Piotr Marek Blog

Archiwalny blog Piotra Marka zawierający wpisy sprzed kilku po powrocie do działalności.

Wyszukiwarka

niedziela, 3 lipca 2016

Młodoturecka zbrodnia na Ormianach

Zagadnieniem ostatnio poruszanym, w związku z wizytą papieża Franciszka I w Armenii, pod koniec czerwca 2016 roku, była rzeź turecka na Ormianach, w latach 1915-1917, podczas I Wojny Światowej. Propaganda demoliberalna oraz modernistyczna chce to wydarzenie wyraźnie wykorzystać do własnych celów politycznych grając przy tym na uczuciach chrześcijan. Całkowitą winę za zbrodnię planują zrzucić na Imperium Otomańskie, a prawda jest dużo bardzie skomplikowana niż ta przedstawiana powszechnie. Cel takiego działania jest dla oczywisty. Przedstawienie faktów w ten sposób całkowicie kompromituje reakcyjne państwo starego ładu tureckiego na rzecz rewolucyjnego systemu demoliberalnego, ideologicznie wywodzącego się z haseł wielkiej rewolucji jakobińskiej zapoczątkowanej we Francji w 1789 roku. Poza wątkiem politycznym jest też oczywiście wątek narodowościowy. O rzeź Ormian obwinia się całkowicie Turków jako naród, a w świetle ogólnodostępnych źródeł możemy się dowiedzieć, że zaplanowali ją oraz wykonywali młodotureccy dygnitarze pochodzenia sefardyjskiego (śródziemnomorskiego żydowskiego) oraz albańskiego.
Gra wątkiem ormiańskim przeciw Turkom przypomina mi to całkowite obwinianie Rosjan za komunistyczne mordy judeobolszewickie czy Niemców za konsekwencje anglosaskiego podżegania wojennego, ale to już troszkę inna historia. Jednym słowem, rzeź Ormian z lat 1915-1917, nie była zbrodnią reakcjonistów Imperium Otomańskiego, ale prozachodnich rewolucjonistów młodotureckich, którzy w większości byli demoliberałami pochodzenia żydowskiego, sefardyjskiego oraz albańskiego. Obecnie zachód odgrywa rolę jakiegoś mitycznego „sumienia społeczności międzynarodowej”, nieustannie naciskając Turków na nazwanie masakry ludobójstwem. W rzeczywistości, gdyby nie doktryny polityczne zrodzone na jego terenie, nie występujące wcześniej na ziemiach otomańskich, nie byłoby podstaw ideowych do jego popełnienia. Tym samym „postępowe” społeczeństwa zachodnie chcą zatuszować swój własny wkład w dokonanie tej masakry.
O tzw. „Wielkiej Rewolucji”, z końca XVIII wieku, nie mówię jako o „francuskiej” z tego względu, że, wydarzenia ją poprzedzające częściowo sprowokowali w dużej mierze osobnicy Francuzami nie będący. Byli to przeróżni zagraniczni lobbyści (anglojęzyczni przywódcy „rewolucji amerykańskiej”) oraz żydowscy rewolucjoniści (tacy jak Mayer Amschel Rothschild czy Adam Weishaupt). Ideologia jaką za sobą niosła ta rewolucja doprowadziła do zniszczenia francuskiego dziedzictwa narodowego. Sama Francja popadła po rewolucji w stan recesji na ponad 100 lat, a kraj został przez nią, w konsekwencji, wplątany w orbitę wojen napoleońskich powodujących masową niechęć chrześcijan do Francuzów. Takie same konsekwencje przyniosły komunizm Rosjanom i nazizm Niemcom. W przypadku wszystkich trzech ideologii główni ich deprawatorzy wywodzili się z USA (amerykański bunt przeciw koronie - jakobinizm, amerykańska równościowa rewolucja społeczna – komunizm, czy amerykańska rasistowska eugenika - nazizm). Stąd słuszne jest nazywanie jej rewolucją antyfrancuską.
Propaganda całkowitego obwinienia Imperium Otomańskiego za masakrę ludności ormiańskiej daje możliwość demoliberałom na skompromitowanie tradycyjnego modelu państwa tureckiego. Promuje ład porewolucyjny jako rzekoma „rozsądna alternatywa” wobec określanego przez nich, „zamordyzmu tradycjonalizmu”. Kulisy całego omawianego tu ludobójstwa są dość skomplikowane. Rzezi Ormian dokonywali ludzie działający z polecenia ideowych przeciwników wyznaniowego Imperium Otomańskiego, którym udało się awansować w strukturach tego państwa, ale planowali działać na szkodę panującego systemu celem zainstalowania własnego. Zbrodnią tą osiągnęli ten cel, a dzięki jego wielkiemu rozmiarowi zbudowali na arenie międzynarodowej potężny kapitał polityczny wspierający budowę tureckiej republiki. Ludzie ci byli tak zwanymi młodoturkami, czyli zwolennikami szowinistycznej i demokratycznej rewolucji mającej na celu zbudowanie nowego, laickiego państwa na wzór nieszczęsnej Francji. Młodoturcy byli w większości (choć nie wszyscy) wyszkoleni, no właśnie, na francuskich, zachodnich, republikańskich uniwersytetach, gdzie przesiąkli ideologiami tłoczonymi do głów studentów, które następnie zaplanowali wdrożyć u siebie. Najskuteczniejszą metodą tego była rewolucja, ale wymagała ona poparcia międzynarodowego . To z kolei wiązało się z koniecznością kompromitacji poprzedniego systemu, którą to mogli otrzymać choćby na drodze popełnienia przez niego masowego ludobójstwa. Wystarczyło tylko, że dygnitarze osmańscy zaczną mordować bezbronnych ludzi i kompromitacja imperium będzie gotowa…
Tradycyjnie państwo oparte o wielowiekową kulturę turecką, pokorę religijną oraz obyczaje przodków związane z dziedzictwem przeszłości (jak tańce derwiszów, wstrzemięźliwości od uciech tego świata czy surowe posty) zostało zniszczone na rzecz nowego jakobińskiego, laickiego liberalno-masońskiego gniotu. Republikę tę zbudowali, obok grabarzu własnego dziedzictwa przodków, na krwi ormiańskich chrześcijan oraz innych pomniejszych grup etnicznych pomordowanych przy okazji. Przywódcą rewolucji młodotureckiej był Mustafa Kemal Atatürk. Stworzył on własny rodzaj dostosowanego do warunków muzułmańskich demokratyzmu, tzw. ideologię kemalistyczną, z języka tureckiego Atatürkçülük. Rewolucję tę śmiało można porównać do tej we Francji z końca XVIII wieku. Obydwie zakładały tak samo budowę laickiej republiki, zerwania z religijnymi praktykami, czego przykładem były ograniczenia i zakazy praktyk tradycyjnych tańców derwiszów. Tradycyjna forma gospodarki feudalnej została zastąpiona etatyzmem, zakładała zniszczenie hierarchicznych warstw społecznych, zaś na tereny islamskie po raz pierwszy wprowadzała ideały szowinizmu narodowego narodzonego we Francji mniej więcej w czasach napoleońskich. To właśnie ideologie: szowinistyczna i laicka, nie występujące wcześniej na terenach tureckich, dały podstawy pod etniczne i religijne represje wobec ludności ormiańskich chrześcijan. To przez wdrażanie demokracji w Turcji musiało zginąć niemalże 1,5 miliona ludzi jak niegdyś wymordowano milion wandejskich Francuzów przeciwnych niszczeniu monarchii. Winą za zbrodnie nie należy obarczać ani całego narodu tureckiego, ani Imperium Otomańskiego, ale właśnie republikanizm oraz wprowadzających go młodoturków. To architekci demokracji, częściowo nie będący etnicznymi Turkami, mordowali chrześcijan, a nie obrońcy starego modelu państwa rządzonego przez sułtana. Weźmy taki przykład. Za zabójstwo na terenie Polski dokonane przez obcokrajowca należy winić tego mordercę czy wszystkich Polaków? Tego łajdaka oczywiście! Tak samo w tamtym przypadku. Wina za rzeź Ormian leży nie po stronie systemu Imperium Otomańskiego, ale po stronie młodotureckich wywrotowców którzy przy okazji chcieli skompromitować dotychczas istniejący własny kraj dla prywatnych korzyści politycznych.
