełożonemu.
Ideologia nazistowska, po dziś dzień, jest wroga zarówno aborcji jak i eutanazji. Jest jednak winna eksterminacji, czemu zaprzeczyć nie można. Aborcja i eutanazja cechuje kraje demoliberalne i komunistyczne. Systemy faszystowskie zaś zwalczają ich praktykowanie. Zwolennicy ruchów aborcyjnych, promowani przez lewackie judeomasoństwo, nie mają żadnych barier i opowiadają się za zabijaniem, z niskich pobudek, każdego życia nienarodzonego, nawet obywateli własnego kraju. Naziści za aborcję swoich ludzi karali śmiercią, zaś propagowanie praktyk eksterminacji dzieci nienarodzonych uskuteczniali jedynie na terenach im nieprzychylnym z powodu panicznego lęku przez „nowymi pokoleniami wroga”. Dla hitlerowca każdy nienarodzony mieszkaniec Generalnej Guberni był potencjalnym wrogiem, którego, ich subiektywnym zdaniem, należało zniszczyć w myśl zasady paranoików „albo oni, albo my”. Hitlerowcy zabijali małe dzieci, gdyż w ich głowach nadal tkwiła trauma lat dwudziestych, kiedy to ich własne, niemieckie dzieci, padały z głodu i chorób w otoczeniu wałęsających się, ich własnymi ulicami, bogatych smarkaczy żydowskich i alianckich. Odwrotna sytuacja byłaby w Europie samych państw nazistowskich – wtedy wszędzie na Starym Kontynencie aborcyjne praktyki kończyłyby się najłagodniej obozem koncentracyjnym. Gdybyśmy byli w sojuszu z Niemcami, jak pierwotnie planował to Adolf Hitler choćby w 1935 roku, wtedy wykonanie aborcji w 1941 roku byłoby przykładowo ukarane położeniem durnej bańki pod toporek.
Tak samo z eutanazją – występuje jedynie w systemach lewicowych i demokratycznych. Jest to zabicie chorego dla własnej wygody. Niemcy zabijając mentalnie obłąkanych robili to z własnej wrodzonej fobii wobec niepełnosprawnych umysłowo, gdyż widzieli w nich zagrożenie dla życia własnego. Psychofob nie jest żadnym protoplastą eutanazji, ale zwykłym paranoikiem. W przypadku hitlerowców mieliśmy paranoję ogólnopaństwową. Bali się ich tak samo, jak cierpiący na klaustrofobię lękają się nocy spędzonej w szafie. To była krwawa paranoiczna psychologia, która jest obca zatrudnionym po znajomości na uniwerku profesorkom etyki. W dzisiejszych czasach mamy wiele ruchów neonazistowskich, które mocno wspierają działania organizacji chroniących życie. To koronny dowód na potwierdzenie moich hipotez. Dla przeciwników przedstawionych przeze mnie faktów polecam zapoznanie się z oryginalnymi poglądami nazistów na te tematy.