Warto także dodać, że po wygranych wojnach niepodległościowych republikańskiej Turcji w roku 1920, nowopowstałe państwo kemalistyczne wcale nie respektowało żadnych praw dla narodu ormiańskiego. Gdyby był to rzeczywiście ruch wolnościowy, za jaki się podawał, przyczyniłby się także do rekompensaty krzywd wyrządzonych Ormianom przez tureckie państwo. Tymczasem tak się nie stało, więc przez to republika ukazała swoje prawdziwe oblicze. Młodoturcy walczyli nie tylko z armiami zwycięskich państw europejskich, ale także z ochotniczymi wojskami ormiańskimi, osłabiając przez to ich pozycję w tamtym regionie.
Przyjrzyjmy się także sylwetkom kilku liderów ruchu młodotureckiego oraz głównego winowajcy masakry ludności ormiańskiej. Mustafa Kemal Atatürk, główny ideolog kemalizmu, był wrogiem idei sułtanatu, zwolennikiem laicyzacji państwa, masonem, demokratą, a w czasach studenckich prowadził działalność antymonarchistyczną.  Dążył więc do zniszczenia Imperium Otomańskiego i zastąpienia go nowym państwem demokratycznym. Jego pochodzenie jest niejasne. Jedni sugerują że miał przodków słowiańskich, inni, że albańskich (to bardziej prawdopodobne), co może nieść za sobą pewne inne wnioski. Jakie, to możemy się ich domyśleć. Znający historię wiedzą jak to było z życiorysami rewolucjonistów bolszewickich oraz jakobińskich. Z tym człowiekiem właśnie współpracowali niedawni oprawcy Ormian, którzy swoją haniebną zbrodnią dali postawy do społecznej niechęci wobec Imperium Otomańskiego oraz masowego poparcia dla ich wywrotowej i niszczącej tureckość rewolty. Główny oprawca Ormian, Wielki Wezyr Osmański Mehmet Talaat Pasza, który był także promiennymi mistrzem wolnomularstwa anglosaskiego był pochodzenia żydowskiego, sefardyjskiego. Także żaden z niego nie był Turek! Ten człowiek właśnie, jako główny dowódca wojskowy, był najważniejszym architektem masakry ormiańskich chrześcijan w latach 1915-1917. Jego współpracownicy także opowiadali się za nową ideologią demoliberalną, a ich pochodzenia etniczne często bywały niejasne. Podobnie jak w przypadku rewolucji z Francji, widzimy mocny udział masonerii w laicyzacji i demokratyzacji państwa, co dowodzi, że nie tylko chrześcijański, ale każdy tradycjonalizm, w tym islamski, jest przez nich niszczony i zastępowany republikańskim systemem niszczącym dziedzictwo każdego kraju, w którym jest on wdrażany. W świetle tego, za samą masakrę Ormian nie możemy więc obwiniać w pierwszym szeregu Turków, ale głównie tureckie mniejszości: żydowską i albańską, z których to wywodzili się architekci ludobójstwa Ormian oraz przywódcy rewolucji młodotureckiej, oraz wszelkiej maści inne szumowiny polityczne, takie jak jakobinów, demokratów czy masonów, z którymi współpracowali ci bandyci. Tak więc za tę zbrodnię winić należy nie tyle reakcyjne Imperium Otomańskie, co działających na jego terenie wywrotowców, z których wielu z nich nie było nawet Turkami.
W tym przypadku jednak republikanie odrobili wandejską lekcję, i nie mordowali oponentów w trakcie trwania własnej rewolucji, ale zrobili to w czasie istnienia poprzedniego systemu, czym skutecznie skompromitowali go na rzecz własnego. Co warte przypomnienia, po I Wojnie Światowej władze kilku krajów,  skazywały zaocznie na śmierć przybywających na swoim terenie wielu działaczy młodotureckich właśnie za ludobójstwo przeprowadzane na Ormianach. W Niemczech, w 1921 roku, skazano takim wyrokiem wspomnianego Mehmeta Talaata Paszę. Wyroku nie wykonano, gdyż skazanego zamordował ormiański patriota w ramach Operacji Nemezis, której celem była zemsta na głównych winowajcach tego ludobójstwa. Zamachowiec został uniewinniony przez niemiecki sąd. Taki obrót spraw wyraźnie dowodzi tego, że to ruch młodoturecki, a nie sułtanat, winny był omawianego tu ludobójstwa 1,5 miliona ludzi dla własnych korzyści.
Przy okazji kolejnych prób nacisku na Turcję, aby uznała rzeź Ormian za ludobójstwo, widzimy silny udział władz Republiki Francuskiej w tej sprawie. Republika Francji chce w tym sporze upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony pogrąży państwo tradycjonalistyczne, z którym wtedy było w stanie wojny. Z drugiej strony odsuwa od siebie winę za przeprowadzoną masakrę, która nie miałaby miejsca gdyby nie ideologiczna indoktrynacja na ich uniwersytetach przyszłych szowinistów tureckich. Republika ta jest bowiem pierwszym krajem nowożytnej Europy mającym na swoich rękach krew chrześcijańską. Tym samym próbuje ukryć swój udział w podłożeniu ideowych podwalin pod polityczne ukształtowanie przyszłych architektów rzeczonej masakry. Z kolei gdyby samo Imperium Otomańskie chciało definitywnie wymordować wszystkich Ormian, to zrobiłoby to dużo wcześniej, a nie w momencie krytycznego czasu wojny, w którym nie możliwe jest skuteczne zatarcie śladów masowej eksterminacji. Na terenie reakcyjnego imperium nie było nigdy szowinizmu, którym kierowali się oprawcy Ormian. Musieli się gdzieś jego nauczyć, i tymi miejscami były właśnie republikańskie zachodnie uniwersytety, głównie francuskie. Stąd tak mocne zaangażowanie francuskiej republiki w tym wątku politycznym. Państwo republiki francuskiej zwyczajnie musi kontrolować sytuację aby nie wydało się, że ich, rzekomo humanitarna ideologia, tak naprawdę winna jest śmierci wielu milionów ludzi od końca XVIII wieku, przez wojny napoleońskie i światowe, aż po dzień dzisiejszy.
Zbrodnia na Ormianach nie była więc dziełem sułtanatu, ale aktem założycielskim nowego, demokratycznego państwa laickiego. Przywódcy w większości przypadków nie byli do końca etnicznymi Turkami, a więc za samo ludobójstwo nie możemy obwiniać jedynie tego narodu, ale całą międzynarodową zbieraninę, głównie pochodzenia albańskiego i żydowskiego. To cały ten polityczny motłoch dążył do budowy laickiego, demoliberalnego, szowinistycznego, antymonarchistycznego i burzącego tradycyjny porządek nowego państwa młodotureckiego. Na jego barkach właśnie spoczywa wina za ludobójstwo Ormian, i przez to właśnie rewolucja młodoturecka powinna być rozliczona za przeprowadzenie tej ogromnej masowej eksterminacji półtorej miliona ludzi.