Pozdrawiam,
Piotr Marek 

wtorek, 2 lutego 2016

Upadek autokracji przyczyną kryzysu imigracyjnego

Zachodni politycy wzajemnie oskarżają się o spowodowanie kryzysu imigracyjnego w Unii Europejskiej. Swoistym „kozłem ofiarnym” jest tutaj kanclerz FRN Angela Merkel, którą obwinia się o ten stan rzeczy. Faktem jest, że zapraszanie przez nią do Europy ludności z terenów ogarniętych konfliktami dało wiatr w żagle zmasowanemu napływowi imigrantów z tamtej części świata. Niemniej jednak brak takiego zaproszenia, ze strony kanclerz RFN, wcale nie powstrzymałby potencjalnej fali imigracji, gdyż nie to było jej przyczyną. Napływ ludności bliskowschodniej do Europy spowodowany jest konfliktem wywołanym przez rewolucyjnych islamistów, którego korzenie sięgają z kolei wojen na Bliskim Wschodzie wywołanych przez amerykańskich neokonserwatystów oraz syjonistów.
Zwolennicy agresywnego kalifatu nie utworzyliby swojego państwa gdyby nie neokonserwatywna polityka demokratyzacji państw Bliskiego Wschodu, realizowaną na drodze niszczenia lokalnych reżimów autorytarnych. Przyczyną kryzysu imigracyjnego jest więc upadek autokracji, które były naturalnymi czynnikami powstrzymującym swawolę polityczną radykalnych środowisk rewolucyjnych. W chwili obecnej przetrwał tylko jeden autorytarny reżim syryjski, który funkcjonuje dzięki wsparciu ze strony Federacji Rosyjskiej.
Ameryka z kolei nie byłaby tak bezczelna ze swoją destrukcyjną polityką demokratyzacyjną, gdyby nie upadek Reakcyjnych Monarchii Romanowów, Habsburgów i Hohenzollernów. Wybuch I Wojny Światowej był jedną z największych tragedii w dziejach cywilizacji chrześcijańskiej, bowiem pogrzebał ostatnie reakcyjne systemy w tradycyjnym ich rozumowaniu. Przez postanowienia „Traktatu Wersalskiego” oraz powstanie Ligi Narodów Stany Zjednoczone Ameryki wtargnęły na europejską scenę polityczną propagując tutaj ideały swojej rewolucji. Dwudziestolecie międzywojenne wyłoniło kilka nowych systemów nawiązujących światopoglądowo do państw „Starego Porządku Świata”, niemniej jednak ich organizacja nie była do końca zgodna z tym, co istniało na Starym Kontynencie od czasów wczesnego Średniowiecza.
Jakobińscy „patrioci” zapewne  oburzą się w tym momencie, że ośmielam się „krytykować moment odrodzenia się polskiej państwowości”. Niepodległościowcy nie zauważają jednak, że nowo powstałe państwo nie zostało utworzone w oparciu o tradycyjne dla narodów europejskich wzorce, lecz powstało w oparciu o dekadenckie zasady rewolucji amerykańskiej. Rok 1918 był jedynie „materialnym powrotem Polski na mapy świata”, jednak twór ten miał mało wspólnego z państwem upadłym w 1795 roku. Powstałe po I Wojnie Światowej Państwo Polskie na skutek „zamachu majowego” w 1926 roku przekształciło się z republiki w dyktaturę sanacyjnych dyletantów. Nieudolne rządy sanacji doprowadziły do klęski podczas „Kampanii Wrześniowej”. Historia pokazała, że wybór demokracji okazał się tragiczny w skutkach, i koncepcja II Królestwa Polskiego z wielu przyczyn na pewno nie zakończyłaby się tragedią września 1939 roku.
Wydarzenia z roku 1918 dały podwaliny do obecnego europejskiego kryzysu imigracyjnego. Upadek monarchii autorytarnych spowodował powstanie republik, których politycy, kierujący się ideologią politycznej poprawności oraz multikulturalizmu, wspierają agresje zbrojne przeciwko państwom autorytarnym oraz wprowadzają do lokalnych społeczności elementy wrogie nam kulturowo. Sama demokratyzacja Europy doprowadziła do wybuchu II Wojny Światowej przez to, że umożliwiła na przejęcie władzy w wielu państwach różnorodnym środowiskom dążącym do globalnego konfliktu. Obecna demokratyzacja Bliskiego Wschodu ewidentnie prowadzi świat ku nowej wojnie, która może okazać się jeszcze tragiczniejsza niż konflikt z lat 1939-1945.
Gdyby nie rewolucja w Rosji w 1917, oraz klęska Państw Centralnych w 1918, demokracja nie rozprzestrzeniłaby się w równie wielkim stopniu co teraz, zaś „globalna rewolucja amerykańska” nie zaraziłaby tak wielu narodów jak obecnie. Z polskiego punktu widzenia potencjalny sukces Cesarzy byłby dla nas korzystniejszy. Europa Trójprzymierza przewidywała powrót Polski na mapę Europy jako Królestwa o znacznie większym obszarze niż maleńka republika jaką, z wielką niechęcią, oferowali nam demokraci z zachodnich republik.
Obecny kryzys imigracyjny swoje korzenie bierze w neokonserwatywnej polityce amerykańskiej rodziny Bushów, której ambicją było zniszczenie Iraku Saddama Husajna. Swój cel Bushowie realizowali podczas prezydentur dwóch przedstawicieli ich klanu. Irak był stabilnym bliskowschodnim autorytarnym państwem gwarantującym chrześcijanom swobodę egzystencji. Zniszczenie tego autorytarnego systemu w 2003 roku dało możliwość na przecięcie tam władzy przez zwolenników rewolucyjnego kalifatu wrogiego egzystencji chrześcijan. Drugim czynnikiem wpływającym na obecny kryzys imigracyjny było zniszczenie przez USA innego stabilnego systemu autorytarnego w Libii Muammara Kaddafiego w 2011 roku. Państwo to, podobnie do Iraku Saddama Husajna, było stabilne i zapewniające chrześcijanom swobodę egzystencji. W tym państwie także przez demokratyzację doszli do władzy ekstremistyczni islamiści.
Zniszczenie autorytarnych państw w Iraku i Libii otworzyło „polityczną puszkę Pandory”, z której wyłoniło się z czasem Państwo Islamskie. Zarówno Saddam Husajn jak i Muammar Kaddafi, byli „lokalnymi Katechonami”  powstrzymującymi islamistów przed ich zapędami rewolucyjnymi. Gdy ich obydwu zabrakło, przy pomocy demokratycznych procedur, ich państwa wpadły w ręce zwolenników kalifatu. Stąd nie trudno zauważyć, że za kryzys imigracyjny de facto odpowiada nie tyle błędna polityka władz RFN, ale anglosasko-syjonistyczna inwazja na Irak i Libię.
Nadzieją na powstrzymanie Państwa Islamskiego jest wymierzona przeciwko niemu zbrojna koalicja autorytarnego systemu Syrii oraz Federacji Rosyjskiej. Ofensywa wojsk lądowych tych dwóch państw znacznie skuteczniej wypiera ISIL ze zdobyczy terytorialnych niż błędna polityka bombardowań ze strony NATO i USA. Bombardowanie służy jedynie do zniszczenia umocnień wroga, jednak do wyparcia go z danego terenu potrzebna jest silne natarcie lądowe. Taką właśnie właściwą ofensywę prowadzi przymierze syryjsko-rosyjskie. Bashar al-Assad oraz Władimir Putin zasługują w pełni na miano „Katechonów”, gdyż skutecznie swoja polityką powstrzymują rozprzestrzenianie się rewolucji islamistycznej neobolszewii.
Obecny kryzys imigracyjny został spowodowany przez upadek państw autorytarnych reżimów powstrzymujących ekstremistów przed dojściem do władzy. Jedynym lekarstwem dla Europy jest odejście od demokracji. Tylko silne, narodowe państwa, rządzone w sposób autorytarny, będą w stanie skutecznie powstrzymać szalejącą falę imigracji. W przeciwnym wypadku dalej demoliberalni politycy będą utrzymywać swój błędny ideologiczny kurs, który z czasem doprowadzi do III Wojny Światowej. Przez nowym globalnym konfliktem ochronią nas narodowe autorytarne monarchie tradycjonalistyczne oraz zorganizowane w nich Ochotnicze Straże Europejskiej Cywilizacji powstrzymujące ekstremistycznych rewolucjonistów przez działaniami na terenie Starego Kontynentu.