Pozdrawiam,
Piotr Marek

wtorek, 31 maja 2016

O walce z terroryzmem, rozliczaniem rekompensat za ubiegłą wojnę i o dekomunizacji w Polsce

Koniec maja 2016 roku był okresem, w którym dużo się działo. Przeraża mnie to dokąd zmierza Polska. Czy będę mieć kiedykolwiek wpływ na to, w jakim kierunku będzie podążać ten kraj? Wiele rzeczy zrobiłbym inaczej. Lepiej i racjonalniej. Ogrom spraw wymaga naprawy. Obserwując obecną scenę polityczną nawet najwięksi optymiści mogą mieć momentami myśli apokaliptyczne. Nie należy jednak popadać w gotycki pesymizm czy hipsterski nihilizm, ale trwać przy konserwatywnym realizmie, który twardo stąpa po ziemi.
Ostatnio postanowiono w Polsce mocno walczyć z terroryzmem (zbrojnym), którego nigdy u nas nie było. Mimo nieszczęsnego zaangażowania w wojny z krajami arabskimi, nie doczekaliśmy z ich strony jakichkolwiek działań odwetowych. Pojawił się sejmowy projekt walki z terroryzmem. Oczywiście terroryzmem „zbrojnym”, bo szczepionkowy terroryzm „polityczny” cieszy się poparciem zarówno ze strony rządu i opozycji związanej z KOD. Zapoznałem się z jego głównymi postulatami ustawy antyterrorystycznej. Niektóre z nich są dobre, inne jednak są niebezpieczne. Ustawa mająca chronić przed terroryzmem de facto walczy jedynie ze „zbrojną” jego odmianą. Zwalczanie terroryzmu „zbrojnego” terroryzmem „politycznym” to droga do nikąd. To są właśnie błędne owoce wyboru przez obywateli polskich partii republikańskich. Gdyby zdecydowali się na ruchy narodowe i tradycjonalistyczne podobne ustawy uderzałyby z równą siłą w każdą odmianę zjawiska terroryzmu. Kiedy pojawiła się publiczna dyskusja na temat tej ustawy, nagle mieliśmy dziwną falę udaremnionych zamachów w różnych częściach Polski. Jakby na zamówienie pod poparcie dla nowego sejmowego projektu…
We Wrocławiu jakiś student chemii podkłada bombę w autobusie. Mój brat przez telefon powiedział mi, że słyszał o bombie też w jakimś tramwaju. O tym jednak informacji nie mam. Być może się przesłyszał. Nie ważne. Studencki zamachowiec pochodzi z bogatego domu i miał ułożoną przyszłość. Dziwne. Taki ktoś nie podkłada bomby. Mówią, że jest sympatykiem ruchu KORWiN. Tym bardziej dziwne, bo ruch to liberalno-konserwatywny mocno zaangażowany jest w powstrzymywanie zapędów terrorystycznych. Zarówno zapędów lewackich jak i islamskich. Za faszyzmem też raczej nie przepadają, choć według niektórych sympatyków i liderów tego ruchu „Hitler nie wiedział o holokauście”. Nie ważne. Podsumowując, wszystko to jest grubymi nićmi szyte. Snuję teorię spiskową, czy ten „zamach” nie był swoistą prowokacją…
W Warszawie jacyś anarchiści chcieli wysadzać policjantów. Głupcy nic tym by nie osiągnęli. Dlaczego atakują posterunkowych? A co oni akurat winni? Nie oni tam decydują! Wińcie ich przełożonych. Posterunkowi i sierżanci mają obowiązek wykonywać jedynie rozkazy. Nie wykonają ich – to ponoszą tego surowe konsekwencje. Nie zrozumie tego ten, kogo nie obowiązywała powszechna służba wojskowa. Dlatego służba wojskowa powinna być obowiązkowa dla każdego. Bez względu na płeć czy religię. Wtedy zrozumie każdy z nas, czym jest rozkaz! Ktoś te rozkazy przekazuje, ktoś je wydaje, a jeszcze inny ktoś lobbuje ich rzecz. Winę zatem ponosi ten, kto jest na szczycie piramidy rozkazowej. Bez tego osobnika właśnie, nie byłoby takiego zdarzenia. Ataki bombowe na szeregowych mundurowych są godne potępienia, gdyż stosując je za przewinienia winowajców karzemy ich podkomendnych. Jedyna słuszna metoda walki na tym polu to bezpośrednia konfrontacja z lobbystami politycznymi. Pokonanie ich będzie w pełni skutecznym narzędziem powstrzymującym generowanie niesłusznych rozkazów.
Jak napisałem wcześniej, na terenie naszego państwa nie było do tej pory żadnych przypadków zbrojnego terroru. Teraz nagle, gdy zbliża się feralny szczyt NATO, oraz będziemy gościć Światowe Dni Młodzieży, zamachowcy wyrastają jak grzyby po deszczu. Według mnie większość nagłaśnianych przypadków „terroryzmu” to wyreżyserowane prowokacje, mające na celu usprawiedliwienie ogromnych sum pieniężnych wydanych na zabezpieczenia przed potencjalnymi zamachami. Miliony złotych wydanych na ochronę, opłacenie setek przedstawicieli służb i masowa sprzedaż uzbrojenia to świetny biznes, na którym zarobią przeróżni producenci z układami. Ponadto sami przywódcy republiki natrafiają przy tym świetną okazję na to, aby zyskać poparcie dla wyłudzenia od społeczeństwa funduszy na własne dozbrojenie. Przy okazji nagłaśniania zamachów wywołuje się społeczną panikę pozwalającą na większą akceptację potencjalnych ustaw rozbrajających Europejczyków. Mechanizm stary jak świat, który zastosowano nie pierwszy już raz. Skąd mam wiedzieć, czy ci „anarchiści z Warszawy” w ogóle istnieją? Zbrojny terroryzm przecież nigdy u nas nie występował! Typowy „false flag”?
 Rozmyślałem także nad wojenną i komunistyczną przeszłością Polski. Prowadziłem liczne polemiki na temat rekompensat wojennych od agresorów. Uczestniczyłem w rozmowach na temat okupacji sowieckiej po przegnaniu hitlerowców, o rozliczaniu winnych zbrodni wojennych oraz o zjawisku dekomunizacji w Polsce. Chciałem być przy tym sprawiedliwy. Nie można nikogo dwa razy rozliczać za to samo. Za winę krwi odpowiada się krwią. Jednak danina krwi spłaca winę. Odszkodowania za wojnę powinny w pieszej kolejności spłacić Stany Zjednoczone Ameryki. To państwo podpuściło nazistów do wojny. To państwo uzyskało tytułem tej wojny największe korzyści. Upadł ich konkurent w postaci Imperium Brytyjskiego. Potem tylko oni rozdawali karty na całym świecie. Niemcy za swoje przewinienia zapłacili krwią 10 milionów ofiar własnych. Zburzone miasta polskie spłacili zrujnowanymi własnymi. Mogą dla nas dodatkowo zbudować wspaniałe autostrady jakie są u nich. Pamiętać należy, że to USA sfinansowały i pchnęły politycznych przywódców w wojenne szaleństwo. Nie tylko w Europie, ale także i na Pacyfiku. Rozumiem, że komuś kogoś zabili Niemcy, a jeszcze innemu komuś kogoś zabili Rosjanie. Inni powiedzą, że to nie byli Niemcy, ale naziści, że to nie byli Rosjanie, ale sowieci. Oprawcy nie używali ani języka nazistowskiego, ani radzieckiego. Byli jednak zaślepieni ideologią ich własnych państw.
Każdy ma swoją krzywdę. Moi przodkowie tez cierpieli podczas wojny, widzieli ją, ale na szczęście nikt mi nie zginął. Moi krewni przeżyli oni zarówno okupację hitlerowską, jak i komunizm. Nikt z nas nie ma monopolu na decydowanie o tym, kogo należy rozliczać w pierwszej kolejności na podstawie swoich krzywd. Każdy z naszych przodków wycierpiał swoje. Każdy z nas ma takie samo prawo powiedzieć co o tym myśli. Takie prawo dał nam Bóg, i nie zabierze go nam żadna służba ani republika. Miałem bliskich, którzy zginęli w I Wojnie Światowej od kuli rosyjskich żołnierzy, gdy walczyli w armii austriackiej. Czy mam przez to popaść w obłęd nienawiści do Rosjan? Nie! Bądźmy obiektywni i sprawiedliwi. Jak nie będziemy, próżna będzie nasza wiara. Deklarowany honor stanie się wtedy pustym frazesem. Bądźmy sprawiedliwi. Jeszcze dziesięć lat przed wojną Niemcy umierali z nędzy kiedy Europa balowała w najlepsze. W Warszawie wyskrobano ponoć więcej dzieci niż przeciętnych miastach amerykańskich tego okresu! I dziwić się, że na nasz kraj spadła potem kara? Niemcy głodowali, bowiem nie mieli milionów marek na chleb. Takie upodlenie narodu pchnęło go w wybór Adolfa Hitlera na swojego wodza. Nikt nie morduje milionów, bo wstał lewą noga. Czynią to jedynie istoty skrajnie upodlone. Oto owoce sterowanego przez judeomasońskie USA „Traktatu Wersalskiego”…
Dekomunizacja w Polsce jest ważna, ale nie może ona uderzać w Rosjan. Wywalczono, by Niemcy nie były kojarzone z nazizmem, więc niech i Rosja nie będzie kojarzona z czerwoną zarazą. Bądźmy sprawiedliwi. W Gliwicach dalej jest ulica Karola Marska – żydowskiego twórcy komunizmu i wroga słowiańszczyzny! Oczyszczono ulice z patronatu pronarodowych komunistów jak Władysław Gomułka czy Edward Gierek. Pozostawiono jednak wroga słowiańszczyzny, który stworzył to komunistyczne plugastwo. Dlaczego? Odpowiedzieć sobie na to pytanie możemy sobie sami…
Burzenie pomników radzieckich żołnierzy bez zaproponowania niczego w zamian zakrawa na prowokację Rosji. Rosjanie też niech nie przywiązują wagi do tradycji, które zniszczyła ich kulturę i posłała na śmierć dziesiątki milionów z nich. Sowieci sami zapłacili za niewdzięczność jaką wyrządzili pruskim obrońcom Rosji przed bandytyzmem Napoleona Bonapartego. Pomniki tych, co wypędzili z ziem polskich niemieckich hitlerowców same kończą identycznie, jak niesłusznie zbezczeszczone przez nich monumenty generałów Gebharda Leberechta von Blüchera oraz grobowiec samego feldmarszałka. Tamci pruscy wodzowie bronili Rosję przed nawałą rewolucyjnego konserwatywnego jakobinizmu. W zamian za to doczekali się zapłaty w postaci zbezczeszczenia ich pomników tudzież szczątków. Teraz niesprawiedliwi „wyzwoliciele” sami doznają krzywdy wyburzania monumentów ich walki z nazizmem. Czy to prowokacja i wandalizm? A może jednak dziejowa sprawiedliwość?
Szczerze moje poglądy na te tematy nie są niczym oryginalnym. Podobne głosy można usłyszeć od wielu innych prostych ludzi potrafiących wysnuwać trafne wnioski na podstawie prostej obserwacji. Mianowicie ludzie, w tym ja, podejrzewamy, że te wszystkie zamachy „terrorystyczne” to lipa, mająca usprawiedliwić ustawy rozbrajające Europejczyków. Ściąganie do Polski obcych wojsk anglosaskich to droga do zguby taka sama, jak dawne ściągnięcie do Polski Krzyżaków przez Konrada Mazowieckiego. To, co się dzieje w obecnej Polsce to droga do zguby narodowej. Jeśli nie zrezygnujemy z błędnej republikańskiej drogi, i nie skręcimy w kierunku naszej tradycji, czekać nas będzie tragedia. W najlepszym wypadku skończy się to nowymi rozbiorami Polski, a w nieco gorszym wypadku – pustkowiem po ataku nuklearnym…

Pozdrawiam,
Piotr Marek

czwartek, 21 kwietnia 2016

1050 lat od Chrztu Polski

14 kwietnia 2016 roku minęło dokładnie 1050 lat od Chrztu Polski. W krajowych mediach różnych nurtów były transmitowane tego dnia msze oraz uroczystości okolicznościowe związane z tym wydarzeniem. Data 14 kwietnia 966 roku jest przyjmowana umownie jako początek Państwa Polskiego. Podczas transmitowanych w mediach uroczystości głos zabierali na nich przedstawiciele władz duchownych, państwowych oraz posłowie najliczniejszych parlamentarnych opcji politycznych. Te na pozór piękne wystąpienia rocznicowe odbywały się przy niebezpiecznym eksporcie, między wierszami, doktryn politycznych wrogich naszej narodowej tradycji. Dlatego 1050 rocznica Chrztu Polski niczym nie różni się od obchodów millenium tegoż wydarzenia. W obydwu wspomnianych bowiem przypadkach władza podczepiła się pod tą rocznicę celem propagowania swojej doktryny politycznej (komunistycznej lub republikańskiej) obcej duchowi czasów Średniowiecza.
            Przed przyjęciem chrztu, na ziemiach polskich, istniały zaawansowane technologicznie plemiona słowiańskie, które nie były spojone w jedno wielkie państwo. Zorganizowane były one w liczne wspólnoty plemienne często rywalizujące ze sobą. Na tych sporach często korzystali zewnętrzni najeźdźcy. Mieszko I Piast, dzięki swoim decyzjom politycznym, zdołał zjednoczyć wszystkie lokalne plemiona słowiańskie w jedno silne  państwo, stąd w obliczu tych faktów jest on pierwszym oficjalnym władcą Polski. Przez Chrzest z 966 roku zostaliśmy z kolei włączeni do wspólnoty państw chrześcijańskich. W pewnym sensie Chrzest Polski spoił symbolicznie dzieło zjednoczenia plemion takich jak Wiślanie i Polanie w jedno wspólne państwo nazwane z czasem Polską.
W dokumentach wyznawców religii prasłowiańskich możemy również znaleźć informację o tym, że przed pojawieniem się Polski istniało na obecnych jej terenach państwo Lechitów. Z niektórych tych przekazów możemy nawet się dowiedzieć o tym, że Lechici w czasach antycznych tworzyli obszerne imperium obejmujące część ziem należących do ludów germańskich. Na dzień dzisiejszy nie posiadamy więcej informacji na ten temat, które podparte były większą ilością dzieł pisanych. Analiza istnienia oraz rozmiarów Imperium Lechitów jest więc w tej sytuacji bardzo trudna. Niemniej jednak przy każdej okoliczności omawiania historii początków Polski warto wspominać, uzupełnione o tą ciekawostkę, dzieje plemion naszych przodków w czasach starożytnych.
Przyjmując w średniowieczu chrześcijaństwo zostaliśmy włączeni do wspólnoty wielu państw połączonych nie tylko poglądami religijnymi, ale także politycznymi oraz gospodarczymi. Średniowieczna europejska Cywilizacja Chrześcijańska związana była z monarchizmem autorytarnym, czyli systemem politycznym, w którym rządy sprawował w państwie władca będący Pomazańcem Boga, który cieszył się autorytetem swojego ludu, którego dobrem kierował się podejmując każdą swoją decyzję. Państwa początków średniowiecznej Cywilizacji Chrześcijańskiej były w dużej mierze jednonarodowe, stąd doktryna państwa narodowego jest w zasadzie naturalna dla Europejczyków.  W kwestii systemu gospodarczego chrześcijaństwo propagowało formę feudalizmu. Ten typ gospodarki gardził jednak niewolnictwem. Podstawą feudalizmu był kapitał ziemski, nie pieniężny. To odróżnia go od powstałego później kapitalizmu. Feudalizm kierował się zasadą poszanowania prawa własności zarówno w sferze indywidualnej (prywatnej) jak i publicznej (państwowej, królewskiej). Średniowieczna gospodarka feudalna, w odróżnieniu od obecnej liberalnej, ceniła chęć pracy od podstaw każdej osoby. Obecnie wiele zawodów jest niedostępnych dla ludzi spoza środowiska, zaś inne proste czynności nie mogą być wykonywane od ręki przez każdego chętnego, bez przebycia wygórowanego stażu pracy zwanego szumnie „doświadczeniem”.
Systemy polityczne takie jak komunizm czy demokracja oraz systemy gospodarcze takie jak kapitalizm i socjalizm, nie miały nic wspólnego z tą wspólnotą cywilizacyjną, do której zostaliśmy włączeni 14 kwietnia 966 roku. Podczepianie się pod tą rocznicę republikanów lub komunistów jest bezczelnością. Republiki demokratyczne oraz reżimy komunistyczne pojawiły się w Europie dopiero na drodze antychrześcijańskich rewolucji występujących mniej więcej od drugiej połowy XVIII wieku. Dlatego zwolennicy demokracji nie mają prawa podczepiać się pod to wydarzenie.
Twory polityczne propagujące ideały właściwe demoliberalizmowi, takie tak: polityczna poprawność, nieograniczona wolność słowa, republikanizm, socjalizm, wielokulturowość, wielowyznaniowość państwa, neutralność państwa, judaizacja czy islamizacja chrześcijaństwa były w czasach Chrztu Mieszka I uznawane za bluźnierstwo karane w bardzo surowy sposób. Ideologia NATO czy Unii Europejskiej jest więc znacznie rozbieżna z tym, do czego zostaliśmy włączeni 1050 lat temu. Te międzypaństwowe twory zbudowane są bazie wzorów politycznych obcych światopoglądowo zrodzonej we wczesnym Średniowieczu Cywilizacji Chrześcijańskiej.
Wystąpienia publiczne przywódców partii głównego nurtu między wierszami przemycają wartości republikańskie, które są jawnym zaprzeczeniem tego, co niósł za sobą Chrzest Polski z 966 roku. Tezy polityczne, występujące w okolicznościowym przemówieniu Prezydenta RP Andrzeja Dudy, dotyczącego związków republikanizmu czy judeochrześcijaństwa z dziełem Mieszka I, lub też „mądrości” z Twittera posła PO Adama Szejnfelda o „obecności Polski 1050 lat w UE” są przejawami totalnej ignorancji historycznej, lub też jawnego naginania prawdy pod własną ideologię, ze strony wielu członków Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Partie te, jak pół wieku wcześniej komunistyczne władze Polski Ludowej, próbują najwyraźniej ordynarnie przypisać sobie to wydarzenie do propagandy własnej wywrotowej ideologii zbudowanej na zaprzeczeniu wartościom Średniowiecznej Europy.
Podsumowując, republikanizm to twór bezbożnego i libertyńskiego oświecenia. Średniowieczne państwa przyjmujące chrzest były budowane jako autorytarne monarchie. Judaizacja chrześcijaństwa była w Średniowieczu bluźnierstwem zakrawającym o sąd Świętej Inkwizycji. Mieszanie religii monoteistycznych z chrześcijaństwem było plagą średniowiecznej Europy, którą zwalczano równie silnie co szalejące wtedy na zachodzie epidemie dżumy. Unia Europejska hołduje wartości zaprzeczające dziedzictwu Średniowiecza. To twór stojący na straży socjalizmu, politycznej poprawności oraz multikulturalizmu, które w tamtych czasach były zwalczane jak bezbożne herezje. Najwyraźniej politycy, inteligenci oraz publicyści, kpią sobie z Narodu Polskiego. Z pewnością udaje im się okłamać bezrozumną część swoich zwolenników, ale ludzie ze świadomością historyczną szybko odkryją ich przekręty, przez co z łatwością skompromitują ich w oczach wielu ludzi, przez co tamci oszuści szybko stracą cały autorytet niezbędny dla utrzymania ich mocnej pozycji politycznej. W ten sposób prawda zwycięży.

Przemówienie prezydenckie: https://www.youtube.com/watch?v=qGrMAwkKiuI

Adam Szejnfeld i 1050 lat Polski w UE na Twitter

Pozdrawiam,
Piotr Marek

czwartek, 31 marca 2016

Psychofobia to nie eutanazja...