Pozdrawiam,
Piotr Marek

sobota, 30 stycznia 2016

Straż Narodowa

Straż Narodowa (SN)
Ochotnicza Straż Europejskiej Cywilizacji (OSEC)

Aktualna sytuacja społeczno-polityczna Europy wymusza na jej mieszkańcach pojęcie indywidualnych kroków chroniących ich normalną egzystencję. Propagowana po II Wojnie Światowej w kręgach sprzymierzeńców polityka promocji społeczeństw wielokulturowych, celem ochrony przez „odrodzeniem ideałów nazistowskich”, poniosła druzgoczącą klęskę. Konsekwencją ideologii aliantów jest europejski kryzys imigracyjny od 2015 roku.
Przyczyny samego kryzysu imigracyjnego tkwią w polityce demokratyzacji krajów arabskich drogą niszczenia tamtejszych przywódców powstrzymujących ekstremistów przed dojściem do władzy. Zamordowanie Saddama Husajna oraz Muammara Kaddafiego otworzyło „polityczną puszkę Pandory”, gdyż wprowadzanie w Iraku i Libii demokracji liberalnej umożliwiło ISIL dojście do władzy, przez co ekstremiści zbudowali twór państwowy szantażujący znaczną część globu jak kiedyś jakobini czy bolszewicy.
Polska jest państwem mniej wymieszanym kulturowo jak inni zachodni członkowie Unii Europejskiej. Sytuacja Polski jest przez to na tym polu bardziej komfortowa niż na zachodzie. Monokulturowe społeczeństwa są bowiem mniej podatne na potencjalne konflikty wewnętrzne. Jednak systematyczny napływ elementów marginalnych, wrogich chrześcijańskiemu dziedzictwu Europy, stwarza zagrożenie dla naszej normalnej egzystencji. Niemcy, Skandynawowie i Brytyjczycy już mobilizują się oddolnie do walki z tymi rewolucjonistami, którzy stanowią tam znaczny procent obywateli ich państw. W Polsce odsetek ten jest znacznie mniejszy, jednak ogrom napływającej tu do nas imigracji może zachwiać te proporcje. Pokonani na zachodzie ekstremiści będą mogli bowiem próbować swojego szczęścia gdzie indziej, czyli też i tutaj. Musimy zatem wyprzedzać fakty.
Wyprzedzając zdarzenia mające miejsce w Niemczech i w Wielkiej Brytanii, propaguję ideę oddolnych narodowych służb mundurowych, przeznaczonych do celów porządkowych, chroniących krajan przed zalewem burzycieli tradycyjnego porządku społecznego. Formację tę roboczo określałem mianem Milicji Narodowej, zaś obecnie przemianowałem do Straży Narodowej lub Ochotniczej Straży Europejskiej Cywilizacji. Nazwę drugą rezerwuję na wypadek konieczności fuzji naszych struktur z innymi podobnymi inicjatywami pozostałych krajów Europejskich. Dopóki działamy na gruncie polskim, działajmy w ramach państwowej Straży Narodowej.
Powołanie takiej formacji umożliwi prowadzenie legalnej samoobrony narodowej przeciwko potencjalnym dekadentom niszczącym nasze wielowiekowe tradycje. Brak powołania takiej organizacji doprowadzi do powstawania różnorodnych nielegalnych patroli obywatelskich wymierzających samosądy i działania według własnych, bliżej nieokreślonych zasad. To doprowadzi do anarchii, której nie będą w stanie się przeciwstawić żadne krajowe siły porządkowe. Jedynie przygotowana, regularna i posiadająca status służby mundurowej organizacja jest w stanie podołać celu ochrony krajan przed napływowymi ekstremistami przy jednoczesnym powstrzymaniu państwa przez całkowitą anarchią.
Pierwszym krokiem ważnym dla prawidłowego funkcjonowania tej organizacji jest nadanie jej statusu porządkowej służby państwowej. W tym celu planuję kontakty z posłami i członkami organizacji politycznych. Wstępne działania podjąłem już kilka miesięcy temu. Uzyskanie statusu funkcjonariusza mundurowego zabezpieczy członków nowej formacji przed celowymi atakami ze strony naszych przeciwników zewnętrznych i wewnętrznych. Bez tego nasze działania będą nieskuteczne.
Przepisy dotyczące rekrutacji będą proste i przejrzyste. Wstępna selekcja pozwoli nam przydzielić ludzi do określonych grup zadaniowych oraz ocenić kwalifikacje kandydatów do nadania im poszczególnych stopni czy sprawowanych funkcji. Osoby niespełniające kryteriów zdrowotnych, emocjonalnych lub dyscyplinarnych, będą mogły być skierowane do grup pomocniczych lub informacyjnych.
Celem selekcji będzie wyłonienie osób najlepiej predysponowanych do określonego zadania. Należy kłaść większy nacisk na indywidualne doświadczenia, własną wiedzę oraz różnorodność posiadanych umiejętności niż powierzchowne wykształcenie, tytuł naukowy, ideologię czy układy na wysokich szczeblach. Nie wyklucza to jednak docenienia posiadanych przez każdego walorów politycznych i edukacyjnych. Gdy i tamte także okażą się przydatne, będą brane przez nas pod uwagę jako atuty danego kandydata. Nie będzie miejsca na odrzucanie osób z uwagi na mało istotne walory fizjonomiczne, gdyż kierując się takimi zasadami liczni wybitni wodzowie, nie rozwinęliby swoich umiejętności, i przez to dziś nie korzystalibyśmy z dobrodziejstw ich doświadczeń.
W początkowym okresie istnienia Straży Narodowej uważam za konieczne przeszkolenie przyszłych kadr zarządzających przez doświadczoną kadrę Wojsk Lądowych lub Straży Granicznej. Formacja będzie prowadzić patrole piesze, choć nie wykluczone będą także działania konne bądź z wykorzystaniem pojazdów mechanicznych.
Ochotnicy przejdą miesięczne szkolenie z zakresu wykonywania powierzonym im zadań, przygotowania fizycznego do pełnienia służby oraz obsługi używanego przez nich sprzętu. Kandydaci wyselekcjonowani do kadry podoficerskiej przejdą dodatkowy miesiąc szkolenia z zakresu zarządzania własnymi grupami operacyjnymi. Elita wybrana do ochotniczych kadr oficerskich przejdzie, pod okiem specjalistów, dodatkowe szkolenie z zakresu kierowania powierzonych im ludzi do działań operacyjnych na przydzielonym dla nich terytorium do działania. Możliwość awansu będzie kierowana zasługami na rzecz sprawy, i nie będzie blokowana przez posiadany przez kandydata poziom wykształcenia.
Straż Narodowa powinna działać na terenie znaczących miast szczególnie narażonych na napływ potencjalnych ekstremistów. W pierwszej kolejności powołane powinny być następujące garnizony: Wrocław, Opole, Kraków, Katowice, Tychy, Gliwice, Lublin oraz Rzeszów. Te miasta będą najbardziej zagrożone na ewentualne ataki napływających do nas rewolucjonistów. Najstosowniejszym miejscem na lokalizację Komendy Głównej Straży Narodowej jest Kraków, jako historyczna królewska stolica Polski.
Formacja będzie miała charakter konserwatywny, kontynentalny i tradycjonalistyczny. Celem działalności cywilizacyjnego dziedzictwa Europy kształtowanego u każdego jej narodu jeszcze od czasów Średniowiecza. Początki każdego narodu Starego Kontynentu wiążą się z tradycjonalistycznym chrześcijaństwem.
W przypadku, gdy Straż Narodowa nie będzie już potrzebna, z racji wykonania własnego zadania, jej funkcjonariusze powinni zostać wcieleni do Wojska Polskiego lub Policji, z zachowaniem posiadanych przez nich insygniów, i wykorzystywać zdobyte przez nich doświadczenia w nowej przydzielonej im ostatecznie formacji.