Ostatnie zawirowania wokół mojego kontrowersyjnego komentarza dotyczącego artykułu Ireneusza Fryszkowskiego o hitlerowskiej egzekucji osób chorych psychicznie 13 marca 1940 roku, w ramach akcji T4, zmusiły mnie do oficjalnego sprostowania moich słów. Autor nazwał nazistów niemieckich w tytule „protoplastami eutanazji”, na co ja skwitowałem to tak: „To nie był żaden protoplazm eutanazji, ale obrona narodu przed elementami zagrażającymi jego egzystencji. To właśnie dzisiejsza polityka litościwa prowadzi do osłabiania normalnych i zdrowych jednostek umacniających naród kosztem pasożytów zagrażających egzystencji reszty. Dziwi mnie przechwytywanie przez narodowców humanitarnej retoryki cieniasów z AI czy YMCA czy tym innych podobnych badziewi. Czubka stać na zarżnięcie przypadkowej osoby z tego powodu, że czubkowi coś się uroi w czubatym łbie, i czubaty łeb jeszcze za to nie odpowie a uczciwy człowiek nie żyje.” Po tym komentarzu padłem ofiarą fali brutalnych ataków, jakbym nie wiadomo co złego zrobił. To są niestety suche fakty na ten temat, a jak ktoś twierdzi inaczej, to ma problemy z ich kojarzeniem!
Przed przystąpieniem do wypunktowania zarzutów wobec mojej wypowiedzi, zacytowanej powyżej, pozwolę sobie nieco rozwinąć jej treść. Na prześladowaniu ludności żydowskiej, czy innych różnorakich mniejszości, skorzystali w dalszej konsekwencji najbardziej sami poszkodowani. Po tych krwawych represjach jakie im zgotowano, po prawdzie w odwecie za krzywdy jakie wyrządzili oni Niemcom w latach poprzedzających wojnę, zarobili bowiem swoisty patent na nie krytykę. Jakiekolwiek przejawy opozycji wobec natarczywych poczynań syjonistów są okrzykiwane „antysemityzmem” przyrównywanym w prawie każdym przypadku do holokaustu.
Tak samo jest z niepełnosprawnymi i chorymi psychicznie. Prześladowania ich przez hitlerowców sprawiły, że obecne zaczęło przeginać w drugą stronę. Chorzy umysłowo mają różne subwencje z tytułu choroby, specjalne miejsca pracy, zniżki, darmowe przejazdy, oraz wszelkie udogodnienia do zakładania rodzin i płodzenia zaś zdrowi na umyśle Polscy muszą radzić sobie sami, ciężko znaleźć im zatrudnienie bez znajomości (nawet mając dyplom lekarza albo inżyniera), a możliwość założenia rodziny muszą przekładać na lata. W ten sposób osłabia się Naród Polski, bowiem promuje się elementy słabe, nieproduktywne i pasożytnicze wspierając ich rozmnażanie, zaś niszczy się ludzi mądrych, produktywnych i kreatywnych blokując im szansę na zakładanie rodziny.
Polityka humanitarna prowadzi narody europejskie do zagłady, gdyż pod pretekstem „ochrony słabszych”, morduje ona silnych i najbardziej opłacalnych dla przetrwania narodu. Prawo też faworyzuje upośledzonych umysłowo, ale o tym wspomnę w dalszej części. Współczesna polityka jest więc przejściem ze skrajności w skrajność. O ile nazistowską eksterminację uznajemy za podłą moralnie, o tyle współczesne praktyki promowania wariatów, pijaków, narkomanów i pasożytów uznać należy za upadły moralnie wynaturzony irracjonalizm! Tyle w tym temacie.  
Pozwolę sobie wypunktować wybrane wobec mnie zarzuty i skomentować je.
Zarzut pierwszy: „To już nawet nie chodzi o to, że Piotr Marek chyba nie skumał, że Niemcom chodziło najpewniej o obronę narodu niemieckiego a nie polskiego…”
Odpowiedź: Oczywiście, że „skumałem”, iż Niemcom (germanistom, III Rzeszę tworzyli nie tylko Niemcy) chodziło o obronę tylko własnego narodu przed elementami chorymi umysłowo. Władze III Rzeszy, w odróżnieniu od władz państw alianckich, kierowały się prymatem dobra własnego narodu nad interesami obcych oraz mniejszości. Germaniści nie mordowali chorych umysłowo z pobudek lewackich (jak współcześni demokraci zabijają za pomocą eutanazji), ale czynili to z fobii wobec zagrożenia, jakie ich zdaniem tamci stanowili. Sam nie pochwalam takiego procederu, ale zachowuję jednak historyczny obiektywizm w tej kwestii. W praktyce jest to takie samo zło jak stosowana dawniej, i chwalona obecnie w części „prawicy”, kara śmierci za kradzież konia. Stoi ono jednak znacznie wyżej moralnie, niż popularne niegdyś praktyki wieszania koniokradów. Upośledzeni umysłowo potrafią sobie uroić coś w swoich chorych głowach i na tej podstawie zabić niewinną osobę nie ponosząc żadnej kary. W przypadku niemieckich nazistów strach przed tym przyjął tu radykalną formę panicznej eksterminacji. Postawę tę nazwijmy roboczo „psychofobią”. Normalny człowiek, w odwrotnym przypadku, mordując psychola w najlepszym wypadku wyjdzie z więzienia jako starzec. To jest chore i wynaturzone, żeby stawiać interes osobników aspołecznych nad dobro ludzi normalnych, nad których losem nikt się nie pochyli w razie trudności. Takie podejście jest wbrew naturze, niczym sodomia czy przymuszanie lwów do całkowitego wegetarianizmu. Nie widzę w takiej postawie żadnej logiki chrześcijańskiej i prawicowej, ale kierowanie się bardziej lewackim, oświeceniowym humanizmem.
Zarzut drugi: „Eugenika w imię postępu – zła. W imię narodu – dobra. Jak sie okazuje”. Pozwoliłem sobie na poprawę licznych błędów niejakiego Jakuba Biernata. Teraz czas na odpowiedź: Zabicie pająka z powodu arachnofobii nie jest tym samym co zabicie zwierzęcia z powodu braku chęci dalszej nad nim opieki. Co innego praktyki eugeniczne nazistów żydowskiego pochodzenia, szkolonych w USA, a co innego wybicie chorych umysłowo z powodu fobii przed ich potencjalnym zagrożeniem. Nie mi jest oceniać intencje niemieckich plutonów egzekucyjnym w tym wypadku, ale jako człowiek posiadający swoje fobie, rozumiem osoby je posiadające. Proponuję się koledze Jakubowi Biernatowi zapoznać z nazistowskimi lękami wobec umysłowo chorych, zanim zacznie się wypowiadać na ten temat. Zanim zacznie ktoś coś głosić na dany temat, niech pierwej ma o nim wiedzę, a nie tylko poglądy ustalone o własne widzimisię.
Zarzut trzeci: „Niech Pan się już lepiej nie tłumaczy, bo jeszcze bardziej się Pan pogrąża ! Dla mnie jest Pan moralnym zerem!!!” – tak napisała niejaka Magda Jakubowska. Teraz czas na moją odpowiedź: Skoro ja ze swoim stanowiskiem jestem moralnym zerem, to pani jest moralną „minus nieskończonością”. Zero nie koniecznie musi oznaczać coś złego, ale także coś neutralnego bądź w granicach normy (czego nie da się powiedzieć o czymś schodzącym na minus). Nie napisałem nic niemoralnego, ale stwierdziłem prosty fakt, że niemieccy naziści nie zabijali ich dla zabawy, ale z fobii jakie mieli wobec nich. Zalecam pani Magdalenie Jakubowskiej podobne uzupełnienie braków, jak dla Jakuba Biernata, zanim zacznie się wypowiadać na ten tematy związane z III Rzeszą.
Teraz czas, na nie skierowany do mnie, na zarzut czwarty: „To nie pierwszy nazista (jak inaczej nazwać kogoś, kto aprobuje uśmiercanie niepełnosprawnych przez hitlerowców?) przyłapany wysoko w strukturach ugrupowania Grzegorza Brauna. Opisywaliśmy już Sławomira Marczewskiego [...], który opublikował nazistowski film zachęcając czytelników do czytania i stosowania „Mein Kampf” będąc jednocześnie pełnomocnikiem regionalnym kandydatury prezydenckiej Grzegorza Brauna na Małopolskę.” Odpowiedź: Nie znam tej sprawy dokładnie, ale przypuszczam, że zarzuty wobec tego człowieka są wygórowane (nie pierwszy raz z resztą w takim przypadku). Promowanie czytania najsłynniejszego dzieła Adolfa Hitlera wcale nie musi oznaczać gloryfikacji dla nazizmu, ale zachęcać do zapoznania się z rzeczywistymi jego poglądami, a nie z ich przekłamaną, systemową interpretacją ze strony lewackich lub syjonistycznych mediów czy szkolnictwa. Uważam, że znajomość tej książki otworzy oczy wielu osobom i pozwoli podważyć wiele kłamstw na temat samego nazizmu i jego stosunku do licznych kwestii, w tym chociażby do Polski na długo przed wrześniem 1939 roku. Rozwijając wątek poruszony w odpowiedzi do tego zarzutu wspomnę, iż władze III Rzeszy w pierwotnych założeniach planowały odwet jedynie za klęskę w I Wojnie Światowej na krajach zachodnich. W stosunku do Polski Adolf Hitler przewidywał sojusz z naszym państwem i Japonią przeciw ZSRR. Jeszcze do 1939 roku elity hitlerowskie nie planowały wobec krajów słowiańskich żadnego Generalplan Ost. Plan ten powstał dopiero podczas wojny, około 1941 roku, w części kręgów wyższego dowództwa SS i GESTAPO. Führer nie zakładał tego głupiego planu od początku, ale sklecono go na potrzeby nowej sytuacji politycznej, w jakiej znaleźli się Niemcy w toku wojny. Nie za wszystkie zbrodnie nazistowskie odpowiadał Adolf Hitler, zaś pojmani dygnitarze III Rzeszy chętnie zrzucali na niego winę za swoje własne występki, aby mogli uratować swoje śmierdzące tyłki. Wykręt w stylu „ja tylko wykonywałem rozkazy” miał być zwykłą ucieczką od odpowiedzialności za swoje grzechy poprzez przypisanie winy za ich popełnienie swojemu przełożonemu.
Ideologia nazistowska, po dziś dzień, jest wroga zarówno aborcji jak i eutanazji. Jest jednak winna eksterminacji, czemu zaprzeczyć nie można. Aborcja i eutanazja cechuje kraje demoliberalne i komunistyczne. Systemy faszystowskie zaś zwalczają ich praktykowanie. Zwolennicy ruchów aborcyjnych, promowani przez lewackie judeomasoństwo, nie mają żadnych barier i opowiadają się za zabijaniem, z niskich pobudek, każdego życia nienarodzonego, nawet obywateli własnego kraju. Naziści za aborcję swoich ludzi karali śmiercią, zaś propagowanie praktyk eksterminacji dzieci nienarodzonych uskuteczniali jedynie na terenach im nieprzychylnym z powodu panicznego lęku przez „nowymi pokoleniami wroga”. Dla hitlerowca każdy nienarodzony mieszkaniec Generalnej Guberni był potencjalnym wrogiem, którego, ich subiektywnym zdaniem, należało zniszczyć w myśl zasady paranoików „albo oni, albo my”. Hitlerowcy zabijali małe dzieci, gdyż w ich głowach nadal tkwiła trauma lat dwudziestych, kiedy to ich własne, niemieckie dzieci, padały z głodu i chorób w otoczeniu wałęsających się, ich własnymi ulicami, bogatych smarkaczy żydowskich i alianckich. Odwrotna sytuacja byłaby w Europie samych państw nazistowskich – wtedy wszędzie na Starym Kontynencie aborcyjne praktyki kończyłyby się najłagodniej obozem koncentracyjnym. Gdybyśmy byli w sojuszu z Niemcami, jak pierwotnie planował to Adolf Hitler choćby w 1935 roku, wtedy wykonanie aborcji w 1941 roku byłoby przykładowo ukarane położeniem durnej bańki pod toporek.
Tak samo z eutanazją – występuje jedynie w systemach lewicowych i demokratycznych. Jest to zabicie chorego dla własnej wygody. Niemcy zabijając mentalnie obłąkanych robili to z własnej wrodzonej fobii wobec niepełnosprawnych umysłowo, gdyż widzieli w nich zagrożenie dla życia własnego. Psychofob nie jest żadnym protoplastą eutanazji, ale zwykłym paranoikiem. W przypadku hitlerowców mieliśmy paranoję ogólnopaństwową. Bali się ich tak samo, jak cierpiący na klaustrofobię lękają się nocy spędzonej w szafie. To była krwawa paranoiczna psychologia, która jest obca zatrudnionym po znajomości na uniwerku profesorkom etyki. W dzisiejszych czasach mamy wiele ruchów neonazistowskich, które mocno wspierają działania organizacji chroniących życie. To koronny dowód na potwierdzenie moich hipotez. Dla przeciwników przedstawionych przeze mnie faktów polecam zapoznanie się z oryginalnymi poglądami nazistów na te tematy.