Piotr Marek,
Lublin, 30 stycznia 2016 roku

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Przywrócić potęgę Polskiej Armii!

Polska nie broni się bez własnego potencjału militarnego. Historia uczy, że polityka liczenia na zewnętrzną pomoc przynosi tragiczne rezultaty. Ściąganie Krzyżaków do Polski, celem walki z poganami, zakończyło się zaborem przez nich części naszego terytorium. Sanacyjna polityka „liczenia na zachodnich sojuszników” (francusko-anglosaskich), skończyła się we wrześniu 1939 roku całkowitą katastrofą. Niestety krajowe elity, w tym te deklarujące się jako „patriotyczne”, nie wyciągnęły z tego lekcji mimo szumnych deklaracji realizowania przez nich tak zwanej „polityki historycznej”. W praktyce tak zwana „polityka historyczna” jest de facto realizacją interesów anglosasko-syjonistycznych pod pretekstem powoływania się na wyrwane z kontekstu wydarzenia sprzed lat.
Rząd koalicji Zjednoczonej Prawicy zdobył władzę w 2015 roku na hasłach gwarancji zmiany wobec mizernych rządów PO-PSL. Co z tego wyniknie, to się okaże. Na razie w kwestii polityki zagranicznej czy organizacji krajowych sił zbrojnych, Zjednoczona Prawica powtarza błędy swoich poprzedników. Minister Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz, jakiś czas temu wybrał na swojego doradcę jakiegoś jankeskiego studenciaka z wpływowej rodzinki. Ten na szczęście ten poddał się do dymisji po fali krytyki ze strony internautów i memujących trolli. Prezydent Andrzej Duda obiecał zapomogę dla syjonistycznych i demoliberalnych neobanderowców z Kijowa w wysokości 1 miliarda złotych. Jest to suma dziesięciokrotnie większa od obiecanej przez jego „pożal się Boże” poprzednika Bronisława „Bula” Komorowskiego, zwanego przez innych „Bronkomorem”. Takie posunięcia nie są żadną zmianą ale kontynuacją polityki Platformy Obywatelskiej.
Gabinet PO-PSL, przez środowiska uważające się za „patriotyczne”, określany jest mianem „rządu zdrady narodowej”. Nie zwracają uwagi jednak na to, że sami w pewnym sensie także dopuszczają się zdrady. Termin „zdrada” jest pojęciem relatywnym. Podobnie „interes narodowy”, w świetle faktów, można naprawdę definiować wielorako. Obecnie  „zdradę” pojmujemy generalnie „po jakobińsku”, i tym terminem określamy tego, kto tępo i bezrozumnie nie popiera interesów państwa bez oceny jego polityki. W europejskiej tradycji chrześcijańskiej natomiast, zdradą jest odstępstwo od dziedzictwa cywilizacyjnego Starego Kontynentu. W świetle tego, to nie Ludwik XVI zdradził Francje prosząc reakcyjne państwa niemieckojęzyczne o interwencję w obronie tradycyjnego ładu, ale zdradzili jakobini, którzy wewnątrz własnej ojczyzny wszczęli burdę, która doprowadziła ten kraj do ruiny oraz zniszczyła resztki jego dawnego dziedzictwa i świetności. Obecnie PiS, podobnie jak dawniej PO, zdradza Polskę, bowiem niszczy szczątki naszego dziedzictwa celem wprowadzania do nas ideałów rewolucji amerykańskiej i (anty)francuskiej. Wynalazki pokroju demokracji, praw człowieka, wolności słowa czy swobód obywatelskich nie mają nic wspólnego z tym co było podwaliną do powstania naszej państwowości.
Wracając do wątku dotyczącego pretensji „Zjednoczonej Prawicy” do poprzedników to, mimo kilku racji, nie do końca opierają się o prawdę. Nie powinni za fatalne rządy obwiniać do spółki PSL. Ludowcy często wyłamywali się dominującej partii rządzącej w wielu moralnych kwestiach, zaś w polityce zagranicznej reprezentowali polskie interesy narodowe znacznie bardziej niż PiS. Ten w kwestii wspierania demoliberalnych neobanderowców nie różni się niczym od PO. Gdy byłem na „Debacie kandydatów do Lubelskiego Sejmiku Wojewódzkiego” w TVP Lublin, w listopadzie 2014 roku, ważny samorządowiec z PSL w rozmowach zakulisowych przyznał rację krytyce wpierania neobanderowców. Zaznaczył, że dla bezpieczeństwa nie mówi się wszystkiego.
Okres rządów lat 2005-2007 był czasem reform, które inicjowane były przede wszystkim przez narodową LPR oraz ludową „Samoobronę”. Syjonistyczny i republikański PiS notorycznie bombardował ich konserwatywne i pronarodowe postulaty. To Roman Giertych jako Minister Edukacji Narodowej wprowadził mundurki i program „zero tolerancji”. To LPR dała polskim matkom becikowe (zwalczane przez takie gwiazdy PiS jak Jacek Kurski, obecny szef TVP). To Andrzej Lepper walczył o sprawy polskich rolników. To PiS stał przeciw całkowitemu zakazowi aborcji i eutanazji jakiego domagała się Liga Polskich Rodzin. To w końcu bracia Kaczyńscy chcieli w 2005 roku albo nowe wybory, albo koalicję z PO, i z wielką niechęcią zawiązali gabinet z „Samoobroną” i LPR.
Legenda prezydenta Lecha Kaczyńskiego to legenda człowieka, który świętował żydowską, bluźnierczą Chanukę, podpisał „Traktat Lizboński” oraz był entuzjastą reaktywacji syjonistycznej masonerii B’nai B’rith. Ponadto zanim objął najwyższy urząd w państwie, zasłyną ze wstrzymania ekshumacji w Jedwabnem, przez co pozwolił na utrzymanie etosu antypolskiego związanego z tamtą masową egzekucją.
Wracając do wątku tytułowego nie sposób zauważyć, że odrodzenie potęgi Polski jest możliwe tylko po odbudowaniu jej potencjału militarnego opartego o własne, silne, i dobrze wyposażone jednostki. Polityka „liczenia na sojuszników z NATO” będzie powtórką z błędów wspomnianych na początku tego felietonu. Jeżeli taką drogę obiera obecny rząd, to prowadzi nasze państwo nad skraj przepaści. Polska nie może sobie pozwolić na rolę „mięczaka” wymagającego pomocy Paktu Północnoatlantyckiego. Nasza ojczyzna musi przyjąć rolę „twardego gracza” atrakcyjnego jako potencjalny sojusznik.
Aby pozyskać liczną, regularną armię, zdolną do obrony przed mocarstwami atomowymi, musimy przywrócić służbę poborową na uczciwych i sprawdzonych zasadach. Armia zawodowa jest jednym z fatalnych posunięć rządu Platformy Obywatelskiej, które wymaga od nas natychmiastowego sprostowania. Porzućmy błędną ideę armii zawodowej, którą można zniszczyć w przeciągu jednego tygodnia. Wojska pozyskiwane z poboru powszechnego winny mieć status obrony krajowej. Do zagranicznych misji wykorzystywać należy jedynie oddziały specjalne będące jednostkami w pełni zawodowymi.
Pobór winien być prowadzony na starych zasadach, z podziałem na służbę zasadniczą i podchorążych. Służba podchorążych powinna być przeznaczona dla osób wykwalifikowanych. Sugeruję, aby jak dawniej, kierować na nią fachowców, których kwalifikacje są przydatne dla wojska. Mówię tu o inżynierach (kierunków stricte technicznych), kapelanach oraz o medykach. Pozostałe osoby z wykształceniem wyższym, średnim technicznym oraz absolwenci szkół elitarnych bez dyplomu, sugeruję kierować do służby podoficerskiej. Osoby niewykwalifikowane, jak dawniej, winno się delegować do służby zasadniczej. Elementy marginalne, poprzez służbę zasadniczą, będą poddane skutecznej i sprawdzonej resocjalizacji. Z pewnością 2 lata służby zasadniczej będą o wiele skuteczniejszą lekcją niż więzienie, gdyż ta instytucja bardziej demoralizuje niż resocjalizuje.
Pobór generalnie powinien obejmować też i kobiety, szczególnie te o o zdiagnozowanej bezpłodności czy o walorach fizycznych pozwalającym na konkurencję z mężczyznami. Wiele młodych panien próbuje w chuligaństwie przewyższać swoich kolegów, stąd pojawia się konieczność poddania ich obowiązkowej służbie wojskowej. Sama służba zasadnicza powinna trwać 2 lata z możliwością awansu na kaprala. Stopień oficerski winno się uzyskiwać jedynie po odbyciu służby podchorążych, po której to dopiero powinno się uzyskać przepustkę do Wyższej Szkoły Oficerskiej. Dobrym pomysłem byłoby również uzyskanie prawa do możliwości studiowania po odbyciu służby wojskowej. Absolwenci lepszych szkół, w nagrodę na wysiłek, odbywaliby roczne szkolenia podoficerskie. Reszta natomiast, marząc w studiach, winna pierwej zmierzyć się z dwuletnią zasadniczą służbą wojskową.
Podsumowując, budowa tarcz antyrakietowych czy sprowadzanie do Polski jednostek amerykańskich, przypomina mi żywcem dawny błąd Konrada Mazowieckiego. Tamten, do walki z poganami, wprowadził nieodpowiedzialnie na nasze terytorium obce wojska Krzyżackie, które dodatkowo błędnie ulokował w jednym miejscu. To spowodowało, że ośmieleni zbrojni braciszkowie, utworzyli zakonne państwo kosztem naszych ziem. Tak samo mogą zrobić obce wojska amerykańskie, gdy wpuścimy je do Polski. Pod pretekstem „obrony demokracji”, wojska amerykańskie na pewno zawłaszczą nasze ziemie i będą w dalszej perspektywie gnębić Polaków. Tylko własna, regularna, dobrze wyposażona i liczna armia będzie w stanie obronić nasze granice przed potencjalnym napastnikiem. Jeżeli ktoś tego nie dostrzega, to albo jest ślepy, albo głupi, albo jest zdrajcą.