Pozdrawiam,
Piotr Marek 

wtorek, 2 lutego 2016

Upadek autokracji przyczyną kryzysu imigracyjnego

Zachodni politycy wzajemnie oskarżają się o spowodowanie kryzysu imigracyjnego w Unii Europejskiej. Swoistym „kozłem ofiarnym” jest tutaj kanclerz FRN Angela Merkel, którą obwinia się o ten stan rzeczy. Faktem jest, że zapraszanie przez nią do Europy ludności z terenów ogarniętych konfliktami dało wiatr w żagle zmasowanemu napływowi imigrantów z tamtej części świata. Niemniej jednak brak takiego zaproszenia, ze strony kanclerz RFN, wcale nie powstrzymałby potencjalnej fali imigracji, gdyż nie to było jej przyczyną. Napływ ludności bliskowschodniej do Europy spowodowany jest konfliktem wywołanym przez rewolucyjnych islamistów, którego korzenie sięgają z kolei wojen na Bliskim Wschodzie wywołanych przez amerykańskich neokonserwatystów oraz syjonistów.
Zwolennicy agresywnego kalifatu nie utworzyliby swojego państwa gdyby nie neokonserwatywna polityka demokratyzacji państw Bliskiego Wschodu, realizowaną na drodze niszczenia lokalnych reżimów autorytarnych. Przyczyną kryzysu imigracyjnego jest więc upadek autokracji, które były naturalnymi czynnikami powstrzymującym swawolę polityczną radykalnych środowisk rewolucyjnych. W chwili obecnej przetrwał tylko jeden autorytarny reżim syryjski, który funkcjonuje dzięki wsparciu ze strony Federacji Rosyjskiej.
Ameryka z kolei nie byłaby tak bezczelna ze swoją destrukcyjną polityką demokratyzacyjną, gdyby nie upadek Reakcyjnych Monarchii Romanowów, Habsburgów i Hohenzollernów. Wybuch I Wojny Światowej był jedną z największych tragedii w dziejach cywilizacji chrześcijańskiej, bowiem pogrzebał ostatnie reakcyjne systemy w tradycyjnym ich rozumowaniu. Przez postanowienia „Traktatu Wersalskiego” oraz powstanie Ligi Narodów Stany Zjednoczone Ameryki wtargnęły na europejską scenę polityczną propagując tutaj ideały swojej rewolucji. Dwudziestolecie międzywojenne wyłoniło kilka nowych systemów nawiązujących światopoglądowo do państw „Starego Porządku Świata”, niemniej jednak ich organizacja nie była do końca zgodna z tym, co istniało na Starym Kontynencie od czasów wczesnego Średniowiecza.
Jakobińscy „patrioci” zapewne  oburzą się w tym momencie, że ośmielam się „krytykować moment odrodzenia się polskiej państwowości”. Niepodległościowcy nie zauważają jednak, że nowo powstałe państwo nie zostało utworzone w oparciu o tradycyjne dla narodów europejskich wzorce, lecz powstało w oparciu o dekadenckie zasady rewolucji amerykańskiej. Rok 1918 był jedynie „materialnym powrotem Polski na mapy świata”, jednak twór ten miał mało wspólnego z państwem upadłym w 1795 roku. Powstałe po I Wojnie Światowej Państwo Polskie na skutek „zamachu majowego” w 1926 roku przekształciło się z republiki w dyktaturę sanacyjnych dyletantów. Nieudolne rządy sanacji doprowadziły do klęski podczas „Kampanii Wrześniowej”. Historia pokazała, że wybór demokracji okazał się tragiczny w skutkach, i koncepcja II Królestwa Polskiego z wielu przyczyn na pewno nie zakończyłaby się tragedią września 1939 roku.
Wydarzenia z roku 1918 dały podwaliny do obecnego europejskiego kryzysu imigracyjnego. Upadek monarchii autorytarnych spowodował powstanie republik, których politycy, kierujący się ideologią politycznej poprawności oraz multikulturalizmu, wspierają agresje zbrojne przeciwko państwom autorytarnym oraz wprowadzają do lokalnych społeczności elementy wrogie nam kulturowo. Sama demokratyzacja Europy doprowadziła do wybuchu II Wojny Światowej przez to, że umożliwiła na przejęcie władzy w wielu państwach różnorodnym środowiskom dążącym do globalnego konfliktu. Obecna demokratyzacja Bliskiego Wschodu ewidentnie prowadzi świat ku nowej wojnie, która może okazać się jeszcze tragiczniejsza niż konflikt z lat 1939-1945.
Gdyby nie rewolucja w Rosji w 1917, oraz klęska Państw Centralnych w 1918, demokracja nie rozprzestrzeniłaby się w równie wielkim stopniu co teraz, zaś „globalna rewolucja amerykańska” nie zaraziłaby tak wielu narodów jak obecnie. Z polskiego punktu widzenia potencjalny sukces Cesarzy byłby dla nas korzystniejszy. Europa Trójprzymierza przewidywała powrót Polski na mapę Europy jako Królestwa o znacznie większym obszarze niż maleńka republika jaką, z wielką niechęcią, oferowali nam demokraci z zachodnich republik.
Obecny kryzys imigracyjny swoje korzenie bierze w neokonserwatywnej polityce amerykańskiej rodziny Bushów, której ambicją było zniszczenie Iraku Saddama Husajna. Swój cel Bushowie realizowali podczas prezydentur dwóch przedstawicieli ich klanu. Irak był stabilnym bliskowschodnim autorytarnym państwem gwarantującym chrześcijanom swobodę egzystencji. Zniszczenie tego autorytarnego systemu w 2003 roku dało możliwość na przecięcie tam władzy przez zwolenników rewolucyjnego kalifatu wrogiego egzystencji chrześcijan. Drugim czynnikiem wpływającym na obecny kryzys imigracyjny było zniszczenie przez USA innego stabilnego systemu autorytarnego w Libii Muammara Kaddafiego w 2011 roku. Państwo to, podobnie do Iraku Saddama Husajna, było stabilne i zapewniające chrześcijanom swobodę egzystencji. W tym państwie także przez demokratyzację doszli do władzy ekstremistyczni islamiści.
Zniszczenie autorytarnych państw w Iraku i Libii otworzyło „polityczną puszkę Pandory”, z której wyłoniło się z czasem Państwo Islamskie. Zarówno Saddam Husajn jak i Muammar Kaddafi, byli „lokalnymi Katechonami”  powstrzymującymi islamistów przed ich zapędami rewolucyjnymi. Gdy ich obydwu zabrakło, przy pomocy demokratycznych procedur, ich państwa wpadły w ręce zwolenników kalifatu. Stąd nie trudno zauważyć, że za kryzys imigracyjny de facto odpowiada nie tyle błędna polityka władz RFN, ale anglosasko-syjonistyczna inwazja na Irak i Libię.
Nadzieją na powstrzymanie Państwa Islamskiego jest wymierzona przeciwko niemu zbrojna koalicja autorytarnego systemu Syrii oraz Federacji Rosyjskiej. Ofensywa wojsk lądowych tych dwóch państw znacznie skuteczniej wypiera ISIL ze zdobyczy terytorialnych niż błędna polityka bombardowań ze strony NATO i USA. Bombardowanie służy jedynie do zniszczenia umocnień wroga, jednak do wyparcia go z danego terenu potrzebna jest silne natarcie lądowe. Taką właśnie właściwą ofensywę prowadzi przymierze syryjsko-rosyjskie. Bashar al-Assad oraz Władimir Putin zasługują w pełni na miano „Katechonów”, gdyż skutecznie swoja polityką powstrzymują rozprzestrzenianie się rewolucji islamistycznej neobolszewii.
Obecny kryzys imigracyjny został spowodowany przez upadek państw autorytarnych reżimów powstrzymujących ekstremistów przed dojściem do władzy. Jedynym lekarstwem dla Europy jest odejście od demokracji. Tylko silne, narodowe państwa, rządzone w sposób autorytarny, będą w stanie skutecznie powstrzymać szalejącą falę imigracji. W przeciwnym wypadku dalej demoliberalni politycy będą utrzymywać swój błędny ideologiczny kurs, który z czasem doprowadzi do III Wojny Światowej. Przez nowym globalnym konfliktem ochronią nas narodowe autorytarne monarchie tradycjonalistyczne oraz zorganizowane w nich Ochotnicze Straże Europejskiej Cywilizacji powstrzymujące ekstremistycznych rewolucjonistów przez działaniami na terenie Starego Kontynentu.