Pozdrawiam,
Piotr Marek

środa, 9 grudnia 2015

Monarchia tradycjonalistyczna jako naturalny ustrój krajów Europy

Współczesne „systemowe ośrodki medialne” operują bardzo chętnie terminem „wartości europejskich” określając  nimi wszystko to, co propaguje Unia Europejska. Dla osób czerpiących swoją wiedzę o świecie głównie z mediów takie przedstawienie sprawy może być przyjęte bezrefleksyjnie. Dla bardziej dociekliwych badaczy polityki natomiast jest to co najmniej irytujące. Większość przedstawicieli prawicy, konserwatyści, tradycjonaliści, narodowcy, a także część lewicy uważa dziwaczne wynalazki unijne za zwykłe absurdy. W rzeczywistości wytwory te nie mają nic wspólnego z tym, co jest prawdziwie europejskie. Działalność Unii Europejskiej prowadzi do całkowitej amerykanizacji Starego Kontynentu. Czyni to oczywiście kosztem dziedzictwa wszystkich państw członkowskich tego bloku.
Ostatnimi czasy Węgry starają się kroczyć drogą własnego interesu narodowego nie bacząc na absurdy dyktowane przez Brukselę, stąd państwo to ostatnio padło ofiarą ataków ze strony przeróżnych „europejskich autorytetów”. Mniej śmiało własnymi ścieżkami starają się kroczyć Czechy, dlatego też płacą za to ceną krytyki ze strony rządów państw członkowskich UE. W innych krajach, takich jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Austria czy Polska, rzeczywiste wartości europejskie są propagowane jedynie przez pomniejsze ruchy konserwatywne, które propagandowo popularnie błędnie lub celowo utożsamiane są z odłamami republikanizmu, ideologii forsowanej przez politycznych modernistów jako „prawica nowoczesności”. Jednak takie podejście niszczy to, co rzeczywiście europejskie. Różnica między faktycznym europejskim konserwatyzmem a republikanizmem jest taka, że ten pierwszy uznaje za swój właściwy ustrój monarchię, zaś ten drugi optuje wyraźnie za demokracją (choć ograniczoną surowym prawem) i preferuje system prezydencki. Demokratyzm jest jednak dla tradycji krajów europejskich prądem równie destrukcyjnym, co ściśle z nim związany dekadencki „amerykański styl życia”.
W całej Europie, której korzenie państw sięgają wczesnego średniowiecza, tylko monarchistyczny model konserwatyzmu odpowiada ich wiekowemu dziedzictwu. To właśnie ustrój monarchistyczny jest pierwotny dla Polski tak samo, jak nasz język narodowy. Analizując historię możemy zauważyć, że obecnie propagowani, jako wzorce patriotyzmu, romantyczni powstańcy XIX wieku nie ratowali w pełni narodowego dziedzictwa Polaków. Rozumiana przez nich „polskość” ograniczona została dosłownie do fizycznego bytu państwa na mapie oraz zachowaniu języka przed wpływami rosyjskimi lub niemieckimi. Owszem, niepodległość i zachowanie języka są ważne, ale budowana przez nich republika wprowadzała, pod pretekstem walki o niezależność, wiele rewolucyjnych postulatów mających niewiele wspólnego z tym państwem, które w X wieku zbudowali Piastowie. Z tego względu najbardziej tożsame realnej polskiej państwowości były koncepcje Autonomii Polski w ramach Imperium Rosyjskiego (Królestwo Kongresowe) czy Królestwa Pruskiego (Księstwo Poznańskie), bowiem z czasem przerodziłyby się w państwa sprzymierzone i suwerenne. W każdym z tych rozwiązań mieliśmy zachowany właściwy dla tradycji ustrój, język, kulturę, a także armię, administrację i gospodarkę wedle naszych tradycyjnych rozwiązań. Oferowane przez  rewolucyjnych „powstańców” republiki dawały nam znacznie mniej z naszego wielowiekowego dorobku. Dla przykładu pozbawiali nas monarchii zastępując ją republiką. Ziemiaństwo zastępowali przykładowo socjalizmem. W świetle tych faktów przedstawianie tamtych „zrywów narodowych” jako wzorca patriotyzmu zakrawa co najmniej na mało śmieszny żart politycznego dyletanta.
 Każde państwo Starego Kontynentu założone pierwotnie zostało jako chrześcijańska monarchia. Wcześniej mieliśmy do czynienia jedynie z prymitywnie zorganizowanymi plemionami, które zamiast zorganizować się w jeden organizm, wyniszczały nawzajem. Po okresie tzw. „oświecenia” systematycznie przekształcano tradycyjne państwa europejskie wedle wytycznych przyniesionych z Ameryki. Punktem zwrotnym była więc tutaj rewolucja amerykańska, która zerwała z dziedzictwem europejskim zastępując go ideą „nowego ładu światowego”, którego pierwotnym postulatem było zniszczenie tradycyjnego modelu monarchistycznego. Ta polityczna amerykanizacja trwa po dziś dzień, i nie dotyka tylko jednego państwa, ale niemalże całego kontynentu. Co ciekawe ideowi spadkobiercy walki z rusyfikacją i germanizacją