Pozdrawiam,
Piotr Marek

sobota, 30 stycznia 2016

Straż Narodowa

Straż Narodowa (SN)
Ochotnicza Straż Europejskiej Cywilizacji (OSEC)

Aktualna sytuacja społeczno-polityczna Europy wymusza na jej mieszkańcach pojęcie indywidualnych kroków chroniących ich normalną egzystencję. Propagowana po II Wojnie Światowej w kręgach sprzymierzeńców polityka promocji społeczeństw wielokulturowych, celem ochrony przez „odrodzeniem ideałów nazistowskich”, poniosła druzgoczącą klęskę. Konsekwencją ideologii aliantów jest europejski kryzys imigracyjny od 2015 roku.
Przyczyny samego kryzysu imigracyjnego tkwią w polityce demokratyzacji krajów arabskich drogą niszczenia tamtejszych przywódców powstrzymujących ekstremistów przed dojściem do władzy. Zamordowanie Saddama Husajna oraz Muammara Kaddafiego otworzyło „polityczną puszkę Pandory”, gdyż wprowadzanie w Iraku i Libii demokracji liberalnej umożliwiło ISIL dojście do władzy, przez co ekstremiści zbudowali twór państwowy szantażujący znaczną część globu jak kiedyś jakobini czy bolszewicy.
Polska jest państwem mniej wymieszanym kulturowo jak inni zachodni członkowie Unii Europejskiej. Sytuacja Polski jest przez to na tym polu bardziej komfortowa niż na zachodzie. Monokulturowe społeczeństwa są bowiem mniej podatne na potencjalne konflikty wewnętrzne. Jednak systematyczny napływ elementów marginalnych, wrogich chrześcijańskiemu dziedzictwu Europy, stwarza zagrożenie dla naszej normalnej egzystencji. Niemcy, Skandynawowie i Brytyjczycy już mobilizują się oddolnie do walki z tymi rewolucjonistami, którzy stanowią tam znaczny procent obywateli ich państw. W Polsce odsetek ten jest znacznie mniejszy, jednak ogrom napływającej tu do nas imigracji może zachwiać te proporcje. Pokonani na zachodzie ekstremiści będą mogli bowiem próbować swojego szczęścia gdzie indziej, czyli też i tutaj. Musimy zatem wyprzedzać fakty.
Wyprzedzając zdarzenia mające miejsce w Niemczech i w Wielkiej Brytanii, propaguję ideę oddolnych narodowych służb mundurowych, przeznaczonych do celów porządkowych, chroniących krajan przed zalewem burzycieli tradycyjnego porządku społecznego. Formację tę roboczo określałem mianem Milicji Narodowej, zaś obecnie przemianowałem do Straży Narodowej lub Ochotniczej Straży Europejskiej Cywilizacji. Nazwę drugą rezerwuję na wypadek konieczności fuzji naszych struktur z innymi podobnymi inicjatywami pozostałych krajów Europejskich. Dopóki działamy na gruncie polskim, działajmy w ramach państwowej Straży Narodowej.
Powołanie takiej formacji umożliwi prowadzenie legalnej samoobrony narodowej przeciwko potencjalnym dekadentom niszczącym nasze wielowiekowe tradycje. Brak powołania takiej organizacji doprowadzi do powstawania różnorodnych nielegalnych patroli obywatelskich wymierzających samosądy i działania według własnych, bliżej nieokreślonych zasad. To doprowadzi do anarchii, której nie będą w stanie się przeciwstawić żadne krajowe siły porządkowe. Jedynie przygotowana, regularna i posiadająca status służby mundurowej organizacja jest w stanie podołać celu ochrony krajan przed napływowymi ekstremistami przy jednoczesnym powstrzymaniu państwa przez całkowitą anarchią.
Pierwszym krokiem ważnym dla prawidłowego funkcjonowania tej organizacji jest nadanie jej statusu porządkowej służby państwowej. W tym celu planuję kontakty z posłami i członkami organizacji politycznych. Wstępne działania podjąłem już kilka miesięcy temu. Uzyskanie statusu funkcjonariusza mundurowego zabezpieczy członków nowej formacji przed celowymi atakami ze strony naszych przeciwników zewnętrznych i wewnętrznych. Bez tego nasze działania będą nieskuteczne.
Przepisy dotyczące rekrutacji będą proste i przejrzyste. Wstępna selekcja pozwoli nam przydzielić ludzi do określonych grup zadaniowych oraz ocenić kwalifikacje kandydatów do nadania im poszczególnych stopni czy sprawowanych funkcji. Osoby niespełniające kryteriów zdrowotnych, emocjonalnych lub dyscyplinarnych, będą mogły być skierowane do grup pomocniczych lub informacyjnych.
Celem selekcji będzie wyłonienie osób najlepiej predysponowanych do określonego zadania. Należy kłaść większy nacisk na indywidualne doświadczenia, własną wiedzę oraz różnorodność posiadanych umiejętności niż powierzchowne wykształcenie, tytuł naukowy, ideologię czy układy na wysokich szczeblach. Nie wyklucza to jednak docenienia posiadanych przez każdego walorów politycznych i edukacyjnych. Gdy i tamte także okażą się przydatne, będą brane przez nas pod uwagę jako atuty danego kandydata. Nie będzie miejsca na odrzucanie osób z uwagi na mało istotne walory fizjonomiczne, gdyż kierując się takimi zasadami liczni wybitni wodzowie, nie rozwinęliby swoich umiejętności, i przez to dziś nie korzystalibyśmy z dobrodziejstw ich doświadczeń.
W początkowym okresie istnienia Straży Narodowej uważam za konieczne przeszkolenie przyszłych kadr zarządzających przez doświadczoną kadrę Wojsk Lądowych lub Straży Granicznej. Formacja będzie prowadzić patrole piesze, choć nie wykluczone będą także działania konne bądź z wykorzystaniem pojazdów mechanicznych.
Ochotnicy przejdą miesięczne szkolenie z zakresu wykonywania powierzonym im zadań, przygotowania fizycznego do pełnienia służby oraz obsługi używanego przez nich sprzętu. Kandydaci wyselekcjonowani do kadry podoficerskiej przejdą dodatkowy miesiąc szkolenia z zakresu zarządzania własnymi grupami operacyjnymi. Elita wybrana do ochotniczych kadr oficerskich przejdzie, pod okiem specjalistów, dodatkowe szkolenie z zakresu kierowania powierzonych im ludzi do działań operacyjnych na przydzielonym dla nich terytorium do działania. Możliwość awansu będzie kierowana zasługami na rzecz sprawy, i nie będzie blokowana przez posiadany przez kandydata poziom wykształcenia.
Straż Narodowa powinna działać na terenie znaczących miast szczególnie narażonych na napływ potencjalnych ekstremistów. W pierwszej kolejności powołane powinny być następujące garnizony: Wrocław, Opole, Kraków, Katowice, Tychy, Gliwice, Lublin oraz Rzeszów. Te miasta będą najbardziej zagrożone na ewentualne ataki napływających do nas rewolucjonistów. Najstosowniejszym miejscem na lokalizację Komendy Głównej Straży Narodowej jest Kraków, jako historyczna królewska stolica Polski.
Formacja będzie miała charakter konserwatywny, kontynentalny i tradycjonalistyczny. Celem działalności cywilizacyjnego dziedzictwa Europy kształtowanego u każdego jej narodu jeszcze od czasów Średniowiecza. Początki każdego narodu Starego Kontynentu wiążą się z tradycjonalistycznym chrześcijaństwem.
W przypadku, gdy Straż Narodowa nie będzie już potrzebna, z racji wykonania własnego zadania, jej funkcjonariusze powinni zostać wcieleni do Wojska Polskiego lub Policji, z zachowaniem posiadanych przez nich insygniów, i wykorzystywać zdobyte przez nich doświadczenia w nowej przydzielonej im ostatecznie formacji.

Piotr Marek,
Lublin, 30 stycznia 2016 roku

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Przywrócić potęgę Polskiej Armii!

Polska nie broni się bez własnego potencjału militarnego. Historia uczy, że polityka liczenia na zewnętrzną pomoc przynosi tragiczne rezultaty. Ściąganie Krzyżaków do Polski, celem walki z poganami, zakończyło się zaborem przez nich części naszego terytorium. Sanacyjna polityka „liczenia na zachodnich sojuszników” (francusko-anglosaskich), skończyła się we wrześniu 1939 roku całkowitą katastrofą. Niestety krajowe elity, w tym te deklarujące się jako „patriotyczne”, nie wyciągnęły z tego lekcji mimo szumnych deklaracji realizowania przez nich tak zwanej „polityki historycznej”. W praktyce tak zwana „polityka historyczna” jest de facto realizacją interesów anglosasko-syjonistycznych pod pretekstem powoływania się na wyrwane z kontekstu wydarzenia sprzed lat.
Rząd koalicji Zjednoczonej Prawicy zdobył władzę w 2015 roku na hasłach gwarancji zmiany wobec mizernych rządów PO-PSL. Co z tego wyniknie, to się okaże. Na razie w kwestii polityki zagranicznej czy organizacji krajowych sił zbrojnych, Zjednoczona Prawica powtarza błędy swoich poprzedników. Minister Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz, jakiś czas temu wybrał na swojego doradcę jakiegoś jankeskiego studenciaka z wpływowej rodzinki. Ten na szczęście ten poddał się do dymisji po fali krytyki ze strony internautów i memujących trolli. Prezydent Andrzej Duda obiecał zapomogę dla syjonistycznych i demoliberalnych neobanderowców z Kijowa w wysokości 1 miliarda złotych. Jest to suma dziesięciokrotnie większa od obiecanej przez jego „pożal się Boże” poprzednika Bronisława „Bula” Komorowskiego, zwanego przez innych „Bronkomorem”. Takie posunięcia nie są żadną zmianą ale kontynuacją polityki Platformy Obywatelskiej.
Gabinet PO-PSL, przez środowiska uważające się za „patriotyczne”, określany jest mianem „rządu zdrady narodowej”. Nie zwracają uwagi jednak na to, że sami w pewnym sensie także dopuszczają się zdrady. Termin „zdrada” jest pojęciem relatywnym. Podobnie „interes narodowy”, w świetle faktów, można naprawdę definiować wielorako. Obecnie  „zdradę” pojmujemy generalnie „po jakobińsku”, i tym terminem określamy tego, kto tępo i bezrozumnie nie popiera interesów państwa bez oceny jego polityki. W europejskiej tradycji chrześcijańskiej natomiast, zdradą jest odstępstwo od dziedzictwa cywilizacyjnego Starego Kontynentu. W świetle tego, to nie Ludwik XVI zdradził Francje prosząc reakcyjne państwa niemieckojęzyczne o interwencję w obronie tradycyjnego ładu, ale zdradzili jakobini, którzy wewnątrz własnej ojczyzny wszczęli burdę, która doprowadziła ten kraj do ruiny oraz zniszczyła resztki jego dawnego dziedzictwa i świetności. Obecnie PiS, podobnie jak dawniej PO, zdradza Polskę, bowiem niszczy szczątki naszego dziedzictwa celem wprowadzania do nas ideałów rewolucji amerykańskiej i (anty)francuskiej. Wynalazki pokroju demokracji, praw człowieka, wolności słowa czy swobód obywatelskich nie mają nic wspólnego z tym co było podwaliną do powstania naszej państwowości.
Wracając do wątku dotyczącego pretensji „Zjednoczonej Prawicy” do poprzedników to, mimo kilku racji, nie do końca opierają się o prawdę. Nie powinni za fatalne rządy obwiniać do spółki PSL. Ludowcy często wyłamywali się dominującej partii rządzącej w wielu moralnych kwestiach, zaś w polityce zagranicznej reprezentowali polskie interesy narodowe znacznie bardziej niż PiS. Ten w kwestii wspierania demoliberalnych neobanderowców nie różni się niczym od PO. Gdy byłem na „Debacie kandydatów do Lubelskiego Sejmiku Wojewódzkiego” w TVP Lublin, w listopadzie 2014 roku, ważny samorządowiec z PSL w rozmowach zakulisowych przyznał rację krytyce wpierania neobanderowców. Zaznaczył, że dla bezpieczeństwa nie mówi się wszystkiego.
Okres rządów lat 2005-2007 był czasem reform, które inicjowane były przede wszystkim przez narodową LPR oraz ludową „Samoobronę”. Syjonistyczny i republikański PiS notorycznie bombardował ich konserwatywne i pronarodowe postulaty. To Roman Giertych jako Minister Edukacji Narodowej wprowadził mundurki i program „zero tolerancji”. To LPR dała polskim matkom becikowe (zwalczane przez takie gwiazdy PiS jak Jacek Kurski, obecny szef TVP). To Andrzej Lepper walczył o sprawy polskich rolników. To PiS stał przeciw całkowitemu zakazowi aborcji i eutanazji jakiego domagała się Liga Polskich Rodzin. To w końcu bracia Kaczyńscy chcieli w 2005 roku albo nowe wybory, albo koalicję z PO, i z wielką niechęcią zawiązali gabinet z „Samoobroną” i LPR.
Legenda prezydenta Lecha Kaczyńskiego to legenda człowieka, który świętował żydowską, bluźnierczą Chanukę, podpisał „Traktat Lizboński” oraz był entuzjastą reaktywacji syjonistycznej masonerii B’nai B’rith. Ponadto zanim objął najwyższy urząd w państwie, zasłyną ze wstrzymania ekshumacji w Jedwabnem, przez co pozwolił na utrzymanie etosu antypolskiego związanego z tamtą masową egzekucją.
Wracając do wątku tytułowego nie sposób zauważyć, że odrodzenie potęgi Polski jest możliwe tylko po odbudowaniu jej potencjału militarnego opartego o własne, silne, i dobrze wyposażone jednostki. Polityka „liczenia na sojuszników z NATO” będzie powtórką z błędów wspomnianych na początku tego felietonu. Jeżeli taką drogę obiera obecny rząd, to prowadzi nasze państwo nad skraj przepaści. Polska nie może sobie pozwolić na rolę „mięczaka” wymagającego pomocy Paktu Północnoatlantyckiego. Nasza ojczyzna musi przyjąć rolę „twardego gracza” atrakcyjnego jako potencjalny sojusznik.
Aby pozyskać liczną, regularną armię, zdolną do obrony przed mocarstwami atomowymi, musimy przywrócić służbę poborową na uczciwych i sprawdzonych zasadach. Armia zawodowa jest jednym z fatalnych posunięć rządu Platformy Obywatelskiej, które wymaga od nas natychmiastowego sprostowania. Porzućmy błędną ideę armii zawodowej, którą można zniszczyć w przeciągu jednego tygodnia. Wojska pozyskiwane z poboru powszechnego winny mieć status obrony krajowej. Do zagranicznych misji wykorzystywać należy jedynie oddziały specjalne będące jednostkami w pełni zawodowymi.
Pobór winien być prowadzony na starych zasadach, z podziałem na służbę zasadniczą i podchorążych. Służba podchorążych powinna być przeznaczona dla osób wykwalifikowanych. Sugeruję, aby jak dawniej, kierować na nią fachowców, których kwalifikacje są przydatne dla wojska. Mówię tu o inżynierach (kierunków stricte technicznych), kapelanach oraz o medykach. Pozostałe osoby z wykształceniem wyższym, średnim technicznym oraz absolwenci szkół elitarnych bez dyplomu, sugeruję kierować do służby podoficerskiej. Osoby niewykwalifikowane, jak dawniej, winno się delegować do służby zasadniczej. Elementy marginalne, poprzez służbę zasadniczą, będą poddane skutecznej i sprawdzonej resocjalizacji. Z pewnością 2 lata służby zasadniczej będą o wiele skuteczniejszą lekcją niż więzienie, gdyż ta instytucja bardziej demoralizuje niż resocjalizuje.
Pobór generalnie powinien obejmować też i kobiety, szczególnie te o o zdiagnozowanej bezpłodności czy o walorach fizycznych pozwalającym na konkurencję z mężczyznami. Wiele młodych panien próbuje w chuligaństwie przewyższać swoich kolegów, stąd pojawia się konieczność poddania ich obowiązkowej służbie wojskowej. Sama służba zasadnicza powinna trwać 2 lata z możliwością awansu na kaprala. Stopień oficerski winno się uzyskiwać jedynie po odbyciu służby podchorążych, po której to dopiero powinno się uzyskać przepustkę do Wyższej Szkoły Oficerskiej. Dobrym pomysłem byłoby również uzyskanie prawa do możliwości studiowania po odbyciu służby wojskowej. Absolwenci lepszych szkół, w nagrodę na wysiłek, odbywaliby roczne szkolenia podoficerskie. Reszta natomiast, marząc w studiach, winna pierwej zmierzyć się z dwuletnią zasadniczą służbą wojskową.
Podsumowując, budowa tarcz antyrakietowych czy sprowadzanie do Polski jednostek amerykańskich, przypomina mi żywcem dawny błąd Konrada Mazowieckiego. Tamten, do walki z poganami, wprowadził nieodpowiedzialnie na nasze terytorium obce wojska Krzyżackie, które dodatkowo błędnie ulokował w jednym miejscu. To spowodowało, że ośmieleni zbrojni braciszkowie, utworzyli zakonne państwo kosztem naszych ziem. Tak samo mogą zrobić obce wojska amerykańskie, gdy wpuścimy je do Polski. Pod pretekstem „obrony demokracji”, wojska amerykańskie na pewno zawłaszczą nasze ziemie i będą w dalszej perspektywie gnębić Polaków. Tylko własna, regularna, dobrze wyposażona i liczna armia będzie w stanie obronić nasze granice przed potencjalnym napastnikiem. Jeżeli ktoś tego nie dostrzega, to albo jest ślepy, albo głupi, albo jest zdrajcą.

Pozdrawiam,
Piotr Marek