obecnie przyklaskują politycznej amerykanizacji. Burzą się na dwujęzyczne tablice na Śląsku, posłów mniejszości niemieckiej chętnie by wystrzelali, ludność rosyjską potopili w morzu, ale bez skrępowania mówią „sorry” zamiast „przepraszam” oraz z otwartymi ramionami witają karawany przybyszów z odległych nam kontynentów, które niszczą nasze dziedzictwo cywilizacyjne. Na tym polega destrukcyjność amerykanizacji, że wbrew choćby dawnej germanizacji, odbywa się ona dobrowolnie, i to często przy aprobacie potomków ludzi walczących z dawnymi okupantami. Ich przodkowie walczyli dzielnie z napływem kultury narodów bliskich nam kulturowo, ale bez refleksji oddają nas do globalnej niewoli państwa bardziej odległego nam cywilizacyjnie i mentalnie.
Rewolucja we Francji w latach 1789-1794 zrealizowała w tym państwie w sposób krwawy to, co na drodze wojny domowej, udało się dokonać w Ameryce. Następnie, systematycznie na drodze wojen napoleońskich, rewolucji, terroru a skończywszy na I Wojnie Światowej, udało się republikanom skutecznie wyrugować z Europy monarchie reakcyjne (tradycyjne). Przed I Wojną Światową ostatnimi bastionami reakcji pozostały, w świecie chrześcijańskim, jedynie Niemcy, Austro-Węgry i Rosja, stąd bardzo chętnie propagatorzy rewolucji wykorzystywali niepodległościowe inspiracje Polaków do własnych celów politycznych. Udało im się nawet wmówić, że za komunizm w Rosji odpowiada monarchia niemiecka tuszując przy tym fakty, że raz, Lenina przerzucali ci, co pozbawili Kaisera Wilhelma II władzy, a dwa, jeszcze przed 1905 rokiem z terenów USA, a konkretnie Alaski, systematycznie podrzucano do Rosji komunistycznych wywrotowców. Sam przyjazd Lenina do Rosji był swoistą „wisienką na torcie” w przeprowadzeniu rewolucji radzieckiej, bowiem działający już tam socjaliści wykonali w roku 1917 w dostateczności powierzone im zadanie.
Monarchia jest obecnie wyśmiewana i przedstawiana jako „relikt przeszłości”. Wielu zwolenników współczesnego systemu demoliberalnego z góry podkreśla, że powrót monarchii w Polsce, Niemczech czy we Francji jest po prostu abstrakcją. Nic jednak bardziej mylnego! W tych dużych europejskich państwach rośnie liczba zwolenników restauracji monarchii. Wynika to nie tylko z coraz większej świadomości Europejczyków swojego cywilizacyjnego dziedzictwa, ale też i zauważenia słabości istniejących tu republik. Tak więc to zatwardziali zwolennicy dominacji republiki żyją w świecie mrzonek i iluzji. Demokracja liberalna najwyraźniej Europie się nie sprawdza, gdyż oddaje ona tutejsze kraje pod dyktat napływających do nas mniejszości religijnych i etnicznych. Szczególną bezczelnością są tutaj tradycyjnie syjoniści i islamiści, których przodkowie swoją destrukcyjną robotę zaczynali jeszcze w czasach inkwizycji. Agresywne mniejszości wymuszają od państw europejskich coraz to nowe absurdalne roszczenia prowadzące do systematycznego wyrzekania się przez nas własnej tożsamości. Dlatego pojawia się potrzeba zbudowania silnej władzy opartej na autorytecie, która będzie w stanie realnie powstrzymać natarczywe żądania wrogich nas grup lobbystycznych. W tradycji europejskiej sprawdzonym i skutecznym rozwiązaniem jest tutaj monarchia tradycjonalistyczna.
Monarchia tradycjonalistyczna (reakcyjna) jest naturalnym ustrojem politycznym dla każdego państwa europejskiego, w tym też i Polski. Założenia tego systemu niosą ze sobą rzeczywiste wartości na jakich zbudowano kontynent europejski. Proklamowanie ideału „cywilizacji łacińskiej” w oparciu o demoliberalizm jest de facto zaprzeczeniem prawdziwej cywilizacji europejsko-chrześcijańskiej. Nie można bowiem budować kultury państw w oderwaniu od istotnych elementów ich dziedzictwa. Z resztą warto zauważyć, że propagatorzy niszczenia naszej cywilizacji, zawsze zaczynali od podważenia legitymy władców tutaj panujących. Dlatego należy odrzucić republikanizm jako zepsuty owoc wrogich nam duchowo rewolucji. Wszelkie paradoksalne wytwory Unii Europejskiej nie mają zatem nic wspólnego z autentycznymi wartościami Starego Kontynentu. Europejskość bowiem przejawia się głównie w monarchii oraz moralności chrześcijańskiej, więc nie trudno zauważyć, że najbardziej europejskim systemem politycznym jest właśnie monarchia tradycjonalistyczna. System ten jest owocem wielowiekowego dziedzictwa cywilizacyjnego wszystkich państw Starego Kontynentu. Aktywiści Unii Europejskiej natomiast, są w rzeczywistości „zdrajcami prawdziwej Europy”, gdyż systematycznie niszczą wszystko to, co budowało ten wspaniały kontynent.

Pozdrawiam,
Piotr Marek 

piątek, 27 listopada 2015

Wizyta w biurze poselskim 23.11.2015

Piotr Marek oczekiwania na współpracę powyborczą

W nawiązaniu do obietnic przedwyborczych koalicji komitetów „Zjednoczona Prawica” oczekuję na współpracę powyborczą. Jestem członkiem Klubu Zachowczo-Monarchistycznego oraz współpracownikiem Stowarzyszenia Narodowego im. Romana Dmowskiego. Kandydowałem do lubelskiego Sejmiku Wojewódzkiego z listy LPR jako lubelska „jedynka” (planowałem start z KNP, ale mnie zablokował Tomasz Dalecki), zaś w ostatnich wyborach parlamentarnych startowałem jako kandydat do sejmu z KWW Grzegorza Brauna „Szczęść Boże”. Planowałem wstępnie start z list Kukiz’15, ale się nie dostałem na listy. Nie jestem republikaninem, gdyż ta ideologia doprowadziła do upadku chrześcijańskiej Europy, będąc bezpośrednio odpowiedzialną za wybuch rewolucji we Francji pod koniec XVIII wieku. Należę bowiem do osób, które nie lubią oddawać koncepcji innym na wiarę, tylko samemu współpracować przy ich tworzeniu bo wiem, że nawet najlepsze koncepcje mogą inni popsuć, nawet ministrowie, profesorowie czy generałowie. Wszystkie te koncepcje zostaną zapisane w sieci w na moich dwóch blogach oraz w serwisie YouTube. Liczę na to, że nie będzie pominięte moje zaangażowanie w inicjatywę wprowadzania tych reform, oraz będę mógł liczyć na współpracę przy wdrożeniu przynajmniej jednego z nich. Daję tym samym słowo, że jestem tego pomysłodawcą, i nikt mnie nie okradnie z koncepcji.
Armia poborowa – o jej przewadze nad zawodową pisałem wiele razy oraz składałem o nią wniosek. Zasady prowadzenia poboru powinny zostać przywrócone bądź ulepszone według starych zasad sprzed jego wycofania. Poborowi dzielili się na zasadniczych (dla żołnierzy niewykwalifikowanych) oraz podchorążych rezerwy (dla wykwalifikowanych). Stosowane jest, aby oficerowie rezerwy wyłaniali się tylko i wyłącznie z osób, które ukończyły wstępne szkolenie podchorążych oraz pomyślnie ukończyły dodatkowe półroczne przeszkolenie uczące zasad dowodzenia zespołem. Wszystko według sugestii ujętych w moim piśmie złożonym w poprzednim roku. Poborowe jednostki powinny służyć tylko i wyłącznie jako obrona krajowa, i nie wolno ich wykorzystywać do rzucania na pustynie arabskie w interesie anglosaskich koncernów naftowych. Do wojen agresywnych powinno się używać tylko jednostek zawodowych, zgromadzonych w ramach 1 Korpusu Wojsk Zawodowych Polski. W Polsce mamy ponoć wielu absolwentów szkół oficerskich, którzy siedzą bez czynnie nie mając swoich plutonów. Pobór zapewni im zespoły, które umożliwiłyby im rozwój. Warto też, aby przekazywali swoją wiedzę kandydatom na oficerów poborowych podczas dodatkowych szkoleń uzupełniających.
Zmiany w szkolnictwie wyższym dotyczące rewizji tytułów zawodowych i naukowych pod względem ich liniowości – nie wiem na ile rozpatrzono ten postulat złożony przeze mnie rok temu, ale jego realizację uznaję za jeden z kluczowych pod względem uczciwości nowego rządu na polu reformy edukacyjnej. Należy przeprowadzić rewizję tytułów naukowych nadawanych nie po linii, gdyż było to złamaniem regulaminów uczelni, które zezwalały na rekrutację w szczególnych przypadkach na kierunki pokrewne, jednak mimo tego, sami świadomie łamali własne prawa pod powiększenie frekwencji na danym kierunku. Bywały paradoksy, że licencjaci kierunków ścisłych przyrodniczych mogli mieć wstęp na magisterki inżynieryjne, co jest kpiną wobec inżynierów, którzy na kursie podstawowym przechodzili przez ciężką drogę kierunków podstawowych. Nie może być tak, że osoba, która 5 lat studiowała „zarządzanie” doktoryzuje się na „inżynierii produkcji” czy „mechanice”, zaś ktoś kto tylko 1,5 roku studiował „elektrotechnikę” na studiach magisterskich uzupełniających ma więcej do powiedzenia niż ktoś, kto 3,5 roku studiował to samo, ale na kursie inżynierskim. Studia magisterskie są uzupełnieniem inżynierskich, pomijają wiele trudnych zagadnień omawianych na kursie pierwszego stopnia, i honorowanie takich „magistrów” jest honorowaniem oszustów. Poza tym na uczelniach nie zawsze pracuje Antyplagiat, tolerowane są brew regulaminom 30-stronowe prace magisterskie (już wypracowania w liceum bywają dłuższe), ustawia się pytania, zaś o ocenie lub zaliczeniu egzaminu decyduje podrzucenie pracą – i te gdzie spadną, taka jest ocena. Podczas egzaminu dyplomowego nie zawsze sprawdzają samodzielność pracy, oceniają je ludzie, co ich nawet nie przeczytali, co sprzyja ich kupowaniu. Prawo musi zapewnić także możliwość poprawy matury, tak jak ponoć w Hiszpanii, dlaczego polscy ambitni uczniowie, którym podwinęła się noga, mają być od nich gorsi? Tak samo z ocenami na egzaminach oraz dyplomowaniu. Jeden dzień nie może decydować o całokształcie pracy człowieka, bo to może raz krzywdzić ambitnych i pracowitych, a dwa faworyzować oszustów i cwaniaków. Podsumowując, dyplomy nadane nie po linii powinny być albo anulowane, albo wymagać uzupełnienia o dodatkowy rok różnicowy. Tak samo z doktorantami, tylko ci powinni przejść 2-3 lata uzupełnienia. Koniec z cwaniakami, co kończą „filozofię” a mają doktorat z „prawa”!!!
Zakaz pracy na „bezpensji” – niektóre firmy, głównie biura nieruchomości, agencje ubezpieczeniowe lub pośrednictwa w handlu, kombinują zatrudniając prawników tak, że obiecują im wysokie prowizje zamiast pensji podstawowej, a w praktyce kończy się to tym, że nie zarobią nic, pomimo tego, że płacą za dojazd. Okazuje się, że rynek podobnymi firmami jest przesycony, a oszukany pracownik jedynie dokłada do swojej pracy. Ustalić należy prawnie trzy gatunki pensji – systemem tradycyjnym (z pensją miesięczną), systemem godzinowym (ze stawką za godziny), prowizyjnym z zagwarantowaną podstawą. Zależy zakazać pracy na samej prowizji, a także zakazać mnożeniu się w nieskończoność biur pośrednictwa obrotu różnymi towarami w jednym miejscu. To absurd, że w Lublinie jest ponad 60 biur nieruchomości, powstają następne, a ludzie i tak sprzedają „bezpośrednio”. Albo ustalić jak w innych krajach ustawowy handel przez tego typu instytucje, albo zakazać ich powstawiania w nieskończoność, bo będzie jedynie masa pracowników, co przez kilka miesięcy nie zarobią nic. Pracodawcy też niech rynkowo zatrudniają na własne ryzyko, i nie kombinują. Jak nie mają zaufania do danej osoby, to niech jej nie zatrudniają.
Poparcie inicjatywy ochotniczych jednostek mundurowych do walki z agresywnymi ekstremistami – powstała w kręgach prawicy realnej koncepcja formacji, którą to zainicjowałem i staram się połączyć z inną, mojego kolegi z Warszawy. Skupiać ma ona osoby zainteresowane walką z napływem obcych kultur wrogich chrześcijaństwu z bliskiego wschodu. Co do filmu o Polsce, to nakręcić sugeruję o Mikołaju Koperniku, astronaucie, duchownym, dowódcy wojskowym, ekonomiście i myślicielu politycznym.

Pozdrawiam,
Piotr Marek, 
Lublin, 23 listopada 2015 roku